Etykiety

21 kwietnia 2017

Ręce pełne roboty

       Przyszła wiosna! Idzie lato! Czeka nas dużo pracy i dodatkowe wydatki. 

Przede wszystkim należy zakupić odpowiedni krem, będący kluczem do miękkiej i zdrowej skóry twarzy. To nasza wizytówka! Lico zawsze na wierzchu i pod ostrzałem bacznych obserwatorów urody. Tak więc nawilżającym serum należy pracowicie smarować i klepać wysuszoną mrozem, wiatrem i centralnym ogrzewaniem skórę. Z takiego nawadniania nic jednak nie będzie, gdy nie zrobimy peelingu. Przed nawilżeniem trzeba zedrzeć paskudny od smogu naskórek. Może pumeksem albo tarką do ziemniaków? Skutecznie działa także kontrolowane poparzenie kwasem solnym. Osobiście nie polecam. Wystarczą jakieś drobinki ścierające, jak np. popiół z kominka wymieszany z piaskiem z akwarium.

       Gdy już wyglancujemy twarz, zabieramy się za szyję. Co to będzie po zdjęciu szalików i apaszek? Szyja przecież zdradza wiek, a metryka jest sprawą wielce wstydliwą. Trzeba więc ją zafałszować. Przecież dwunastolatka ma wyglądać, jak swoja mama, a babcia, jak wnuczka. Nastolatce wystarczy teatralny makijaż. Mama i babcia muszą popracować nad szyją. W zmienianiu daty urodzenia pomoże peeling i specjalne kremy. Stosować należy codziennie. Żadnego lenistwa, o! I nie zapominać, że szyja ma nie tylko przód, ale także boki i tył, które tak lubią być całowane.  Przed nakładaniem specyfików warto zapisać się do szkoły. Są dwie. Pierwsza, to Podyplomowe Studia Antygrawitacyjne, gdzie uczą wsmarowywać kremy od dołu w kierunku podbródka. Drugi wydział - doktorancki - zaleca, by robić to, jak masaż. Koniecznie w kierunku serca, czyli od podbródka ku dekoltowi. Gdy już dojdziemy do dekoltu, należy zająć się biustem. Kogo stać, udaje się do kliniki piękności na operacyjne ujędrnienie, a kogo nie, idzie do marketu po sól i codziennie - na mokro - ją w piersi wciera. Masaż ujędrniający może być wykonany także szorstką rękawicą spawalniczą.

 Jeśli głodówka nie pomoże, 
można uszyć sukienkę tuszującą.
   Tak dochodzimy do brzucha i oponek w pasie oraz na boczkach. Na nich możemy zaoszczędzić. Żadne drogie kosmetyczne specyfiki i suplementy diety nie pomogą, więc ich nie kupujemy. Przestajemy po prostu jeść. Zaoszczędzone na żywności pieniądze inwestujemy w klubie fitness. Kiedy już uzyskamy talię osy, a brzuszek będzie płaski, jak deska do prasowania, bierzemy się za nogi. Własne! Te wypielęgnować trzeba od stóp do ud i odwrotnie. Przecież to one są obiektem westchnień mężczyzn. Latem włożymy krótkie spódnice, zalotne sukienki, czy sportowe szorty i co wtedy?  Już teraz należy sprawdzić, w jakim stanie są nasze kończyny dolne. Skóra na nich ma być gładka, w pięknym kolorze, elastyczna, włoski wydepilowane, a popękane naczynka niewidoczne.  Jeśli taka nie jest, do roboty! Peeleng i depilacja, smarowanie i wklepywanie, kolorowanie i nabłyszczanie przed zmatowieniem, a także masaże. Trzeba oczywiście zakupić odpowiedni masażer i depilator. Także farbę do zamalowania czerwonych pajączków na udach i pieprzyków na łydkach. Może przydać się także wosk.

