23 sierpnia 2010

Egipt. Wycieczka na Górę Mojżesza


      
       Wycieczkę na Górę Mojżesza 
rozpoczyna się o drugiej w nocy, by zdążyć przed wschodem słońca. Każdy chce zobaczyć pierwsze jego promienie. Trzeba spieszyć się, aby zająć odpowiednie miejsce widokowe. Trwa więc na tej świętej górze swego rodzaju walka o każdy najlepszy centymetr widokowego miejsca. Nie uda się tam pobyć w ciszy, skupieniu, zadumie i samotności. Setki osób. Z plecakami, kamerami, aparatami fotograficznymi, walkmanami nawet, niektórzy także z Biblią. Nikt z turystów bawiących na Synaju, tych, którzy zdali się na ofertę turystycznego przemysłu, jednak chyba nie idzie tam dla modlitwy i pokuty. A jeśli nawet, to jego modlitwa nijak się ma do „niepokutnego" zachowania.
        
       Ponad trzy tysiące stopni, które kiedyś wykuł mnich, jako rodzaj pokuty, z pewnością nie miało być ścieżką turystów pędzących po ... sfilmowanie wschodu słońca. Wspinaczka trwa niecałe trzy godziny. Powolniejsi potrzebują trzydzieści minut więcej. Odbywa się wśród krzyków sprzedawców coca-coli i żwawo wspinających się po lepsze miejsce na szczycie, taranujących i spychających ze skalnych stopni  innych turystów. Im wyżej, tym bardziej stromo, tym większe zmęczenie i wyższa cena coli. Na samym szczycie jest zimno, więc kwitnie „ocieplający" biznes. Zmarzniętych otulą kocem, a zmęczonym podścielą matę, by usiedli i odpoczęli.
        
       A kiedy już wschodzi słońce, niektórzy turyści zaczynają śpiewać swoje hymny. Grupa polska intonuje religijną pieśń „Kiedy ranne wstają zorze". Jestem zdziwiona, że w tym turystycznym „show" potrafią dopatrzyć się duchowości do tego stopnia, że aż wyzwala to chęć śpiewu religijnej pieśni. Choć wiem, że górę tę utożsamia się z miejscem biblijnym, w którym Mojżesz otrzymał od Boga tablice z Dekalogiem, zaś szczyt góry miał być miejscem oddawania czci Bogu, to w żadnej mierze wycieczki tej nie udało mi się podnieść do rangi wielkiego duchowego przeżycia. Krajobrazowo także nic szczególnego. Po pierwsze - wyprawa jest w nocy, a zatem widoków nie ma, zaś wschodu słońca  ani panoramy  w świetle jego promieni  nie zobaczyłam, brutalnie zepchnięta przez turystę z kamerą, nazywającego siebie pielgrzymem. Zanim pozbierałam obolałe kości, już trzeba było schodzić, zaś śpiewane różne hymny... głośne modlitwy... pieśni na cześć... w zderzeniu z panującą atmosferą przepychanek i handlu ... zniesmaczyły mnie po prostu. Może dlatego, że wolałabym być w otoczeniu ludzi wsłuchujących się w swoje własne myśli i umożliwiających to samo innym czynić? A może po prostu nieładnie brzmią nakładające się na siebie hymny narodowe wyśpiewywane na zasadzie przekrzyczenia wycieczkowiczów innej narodowości? A może dlatego, że głośne - jakby na pokaz - modlitwy w różnych językach, trudno było odebrać z należnym modlitwie szacunkiem?
        
       Wyrażanie zachwytu wschodem słońca, czy okazywanie radości na widok jego pierwszych promieni w różnonarodowej i wielokultulorowej grupie mogło by być jakieś... inne... Tylko jakie? Może w sposób jednakowy dla wszystkich? Choćby nawet oklaski, które zachwyt na całym świecie wyrażają? A może raczej cisza, bo jednak przybywają tu także prawdziwi pielgrzymi!

       Choć niektórzy mawiają,  że na Górze Mojżesza o wschodzie czują, jakby rodził się świat,  jest to jedyna wycieczka, której ja miło nie zapamiętałam. Mam jednak nadzieję, że moje wspomnienie jest incydentalne. Tak może trafiłam pechowo?
A może dla mnie po prostu... świat rodził się  w bólu... moich licznych potłuczeń?
Cóż... wszystko przecież rodzi się w bólu...




Rady:
  • Warto zabrać ciepłe ubranie (niezależnie od pory roku na szczycie góry jest zimno) i wygodne buty.
  • Do zwiedzania klasztoru św. Katarzyny konieczny jest odpowiedni ubiór (zakryte ramiona i nogi).
  • Nie wybierać się w okresach turystycznych szczytów i jeśli jest możliwość, to spróbować na własną rękę,  a nie z wycieczką zorganizowaną.
  • W  klasztorze św. Katarzyny, znajdującym się u stóp góry, można przenocować. Może więc lepszą  byłaby wyprawa z noclegiem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.