4 listopada 2013

Kiedyś prawie wszyscy czytali, teraz prawie wszyscy piszą


       Od dzieciństwa pisałam poprawnie. Ortografię wyssałam chyba z mlekiem mamy i regułek nie potrzebowałam się uczyć. Wystarczyło czytać książki, a poprawność językowa sama do głowy wchodziła. Od jakiegoś czasu zauważam jednak, że coś ze mną nie tak. Coraz częściej zastanawiam się, czy nie popełniam błędów, a czasem zupełnie odruchowo napiszę coś źle. Mam wrażenie, że tak się w Internecie napasę niepoprawnością, że wypiera ona z mojego mózgu słowa w dzieciństwie i czasach szkolnych zakodowane bezbłędnie. To mnie niepokoi! To znak, że się cofam, zamiast nieustannie rozwijać!

Nie ma dnia, abym w gazecie internetowej, czy na portalach z wiadomościami nie spotkała kilku błędów, nawet w jednym artykule.
Choćby tutaj:


A może bohaterka serialu robiła kiełbasy w masarni
- nazwanej w artykule "salonem masarzu"?
  Masarz - to rzeźnik wyrabiający wędliny, 

więc czego klienci sobie życzyli?


       Zaznaczyłam tylko błąd ortograficzny  - najbardziej rzucający się w oczy. Innych błędów nawet nie czepiam się, bo nie ma kogo. Artykuły zapewne piszą za symboliczną zapłatę przypadkowe osoby, a nie dziennikarze. Nie wyobrażam sobie bowiem, aby tak mógł napisać dziennikarz. Kto by mu zresztą dał dziennikarski dyplom?
Ale... do licha! Czy nikt tego nie sprawdza? Wnioskuję, aby wprowadzić cenzurę i korektę, jak za niedawnych peerelowskich czasów, bo inaczej kulturowo - jako nacja - zmarniejemy z kretesem, jak lasuje się już mój osobisty mózg.


Z tego też względu coraz częściej rozpatruję odcięcie Internetu, aby nie kusił do czytania. Jeśli któregoś dnia zniknę z blogosfery, będzie to oznaczać, że kable u mnie pocięte, a laptop na segregacji śmieci.


119 komentarzy:

  1. Bardzo "kudłate" mam skojarzenia po przeczytaniu tej notki... Ale ciiii....... Skupmy sie na ortografii.
    Tumaństwo się szerzy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradż te skojarzenia Bet, proszę.

      Usuń
    2. Noooo wiesz... nie podpuszczaj mnie:))) Ale żeby nie było potem na mnie, salon masażu kiełbas???? Trzeba jeszcze jaśniej????????

      Usuń
    3. A ja pomyślałam, że nie masowała kiełbas, tylko je robiła, a klienci chcieli coś innego, np. ciastka czy lody, nie wiedząc, że od lodów jest lodziarz a od ciastek ciastkarnia, a nie masarz i masarnia. :)))
      I biedna niesłusznie straciła pracę ;)

      Usuń
    4. Och ty... w ciastkarni i lodziarni trudniej o błąd ortograficzny:)))

      Usuń
    5. A ciastka kruche, drożdżowe, orzechowe? A lukry?

      Usuń
    6. Wszystkie pysze:))) A najlepsze są lody.

      Usuń
    7. Pyszne, ale trudne do napisania. Czy ze smakiem zjadłabyś lud?

      Usuń
    8. Właśnie udawałem salon masażu kiełbasy, gdy Bet postawiła mnie do pionu. Bardzo fajny ten post, parę godzin temu pisałem u Anny72, że czeka nas powrót do epoki pisma obrazkowego, jako naturalny proces po etapie "ćwierkania, ikonkowania, i fejsbuczenia". Zakładałem też "powrót na drzewo".
      W mojej szkole też niektórzy po godzinach zapełniali kartki pisaniem trudnych słów, ale oni jednak nawet nie próbowali się wybierać do zawodu dziennikarza. Nawet "znajomi króliczka" nie mieli takich pomysłów. No cóż, spsiał ten świat doszczętnie.
      Jest to też kwestia oszczędnego "kontrolera ortografii", bo już istnieją edytory uwzględniające kontekst spornego wyrazu.

      Usuń
    9. Czytałeś niżej komentarz Anabell? Właśnie też o piśmie obrazkowym pisze. "Najgorzej gdy masarz wybierze się na masaż - dużo rysowania wtedy będzie:)))"

      Usuń
    10. A ten nowy "kontroler ortografii" chyba nie zawsze pomoże.
      Jeśli napiszesz do żony, żeby naważyła/nawarzyła kaszy, to co edytor zrobi? Pośle po wagę do ważenia, czy podpowie, żeby ugotować kaszę?

      Trza umić i już, jak mawiał mój dziadek.

