Ogłoszenie!

W związku z nasileniem trollingu politycznego, została włączona moderacja komentarzy.

13 sierpnia 2012

Jak zainstalować picie herbaty?


       W czasach obowiązkowej przyjaźni polsko - radzieckiej żartowano, że jednym ze sposobów parzenia herbaty było branie saszetki do ust i popijanie wrzątkiem. To apokryf, który wziął się zapewne z obyczaju picia herbaty „na prikusku”, a także stereotypu, że jesteśmy lepsi oraz poczucia wyższości w stosunku do wszystkich i wszystkiego, co na wschodzie, a zwłaszcza - co radzieckie.

       W zaborze rosyjskim, kiedy cukrownie produkowały cukier w sześciennych kostkach oraz stożkowych głowach, pito herbatę z kawałeczkiem cukru w ustach. Nazywało się to „na prikusku”. Innym sposobem było maczanie rożka bryły cukru w stakanku lub filiżance, ujmowaniu ustami tej mokrej części i popijaniu gorzkim napojem.  Jedni czynili to z oszczędności, inni tak słodzić po prostu lubili. Wiem to od babci, która z ceremoniałem oddawała się delektowaniu herbaty w taki właśnie sposób. Często w małej miseczce, obok filiżanki gorzkiej herbaty, stawiała konfitury z malin i wiśni, brała do ust łyżeczkę słodkich czerwonych smakowitości, zatrzymywała je w buzi, po czym popijała herbatą. Mówiła, że to także picie „na prikusku”.

       Hiszpanie do dziś maczają w herbacie i kawie suche słodkie ciasteczka. Namoczony koniec krakersa czy herbatnika sprytnie łapią w usta, żeby nie odpadł. Starają się tego nie robić podczas wizyty w Polsce, bo u nas podobno jest to obciachem i spotykają się z wyśmiewaniem oraz wytykaniem. Wkładają więc do ust kawałek ciastka, jak czyniła to moja babcia z konfiturami. Czyli... „na prikusku”?

        Ludzie lubią żartować, więc powstawały dowcipy, że oszczędnościowo pijano „na prilizku”. Polegało to na tym, że nad stołem wieszało się głowę cukru tak, by można ją było polizać, a każde liźnięcie popić herbatą. Najtańszym zaś sposobem było picie "na pridumku i prigladku". Stawiano opakowanie po cukrze i trzeba było sobie wydumać/wyobrazić, że każdemu od cukru jest słodko.

       Ostatnio na blogach rozmawiano trochę o sztuce współczesnej, a szczególnie o artystycznych instalacjach.

- W Krakowie, rozpędzony autobus walnął w pomnik Wyspiańskiego stojący przed Muzeum Narodowym. Okazało się, że nie był to wypadek drogowy lecz instalacja artystyczna. Dyrektor Muzeum zadowolony i raczej chwalił wydarzenie. Pomnikowi się nic nie stało - autobus uszkodzony. Autor instalacji tłumaczył "co miał na myśli" ale szczerze mówiąc nie zapamiętałam tych wywodów więc musiały być mało przekonywujące. Bet.

- SOBIE WCZORAJ TEŻ INSTALACJĘ ZROBIŁAM z elementami happeningu - spaliłam doszczętnie swój śliczny nowy, czerwoniutki czajnik, pozostały ruiny i zgliszcza ... zapach artysty unosił się długo w całym domu aż po trzecie piętro, ba, aż po strych ... i jeszcze przesłanie polityczne mi wyszło - czerwone już nie jest piękne...   Malina M*

Fotoreportaż Bet 'Instalacja'.

- Fotoreportaż bardzo dobry. Chociaż ja bym wolał abyś z tym aparatem pojawiła się  na instalacji u Maliny M. To by były pewno wrażenia niezapomniane. Tylko pewno herbatki by nie było. Anzai

- (...) "instalacja  czajnikowa" była bardziej spektakularna. A cudzysłowu nie dałem, bo herbatkę można parzyć na różne sposoby. Podobno jeden z najciekawszych sposobów z lat 60' ub.w. to branie saszetki do ust i popijanie wrzątkiem. Ale może jestem w błędzie? Anzai

Z rozmów tych wykluło się w mojej „artystycznej” wyobraźni wiekopomne dzieło sztuki. Taka oto instalacja:

       Okrągły stół, wokół niego blogerzy, z Bet, Maliną i Anzaiem na pierwszym planie, na stole spalony czajnik w kolorze malinowym, na łańcuchu wisi kartka na cukier. Zebrani piją herbatę „na pridumku”, to znaczy dumają, w czym zagotować wodę do herbaty "na prikartku".

