26 kwietnia 2014

Wiosna, ach to ty...

       Wiosna przyjechała furą w asyście dwóch woźniców. W gwarze ptasich treli zeskoczyła z wozu, zaszurgała białymi pantofelkami, zakołysała  biodrami i kwiatami ogrody przyozdobiła. Trochę kwiecia poskąpiła. Niewiele go na wsi, w której gościłam. Częściej widuje się iglaki, tuje i strzyżone trawniki. Zachwyciłam się starą wiśnią za pannę młodą przebraną. Buchnęło, zatrzepotał na wietrze muślinowy welon i uniósł się pod niebo. Pospiesznie przybyli weselni goście, by spijać nektar z tysięcy kielichów. Gwar... gwar! Śpiewy... śpiewy! Tańce... tańce! Upajanie... upajanie! Wszechobecne, nieustanne bzykanie! Aż staruszce w białej sukni z czuba dymiło. 


 KLIK powiększa zdjęcia.


       Fiu! Fiu! Wyśpiewyłał ptak, z góry podziwiając różowy migdałowiec. Na pięciolinii z drutów kreśliły się niewidzialne, ale słyszalne nuty wiosennych hymnów. „Viktoria”- na znak potęgi Imperium Wiosny - kwitnący krzew odpowiadał.

  





       Koniki poszły do pracy, a ja aż do zmroku, upajałam się tym radosnym weselem... I jeszcze raz, i wciąż, i w kolejne dni... Na niekończących się, z dnia na dzień piękniejszych, poprawinach.