      Usuń
    11. Jestem dziś w temacie ortografii bo zadałam dziś staroświecką karę napisania kilku zdań 30 razy. Mam nadzieję, że zarówno tekst jak i pisownia będą zapamiętane.

      Usuń
    12. @ alElla

      ... trza umić, to fakt, bo warzenie kaszy to nie to samo co ugotowanie. Dobrze, że nie musimy się o to naparzać, bo tu już "ż" niepotrzebne.

      Usuń
    13. Bet, jutro przyniesie Ci zaświadczenie od lekarza, że mu nie wolno 30 razy pisać, a Ty otrzymasz karę za znęcanie się ;)

      Anzai, a co to warzenie? Nie gotowanie m.in.?

      Usuń
    14. No ... chyba nie. Warzenie to włożenie czegoś do waru (gorącej wody) i utrzymywanie stanu wrzenia. A gotowanie to gotowanie z "bulgami" - np. herbatę, czy rosół się parzy (warzy?), ale nie gotuje. Chociaż niektórzy konsumują ugotowaną herbatę i rosół - co kraj to obyczaj - nie będę się naparzał o warzenie.

      Usuń
    15. Aleście namotali. Nie lepiej po prostu "kipi kasza, kipi groch?" Albo: "tu sroczka kaszkę warzyła..."

      Usuń
    16. Ojjj Anzai, nawarzyłeś sobie piwa! Uważaj, bo będziesz musiał wypić! I sroczka Bet nie pomoże. :)))

      Usuń
    17. Andrzeju - czytałem powyższe komentarz i jak doszedłem do Twojego, to miałem już tak zwarzony umysł, że ważył chyba tylko połowę swej normalnej wagi.
      Dlatego też o mały włos pominąłbym nieścisłość jaka wdarła się do Twego komentarza.
      Otóż jako inżynier, nie mogę zwrócić Ci uwagi, że utrzymywanie waru w stanie wrzenia jak i gotowanie z "bulgami" odbywa się zawsze w temperaturze 100 stopni C. Oczywiście tylko wtedy, gdy będziemy doświadczać tego w oby przypadkach przy użyciu wody. "Bulgi" biorą się stąd, że każde "zanieczyszczenie" wody, czyli wszystko co do niej wrzucimy staje się zarodkiem przemiany ciekłej postaci wody w parową. A więc jak piszesz: "włożenie czegoś do waru (gorącej wody) i utrzymywanie stanu wrzenia musi skutkować "bulgami".
      Jasno więc z tego wynika, że warzenie według Twojej definicji to nic innego jak gotowanie.
      Piszę to wszystko by wprowadzić trochę ładu do zamieszania, które zostało spowodowane wcześniejszymi komentarzami. Mam nadzieję, że mi się udało!
      :))

      Usuń
    18. Leszku, bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, bo ja miałam nie tylko zwarzony mózg, ale wręcz zlasowany po tym "bulgotaniu":)))
      Teraz wszystko jasne, o!

      Usuń
  2. Wreszcie znalazłam kogoś, kto przywiązuje uwagę do poprawności pisania! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest wiele blogów i stron, na których dba się o poprawność językową. Są jednak mniej nośne, niż portale z wiadomościami.

      Usuń
  3. Ciezko mi sie ustosunkowac, pisze malo porawnie ale przynajmniej nie pisze na portalach z wiadomosciami ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam, blogerom, można wybaczyć. Tym bardziej piszącym na klawiaturach bez polskich znaków i w systemach bez możliwości sprawdzenia pisowni po polsku.
      Nie piszemy artykułów do gazet ani na portale informacyjne, gdzie błędy powinny być niedopuszczalne.

      Usuń
    2. ja to nawet staram sie nie pisac za wiele bo to nie tylko z ortografia kuleje, ale jak mowie to nie slychac bledow ...tym sie pocieszam ;)

      Usuń
    3. Bonita, poza brakiem polskiej klawiatury nic mi się u Ciebie w oczy nie rzuciło. Żadnych błedów ortograficznych nie widziałam.

      Usuń
    4. Bo ja sie staram jak moge ;) ale powaznie to mam problemy z pisownia :(

      Usuń
    5. Myślę, że większe lub mniejsze problemy ma każdy. Największe dzieła pisarskie, powstawały długo, a na rękoipisach widać wiele skreśleń i poprawek. To jest właśnie to staranie się.
      Niektórzy wielcy pisarze i poeci - ilościowo mają stosunkowo niewielki dorobek, bo starania zajmują dużo czasu. Z tego też względu często odmawiają pisania na szybkie zamówienie.

      Usuń
    6. Klawiatura zewnętrznie może być "innej narodowości", ale każdy system ma polską, wystarczy znaleźć. Sama piszę na włoskim komputerze z włoską klawiaturą, polską czcionką.