Malina recytuje:
- O mój czerwony czajniku, czemuś spalił się? ( Powtarza sto razy)
 
- Anzai recytuje:
- O saszetko herbaty, coś w mych ustach zaległa, czym zaparzę cię? (Powtarza sto razy).

Bet recytuje:
- O cukrze reglamentowany, chyba będzie z ciebie zacier, abyś mi się nie zmarnował. (Powtarza sto razy)

Czyż to nie dzieło artystyczne z przesłaniem polityczno - historycznym?


A oto instalacja picia gorącej herbaty na ulicy w Sousse (Tunezja)
z czajnikiem na palenisku w roli głównej.

 



       A może ta notka nie jest o herbacie? Może to satyra na niektóre rodzaje instalacji artystycznych? Bo cóż to za artyzm postawić np. na dachu samochodu kajak, z którego wylewa się woda, walnąć autobusem w pomnik Wyspiańskiego, albo wcielić się w rolę zdradzanej wściekłej kobiety, która niszczy samochód swojemu niewiernemu, jak to uczyniła aktorka Teatru Starego. 

To ja już wolę, jak przestrzeń tworzy przyroda i zwykły człowiek - inżynier, architekt, szary przechodzień i mieszkaniec miasta, a nie jakieś environment’y i asamblaż’e...


64 komentarze:

  1. Super! Świetna jest herbata instalowana na tyle sposobów:))))
    Herbata podawana z konfiturami /koniecznie domowej roboty!/ to nie żadne chichy-śmichy ale szczyt elegancji i dobrego smaku! Polecam każdemu.
    Popijanie cukru herbatą stosowałam w czasach gdy "coś słodkiego" do herbaty było nieosiągalne. Kostka cukru w buzi spełniała dwie role: słodzika napoju oraz herbatnika*.
    Cukier był reglamentowany a herbatniki nie...buuuu
    * słowem "herbatnik" określam tu wszystkie słodkości zazwyczaj podawane do deserowej herbaty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, skąd nazwa herbatnik? Od czegoś do herbaty?

      Usuń
    2. Oczywiście, że tak z tym, że prawdziwy herbatnik to zazwyczaj rodzaj suchego ciasteczka. Ale do herbaty można też podawać czekoladki, kremy, pączki, torty, lody itd,itd... wszystko to zastępowała kostka cukru w czasach reglamentacji. To "wszystko" nazwałam dla uproszczenia herbatnikiem.

      Usuń
    3. A tak odchodząc od herbaty, to profesor Bralczyk wypowiadał się, czy słowo "herbatnik" - jako przezwisko osoby - jest obraźliwe. Ale nie wysłuchałam do końca i nie wiem.

      Usuń
    4. ooooo... nic obraźliwego w herbatniku nie widzę. Przeciwnie, kojarzy się bardzo przyjemnie.

      Usuń
  2. Droga Elu ! Ja to odbieram właśnie w ten sposób.Im marniejszy artysta tym większe
    "instalacje". Porobiło się w tej sztuce i nie tylko ,że trudno cokolwiek zrozumieć.Sposoby parzenia herbaty i picia herbaty doskonałe.
    Pamiętam z młodych lat że,"wiekowe" ciasto drożdżowe maczało się w kawie
    "Dobrzynka",co to był za rarytas.Ale to było dawno i niewielu uwierzy że to prawda.
    Promienne pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubiłam moczyć suche ciasto drożdżowe. Zawsze takie było po Wielkanocy, bo baranek i babki stały nie zawinięte - jako dekoracja. Kiedy już wszystkie przysmaki wielkanocne wyjedzono, wtedy właśnie braliśmy się za te babki i baranki drożdżowe. Pychotka!

      Bardzo dobrze czułam się z tym upodobaniem w Hiszpanii, bo dzięki temu brali mnie za "swoją". Od razu obdarzyli mnie sympatia za to moczenie.

      Usuń
    2. Bob, a kawa Turek? Chyba starsza to marka od Dobrzynki? Potem to już nastała Inka. Trwa do dziś teraz w wersji rozpuszczalnej, taka nowoczesna się zrobiła.
      Maczania drożdżówek w kawie nie toleruję. Przypomina mi to rodzaj zupy mlecznej podawanej mi w dzieciństwie: zalane mlekiem kawałki bułek najczęściej rogali. Bardzo tego nie lubiłam.

      Usuń
    3. Ale sztuka moczenia polegała na tym, żeby nie zrobiła się "zupa". Tak tylko trochę, żeby namoczona cześć nie odpadła i nie wpadła do mleka czy kawy.

