19 kwietnia 2012

Sezonowa pamięć


       Bywa, że przyjaciół i rodzinę docenia się najbardziej późną jesienią i zimą, kiedy pogoda nie zachęca do spacerów, wycieczek, plenerowych imprez firmowych, a długim szarym wieczorom warto dodać trochę barw. Latem wielu zapomina o bliskich znajomych, sąsiadach, rodzinie.  Najlepsze, słoneczne, wakacyjne pozdrowienia z Majorki, Lazurowego Wybrzeża, spod gorącego nieba Afryki, wreszcie z ośnieżonych szczytów Alp wysyłają. Ślą kolorowe zdjęcia @listelami, pełne uniżonej grzeczności „esemesy” z pozdrowieniami do swoich przełożonych, biznesowych kolegów, kontrahentów. 

          Przemierzają przecudne pejzaże, obłaskawiają oceany, dbając o to, by nie było nudno.  Matczyne, przyjacielskie i sąsiedzkie marzenia gdzieś także tam są,  ale tam z kolei nie ma ich.

Pojechali...

Przyjadą...

Pociesza się matka, babcia, sąsiadka opiekująca się pozostawionym pieskiem w opuszczonym na wakacje domu. Nadejdzie jesień, po niej zima. Przypomną sobie. Może nawet odwiedzą i dobrym słowem obdarzą. Tylko pożytecznie żeby było. Szarlotka, wino domowej roboty, konfitury i gotowość do opieki nad psem w następne wakacje.

46 komentarzy:

  1. Że tak powiem- "normalka". Dzieci zawsze egoistycznie traktują swych rodziców.Co tu kryć - sami ich tak ustawiamy od małego - wszak zawsze świat się kręci wokół dziecka. Jest to logiczne gdy dziecko małe, ale tak często zostaje na zawsze. Bardzo mało osób uważa,że dorosłe dziecko, jeśli zdrowe, wykształcone to pępowinę należy odciąć po raz drugi i niech wreszcie będzie dorosłe, odpowiedzialne, niech jego błędy nie obciążają rodziców, niech wreszcie będzie dla rodziców partnerem i przyjacielem a nie wiecznym oseskiem. A pomóc można tylko wtedy, gdy coś złego się wydarzy. A
    biorąc do domu psa każdy powinien pamiętać, że są wakacje i nie wszędzie można sierściucha wziąć ze sobą, a mama to nie hotel dla psa. Pies był u nas przez 16 i pół roku, jezdził wszędzie z nami, za granicę też. Nie był tylko na ślubie mojej córki, na 3 dni zamieszkała u nas w domu moja przyjaciółka. No cóż, po tym komentarzu uznają mnie za wyrodną matkę.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, dobra...
      A kto opowiada na blogu (aż między wierszami widać wypieki na twarzy i słychać radosne kołatanie serca), że wnuki były na Skypie z kamerką, ha?

      Usuń
    2. No to Ci się do czegoś przyznam - ogromnie lubię takie maluchy, od pierwszego dnia życia do 3-4 lat.Potem zamieniają się w bachory.Bo bardzo lubię obserwować jak dzieci się zmieniają, nabywają nowych umiejętności, zaczynają kombinować. I jestem ogromnie wdzięczna własnemu mężowi,że mogłam siedzieć z dzieckiem w domu i obserwować jak się rozwija i brać w tym udział.Nie nudziłam się ani jednego dnia, słowo.
      Miłego, ;)

      Usuń
    3. A gdyby tej obserwacji i wiadomości o wnukach zupełnie Ciebie pozbawiono, czy matczyne i babcine serce by nie pękło?

      Usuń
  2. ja akurat jestem bardzo rodzinna i bardzo domowa i jakoś nie gna mnie po świecie ... podobno jestem dusza posieduszcza
    przywiązana jestem do rodziny i przyjaciół jak kot do miejsca ... bez nich świat wydaje się mniej piękny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malino M*, a jak to właściwie jest z kotem? Jedni mówią, że przywiązuje się do miejsca, a inni, że do człowieka.