      Mnie irytuje w internecie tworzenie jakichś dziwnych stworów. Może za długo już nie mieszkam w Polsce, ale czy wyrażenie "COŚ JEST NA RZECZY" uważacie za normalne i poprawne? Mnie się wydaje z lekka OD rzeczy... Jak rozumiem, znaczy to po prostu, że COŚ W TYM JEST. I po co wymyślać takie dziwadła?
      O masarzach już nawet nie wspomnę, tudzież, że panie redaktorki coś niepokoji...

      Usuń
    7. Mnie razi wiele wyrażeń. Niektóre już znalazły się w encyklopediach i słownikach frazeoloficznych.
      Język w ogóle ubożeje, a mały zasób słów określających cokolwiek zastępuje się różnymi nic nie mówiącymi wyrażeniami. W tej chwili jakiś sprawozdawca telewizyjny relacjonuje, co widzi w miejscu wielkiego pożaru. Dowiedziałam się, że... "nie jest ciekawie". Redaktorka w studio nie zapytała, a co to znaczy, że ciekawie nie jest?

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    8. Przykro, że język tak schodzi na psy :( Słyszałam nawet o "genialnym" pomyśle, żeby zlikwidować znaki diakrytyczne. Słów brak.
      Mój dziadek przy lampie naftowej czytał dzieciom "Ogniem i mieczem"... A teraz mnożą nam się analfabeci, pierwotni i wtórni. I to nawet na stanowiskach.

      Usuń
    9. Ktoś tu przepowiada, że niedługo wejdziemy na drzewa ;)

      Usuń
  4. Tak na poważnie to faktycznie coś jest w tym, że teraz więcej się pisze niż czyta. Zauważyłam to u siebie. Co tydzień notka blogowa napisana, a książka nietknięta i właśnie już przyszło upomnienie z biblioteki...
    Na swoje usprawiedliwienie mam tylko brak błędów ortograficznych tak drastycznych jak "masarz".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam upomnienie z biblioteki. Ale gazeta internetowa przeczytana w terminie, hi, hi...

      Usuń
    2. Coś w tym jest... Piszemy jak szalone, nawet te komentarze, a lektura leży.

      Usuń
    3. Kochana, ale jakie tu towarzystwo. Wyższa szkoła jazdy, a książkę mam z dolnej półki :)))

      Usuń
    4. Moja książka też leży poniżej laptopa:)))

      Usuń
    5. Czyli nie jest źle, jak sięgamy do wyższych półek :)))

      Usuń
  5. Zawsze wydawało mi się, że pisze poprawnie, dopóki nie zaczęłam pracować w szpitalu. Widząc różne opisy np zdjęć czy zabiegów, sama zaczęłam wątpić w swoją wiedzę. Czytając lekarskie "być morze" wyłapuję to od razu (ciężko nie wyłapać :) ), ale czytając "nie powiększone" po raz tysięczny, nie wiem już jak powinno się poprawie pisać ten wyraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślałam, że tylko ja tak koduję niepoprawności, gdy się opatrzę, że potem miewam wątpliwości.

      Usuń
  6. Eluniu, przezornie nie czytam żadnych internetowych wiadomości - nie dość, że czuję się wtedy jak w maglu, to dodatkowo rażą mnie błędy. Muszę chyba Cię zmartwić - obecnie studia dziennikarskie i ich ukończenie wcale nie są powodem do dumy. Gdy ja chodziłam do szkoły to nie było dyslektyków ani dysgrafików - no ale kartkówki z ortografii były co najmniej 3 razy w tygodniu. Ja wiem - język polski ma naprawdę "ciężką" ortografię, ale może sprawiać trudność albo cudzoziemcom albo tym, którzy nie rozumieją tekstu, choć są Polakami. Jak dobrze pójdzie to powrócimy do pisma obrazkowego.
    Miłego,:)
    Najgorzej gdy masarz wybierze się na masaż - dużo rysowania wtedy będzie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślałam, że dziennikarz w pisarstwie i w mowie jest bez skazy ;)

      W mojej szkole dyslektycy zostawali w "kozie" i pisali po 100 razy trudne dla nich słowa. Może to nieludzkie było?

      Usuń
    2. Ludzkie, ludzkie! Właśnie stosuję i nie mam wyrzutów sumienia.

      Usuń
    3. To jest nadzieja, że nie powrócimy do pisma obrazkowego.

      Usuń
    4. No nie wiem czy nie dostanę jutro 30 obrazków:))))

      Usuń
    5. Eluś - ja byłam matką bez serca- robiłam swojej w domu dyktanda. Mało tego - kazałam jej uczyć się na pamięć tabliczki mnożenia- bo rozumieć mechanizm mnożenia to dopiero początek a znać na pamięć tabliczkę mnożenia to ułatwienie sobie życia w przyszłości.

      Usuń
    6. Oby więcej takich matek "bez serca". Nauczycieli też!

