12 sierpnia 2012

Tunezja. Medinat Alzahra Parc


       Tegoroczny pobyt w Tunezji przebiegał w opcji „na lenia”, czyli bierzemy to, co „podadzą pod nos na tacy”. Tym razem nie włócząc się po berberyjskich, fenickich czy rzymskich śladach, w jeden wieczór łyknęliśmy trzy tysiące lat historii Tunezji, w tym pobyt w obozie beduińskim z namiotami typowymi dla południa Tunezji. Poklepaliśmy wielbłąda, konia czystej krwi arabskiej i kozę. Przez spóźnialskiego turystę, nie zobaczyliśmy tradycyjnego rzemiosła, ekwilibrystyki na koniach i tańców ludowych. Także  gotowania, wypieku chleba  oraz ceremonii ślubnej, która na południu kraju wciąż przebiega według dawnego obyczaju: uprowadzenie panny młodej w klatce umieszczonej na wielbłądzie, procesja przez miasto, a następnie zabawa przy suto zastawionych stołach. 

Medinat Alzahra Parc



Medinat Alzahra Parc. Studnia

Z powodu spóźnienia, wszystko w wiosce zastaliśmy pozamykane, 
a za Beduinkę "robiłam" ja :) 
Tych, którym obiecałam reportaż - przepraszam.



Na weselu.
Po lewej pan młody.
Panna młoda przed nim.


       Na wesele zdążyliśmy. Potem wspaniały spektakl „światło i dźwięk”. Na powierzchni scenicznej ponad 20 hektarów setka aktorów odegrała fresk historyczny „Trzy tysiące lat historii Tunezji”. Dekoracje łączące wodę, obraz i dźwięk w najnowocześniejszej technologii laserowej i projekcja wielkich obrazów dynamicznych sprawiły niesamowite wrażenie, a wiedzę historyczną przyswajało się przyjemnie. Trzeba przyznać, że Tunezyjczycy potrafią sprzedawać turystom swoją historię, tradycje i obyczaje w sposób imponujący i bardzo dla przybysza wygodny. W amfiteatrze są nawet słomiane poduszki pod pupę, a dla zmarzluchów peleryny i gazowe nagrzewnice. Te drobiazgi - niby nie warte uwagi - świadczą o szacunku dla człowieka i trosce o jego samopoczucie. Niestety, nie ma w parku ani w amfiteatrze udogodnień dla osób na wózkach inwalidzkich. Narracja w kilku językach, w tym po polsku (to plus!) rozwlekała nieco przedstawienie (to mały minus!).

       Świetna lokalizacja o zachodzie słońca, emocjonalność pokazu, a także epicki sposób przekazywania wiedzy historycznej sprawiły, że wieczór był bardzo udany i wart swojej ceny.  Podobnych emocji nigdy wcześniej w Tunezji nie doświadczyliśmy. Poznanie historii trzech tysięcy lat i liźnięcie sześciu kultur: Berberyjskiej,  Kartagińskiej,  Rzymskiej,  Arabskiej, Tureckiej i Francuskiej w jeden wieczór, po sutej kolacji weselnej, na "podpupce" ze słomy... ma swój czar...


Sześć kobiet sześciu kultur. 
 
       Pierwsza jest Berberyjka. Ona nauczyła miłości do wolności i życia w zgodzie z naturą. Kartaginka - to światło cywilizacji. Przynosi wiedzę koczowniczym ludom. Rzymianka - symbol porządku i tworzenia. Arabia pokonała Rzymiankę w galopie swych koni. Turcja - rozrzutna. Francja - elegancja, wykwintne maniery.

Wszystkie  mówią to samo:

Moje dziecko, nie bój się, nie jesteś sam (...)  Niech twój kraj szemrze wam swoją historię... Bo kto nie zna swojej przeszłości, nie ma przyszłości.



Nie mam zdjęć, ponieważ taki spektakl się chłonie, a nie fotografuje. Zainteresowanych odsyłam więc na stronę  medinat-alzahra.net

Zdjęcia:

Wideo:

PS. Apel do organizatorów wycieczek fakultatywnych. Wypadki losowe, jak np. zatrucie pokarmowe, które przykuwa do sedesu,  są na pewno przykre i każdy współczuje.  Jednak powinny być one sprawą osobistą chorego i jego najbliższych współtowarzyszy niedoli. Nie może być tak, że przez niedyspozycję jednego turysty spóźnia się 60 osób i nie może zobaczyć tego, po co przyleciało parę tysięcy kilometrów. W takim wypadku na spóźnialskiego się po prostu nie czeka. Niedola jednego, nie może być udziałem wszystkich turystów, o! I już!