      Usuń
    2. na kotach to ja się nie znam ... moja bratowa ma w domu i kocha je okrutnie, muszę więc zapytać
      Pani Koleżanko - trzymaj za mnie kciuki, w poniedziałek mam odbiór, "twoi" mam nadzieję, że nie dadzą mi po łapkach i będzie ok
      Bardzo się starałam ;-))

      Usuń
    3. Ja osobiście nie toleruję kotów w domu. Chodzą między szklankami i wkładają łapki do garnków. Nie nie, co to to nie! Własnym dzieciom nie pozwalamy skakać po naczyniach i brudne nogi wkładać do zupy, a kotom wolno hi, hi...

      Usuń
  3. tak kochanie, u mnie teraz są Twoje okolice
    zalew w Krynice;)
    mieszkam od 19 grudnia koło Zamościa, tylko życzeń nie byłam w stanie poskładać, gdyż tegoroczne święta spędziłam w szpitalu w Zamościu
    buziaczki Elu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie takie to moje okolice. Zamość by się obraził, gdyby go nazwać okolicą Chełma :)))

      Zmartwiłaś mnie świętami w szpitalu. Mam nadzieję, że już wszystko w porządku ze zdrowiem.

      Usuń
  4. Tak to przeważnie z dziećmi bywa Elu.Czasy się zmieniają i zmieniają się ludzie.Przykre to ale więzi rodzinne słabną. Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak łatwo teraz o kontakt, chociażby poprzez Skypa, g-g, czy telefon komórkowy. Pamiętam... jak byłam na studiach, to wieczorem szłam na Dworzec Centralny w Warszawie, by z kabiny telefonicznej zadzwonić do rodziców.

      Usuń
    2. Hanno, byłam u Ciebie, skomentowałam, ale nie ma komentarza. Nie chcę więcej wysyłać, bo prawdopodobnie klonują się potem.

      Usuń
  5. U mnie jest odwrotnie. Latem wszyscy o nas pamiętają, bo pobyt nad morzem, to nie byle gratka. Wnusia spędza u nad dwa miesiące, córka przyjeżdża też chętnie na cały urlop, więc my musimy im usługiwać, bo po plaży apetyt moim wczasowiczom wzrasta. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lotka, ale to chyba nie jest tylko "sezonowa miłość", prawda? :)

      Usuń
  6. Więzy rodzinne są albo ich nie ma. Takie okazjonalne, powodowane uzyskaniem jakichś korzyści kontakty są nic nie warte. Nie pomoże obowiązkowo rodzinne świętowanie np Wigilii gdy robimy to "bo tak wypada". Wtedy jest to sztuczne, fałszywe.
    Autentyczne serdeczne więzi zawsze prowadzą do spotkań i wzajemnej troski.
    Problemem jest aby takie autentyczne rodzinne więzi nawiązać...o to nie jest łatwe.
    Ale "powiązałam" wszystko,prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Powiązałaś" Bet faktycznie wszystko. Żeby się jakiś węzeł nie do rozsupłania z tego nie zrobił hi, hi...

      Ale co racja to racja. Więzi albo są, albo ich nie ma. Jeśli nie ma, to może chociaż przyzwoitość powinna nakazywać, by zajrzeć, albo zatelefonować do babci, matki czy starego samotnego ojca? Chociaż jeden SMS'ik /pośród tych do biznesowych kontrahentów/ jeden do siedzącej w oknie osamotnionej babci wysłać?

      W jakimś kraju pewna stara matka sądownie wyegzekwowała od dzieci obowiązek odwiedzania jej 3 razy w roku i telefonowania raz w tygodniu, bo nawet na święta nie znajdowali dla niej czasu i miejsca w grafiku spotkań z "ważniejszymi".