      Usuń
    7. bo jest roznica miedzy dyslekcja a lenistwem ...ludzie nie czytaja ksiazek sporadycznie gazety wtedy nic nie pomaga, dyktanda tez nie i nazywa sie to dyslekcja ;) :)
      Wiem po sobie :( kiedys bezblednie pislam ,teraz, od jakiegos czasu jestem dylektyczka ;)

      Usuń
    8. Ogólnie czytelnictwo w Polsce jest na bardzo niskim poziomie. Podobno ponad 50% społeczeństwa w ciągu ostatniego roku nie wzięło do ręki ani jednej książki.

      Usuń
  7. alEllu - mialam kiedys co Ty- nie musialam sie uczyc i ortografia sama wlazla do glowy - bo wlasnie baardzo duzo czytalam. Teraz niestety. Wszystko mi sie jakos pomieszalo. Dla mnie jest straszne ,ze sama swoich bledow nie moge wylapac. A najgorsze - teraz bylam w Polsce dosc dlugo i moja kolezanka rowniez mi wymowe zaczela poprawiac .Jestem wdzieczna jej lecz wpadam w lekka panike. No dobrze - dziennikarzom nie. mozna wybaczyc. Tak poza tym kiedys byli nie cenzorzy jako tacy ale korektorzy - czyzby ten zawod wymarl?Blogerom jest tez trudno wybaczyc. Sama sobie nie moge - dlatego czytam Bet,czy Ciebie i innych piszacych poprawnie i w dodatku interesujaco.Staram sie brac przyklad chociaz coraz gorzej mi to wychodzi ufff..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reniu, teraz czytasz dużo w innych językach i musisz starać się o znajomość urzędowego języka w kraju, w którym jesteś, więc ma prawo się trochę pomieszać. Znam Polaka - profesora w Kanadzie,który wcześniej wykładał na Uniwersytecie Warszawskim. W Kanadzie od wielu lat wykłada po francusku i też mu się trochę pomieszało. Przestał nawet pisać artykuły do gazety polonijnej, bo zaczął robić błędy.

      Usuń
  8. Bardzo kiepski ten tekst, to prawda, ale założę się, że go dziennikarz nie napisał. Przez jakiś czas wysyłałam CV w odpowiedzi na różne ogłoszenia portali internetowych. Oni w ogóle nie chcą ludzi z wykształceniem/doświadczeniem dziennikarskim, najchętniej biorą studentów (obojętnie jakich) albo w ogóle ludzi tylko ze średnim wykształceniem. Wiadomo oczywiście o co chodzi. O kasę. Wykwalifikowany dziennikarz raczej się szanuje i będzie oczekiwał więcej niż 500 zł. "Niestety" za jakość trzeba płacić. Mamy więc efekty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież poprawnie można pisać nawet za darmo i mieć tylko szkołę podstawową. To nie są jakieś wielkie artykuły, a zwykłe wiadomości/komunikaty o czymś. To jak wybierają? Jeśli chodzi np. o ortografię, wystarczy zrobić dyktando.

      Usuń
    2. Pod warunkiem, że ten, kto je sprawdza, sam pisze poprawnie. ;) :) A wiesz, jak to z tym bywa.

      Usuń
    3. Wygląda na to, że nie ma rady i prognoza Anzaia może się sprawdzić.

      Usuń
    4. Anno, a dlaczego u mnie nie ma Twojego zdjęcia przy komentarzach? Buuuuu....

      Usuń
  9. Tak myślę ,że ten wtórny analfabetyzm wynika z tego ,że część pamięci mieliśmy w dłoni piszącej i jak się dłoń ułożyła do pisania to pisała. Teraz a to nie trafisz w klawisz albo obok i zwykle trudniej zapamiętać kolejne literki niż cały wyraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To także może być przyczyną. Słyszałam, że istnieje coś takiego, jak właśnie "pamięć w palcach". Jak były telefony z tarczą, to nieraz numer potrafiło się wykręcić, ale już podyktować z pamięci - nie.

      Usuń
    2. To dziwne z tą pamięcią , bo były takie ćwiczenia jak w słowach tekstu pomieszano litery a i tak można to było płynnie przeczytać

      Usuń
    3. Albo pamięć mięśniowa. Ileż to czynności wykonujemy bez użycia świadomości.

      Usuń
    4. Ortografia faktycznie utrwala się w postaci "przyzwyczajenia ręki i oka" do prawidłowo pisanego tekstu. Ale poza tym znane jest jeszcze fonetyczne zjawisko innego wypowiadania spornych wyrazów. Np. Kaszubi twardo wymawiają "morze", i miękko "może", te same zdolności mają Ślązacy, nie myląc "rz" z "sz", "ś" z "sz", itd., itd., ... podobno zruszczenie wyrazów z "h" zamienianych na "g" też rozstrzyga o użyciu (lub nie) liter "ch". Ale ja też "ssałem" (chociaż cholera wie co) więc te zdolności mi niepotrzebne.

