28 sierpnia 2010

Jak się Grycelka do Afryki wybierała


Walizka spakowana!
Nowa torebka na bagaż podręczny w pogotowiu!
Kwiatki zgrupowane w łazience!
Lodówka rozmrożona!
Kuchnia wyłączona!
Do jedzenia pozostawione dwa jajka, dwie kajzerki i dwa plasterki sera żółtego - na kolację i śniadanie dnia następnego, bo tuż po śniadaniu wyjazd. Wprawdzie nie wprost do Afryki, ale już w drodze do niej.

Kolacja: sera nie mogę przełknąć, kajzerki nie mam siły ugryźć. Drobię jedzenie w kawałeczki, jak dla wróbla, z trudem wpycham do gardła i kładę się spać.
Rano czuję się przeziębiona. Zjadam dwa  ugotowane jaja. Jeszcze tylko pożegnania telefoniczne i mailowe ze znajomymi, zapakowanie torebki podręcznej i w drogę!
Nagle...
Trach!
Ciach!
Bach!
Jakby ktoś kosą skosił mnie nad kostkami nóg, padam w gorączce dochodzącej 39 stopni. Eeeeeeeeee... to nie żarty!
Rozpoczynam kurację...
Dzień... drugi... trzeci...
Termin wylotu tuż.
Po wypoceniu pora  doprowadzić się do ładu...
Cóż z tego, jak nawet umycie głowy staje się problemem, bo ręce wiszą, jak flaki i nijak nie chcą podnieść się do góry... Nawet uczesać się nie udaje...
Nie ma rady! Rezygnuję z wylotu do Tunezji.

- Nie rezygnuj! Woła Wędrowna Mrówka! Ta choroba – to pewnie 3-dniówka dziecinna! Do dnia wylotu staniesz na nogi i będziesz, jak nowa!

Słuchać nie chcę życzliwej Mróweczki.
Siostra powiadamia mojego Agenta turystycznego, że z wyjazdu rezygnuję. Oferta zostaje wystawiona do sprzedaży. Najpierw za 2/3 ceny, potem za jedną drugą, a nawet za darmo proponuję wyjazd koleżankom. Skoro ma przepaść, to niech ktoś skorzysta. Ale i za darmo chętnych nie ma. Ludzie mają życie poukładane, zaplanowane. A to urlop, a to opieka nad wnukami, a to za krótki termin na przygotowanie się do podróży...
Trudno się mówi. Nie pojadę i stracę wpłacone pieniądze.

- To tylko pieniądze – mawia mój znajomy Hiszpan. Zdrowie ważniejsze!

       Słabnę z dnia na dzień... W przypływie odrobiny sił siadam przed komputerem i oglądam zdjęcia miejsc, które chciałam zobaczyć w Realu, w których pragnęłam być... Jest tam też zdjęcie baru drinkowego z barmanem pięknym, jak z żurnala.

- Popatrz, wysyłam Wędrownej Mrówce link do zdjęcia. Męczę się tutaj, a tam... taki facet drinki by mi podawał...

- I ty takiego barmana i taki bar chciałaś koleżance za darmo oddać? Jedź Grycelka! Koniecznie jedź! Po twoich mailach widzę, że dochodzisz do zdrowia, bo literówek już nie popełniasz.

- Chyba nie wiesz tak do końca, jak ja się czuję...

       Bratowa przynosi wodę mineralną i jedzenie, na które rzucam się jak wilk. Wypocona do ostatniej kropli płynu w organizmie, nawadniam się obficie, pijąc po 3 - 4 litry  mineralki. 

Telefonicznie wspiera mnie siostra:
- Może polecisz? Położysz się w cieniu pod palmą. Będziesz miała obsługę i  pyszne jedzenie. A tu zostałaś z pustą - rozmrożoną lodówką.

       Do grona wspierających przyłącza się z dobrymi radami Agent turystyczny - pan Łukasz. To niezwykły Człowiek!
Poświęca mi swój cenny czas, cierpliwość, okazuje życzliwość.

- Klik dobry:) Nabrałam sił, by usiąść do komputera. Widzę, że na moją wycieczkę wystawioną do sprzedaży, nie ma chętnych. Chciałam zapytać - na wypadek, gdyby nikt nie kupił tej oferty, a mnie w cudowny sposób się polepszyło na zdrowiu, to w jakim czasie przed lotem /najpóźniej/ powinnam powiadomić Pana, że ewentualnie lecę, a jakim, że nie lecę?

