29 sierpnia 2010

Tunezja. Tak mało pamiętam. Sahara

 
       Na Saharze było cudownie, ale jak dla mnie zbyt pośpiesznie. Nie wiadomo, czy podziwiać okolicę, czy stanąć w kolejce po róże pustyni, które swym urokiem zwabiają autokary wycieczkowe.


A kiedy przeżywać?
Widzieć, a nie tylko spoglądać?


Drzwi do...nikąd
       Spojrzałam na domy berberyjskie wykute w skale. Znalazłam drzwi donikąd, pozostałe po mieście, które oderwało się od stoku po ulewnych deszczach. Przez pustynne miasto - galopem, jak Tuareg na koniu. Usłyszałam wołania sprzedawcy daktyli:

- Wiagra dla szwagra! Wiagra dla szwagra!

Kupić nie zdążyłam, nie jadłam nigdy świeżych daktyli... Tu liznęłam, tam zerknęłam.  Teraz marzy mi się posmakować. 


       Z gospodynią berberyjskiego domu pobyć chociaż chwilę, a nie popatrzeć na nią, jak  (przepraszam tę panią) na eksponat w muzeum. Jest gościnna - zaprasza na herbatę z miętą. Po pustynnym mieście pospacerować, w oazie posiedzieć smakując daktyle.

Myślałam o tym nieustannie podczas wycieczki. W sezonie nie ma mowy, aby na własną rękę dostać miejsce w pustynnym hotelu. Cały ten region opanowany jest przez wycieczkowy monopol. Ale w maju? Czemu nie?

       

       Przygotowania niewielkie. Wygodne sandały, butelka wody, jako żelazny zapas, dobre okulary i nakrycie głowy. Najlepiej chustka, bo saharyjski piasek jest pylisty jak mąka. Gdy się zdarzy burza piaskowa, może  pozatykać uszy. Uwielbiam przesypywać go w dłoniach. Jest taki jedwabisty, gdy płynie strumieniami między palcami. Nabrany w buty nie ociera. Lubię nasypać piasku w skarpety. Tak wtedy miękko pod stopami.

- Ależ jesteś "obciachowa" - mawiają mi młodzi ludzie. Sandały i skarpety, wstyd moja pani, wielki wstyd.

Pamiętam wschód słońca...

Pierwszy raz witałam afrykańskie słońce nad Nilem w Egipcie. W Tunezji, nad saharyjskim słonym jeziorem słońce budzi się inaczej. Tak, jak wyciskana z tubki pomarańcza... 


 


 
       Światło słoneczne czerwonymi, coraz to większymi kręgami pokrywa  słone jezioro. Pozostałości wody,  nasze twarze i kapelusze odbite w wodzie są także czerwone. Gdy już ostatni  krąg tej purpury dotknie grobli algierskiej, wszystko gwałtownie zapala się złotem. Złota staje się grobla usypana przez środek jeziora, a na tle tego złota turkusowa woda z białymi stożkami soli wokół, przyjmującymi też  barwy, w zależności od kąta patrzenia i  załamania się światła w połyskliwych kryształkach kwarcu. 



  
 

2 komentarze:

  1. Te różę pustynne są wprost fascynujące. Nigdy czegoś takiego nie widziałam nawet na obrazku. Jestem pod wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej róż pustyni w naturze można zobaczyć po stronie algierskiej Sahary. Zbieracze nieraz ryzykowali życiem - zapuszczając się po róże na stronę algierską.
      W Tunezji jest ich coraz mniej, bo mało było widac na straganach u sprzedawców.

      Usuń

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.