      Usuń
    5. Jak to nie wiesz, co ssałeś?

      Usuń
    6. Podobno ssałem z zamkniętymi oczami ...

      Usuń
    7. Ale chyba nie z zamkniętym smakiem :)

      Usuń
    8. To ortografia (co to się ją wyssiewa) smakuje?

      Usuń
    9. Niektórzy potrafią jeszcze mówić dźwięcznie "h" i bezdźwięcznie "ch", ale chyba coraz rzadziej się to spotyka.

      Usuń
    10. Mók dziadek tak mówił, ale tata już nie.

      Usuń
    11. No właśnie. Anna podrzuciła kolejny wątek. Bo, ortografia, owszem jest ważna. Ale, skoro zgadzamy się, że mięśnie, a właściwie stawy (bo to na styku: kość-staw-ścięgno-przyczep mięśniowy, a nie w mięśniach funkcjonują komórki neuronowe przechowujące t.zw. pamięć mięśniową), oraz mowa decydują o zasadach pisowni, to może bardziej powinniśmy dbać o tradycje porozumiewania się i w mowie i w piśmie, a nawet w ... języku migowym?

      Usuń
    12. Ale mowa podobno ubożeje na skutek srkótowego pisania (wiadomości sms i różne szajsbuki).
      I wygląda na to, że koło się zamyka.

      Nie pamiętam już, czy to dowcip, czy fakt, ale katecheta na lekcji religii, chcąc być nowoczesnym powiedział "pochwa".

      Skoro więc mama mówi "pozdro", nauczyciel religii "pochwa"... to faktycznie bije już dzwon na alarm, aby zacząć dbać o tradycje porozumiewania się w mowie. Używa się też słów, które zastępują kilkadziesiąt innych,np. "zajebiste", "spoko", "wow!",

      No, to pozdro! :)

      Usuń
    13. Co chcesz od chłopa, nawet jak katecheta. Mówi to do czego się ślini. :) :)

      Usuń
    14. Ojjjjjś, Rawiczu, znowu na manowce schodzisz.
      Toż wątek jest o języku a nie o ślinie. :):)

      Usuń
    15. Niektórzy mówią co im ślina na język przyniesie.

      Usuń
    16. Andrzeju Rawiczu, spodziewałam się innej odpowiedzi,ale ta jest bombowa.

      Usuń
  10. Ha,ha,ha (choć powinienem płakać), alEllu, zauważyłem u siebie ten sam problem.
    Bardzo mi to w poście zdanie: - Od jakiegoś czasu zauważam jednak, że coś ze mną nie tak. - odpowiada, bo moje wątpliwości, ba przerażenie - czy z wiekiem już poważnym nie wracam do czasu przedszkolnego.
    I, okazuje się, że nie jestem sam. Że mnogość błędów ortograficznych dostrzeganych w gazetach, w portalach, w ogłoszeniach - nie koniecznie na murach - potrafi zachwiać wiedzą, jak to ładnie ujęłaś - wyssaną z mlekiem mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To uściskajmy się na powitanie w jednym klubie :)

      Usuń
    2. Już Cię ściskam alEllu!

      Bet, Ja podobno krótko ssałem. Stąd pewnie obecne "dolegliwości", o których napisała alElla.

      Usuń
    3. Honiewicz, odściskuję mocno, mocno!
      Bez względu na to, czy krótko czy długo ssaliśmy, to my ssaki z rodziny coraz mniej licznych dinozaurów trzymajmy się i nie dajmy,o!

      Usuń
    4. Niestety, dinozaury to gady a gady nie ssą...:)))))

      Usuń
    5. Żadne gady. To nie te dinozaury. Inne! Wyjątkowe! To ssako-geniuszo-dinozaurry, o! :)))

      Usuń
  11. To nie jest kwestia wyssania z mlekiem matki, tylko oczytania... Przy mnogości lektur w dzieciństwie i młodości, to ortografia niejako "sama wchodzi do głowy", osobliwie wzrokowcom wszelkim:) I ja z tem mam podobnie, choć już gramatyka moją była zmorą, jest i będzie i do dziś nie wiem co to za jedna przydawka i na jaką cholerę... Rachunek ekonomiczny w żurnalach i portalach jako pierwszych na śmietnik historii wyrzucił korektorów, zastępując ich autokorektą w Wordzie i naiwną wiarą, że to jest do zastąpienia... Dziś podobnych obserwuję zakusów na tłumaczy pracę, gdzie się każdemu zdaje, że Googli translatorem pod pachą, sam może z każdego wszytkiego pomiarkować języka... :((
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Jeśli zamiast lektur czyta się ich internetowe opracowania, w których są błędy, to wzrokowcy się opatrzą i potem błędy popełniają.
      Gramatyka polska jest trudna. A te przydawki... jakieś charakteryzujące i klasyfikujące – w zależności od tego czy przymiotnik stoi przed rzeczownikiem czy za rzeczownikiem, do tego jeszcze ich podział...