      Usuń
    4. Nic nie pomoże, dziecięca trauma po zupie mlecznej pozostała.

      Usuń
    5. Tak, na traumę w kwestii jedzenia nie ma rady.

      Usuń
    6. Bet , nie będę się sprzeczał bo Turek r.m powinien być starszy od |Dobrzynki r.ż. Co do jedzenia to uwielbiam coś takiego po dzień dzisiejszy.
      I zupę mleczną też.
      Smacznego,

      Usuń
    7. Bob, ja też twierdzę, że Turek starszy od Dobrzynki więc sporu nie ma. Proszę mnie nie straszyć zupą mleczna przed snem...będę miała koszmary:))))

      Usuń
  3. Teraz w sprawie instalacji z przesłaniem politycznym: nie przewidziałaś roli dla siebie w tym towarzystwie? Odcinasz się od nas:))))?
    Szkoda, bo dzieło jest rewelacyjne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak nie przewidziałam. Ja robię fotoreportaż z instalacji.

      Usuń
    2. Acha...hi,hi... widzę tą scenkę oczami wyobraźni.Toż to kabaret!

      Usuń
    3. Niech no przyjdzie tu Anzai z Maliną, to nam dadzą kabaret, hi, hi, hi...

      Usuń
    4. Nie mogę się ich doczekać!

      Usuń
    5. Ja też. Ale na wszelki wypadek się schowam. Nie ma mnie, o!

      Usuń
    6. Bardzo mi się spodobała ta nasza instalacja z piciem herbaty. Ale tak a propos, to chciałbym dorzucić, że w niektórych krajach herbatę pije się z solą, a chyba Mongołowie, albo Eskimosi piją herbatę ze smalcem!!!
      Ja jednak polecam do każdej herbaty z cukrem dodać odrobinę soli - to naprawdę podnosi smak herbaty!
      PS. Słowa "herbatnik" nie radzę używać w obecności byłych skazanych, może to być źle odebrane, bo herbatnik, to taki na siłę przyd upas, wafel, a nieraz nawet i gej.
      Anzai

      Usuń
    7. Łoooo... biedny herbatnik! Tyle złego na niego?
      A Anglicy piją herbatę z mlekiem...
      Nadmieniam nieśmiało, że instalacja jest wiekopomna!

      Usuń
    8. U nas też się pijało herbatę z mlekiem. Nazywała się bawarka. Szczególnie matkom karmiącym polecano.

      I z solą też, ale tak dosłownie kilka ziarenek soli na filiżankę.

      Usuń
    9. A wykwintna postać bawarki... to z dodatkiem żółtek z cukrem pudrem.

      Usuń
    10. to już całkiem herbatę przykryją te różne dodatki...hi,hi...

      Usuń
    11. A najlepsza jest z prądem, albo jeszcze lepiej sam prąd.
      Anzai

      Usuń
    12. I po co ta cała instalacja skoro sam prąd ma być?

      Usuń
    13. No to gaszę światło. Będzie bez prądu :)

      Usuń
    14. Albo dodaję do recytacji:
      - Prądu potrzeba, prądu potrzeba...
      Bardzo pasuje po kwestii z zacierem :)))

      Usuń
    15. Pasuje "jak ulał"! No to lejemy bez prądu chociaż "instalacja" tak jakoś z prądem mi się kojarzy. Może nawet bardziej niż ze sztuką.

      Usuń
    16. Ale Malina nie przychodzi wyrecytować pierwszą kwestię. To ile będziemy czekać, zanim wyrecytuje się tę ostatnią kwestię z prądem?

      Usuń
    17. Malinka powędruje za karę do kata jak tak dalej będzie unikać tego co nieuniknione.

      Usuń
    18. A może nie zauważyła Twojego powiadomienia na jej blogu?

      Usuń
    19. Ja sama go nie mogę znaleźć...

      Usuń
    20. Nie mogłem trafić na źródło, gdzie podawano przepis na herbatę ze smalcem! Wszystkie drogi prowadzą do Mongolii, np. str.:

      http://kuchnia.wp.pl/zyj-zdrowo/health/176/1/1/rytualne-posilki.html

      W każdym razie to była t.zw. "myśliwska" herbata, parzona podczas wielkich polowań. To dopiero była instalacja!
      Anzai

      Usuń
    21. Z czym, jak z czym, ale herbata ze smalcem chyba by mi nie smakowała. A może? W trzaskające mrozy na wygnaniu... Do tego jeszcze koniecznie cebula, bo na wygnaniu rzuca się szkorbut.

