Etykiety

30 grudnia 2016

Poncz i kanapki


       Sylwestra spędzam z telewizorem na białej sali. Telewizja zapowiada dobrą zabawę. Aby nie opuszczać  sali poleżeń ani na chwilę, zatroszczę się wcześniej o kanapki. Kworum nie będzie, więc żadne noworoczne postanowienia nie zostaną podjęte, ale za to planuję poncz. Oto przepis:

- dojrzałe pomarańcze bez pestek,
- słodkie mandarynki,
- pyszne kiwi,
- cytryna lub limonka,
- sok pomarańczowy,
- delikatne białe wino - półsłodkie lub półwytrawne.

Trzeba tylko pamiętać, że poncz musi być w odpowiednim czasie przygotowany, aby  w chłodnym miejscu dojrzewał co najmniej kilka godzin. Zrobiony spontanicznie, w ostatniej chwili, może zaszkodzić.



Drogi Posiaduszkowiczu,
niechaj wszystko, o czym marzysz,
w nowym roku się przydarzy.

DO SIEGO ROKU!




16 grudnia 2016

Pierniczek z buraczkowymi uszkami


Mobilny warsztat twórczy rozgrzany do czerwoności.



- U Ciebie już święta? - Zapytała koleżanka widząc w moim domu powyciągane ozdoby świąteczne, po czym dodała: - U nas robi się to w Wigilię Bożego Narodzenia.
- U mnie nie w Wigilię, bo radosna twórczość świąteczna zajmuje mi ponad dwa tygodnie. Odpowiedziałam.

       W tym roku na prezenty zrobiłam serwetniki z masy solnej. Jako dzieła wysokich lotów to one nie wyszły, ale tym, którym wysłałam, przypadły do gustu. Jedna obdarowana nawet zachwyciła się:

- Ja pierniczę, ale twórczość! ŁŁŁaaał! - Napisała w  listelu  dziękczynnym.




Znajomym miejscowym, którzy na piernikach się nie znają, więc „nie pierniczą”, zburaczkowały się nosy i uszka. Szczególnie na widok szopki.






Prezentując te jeszcze niedokończone dekoracje,
drogim Posiaduszkowiczom oraz Gościom przelotnym i przejezdnym

życzę dobrego czasu świątecznego.
Niech wszystkie sprawy dokonują się pomyślnie,
a szczęście nie opuszcza.



Dodatek, 20 grudnia 2016 r.


Prosto z lasu przybył srebrny świerk.
Obudził się świerszcz drzemiący za kominkiem,
nastroił swój zabytkowy instrument muzyczny i powiesił go na choince.




Na wierzchołku drzewka przysiadł ptaszek i wyśpiewał,
że pora zakończyć zabawę w dekoracje.



Mobilny warsztat twórczy przebranżowił się
i zarejestrował inny rodzaj działalności gospodarczej. ;-)



Rada pana leśniczego.

       Aby naturalna choinka dobrze się trzymała, należy odświeżyć miejsce cięcia i postawić ją w wodzie, do której wrzucamy miedziaki - około 10 sztuk żółtych monet.

3 grudnia 2016

Przerwa w adwentowej kontemplacji

Uwaga! Uwaga! DEZUBEKIZACJA! Czy strażak  jest  BANDYTĄ i UBECKIM OPRAWCĄ?


       Strażak to nie ubecki oprawca, by podlegać dezubekizacji, o! Nigdy w historii nie pełnił służby na rzecz totalitarnego państwa, o! Strażak zawsze  - narażając własne życie i zdrowie - służył ludziom, o! Ponad polityką i ponad podziałami ratował życie człowieka i jego mienie oraz walczył z żywiołami, o!  Strażak zawsze był przeciwieństwem tych, którzy naruszali przyrodzone prawa człowieka, o! Strażak w każdym systemie był i jest obecnie w grupie zawodów najwyższego zaufania społecznego, o!

       Projekt rządowy, by obniżyć nabyte uprawnienia emerytalne  także strażakom i renty ich rodzinom, w tym osieroconym po funkcjonariuszach straży pożarnej, którzy zginęli w akcjach ratowniczo - gaśniczych,  jest niesprawiedliwy, niehumanitarny i niespotykany w żadnym kraju na świecie, o! Podobnie nieludzki jest  projekt odebrania strażakowi świadczenia z tytułu inwalidztwa  nabytego w służbie, o!

A dlaczego?  A dlatego, że studiował na uczelni dziś uznanej za totalitarną, o!


       Jako strażak straciłam zdrowie w odpowiedzialnej i stresującej służbie dla społeczeństwa. Dziś - jako oficer pożarnictwa w stanie spoczynku - jestem gotowa stracić nawet życie w proteście przeciwko ustawie w proponowanym kształcie.


Refleksje po przeczytaniu komentarzy.

Dopisek, 5 grudnia 2016 r.