      Usuń
    2. Bet powiązała, a ja spróbuję jeszcze poupychać to co wyłazi i skrzeczy. Czy chcemy tego, czy nie, to relacje międzypokoleniowe wynikają po połowie z genetyki, a po połowie z póżniejszego procesu wychowawczego. I to oddziaływanie środowiska decyduje o tym, czy jakieś cechy odziedziczone genetycznie pojawią się, czy też nie. Zanim więc zaczniemy narzekać, że dzieci, wnuki, albo dalsza rodzina o nas zapomniała, to zastanówmy się co im przekazaliśmy od najmłodszych lat, czy byliśmy dla nich autorytetem (bo powinniśmy), czy tylko niewygodnym balastem.
      Jeżeli nasi bliscy nie potrafią się z nami dzielić swoimi wrażeniami, a nawet życiem, to może po prostu ... nie zasłużyliśmy na to? I może nadal nasze dzieci powinny odwiedzać nas tylko po to, aby zjeść konfitury, i zostawić psa?
      Anzai

      Usuń
    3. anzai, myślę dokładnie to samo. To gorzkie słowa ale w niejednym przypadku bardzo prawdziwe. Należy jednak zaznaczyć, że ta teoria nie zawsze się sprawdza.Zdarzają się dzieci "wyrodne" na które ani genetyka ani wychowanie nie działają.

      Usuń
    4. Wiesz Bet, jest jednak pociecha. Natura nie lubi próżni. Zauważam jak starsze pokolenie ewoluuje i modyfikuje swoje zachowania. Chwalimy się już naszą prababcią, która "zasuwa w necie", i iPhone'owi daje radę. Z drugiej strony - może to tylko na razie kwestia wolontariatu realizowanego w DPSach i szpitalach - zauważam, że młodzi uczą się opiekować starszymi. Ten kontakt pokoleń to jednak długotrwały proces, i bez pomocy państwa się nie obejdzie. Ale czy państwu zależy na tym?
      Anzai

      Usuń
    5. Bet i Anzai,

      a weźmy taki przykład. Nie wiem, na ile prawdziwy? W jakimś filmie widziałam, jak pracodawca japoński nie chciał puścić pracownika na godzinę do kogoś potrzebującego w rodzinie, tłumacząc, że przecież rodzina jego nie potrzebuje, a ty tak naprawdę głupi pracowniku wcale nie chcesz i nie powinieneś iść do rodziny, bo ja jestem dla ciebie najważniejszy... itd, itp... Ogólny wydźwięk taki: kij z rodziną, kochaj pracodawcę i żyj tylko dla niego.

      Usuń
    6. To jest mentalność japońska, do której, na szczęście, nam bardzo daleko.
      Ja popieram myślenie anzai, że więzi rodzinne trzeba wypracować. Pewnie, można wywalczyć w sądzie odwiedziny, alimenty itp... ale czy to będzie miłe i zaspokoi serce?
      Chodzi o to "aby nam się chciało chcieć" być z rodziną.

      Usuń
    7. Wypracować tak! Ale co zrobić, jeśli sytuacja na rynku pracy powoduje, że trzeba dokonywać nieraz wyborów, np. urodziny babci czy szefa?

      Usuń
    8. Bardzo łatwo jest wszystko "zwalić" na szefa i rynek pracy. Po prostu nie wierzę w takie wykręty. Pamiętasz takie powiedzenie: "dla chcącego nic trudnego" ?

      Usuń
    9. Ja tak się staram usprawiedliwienie znaleźć ;)

      Usuń
    10. właśnie widzę... a ja jestem w tej sprawie "bez serca". Nie usprawiedliwiam. I już.