34 komentarze:

  1. Niewątpliwie piękne było to widowisko. Rozumiem, że Medinat Alzahra Parc to jest miejsce wybudowane specjalnie dla tych widowisk? Coś w rodzaju parku rozrywki?
    A co było na weselną kolację do jedzenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to park botaniczny, w którym wybudowano wioskę - dla inscenizowania tych wszystkich pokazów (konie, tańce, gotowanie, rzemiosło, pieczenie chleba, ucieranie kuskus, porwanie narzeczonej...) oraz amfiteatr do spektaklu laserowego.

      Na weselu dania typowo tunezyjskie, w tym zupa chorba, kuskus z kurczakiem i liśćmi kapusty, brik z jajkiem, tuńczykiem i ziemniakami oraz nieprzebrane ilości wina. Sałatki, owoce, harissa i z nowych wynalazków - cola.
      Zupełnie inaczej smakowało, niż w restauracjach hotelowych.

      Usuń
  2. Rozmarzyłem się. Też byłem w 1974 r. na gruzińskim weselu, które odbywało się w Rumunii. Ale nie było to w programie wycieczki, tylko przewodnik był jednym z krewnych młodego. Pierw zrobił wywiad, czy nasza 30 osobowa grupa może zobaczyć to wesele, a potem pojechaliśmy tam z prezentami. Na weselu było dokładnie ponad 800 ileś osób, każdy z gości (my także) miał na stole przed sobą butelkę rakiji i kilka misek z jedzeniem. Byliśmy najważniejszymi gośćmi panny młodej, ale jeszcze wazniejsze od nas były ... nasze prezenty. To była prawdziwa przyjaźń "demoludów". I komu to przeszkadzało?
    Anzai

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w 2010 roku załapałam się na prawdziwe zaręczyny w Tunezji. Prawie, jak wesele, tyle tylko, że trwały kilka godzin, a nie kilka dni - jak wesele. A narzeczona na zaręczynach w białej sukni była.

      Usuń
    2. Pewno nie mam racji, ale wydaje mi się, że na autentyzm można liczyć wtedy, gdy w danym miejscu nie znana jest jeszcze turystyka. Nas wywieziono kilkadziesiąt kilometrów od Eforie Nord, do jakiejś małej wioski. A tam jest zwyczaj, że na weselu jest CAŁA wieś. No i była! Razem z nami.
      Anzai

      Usuń
    3. Jak to nie masz racji?! Oczywiście, że masz rację. Przedstawienie to przedstawienie, książka to książka, film to film. Autentyzm 100 procentowy jest tylko w autentycznym miejscu i autentycznych okolicznościach.

      Większość wiedzy o życiu innych czerpiemy jednak z przedstawień, obrazów i opisów.

      Usuń
  3. Wino???? Tunezyjczycy nie przestrzegają reguł Islamu dotyczących picia alkoholu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w dodatku dużo i bardzo dobre. Przecież goście weselni nie byli islamistami :)

      Usuń
    2. Pomimo wszystko, skoro przedstawiano wesele tunezyjskie to podawanie wina jest wypaczeniem obyczajów tunezyjczyków. O ile wiem to muzułmanie nawet swoim gościom alkoholu nie podają i nie tolerują picia w swoim otoczeniu.Mylę się?

      Usuń
    3. Zauważ 6 kultur w Tunezji. Nie tylko arabską.

      Usuń
    4. I tak sobie myślę, że przedstawienie miało służyć pokazaniu przenikania się wszystkich kultur. Np. brik - z ciasta francuskiego.

      Usuń
    5. Przepisałam z historii Tunezji.

      W 1952 roku w ruinach miasta punickiego odkryto freski z winoroślami oraz naczynia służące do przechowywania wina. Winnice i wino było obecne niemal zawsze w 3000-letniej historii Tunezji. I wtedy, kiedy ziemie te splądrowali Rzymianie i wtedy, gdy do wybrzeży przypłynęli Fenicjanie. (...) Inni najeźdźcy tych ziem to germańscy Wandale, Arabowie, Turcy. O wpływy rywalizowała także Wielka Brytania z Francją i Włochami. Zmieniały się rządy i ludzie, a winnice i wino pozostały.

      Usuń
    6. Zapewne tak jest jak piszą i jak ty piszesz o przenikaniu kultur. Ale jak się ma produkcja i obecność wina w Tunezji do Islamu? No bo to kraj islamski jest, prawda? Chyba że wino uprawiali wspomniani najeźdźcy?

      Usuń
    7. Trzeba by było zapytać męża naszej koleżanki Magdy. To arabista i na pewno wie. Ja wiem tylko tyle, że islam w każdym kraju muzułmańskim jest inny. W zależności od tego, jak jest interpretowany przez najważniejszych immanów i rząd. Niektóre bardziej tradycyjne kraje arabskie uważają, że Tunezja nie jest krajem muzułmańskim, ponieważ wiele nakazów Koranu nie jest przepisami prawa.