       Wiosną trzeba koniecznie przymierzyć sandałki, które bezlitośnie ujawnią zimowe zaniedbania. Następnie, już na bosaka, wykonać pięć kroków:
1/ kąpiel stóp w oleju i naparze z ziół;
2/ usuwanie zgrubiałego i stwardniałego naskórka;
3/ pozbywanie się nagniotków;
4/ smarowanie kremami na dzień, pamiętając o innym na pięty i pęciny, policzki palcowe bliższe, dalsze i środkowe, a także przeciwgrzybicznym międzypalcowym;
5/ nakładanie odżywczej maseczki i zawijanie stóp folią na noc.


Jeszcze tylko parę kroków do apteki po suplementy na zdrową i piękną cerę, tabletki odwadniające i odgazowujące, zastrzyki z botoksu, lek na pryszcze, olejek na rzęsy, antyperspirant na upały, środek zmiękczający skórki paznokciowe, maść na pięty, plastry regenerujące skórę, wzmaczniacze włosów i paznokci, ciekłą parafinę do kąpieli, masło z gliceryną na łokcie, balsam na usta, kwas na przebarwienia, biotynę z bambusem i skrzypem, wodę termalną dla skóry, witaminy A i E w kremie, witaminę C w płynie, krzem z cynkiem i żelazem, beta karoten, stymulator łupieżu, żel pod oczy, wybielacz i przyciemniacz, lanolinę i wazelinę, odżywkę keratynową, kapsułki kolagenowe, filtry przeciwsłoneczne... etc... etc... oraz rozpuszczalnik, mleczko i sól fizjologiczą do demakijażu. 

Tyle, w wielkim skrócie, należy wykonać i zakupić, zanim do lata... do lata... piechotą będziemy szły. Przed każdym wyjściem musimy oczywiście zrobić perfekcyjny makijaż i fryzurę. Do tego wystarczy zaledwie kilkanaście rodzajów kosmetyków, kilka pędzli, szczotek i spiralek oraz prostownica na prąd stały 220V. 

Pozostaną spracowane ręce, z którymi nie wiem, co zrobić. Co tam ręka? Można... Oddać komuś, o!

25 marca 2017

Kicze, bzdety, dzieła sztuki

czyli  posiaduszki robótkowe.


       W szkole, za moich czasów, nazywane robotami, pracami ręcznymi i zajęciami praktycznymi. W domu, przy piecu, szycie i dzierganie, rysowanie czy malowanie nazywaliśmy posiaduszkami rodzinno - sąsiedzkimi. Odbywały się przeważnie w zimowe i jesienne wieczory. Wiosna zapraszała wszystkich do ogrodów działkowych. Wtedy piece kaflowe ostygały, a niedokończone prace chowano w szufladach.

Prawie dwadzieścia lat temu zaczęłam haftować obrus na 8-osobowy stół. Przez kolejne zimy wyszywałam po kilka ściegów i znów chowałam do komody. Postanowiłam skończyć w sezonie jesienno - zimowym 2016/2017. Nie udało się, bo czas szybko zleciał i znów wiosna uderzyła do głowy. Ta nie da posiedzieć w fotelu, o nie! Gdzieś woła, gdzieś popycha... byle dalej od kominka. Zabrakło też motywacji, bo ani stołu pod ten duży obrus już nie ma, ani ośmiu osób, które mogłyby przy nim usiąść. Na dodatek robótkę trzeba było chociaż raz w roku przeprać, żeby podczas wyszywania nie kurzyło się z niej. Przez to sprały się, odbite przez kalkę, dwa motywy wzoru. Szablonu ani kalki także już nie mam!



Lubię robić kolaże. To moje „dzieła sztuki”. Dziwne, że zimą przeważnie wychodziły mi łączki z motylkami albo jakieś plaże czy alejki.








A z resztek włóczki mnożyły się myszy, którymi obdarowywałam każdego, kto chciał i nie chciał. Czasem szczurek się niechcący wydziergał. W parze z myszką buszuje nawet po Krakowie. Myszy zrobiłam na drutach. Kiedyś więcej szydełkowałam. Czy obecnie politycznie jest używać szydełka do pospolitych robótek?