      Usuń
    11. Bet słusznie zauważyła, że w podanym przypadku zaważyła "mentalność japońska". Od nich powinniśmy się uczyć, ale niestety wygląda na to, że Japończycy złego uczą się od nas. W Japonii jeszcze kilkanaście lat temu największe koncerny to w zasadzie same rodziny. Tam zawód i stanowisko przekazywało się z ojca na syna. Rodzina, nawet niepracująca w danej firmie, korzystała z szerokich świadczeń socjalnych. No i faktycznie dalekowschodnia uprzejmość nadal przekłada się na autentyczny szacunek dla starszych członków rodziny. Czyli jednak kultura inaczej rozumiana ...
      Anzai

      Usuń
    12. To występuje także w krajach Trzeciego Świata. w których lojalność wobec rodziny jest nakazem kulturowym. U nas zaraz by się to nepotyzmem nazwało.

      Usuń
    13. Masz rację alEllu. Chociaż ... klasyczny nepotyzm to "zatrudnianie rodziny na stanowiskach im nienależnych, z uwagi na brak doświadczenia, kwalifikacji, itp cech". W Japonii - tej tradycyjnej z lat 70' ub.w. - niepełnoletni zaczynał staż w firmie od najniższego stanowiska. To, że on, a nie inni byli częściej awansowani, wynikało z zaufania jakie w nim pokładała firma. Teraz Japończycy nauczyli się od nas chodzić na skróty.
      Anzai

      Usuń
    14. Może Japończycy budują u siebie drugą Polskę? ;-)

      Usuń
  7. Właśnie lubię zapraszać gości na moją działkę, gdy jest cieplutko i słonecznie. Wtedy najbardziej smakują przysmaki z grilla. Sama też jestem zapraszana na wiosnę i w lecie, bo można posiedzieć na tarasie, poplotkować. Widocznie moje strony różnią się od Twoich.
    Cieplutko pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anno, w tej kwestii moje strony wcale nie różnią się od Twoich.

      Usuń
  8. To mi ulżyło, bo już myślałam, że wszyscy ludzie z Twoich stron spędzają lato na wybrzeżach Afryki.
    Cieplutko pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, absolutnie nie, a dlaczego tak pomyślałaś?

      Usuń
  9. Witam Dowodzącą!

    A czy Ty.Elu,nie boisz się,że ten bokser obok Ust Twoich może zostać pokierowany pięściarskim instynktem?.. :-))))))))Jakub

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeeee....tammmm... Takiego sympatycznego boksera nikt się nie boi. A usteczka nie moje, lecz kominkowo-wielbłądzie.

      Usuń
  10. Nie było mnie 10 dni i nuda.Och,Boże.Trzymaj się ,Elu,dzikich snów.Takich jak z tygrysem walczysz i...zwyciężasz.Oczywiście.:-)))Jakub

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakubie, nie wiem, czy to dobrze, ale nie były dzikie :)

      Usuń
  11. bardzo podoba mi się blog serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi Agatko. Pozdrowienia odwzajemniam.

      Usuń
  12. Elu,życzyłem Ci snów z ZĘBEM,czyli mocnym charakterem,co nie znaczy,że łagodność owej cechy nie posiada.Życzę spokojnych snów-może teraz się uda...:-)))))Jakub

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to mam pecha, bo życzenia "miłych snów" przeważnie odbieram o poranku, a życzenia "miłego końca tygodnia" w poniedziałek.

      Usuń
  13. Nasza rodzinność dojrzewa z upływającym czasem. Im jesteśmy starsi tym bardziej szukamy bliskości rodziny, przyjaciół. Tak to już jest że najpierw galopujemy, by poznać otaczający nas świat a dopiero po pewnym czasie dopada nas nostalgia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafnie to ująłeś Roadmanie. Właściwie Ty jeden dostrzegłeś analogię jesieni i zimy - pór roku, do jesieni życia i wieku dojrzałego.

      Usuń
    2. Może dlatego że właśnie jestem przy końcu lata , a może to już początek jesieni i właśnie dopada mnie ta nostalgia za tym co rodzinne.

      Usuń
    3. Roadmanie, to jesteś we wspaniałej porze roku. Ciepłe barwy, nostalgiczne mgły, słodycz owoców...

      Usuń

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.