- Witam serdecznie. Już wszystko mówię... Jeżeli nikt nie kupi oferty to wówczas jest zwrot 5% kwoty całości czyli około 150 PLN (wiem, że są to śmieszne pieniądze w porównaniu z tym co Pani zapłaciła). Tak więc najlepiej czekać do samego końca - może ktoś wykupi na dzień przed wylotem. Jeżeli nie, to i tak otrzyma Pani ten zwrot. Przyznam szczerze, że jest on niestety "śmieszny".

- Rozumiem.

- Nie czuje się Pani na siłach lecieć?

To pytanie było dla mnie bardzo pozytywnym impulsem. Od tej chwili zmieniłam swoje nastawienie. Jakbym gwałtownie przeskoczyła z pesymistycznej na optymistyczną "Tadróżkę". Trala li li, trala la! Canto cantare!

- Właśnie dzisiaj doznałam jakiegoś cudownego powrotu sił. Siadłam nawet na dłużej do komputera. Oprócz resztek kataru nic mi w zasadzie nie dolega. Ale za wcześnie, aby dzisiaj podjąć decyzję o locie.

- Spokojnie, to super. Pani brała antybiotyk?

- Tak!

- A jaki, jeżeli mogę wiedzieć? Antybiotyk nie przeszkadza w wyjeździe. Ważne jest to, aby skończyć go brać. Można normalnie funkcjonować.

- Duomox i koniec dawki przypada na sobotę.

- Amoksycylina. Spokojnie, jeżeli kończy Pani w sobotę, to można zabrać ze sobą i dokończyć w Tunezji. Jeżeli już Pani bierze jakiś czas i zaczyna działać, to znaczy że trafił antybiotyk w dany szczep bakterii. Teraz jest ważne to, aby dokończyć antybiotykoterapię.
Jeżeli Pani ma już tylko katar, to naprawdę można być spokojnym. Jedyną rzecz, na którą bym zwrócił uwagę w Tunezji, to temperatura w klimatyzowanym pokoju, aby nie było za zimno. To najważniejsze.

- Tak, tylko katar i mija straszne osłabienie.

- To znaczy, że Pani zdrowieje :)

- A kiedy powinnam podjąć ostateczną decyzję? Dziś czuję się tak, że  na koniec świata bym leciała. Gdyby tak jutro też było... To... No... Właśnie co?

- Pani wykupiła wycieczkę, która się Pani należy :) więc decyzję może Pani podjąć na 3 godziny przed wylotem. Kwota 5% jest już najniższą z możliwych do odzyskania i teraz albo czekamy na to, że sprzedamy wycieczkę, albo- że Pani wyleci.

- A nie zaatakuje mi "sułtan" żołądka po antybiotyku?

- Czy jakiś probiotyk Pani bierze? Lakcid, lacidofil, trilac ?  Przy antybiotykach zawsze trzeba brać leki na osłonę.

- Tak, cały czas biorę probiotyk na osłonę i jogurty wcinam.

- Super. I nie należy się już martwić.

- Ależ mnie Pan podbudował.

- Mówię Pani, co wiem z doświadczenia.
(...)

- Czy już muszę podjąć decyzję, czy mogę poczekać jeszcze?

- Ależ nie ma się czym martwić, poczekamy do jutra, a dziś może Pani pakować walizki skoro sił przybyło :)

- A jak ktoś kupi wyjazd w międzyczasie?

- Kupić to nie może :) Może być zainteresowanym i wtedy ja się z Panią będę kontaktować. Bez Pani wiedzy nic bym nie sprzedał :) Tak naprawdę to jest Pani wycieczka :)

- Świetnie, to bardzo dziękuję. W tej rozmowie przybyło mi jeszcze więcej sił.

- Niczym biovital :)

- Tak jest Panie Biovitalu:) Ślicznie dziękuję za cierpliwość i wyrozumiałość. Obiecuję na przyszłość mniej marudzić i dokuczać:)

- Ależ od tego jestem :)

Tak więc poleciałam! Z radości tak mi odbiło,
że w Tunezji witałam się nawet z krzewami :)))



       Dlaczego tak niemal dosłownie przytaczam (myślę, że to nie jest naruszenie tajemnicy pogaduszek, a jeśli nawet, to czynię to w dobrej wierze)  rozmowę z przedstawicielem Biura Podróży - panem Łukaszem? Otóż dlatego, że  pierwszy raz spotkałam się z tak wyjątkowym agentem.


       Wszyscy inni mili są tylko do czasu sprzedania wycieczki. Potem, niestety... mniej ich klient obchodzi...
No... a... o agentach - cudownych Biowitalach... to już w ogóle do tej chwili nie słyszałam...

       Jestem pewna, że stanem zdrowia steruje także psychika. 
Okazanie zainteresowania zdrowiem i podbudowanie przez zupełnie obce osoby może zdziałać cuda, o!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.