Kochani Dobroczyńcy!


Pięknie proszę o 1% podatku dla Patryka. Z góry serdecznie dziękuję. 

W formularzu PIT wpisujemy numer: KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podajemy: 
29257 Kowalik Patrycjusz

Informacja o Patryku na stronie fundacji dzieciom  „Zdążyć z pomocą”.

28 sierpnia 2011

Jak by tu jeszcze pozdradzać?

23 sierpnia 2011
Jak by tu jeszcze pozdradzać? - https://aleblogowanie.wordpress.com/2011/08/23/jak-by-tu-jeszcze-pozdradzac/


Kijów-Odessa-Krym-Lwów
Postanowiłam pielęgnować ludzką skłonność do zdrady. Kontynuuję więc zdradzanie „mojej” Afryki. Ciekawe, czy po zdradzie po turecku  - życie jak w Madrycie: 
oraz udawaniu Greka na tureckim kazaniu:

kolejny skok w bok  będzie równie ciekawy?  
Tym razem... Może Krym i coś po drodze?
 
       Liczę nie tylko na ucztę krajobrazową. Ciekawi mnie ogromne bogactwo zabytków. Intrygujące skalne miasta... Pamiętające średniowiecze twierdze... Ruiny ormiańskich klasztorów... Pamiątki po Tatarach...
  
       Na początek wyjazd przez Dorohusk do Kijowa. A tam: Złote Wrota, pomnik Bogdana Chmielnickiego, sobór św. Zofii, klasztor i sobór św. Michała, Kijowsko - Peczerska Ławra, pomnik Matki Ojczyzny, spacer po parku-muzeum II wojny światowej, przejazd główną ulicą miasta - Kreszczatik, Plac Niepodległości.

Z Kijowa wyjazd do Odessy. A tam między innymi w planie: cerkiew Św. Trójcy, Stara Giełda, port morski, kościół św. Piotra, Pałac Woroncowa, Teatr Opery i Baletu, ulica Deribasowska, Park Miejski, spacer nadmorskim bulwarem ze słynnymi schodami Potiomkinowskimi.

W czwartym dniu przejazd na Krym do Ałuszty. Tu plażowanie i... dogłębna analiza sonetów krymskich naszego wieszcza.

Wer den Dichter will verstehen,
Muss in Dichter's Lande gehen.
/Goethe/
Kto poetę chce zrozumieć,
Musi pójść w kraj poety.

Ałuszta w dzień  /Adam Mickiewicz/

Już góra z piersi mgliste otrząsa chylaty,
Rannym szumi namazem niwa złotokłosa,
Kłania się las i sypie z majowego włosa,
Jak z różańca chalifów, rubin i granaty.

Łąka w kwiatach, nad łąką latające kwiaty,
Motyle różnofarbne, niby tęczy kosa,
Baldakimem z brylantów okryły niebiosa;
Dalej sarańcza ciągnie swój całun skrzydlaty.

A kędy w wodach skała przegląda się łysa,
Wre morze i odparte z nowym szumem pędzi;
W jego szumach gra żwiatło jak w oczach tygrysa,

Sroższą zwiastując burzę dla ziemskiej krawędzi;
A na głębinie fala lekko się kołysa
I kąpią się w niej floty i stada łabędzi.

 

Ałuszta w nocy /Adam Mickiewicz/

Rzeźwią się wiatry, dzienna wolnieje posucha,
Na barki Czatyrdachu spada lampa żwiatów,
Rozbija się, rozlewa strumienie szkarłatów
I gażnie. Błędny pielgrzym ogląda się, słucha:

Już góry poczerniały, w dolinach noc głucha,
Źródła szemrzą jak przez sen na łożu z bławatów;
Powietrze tchnące wonią, tą muzyką kwiatów,
Mówi do serca głosem tajemnym dla ucha.

Usypiam pod skrzydłami ciszy i ciemnoty;
Wtem budzą mię rażące meteoru błyski,
Niebo, ziemię i góry oblał potop złoty!

Nocy wschodnia! ty na kształt wschodniej odaliski
Pieszczotami usypiasz, a kiedym snu bliski,
Ty iskrą oka znowu budzisz do pieszczoty.
  
       Po zrozumieniu wielkiego  poety polskiego  i utrwaleniu nieznacznej opalenizny tureckiej, kierunek Jałta
Zwiedzanie pałaców carów rosyjskich: Liwadia - pałac Mikołaja II (miejsce słynnej konferencji jałtańskiej); Gaspra - zamek na skale Jaskółcze Gniazdo (podziwianie symbolu Krymu z placu widokowego), Ałupka - park i pałac Woroncowów - podobno  jeden z najpiękniejszych na Krymie.

Krótki rejs statkiem spacerowym wzdłuż południowego brzegu Krymu. Nie wiem właściwie, po co ten rejs, ale już tak mam, że jak zdradzać to na lądzie i na morzu. Inaczej się nie liczy, o!