      Usuń
  12. No właśnie, niech tam pisze sobie kto chce dany tekst. Jeśli zaś idzie do druku powinien być najprzód sprawdzony przez odpowiednich ludzi, bo taki błąd nie powinien obaczyć światła dziennego. Przecież są słowniki języka polskiego, w których to można sprawdzić (dla upewnienia się) pisownię. Nie powiem, ortografii nauczyła mnie wzorowo pani polonistka z podstawówki, gorzej już mam z
    pisownią "nie" - razem, czy oddzielnie...

    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisownia z "nie" - razem czy oddzielnie - mnie także czasem sprawia kłopoty. Gdy jestem niepewna, jak napisać, to piszę nie jestem pewna.

      W innych niepewnych sytuacjach wspomagam się głupimi pytaniami. Np. "tym bardziej" czy "tymbardziej" - pytanie: czy ktoś widział tymbardzieja?

      "Wziąść" czy "wziąć" - pytanie: czy można braść?

      Usuń
    2. ...ale jak sobie kupię włancznik, to mogę chyba włanczać?:)

      Usuń
    3. O kupowaniu różnych rzeczy, to można książkę napisać. Wystarczy poczytać instrukcje użytkowania, jeśli oczywiście da się przeczytać, bo w niektórych nie wiadomo, o co chodzi. Na pudełku z budzikiem pisało: obuć się ze mną!
      Tak więc i włancznik można kupić. Ale nieprawidłowo włanczać już nie :)))

      Na poważnie. Jak wiesz, strażacy na kontrolach p.poż. sprawdzali także "włanczniki". Szkoła Chorążych Pożarnictwa w Krakowie na egzaminie wstępnym robiła więc dyktando, uważając, że skoro strażak kontroluje zakłady pracy i urzędy, a potem pisze protokół i zalecenie pokontrolne, to musi umieć pisać poprawnie. A teraz? Osoba zatrudniona w gazecie, która pisze i redaguje artykuły czytane przez ogrom ludzi, nie musi umieć pisać.

      Usuń
    4. W przypadku wątpliwości ortograficznych piszę na boczku dwie wersje i wybieram tę, która lepiej wygląda. Prawie zawsze wybór jest prawidłowy:))))

      Usuń
    5. A ja piszę palcem w powietrzu albo na stole.

      Usuń
  13. Tak se tu zaszłem (bo miałem blisko), poczytałem i zaraz weszłem do internetu, aby sprawdzić. Ale nie do słowników. Na forach trwa spór o poprawność języka polskiego. Stąd (na szczęście jeszcze "nie z tąd") czerpie wielu. A tam, niestety, ile głosów tyle przyzwoleń i dopuszczeń.:) Gdzieś słyszałem, że formy weszłem i wszedłem (i okolice), zaczynają być równoprawne. No bo nawet Mickiewicz pisał:- "Pokój jest przyszłem dobrem, przyszłem szczęściem mojem..." :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty sobie zaszłeś, przyszłeś, weszłeś i poszłeś. I za te dozwolone i miłe odwiedziny bardzo dziękuję :)
      A on? Co zrobił wobec tego? On zaszł, on przyszł, on weszł i poszł? ;) :)))

      Usuń
  14. Zauważyłam u siebie błędy popełniane podczas pisania na klawiaturze. Nie robiłam ich pisząc ręcznie, a tu się zdarza. Może gdybyśmy od dziecka nie maczały stalówek w kałamarzu, tylko pisały za pomocą przycisków, nie zdarzałyby się teraz porażki. Ważne co się pisze, a pojedyncze błędy można wybaczyć i nie widzieć ich. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potem sporo się pisało na maszynie do pisania. Literówki ciągle się zdarzały i trzeba było całe strony przepisywać. Oczywiście, że błędy można wybaczyć. Dla autorów książek i artykułów w gazetach jednak litości nie mam. Nie potrafi, niech nie pisze zawodowo. Jest tyle innych różnych zawodów. Na tej zasadzie, to można wybaczać wszystkim. Elektrykowi, jak źle przewody podłączy i hydraulikowi, że kran cieknie... Takiego jednak można zawołać i poprawi w ramach gwarancji. A pisarz? Szkody czyni znacznie większe, których nigdy nie naprawi. Profesja to profesja!