      Usuń
  4. :)) Ha, ha, Elu, rozbawiłaś mnie nieźle, wyobraziłam sobie blogerów, i ich recytacje, trochę to potrwało, w końcu sto razy to nie mało:))) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się bardzo cieszę, bo z założenia notka miała rozbawić. Skoro wywołuje śmiech, to znaczy, że mi się udała :)

      Usuń
  5. Moi Francuzi lubią zamoczyć rogalika śniadaniowego w kawie z mlekiem. Mnie ten zwyczaj nie odpowiada zupełnie.
    A instalację z kartkami na cukier z pewnością kupi do swoich zbiorów IPN.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie! Naszej wiekopomnej instalacji artystycznej nie sprzedamy nikomu:)))

      Usuń
    2. Przepraszam, że się włączam, ale z tymi rogalikami, zwanymi z polska niezbyt elegancko kurwasantami (oficjalna pisownia francuska croissante), wiąże się równie nieelegancka anegdota.
      Otóż te rogaliki lubiły towarzystwo herbaty, albo kawy, ale Polak potrafi, więc nasze damy na wypędzie w Paryżu, lubiły kurwasanta moczyć w czymś mocniejszym, i najczęściej był to kurwazjer (courvoisier). Traf chciał, że dwie panie pomyliły drogę i zamiast do kawiarni trafiły do przybytku rozkoszy, gdzie przy barze obslugiwał Polak. Gdy złożyły swoje zamówienie, osłupiały barman dopiero po chwili zereplikował: "a kurwawdupę, by chciała"?

      PS. alEllu jeżeli ten tekst przejdzie przez cenzurę, to możesz go wykasować, ja m.in. chciałem też sprawdzić czy taka pisownia jest strawna na blogspocie.
      Anzai

      Usuń
    3. Anzai, niektórych historyjek i dowcipów nie da się opowiedzieć bez "słówek", bo by straciły sens. Nie wiem więc, czy jest konieczność kasowania.
      Podobnie jest z historyjkami na Węgrzech o skręcaniu w lewo i w prawo.

      Usuń
  6. Gdybym ja wcześniej wiedziała, że spalenie moich wszystkich czajników (nieuważna jestem) to instalacja, poczułabym się znacznie lepiej! :)
    Nic straconego - dziś się poczułam.
    Dziękuję za opisy picia herbaty na prikusku itd. Nie zapamiętam wszystkich nazw, chociaż swego czasu rosyjski był moim drugim językiem (studiowałam go jako drugi), ale całość notki bardzo miło mi się czytało :)
    pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iw,no widzisz, jakie instalacje artystyczne z tymi czajnikami miałaś :))) A tak na poważnie to konieczny gwizdek, ale taki, który nie spada podczas gotowania.
      Zadowolona jestem, że notkę miło się czyta, chciałam by była lekka i przyjemna. To pochwała dla mnie, więc dziękuję bardzo.

      Usuń
  7. A ja w tej chwili kończę pić herbatę żurawinową i nie w głowie mi żadna instalacja artystyczna.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anno, herbatka żurawinowa sama w sobie jest w kolorze artystycznie piękna.
      I ta nuta żurawiny ...
      Jak nic, powiało artyzmem :)

      Usuń
    2. To prawda, żurawina ma śliczny kolor, wiem coś o tym, bo mam na działce 7 krzaczków żurawiny, tylko nie chcą rosnąć, kiepsko też owocują.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    3. Żurawina chyba lubi błota i torfowiska.

      Usuń
    4. Zgadza się, a właśnie taką glebę ma nasza działka, dlatego na jesieni mąż ją drenował.
      Życzę miłych najbliższych dni.

      Usuń
    5. To i nie dziwne, że wyrosły.
      Dziękuję bardzo z życzenia,spełniły się:)

      Usuń
  8. Elli jesteś wielka, tak się uśmiałam, ze brzuch mnie boli. Fantastyczna treść postu. Jestem pewna, ze cokolwiek dziś zrobię na obiad, będzie to instalacja. Akurat jest w mieście FAMA, więc instalacji w mieście jest dużo, bo studenci najchętniej tak "wyrażają siebie". Ja też będę dziś wyrażać siebie, nawet jak przypalę kartofle, oj powinnam napisać "ziemniaki", do instalacji bardziej ta nazwa pasuje. Całuski za kawał dobrej roboty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiej się.... śmiej kochana, bo śmiech to zdrowie!