       Jeżeli wśród emerytowanych funkcjonariuszy są  tacy, którzy byli „bandytami i oprawcami”,  nimi niech się zajmie IPN oraz sądy. Jak można stosować odpowiedzialność zbiorową, dotykającą ludzi uczciwych, którzy  z narażeniem życia i zdrowia służyli współobywatelom, a niektórzy nawet czynnie sprzeciwiali się totalitarnej władzy i byli pacyfikowani przez ZOMO!? Jak można za niewinność karać wdowy i sieroty po funkcjonariuszach, którzy stracili życie na służbie!?


Pamiętam, że...
Jesienią 1981 roku podchorążowie Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej zbuntowali się przeciwko decyzji władz PRL by uczelnia podlegała Ministerstwu Spraw Wewnętrznych a nie cywilnemu Szkolnictwu Wyższemu. Rozpoczęli protest i podjęli nieudane negocjacje, a także strajk okupacyjny mający bronić strażacką uczelnię przed „zmilitaryzowaniem”. Kapelanem tych młodych strażaków został ks. Jerzy Popiełuszko. Poza granicami kraju protest ten został określony mianem pierwszego w historii służb mundurowych bloku wschodniego. W Polsce społeczeństwo wywieszało transparenty i plakaty z napisem "nie damy zgasić pożarników". Nie udało się obronić uczelni przed zeMeSWuizowaniem, ponieważ szkoła została spacyfikowana szturmem ZOMO i desantem helikopterowym oddziału antyterrorystycznego. To było preludium stanu wojennego... 
... z epilogiem po latach w wolnej demokratycznej Polsce, jak w podtytule tej notki?

Ciekawostka:
     2 grudnia br. odbyły się obchody 35-lecia strajku w WOSP, które  zostały objęte Patronatem Honorowym Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy. W skład Komitetu Honorowego m.in. wszedł minister Mariusz Błaszczak - projektant ustawy dezubekizującej także strażaków. Tego samego dnia, dokładnie 2 grudnia - jak na ironię - w parlamencie mówił o ciemiężeniu rodaków przez funkcjonariuszy podlegających dezubekizacji i o tym, że sobie mogli inny zawód wybrać. Z ust jakiegoś posła padło też słowo: KACI!

Dopisek II, 6 grudnia 2016 r.
       Drugą refleksją po kolejnych komentarzach jest wiersz Martina Niemöllera - niemieckiego pastora luterańskiego, napisany w obozie w Dachau w 1942 r.

Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.


Jeszcze jestem, więc PROTESTUJĘ !


Dopisek III, 7 grudnia 2916 r.
Otrzymałam wiadomość z następującym tekstem,  z prośbą o wklejenie do notki.   
         Milicjant, strażak, pogranicznik, strażnik  więzienny... skończył jakąś szkołę czy kurs resortowy, a teraz  to jest  - według obecnego MSWiA -  tożsame ze "służbą na rzecz totalitarnego państwa", bo szkoła czy kurs były dawnego MSW. To gdzie się mieli uczyć? W szkółkach parafialnych? Na Harvard University? Tam nie uczyli pograniczników szyfrować, czy strzelać. Mało tego,  Pan Minister powiedział, że mogli inny zawód wybrać i nie ciemiężyć rodaków.  Rozumiem to tak: po co strzegli granic, łapali bandytów, ratowali życie ludzkie  i gasili pożary? Walczyli z mordercami, złodziejami, żywiołami. Powinni tego nie robić, bo z tym wszystkim zmagali się chyba  ministranci. Siedem pielgrzymek papieskich ochraniały chyba elfy św. Mikołaja i zastępy zuchów PIS.  Jeśli „ciemiężyciele” i „kaci” od 1990 roku nie byli już potrzebni, to trzeba było im to oświadczyć w latach 1990-91,  wyrzucić ze służby i pilnować sobie samemu swojego bezpieczeństwa.  Gdzie byli wówczas obecnie rządzący? Trzeba było być odważnym i mądrym wtedy, i używając wiedzy zdobytej w założonych przez siebie nieresortowych kółkach zainteresowań, pilnować bezpieczeństwa państwa i swojego, a nie zatrudniać w III RP funkcjonariuszy z „trefnych” szkół.  Ot, bohaterowie,  którzy m.in. dzięki wiedzy i  pracy tych, co te „trefne” szkoły i kursy odbyli,  bezpiecznie drogę do sejmu i senatu przebyli. A teraz, jako „jedyni chlubnie narodzeni” chcą karać  oprócz SB-ków  także innych funkcjonariuszy oraz ich rodziny za to,  że się  „w jednej porodówce z SB-kami urodzili”.

alEllu, piszesz w notce o strajku podchorążych WOSP w 1981 roku. Poznaj nazwiska łamistrajków, bo jeden z nich jest dzisiaj hołubiony przez obecną władzę i postawiony na bardzo wysokim stanowisku. Szkoda, że nie napisałaś o protestach strażaków także w jednostkach terenowych, co w służbach paramilitarnych było nie lada wyzwaniem. Główni organizatorzy (wszystkich protestujących przecież nie mogli zdjąć)  znikali z dnia na dzień. Ten z Twojego miasta też przecież przepadł gdzieś. Pozdrawiam, Andrzej z Lublina.