      Usuń
    2. Zgadzam się z Tobą ciesząc się jednocześnie, że nie jestem zawodowcem. W książkach i gazetach błędy rażą, nawet bardzo. Z drugiej strony uważam, że nasza pisownia jest trudna i może niepotrzebnie na przestrzeni lat ją zmieniano. Nasza wnusia w klasie drugiej opanowuje zasady pisowni i to dość gruntownie. Obserwuję, że dziecko z wielką łatwością je przyswaja, ale jest oczytana. Sześciolatki w jej klasie nie radzą sobie z tempem pracy.
      Kiedyś dużo pisałam na maszynie i już wtedy zauważyłam, że muszę napisać wyraz ręcznie, aby sprawdzić czy piszę poprawnie. Pozdrawiam, miłego dnia życzę.

      Usuń
    3. To samo mówi moja siostra. Z jej wnukiem na okrągło rodzice i dziadkowie muszą pracować. Dzieci zdane na mniejszą pomoc ze strony rodziny, odstają od innych. Nie dają rady! Także z języka angielskiego. Dzieci rodziców nie znających tego języka w stopniu zaawansowanym nie są w stanie odrobić pracy domowej. A wmawia się, że program jak najbardziej sześciolatkom przyjazny. Może i tak, jeśli rodzice pokończyli podyplomowe studia angielskie, jak syn mojej siostry.
      No, ale z polskiego zeszłam na angielski.

      Również serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  15. No proszę, jak miło poczytać takie komentarze. Że jeszcze są tacy, którym na poprawności i pięknie polszczyzny zależy. :) Jeszcze do tego dochodzi rozumienie wyrazów. Słyszałam o studentce polonistyki, która twierdziła, że słowo "drzewiej" oznacza "stań się drzewem". :)))
    Ja też często się łapię na tym, że muszę mieć pod ręką słowniki różne, bo po tym co w internecie przeczytam czasem się gubię. No i dochodzi do tego gadulstwo mojego Juniora, który tworzy tak przedziwną składnię i odmianę, że o nowych słowach nie wspomnę, że świetnie mąci mi w głowie. Moim ulubionym neologizmem jest "naciśnik" (= przycisk, włącznik). :)))
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci są wspaniałe w słowotwórstwie. Przede wszystkim logiczne. Od dziecka usłyszałam, dlaczego masłem się smaruje a nie maśla? Smar przecież nie jest do chleba. Tatuś smarem smaruje zawiasy.

      Usuń
  16. Jesteś jak pion! Czasami to boję się jak do mnie wchodzisz na bloga ;)
    Ale potem czuję ulgę, gdy pięknie i subtelnie pokażesz błędy moje...
    I za to Cię cenię Grycelo
    PS. Klik Klik Klik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klik Klik "Smaku".
      Nie ma się czego bać. Nam, blogerom, błąd się może zdarzyć. W kazdej chwili zresztą da się poprawić, jeśli ktoś zauważy i podpowie. Dla książek i gazet nie mam jednak litości. Oglądałam niedawno w ksiągarni książki dla dzieci z myślą o urodzinach siedmiolatka. Dasz wiarę, że pokój, w którym lubi bawić się bohater bajki był z "u"? Gdyby nie to, że cena książki dość wysoka, kupiłabym tylko po to, aby gnębić;) wydawcę i autora bajki. Czyżby dla "pokoju" zastosował regułkę: "uje" się nie kreskuje? Tego już nikt nie poprawi, gdy trafi do rąk dziecka. Siedmiolatki przeważnie już same czytają, więc rodzice nie poprawią.

      Usuń
  17. alEllu skąd tyle oburzenia na zwykły błąd? Od kiedy nauczyłem się czytać,to pamiętam,że takie błędy zdarzały się dosyć często, nawet w poważnych publikacjach,tylko to się wtedy nazywało"chochlik drukarski".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo za dużo tych błędów w publikacjach nośnych społecznie, a ten jeden "zwykły błąd" tylko dla przykładu.

      Usuń
  18. Twoje zdziwienie i zniesmaczenie jest całkiem zrozumiałe, ale musisz pamiętać, że już za kilka lat Polska zacznie być krajem analfabetów, niczym nasz kochany przyjaciel zza Wielkiej Wody. Ludzie nie czytają ani książek, a gazety - jedynie te z obrazkami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż pozostaje? Ratuj się, kto może!

      Usuń
    2. Właśnie wracam z biblioteki. Tam ratunek czeka.
      ps przy okazji dopełniłam liczbę komentarzy do okrągłej setki! To świadczy o wielkim zainteresowaniu tematem, a więc "duch w narodzie nie ginie"!

      Usuń
    3. To i ja tam spieszę po ratunek.

