27 listopada 2013

Puki, piórka i kopniaki


Pierwszy blogowy obrazek
       Nie wiem, kiedy zaczęła się moja przygoda z blogowaniem. Na początku pisałam mini felietony, czasem większe teksty na różnych portalach. Potem, w ukryciu, zbierałam je do kupki, szlifowałam i zamieszczałam na blogu. Blogowy system sam wpisywał datę publikacji. Gdy w jednym dniu wkleiłam kilkanaście postów ze zdjęciami, strona bardzo długo się otwierała. Trzeba było daty pozmieniać. Nie chciało mi się odszukiwać prawdziwej daty powstania artykułu. Było to dla mnie nieistotne. Wstawiałam jakąkolwiek. Jedynie rok się zgadzał, a jeśli zapamiętałam - to i miesiąc.  Nie mam więc konkretnego dnia, w którym mogłabym obchodzić kolejne rocznice bloga.

       Z przyjemnością świętuję jubileusze innych Blogerów, zjadam wirtualne torty, pomagam zdmuchiwać świeczki i... trochę zazdroszczę, że ja nie mam daty swojego blogowego... poczęcia. Z tej zazdrości dawno temu nawet pozieleniałam. Do dziś już tylko w głowie została zieleń. Wymyśliłam więc sobie, że ja będę obchodzić „Święto Puka, Piórka i Kopniaka”. Chociaż raz na parę lat. A co! Mnie też się należy świętowanie za blogowanie.

Kopniak
    Kopniak jest zawsze pierwszy. Dostaję go od mojego Szanownego Komentatorium czyli Kochanych Posiaduszkowiczów.  Gdy tylko dłużej nie publikuję, otrzymuję zachęty - kopniaczki. Czasem jest to np. pytanie: gdzie jesteś? Innym razem okazanie niepokoju o mnie, albo nęcenie chałwą, a niekiedy konkretna propozycja/rozkaz @mailem: napisz o tym! Kopniak jest najważniejszy, o!

Puk
       „Puk” jest konieczny. To takie oświecające stuknięcie w głowę. Niektórym od puknięcia robi się ciemno i tylko gwiazdki widzą. Ja natomiast jasność i nową notkę. Do pisania trzeba przystąpić natychmiast! Nie może być zwłoki. Puk nadchodzi bardzo rzadko, więc musi być w pełni wykorzystany, a kiełkujący temat podlany.
Dłuuuuuuuuuugaśny popukowy tekst udaje się na leżakowanie, by jak wino klarował się i dojrzewał. Teraz do roboty zabiera się...

Piórko
       Piórko najpierw wymiata niepotrzebne zdania, a nawet całe akapity. Ma być tak krótko, jak tylko się da. To najtrudniejsza robota dla piórka! Potem obmiatanie, głaskanie, muskanie. W razie niepewności, tekst leci po drucie do cenzury. Jeśli ocena brzmi: piórkowo, znaczy: można zamieścić na blogu. Czasem Wysoka Cenzura kręci nosem, ale ja i tak publikuję.



       Niniejszym, 27 listopada roku nieparzystego ogłaszam Dniem Puka, Piórka i Kopniaka. Dlaczego to świętować? A dlaczego nie? Każda okazja dobra, aby się wspólnie pobawić w sposób wyjątkowy. O!

Z tej okazji, dziękuję za wszystkie miłe i motywujące „kopniaki” oraz posiaduszkowe dyskusje w drodze, oazie i przy kominku.

Referaty i toasty okolicznościowe mile widziane!




11 listopada 2013

Ogłoszenie

Zamienię miasto na wieś!




Koniec miasta, początek wsi...



Zamienię świąteczny widok z okna na zwyczajny!




Jak świętować to świętować... 
Dłuuuugo!




Powiększ - KLIK w zdjęcie
Dopisek.

Jest 13 listopada, w południe. 
Śmieci nie wywieżli! 
Pośród drzew za kontenerami rośnie wysypisko. 

4 listopada 2013

Kiedyś prawie wszyscy czytali, teraz prawie wszyscy piszą


       Od dzieciństwa pisałam poprawnie. Ortografię wyssałam chyba z mlekiem mamy i regułek nie potrzebowałam się uczyć. Wystarczyło czytać książki, a poprawność językowa sama do głowy wchodziła. Od jakiegoś czasu zauważam jednak, że coś ze mną nie tak. Coraz częściej zastanawiam się, czy nie popełniam błędów, a czasem zupełnie odruchowo napiszę coś źle. Mam wrażenie, że tak się w Internecie napasę niepoprawnością, że wypiera ona z mojego mózgu słowa w dzieciństwie i czasach szkolnych zakodowane bezbłędnie. To mnie niepokoi! To znak, że się cofam, zamiast nieustannie rozwijać!

Nie ma dnia, abym w gazecie internetowej, czy na portalach z wiadomościami nie spotkała kilku błędów, nawet w jednym artykule.
Choćby tutaj:


A może bohaterka serialu robiła kiełbasy w masarni
- nazwanej w artykule "salonem masarzu"?
  Masarz - to rzeźnik wyrabiający wędliny, 

więc czego klienci sobie życzyli?


       Zaznaczyłam tylko błąd ortograficzny  - najbardziej rzucający się w oczy. Innych błędów nawet nie czepiam się, bo nie ma kogo. Artykuły zapewne piszą za symboliczną zapłatę przypadkowe osoby, a nie dziennikarze. Nie wyobrażam sobie bowiem, aby tak mógł napisać dziennikarz. Kto by mu zresztą dał dziennikarski dyplom?
Ale... do licha! Czy nikt tego nie sprawdza? Wnioskuję, aby wprowadzić cenzurę i korektę, jak za niedawnych peerelowskich czasów, bo inaczej kulturowo - jako nacja - zmarniejemy z kretesem, jak lasuje się już mój osobisty mózg.


Z tego też względu coraz częściej rozpatruję odcięcie Internetu, aby nie kusił do czytania. Jeśli któregoś dnia zniknę z blogosfery, będzie to oznaczać, że kable u mnie pocięte, a laptop na segregacji śmieci.