      Dziękuję, Lotka, za docenienie moich starań. Bardzo trudno jest na poważnie pisać do śmiechu. A jeszcze chciałam zawrzeć przesłanie tak bardziej "między wierszami". W nadmiernej ilości słów jest łatwiej. Wbrew pozorom najtrudniej jest "dużo" zawrzeć w "krótko".

      Usuń
    2. Ty potrafisz pisać ciekawie z dowcipem. Muszę się przyznać, że za każdym razem jak układam na talerzach obiadek, to o Twoich instalacjach myślę i nie podaję dania, tylko instalację. W zabawę wciągnęłam rodzinę, która mi wtóruje i podziwia "instalacje" i porównuje, która najlepiej mi się udała. Szkoda, ze na początku sezonu nie zamieściłaś postu, miałabym dwa miesiące zabawy. Całuski.

      Usuń
    3. Lotka, widzę, że posiadasz umiejętność bawienia siebie i rodziny małymi/codziennymi czynnościami i rzeczami. To wielki dar i jakże potrzebny w życiu.

      Usuń
  9. A NIECHB MNIE - INSTALACJA WYBORNA !!!
    hi hi hi to mój malinowy czajniczek do historii blogosfery wszedł bocznymi drzwiami. sławniejszy będzie niż wszystkie dzieła moje razem wzięte i wstążeczką czerwoną zawiązane - od uroków.
    Grycelko doskonała jesteś !!! ustawiłaś nas popisowo !!!. Żadna instalacja nas nie przebije - wespół w zespół tworzymy sztukę przez duuuuże SZ i politykę przez duże PO i jeszcze kabaret przez duże KA ... a niech mnie gęś zielona kopnie mistrzu ILDEFONSIE ... w szkole w kabarecie grywałam ale tu rolę mamm świetniejszą
    FANTASTYCZNE - DAWNO SIĘ TAK NIE UBAWIŁAM
    tylko jednego zapomniałaś dodać - na koniec instalacji wygłosiłam Odę do chałwy i Dytyramb na cześć ciastek z kremem ... niestety reszta Towarzystwa padła z nudów w czasie mojej deklamacji, co wyrażnie pokazało, że przesada zarówno w spożywaniu jak i przynudzaniu jest zgubna, nawet ja spożywamy chałwę a deklamuje malina
    -----------
    DZIĘKI ZA TAKA DAWKĘ HUMORU

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malino M*, oda do chałwy to słodka sprawa i nie da się jej łączyć z gorzką polityką.

      Usuń
  10. z herbatką i ciasteczkiem przysiadam się i "donoszę", że zmieniam platformę swojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagoda, pochwalam zmianę platformy, bo na Onet już nie było siły chodzić. Ostatnio na Twoim blogu onetowym napisy były zółte na zółtym - nic nie widać. Potem zmieniły się na białe.

      Usuń
  11. Herbatka jest w Sousse pyszna, ale jak dla mnie odrobinę za słodka. Piłam ją w takiej małej kawiarence, na piętrze przy Medinie. Jesli dobrze pamiętam nazywała się ALLADYN. Gorzej tam z warunkami sanitarnymi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Berberowie mówili, że na upały najlepsza jest gorąca, słodka jak ulepek, herbata.
      Ci mężczyźni siedzący na ulicy przy gorącym czajniku na palenisku zadziwili mnie. Wcześniej takiej scenki nie widziałam. Przy medinie piłam kawę parzoną po turecku. Świetna była - co też jest dla mnie czymś nowym w Tunezji.

      Usuń
  12. Kawa po turecku w Tunezji...hi,hi. A w Turcji piją "czaj" czyli herbatę właśnie na upały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się zdziwiłam, bo "po turecku" mi smakuje. Zawsze unikałam tunezyjskiej kawy.

      Usuń
  13. no dobra, Wam zostawię te normalne chałwy a sama zjem polityczną, może być gorzka nawet, chałwianka jestem - żadnej chałwy się nie boję ;o))
    A JA PIJĘ HERBATĘ ZAWSZE GORZKĄ caps, uwielbiam słodycze ale kawa i herbata u mnie bez cukru - zawsze. Taka mi właśnie smakuje. Lubię czerwoną ale ostatnio kupiłam czerwoną z jakimś afrykańskim korzeniem , nie wiem kie licho ten korzeń ale pachnie tragicznie, jak afrykański wychodek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malinko, gorzka kawa dla mnie jest fuj. Herbatka może być, ale na prykusku z konfiturami. Kolejna notka będzie bardzo polityczna, a co! Też mogę być polityczna czasami:)

      Usuń

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.