      Usuń
    4. Po prostu ludzie za bardzo wierzą, że słownik w przeglądarkach poprawi za nich błędy, ale nie zdają sobie sprawy, że są tak zwane homofony, które wymawia się identycznie, ale inaczej pisze. Skoro jest "masaż" i "masarz", to nie powinno być podkreślenia, choć moja przeglądarka, o dziwo, podkreśliła mi "masarza". Oprócz pojedynczych wyrazów są problemy z pisownią łączną i rozłączną, bo tu już trzeba znać kilka regułek orograficznych.
      Jeszcze dodam, że teraz nawet książkom nie można wierzyć, bo spotykam w tych wydawanych w ostatnim dwudziestoleciu wiele błędów ortograficznych. Jestem taka perfidna, że delikatnie ołówkiem poprawiam te błędy, bo to jest silniejsze ode mnie.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    5. Też zauważam błędy ortograficzne w książkach w ostatnich latach wydawanych. Kto je pisze i kto wydaje, i jakim prawem?

      Usuń
  19. Elu. Naprawdę warto być w Trójmieście. Nawet jak pogody nie ma to JEST GDZIE IŚĆ. Tak napisałem o tym widzenie nas Warszawiaków pod wpływem tekstu paru blogerów i blogerek:) A co poniektórych drażni nawet, ze się tragedii jakiejś nie opisuje tylko zabawa. Oczywiście normalnie żyję, pracuje i cały czas muszę myśleć o dniu dzisiejszym i jutrzejszym. Bo nic nie jest dane raz na zawsze. Na przykład zdrowie.

    Elu. A ja przeciwnie. Ja zawsze robiłem błędy ortograficzne. Wiedziałem jak się pisze, ale błędy sadziłem. Z wypracowania taki miałem stopień. Za tekst 5 a za ortografię 2. Czyli dostawałem 3 + Nie jest źle . Prawda? To się chyba teraz nazywa DYSLEKSJA? W każdym razie proszę Ciebie(przez duże C) Z powodu ortografii NIE ZNIKAJ Z INTERNETU! Dobże??? I to Ci muwi wyprubowany kolega:)
    Bąć zdrowa :):):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi, hi... Takiego kolegi to trzeba słuchać, o!

      Usuń
  20. Ponieważ czytam od piątego roku życia (była to kwestia przypadku, a nie np. świadomego działania rodziców), totez błędów ortograficznych nie robię, chyba, że mi odbije. Z racji ponad dwudziestoletniego wykonywania zawodu nauczyciela - polonisty umiejętnośc wyszukiwania błędów stała sie już moim nawykiem.
    buzinki

    OdpowiedzUsuń
  21. Faktem jest, że , ogólnie (nie "generalnie" - wyświechtane słowo, używane ZAMIAST ogólnie, w ogóle - wykreślonych z słownictwa) coraz mniej jest piszących poprawnie. Niezależnie od wyksztalcenia (pracowałam z naukowcami, z których tylko jeden pisał bezbłędnie). Sama nigdy nie uczyłam się gramatyki (mieszkałam i uczyłam się na Litwie, gdzie zmknięto bardzo szybko polskie szkoły), a potem - w Polsce - trafiłam, po 2 kl. podsgtawowych, zaraz do liceum Jednym słowem. nie mam pojęcia o gramatyce, a piszę , podobno, dobrze. Najgorzej irytuje mnie polszczyzna w wykonaniu młodzieży , szczególnie dziewcząt. Zapanowała jakaś maniera - nie wymawiają dźwięcznych spółgłosek: ś, ć, dź itd.itp. Mam wrażenie jak bym mieszkała na Litwie lub Białorusi ! Czy tego nauczyciele nie zuważają ? Jak , w ogóle, uczą ? W programach "Polsatu" ("Dlaczego ja?" i innych) biorą z kastingu same takie niedouczone dziewuchy ! Zresztą, nawet aktorki mają felerną wymowę. A akcentowanie wyrazów ! Lepiej nie mówić. Zgroza, po prostu zgroza. Gabriela - kresowianka32

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło witam Kresowiankę :) Cieszę się z tej wizyty i dziękuję za obszerny komentarz. Wszystko to prawda, co piszesz. Także w mowie język polski staje się niechlujny. Mogę się zgodzić, że język ewoluuje, ale to, co się dzieje obecnie, to rewolucja niechlujstwa.

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  22. Cieszę się z tego posta, widać nie tylko ja mam uczulenie :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im więcej uczulonych, tym lepiej, Paprotko.

      Usuń
  23. Łapię się dokładnie na tym samym. Napiszę dobrze, później się zastanawiam czy w ogóle dobrze...
    Jeśli chodzi o pisanie - ręczne, to ludzie zaczęli mieć z tym problem.
    Zamiast powiedzieć czy napisać, że się człowiek cieszy, czy jest zły - najczęściej wysyła emotikon. Sama też ich używam, raczej jako dodatek do treści niż jako samą treść.
    Niedługo będzie problem z ubieraniem myśli w słowa...
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważam nawet, że niektórzy nie potrafią określić "ok". Pytam: ale jak jest? Ładnie, dobrze, ciepło, słonecznie? A może... dobrze, bo zimno i deszcz pada? ...? Nie dowiedziałam się. Po prostu jest ok.

      Usuń

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.