      Jak to się ma do wina, nie wiem.

      Wiem, że się pije, nie tylko wino, także alkohole mocniejsze.

      A tak na naszą modłę jakby przeflancować, to czy w piątki u nas wszyscy poszczą? Nie! A przecież to kraj katolicki.

      Usuń
    8. Sądziłam, że reguły Islamu są jednakowe dla wszystkich muzułmanów dlatego to wino tak mnie zdziwiło.

      Usuń
    9. Reguły jednakowe, ale nie ich interpretacja...

      Usuń
    10. Podstawowe reguły Islamu podlegają interpretacji? To mnie także dziwi.

      Usuń
    11. To bardziej złożony temat. Uogólniając i skrótowo (tak poza winem) można powiedzieć, że są rożne szkoły koraniczne. Od najbardziej fundamentalistycznych po liberalne.

      Tak ogólnie, to Tunezja uchodzi za kraj liberalny wśród narodów muzułmańskich.

      Usuń
    12. No i na tym trzeba ten temat zakończyć. Dziękuję za wyjaśnienia.

      Usuń
    13. Tak, tym bardziej, że nie potrafię do końca wyjaśnić. Fajnie, że zwróciłaś na to uwagę. Może znajdzie się ktoś, kto temat nam rozjaśni całkowicie.

      PS. Teraz do głowy przyszły mi względy komercyjne. Z winem kolacja to winiarnia też zarabia. A i reklama dla wina (eksport do krajów, z których pochodzą turyści).

      Usuń
    14. Od początku miałam takie podejrzenia i dlatego tak mi "zazgrzytało" podawanie wina wśród tradycyjnych,tunezyjskich potraw.

      Usuń
    15. To co mnie tyle "gimnastykowałaś" zamiast od razu podejrzenia wyłuszczyć, ha? :)))

      Usuń
    16. Bo pomyślałam, że może się nie znam i niesłusznie podejrzewam tunezyjczyków o takie praktyki.

      Usuń
    17. A co to? Jakaś zła praktyka - podawanie wina do kolacji? Choć wiesz, że nie jestem trunkowa, to nic gorszącego w tym nie widzę.

      Usuń
    18. Miałam na myśli przemycanie komercji w widowisku prezentującym tunezyjską tradycję i zwyczaje. Oczywiście, że wino do kolacji nie jest naganne o ile lokalne obyczaje na to pozwalają.

      Usuń
    19. Od Jagody dowidziałam się, że nie ma alkoholu na weselach.

      Usuń
  4. Ale sie fatalnie pomyliłem. Nie doczytałem do konca i byłem pewien że, w szeregu sześciu pieknych kobiet Ty jestes pierwszą z prawej - podobieństwo niesamowite.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze, ja tylko sukienkę mam podobną:)

      Usuń
  5. Dziękuję za fantastyczną relację. Oglądałam również Twoje zdjecia w albumach. Co do ostatniego wątku, to jadąc do Wiednia sikaliśmy pod każdym krzakiem, bo kolega musiał, a my mu towarzyszyliśmy. To był koszmar, więc masz rację co do tej kwestii. Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasada "wszyscy za jednego" nie może obowiązywać na wczasach i wycieczkach. Człowiek jedzie wypocząć, odstresować się, zobaczyć coś, a nie uczestniczyć w niedoli chorego. W tym wypadku jestem bezwzględna. Owszem, osobie samotnej, mogę na ochotnika pomóc i zrezygnować z wycieczki - ale ja jedna, a nie 60 osób ma tracić atrakcje, za które zapłaciło i na które się nastawiło, bo ktoś musi siedzieć na klopie dłużej niż ustawa przewiduje. Nie mówię tu o zostawieniu kogoś na pustyni, czy wysadzeniu z autokaru na pastwę losu podczas jazdy, ale w naszym przypadku, czekaliśmy na osobę będącą w swoim hotelu w otoczeniu rodziny i znajomych.

      Usuń
  6. Elu, wspaniale się czytało! Nie wiem czy kiedykolwiek tam pojadę, a już mam niezły zalążek informacji na temat tradycji. Sześć kultur - niech rzymska każdemu rękę poda - tworzy ciekawą całość, no i ta przeszłość... Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszędzie warto pojechać, ale ten świat taki wielki...

      Usuń
  7. ja miałam szczęście to przedstawienie oglądać od początku łącznie z tą ekwilibrystyką na koniach. Ba..... nawet po cichu samo przedstawienie sobie nagrałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi zależało na tej pierwszej części, tym bardziej, że obiecałam reportaż. Do dziś jestem wściekła za to spóźnienie.

      Usuń

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.