Przejazd do Bakczysaraju - dawnej stolicy Chanatu Krymskiego. Zwiedzanie pałacu Chanów Krymskich: fontanna łez, harem, meczet; skalny klasztor Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny; skalne miasto Czufut-Kale - pozostałości murów obronnych, mauzoleum, kenasy Karaimów.
Droga powrotna przez Lwów.
Tutaj ul.Gródecka, więzienie „Brygidki” (dawny klasztor), kościół św. Anny, Uniwersytet Jana Kazimierza, kościół św. Elżbiety, budynek dworca kolejowego, gmach Politechniki Lwowskiej, kościół św. Marii Magdaleny, pałac Sapiehów, budynek Ossolineum.
Na drugi dzień katedra greckokatolicka św. Jura, Cmentarz Łyczakowski i Cmentarz Orląt Lwowskich. Także Stare Miasto: obejrzenie kamieniczek w Rynku i budynku Ratusza, hotelu George i pomnika Adama Mickiewicza.


Wiem. Będę zmęczona tak intensywnym zwiedzaniem. Czy warto? Pomyślę o tym w fotelu przy kominku... dopiero po powrocie.
       Słyszałam, że po wakacjach na Krymie jest taniej i luźniej, w dalszym ciągu ciepło, a bazary zapełniają się pysznymi krymskimi owocami. Spróbuję wędzonej słoninki i objem się bułeczkami z kapustą. Mniammm... Zrobię się tłuściutka i okrąglutka, i trala lili bęc.

Komentarze - https://aleblogowanie.wordpress.com/2011/08/23/jak-by-tu-jeszcze-pozdradzac/ 

Pogaduszki przy pakowaniu walizki - @dialog





@ - Jestem spakowana w sposób, jakiego w życiu nie widziałam. Po otwarciu walizki mam, jak w szafce na półeczkach wszystko w zasięgu wzroku. Nie muszę szperać. Wyjmuję albo tylko otwieram komplet tematyczny (nie siłując się) - np. "parzenie kawy", albo "łazienka z koszulą nocną i klapkami pod prysznic", albo "idę na plażę".

Na parkingu można coś wydostać z walizki, nie szukając i nie wyrzucając na ziemię ubrań przy okazji je brudząc i gniotąc, bo wiadomo, że drugi raz się tak ładnie jak w domu nie ułoży.

Po otwarciu wieczka, walizka staje się wygodną szafo - półeczką. Spodnie i spódniczki są na wisząco. Przewidziane też miejsce na rzeczy używane - oddzielone od czystych.

Wyjmuję wszystkie ubrania jednym ruchem, bo są w walizeczce przezroczystej - takiej, w jakich koce sprzedają, a pod spodem ukazuje mi się wszystko, jak na dłoni. "Kocową” mogę na podłodze czy ziemi położyć i niczego nie zabrudzę.

Mam kupić składane mocne pudełko. Na miejsce zbiórki niosę je w plecaku razem z rzeczami potrzebnymi mi pod ręką podczas jazdy. W autobusie rozkładam pudełko i wkładam do niego rzeczy, które ciążą i są niepotrzebne przy zwiedzaniu, a przydatne w autokarze. Także drugie butki. Idę w jednych na zwiedzanie, a gdy wracam do autokaru wkładam drugie, by nogi odpoczęły, a tamte do pudła na kwarantannę. Pudełko jest jednocześnie śmietnikiem i... co  najważniejsze - podnóżkiem, więc nie muszę brać stołka pod nogi.  Mówię Ci, rewelacja!
Trenuję składanie i rozkładanie hi, hi...

@ - A cóż to za cudowna walizka?  Proponuję  wszystkie te dobre rady zapisać w formie notki i zachować na wieki wieków dla potomności.
Czy to Twoja koleżanka  hiszpańska jest tak genialna?


@ - Tak, to rady koleżanki z Hiszpanii. Do jej geniuszu i ja dodałam swoje trzy grosze. Oczywiście moje pomysły by się nie urodziły bez głównej myśli przewodniej  pani  Hiszpańskiej.

Dzisiaj już mi się nie chce, ale jutro - podczas treningu, bo jeszcze pewne ruchy muszę przećwiczyć, szczególnie wieszanie spodni, żeby nie zapomnieć, obfotografuję.


A jeśli chodzi o wałek pod plecy czy pod łokcie, to mam nie brać tego dodatkowego balastu, tylko kupić gumkę majtkową, zszyć w kółeczka i wałek robić z kurtki.

@ - Jeeeezuuuu... a skąd ONA taka mądra jest? W Hiszpanii tak mają?

@  Jakoś tak potrafi, ma bardzo praktyczne pomysły we wszystkich dziedzinach. Hiszpanie też ją w tym zakresie inspirują, bo tam wszystko ma być dla ludzi bardzo wygodne. Np. po co szukać okularów do odczytania napisu, żeby posmarować się kremem na noc. Krem nocny jest w czarnym lub granatowym pudełku z księżycem, a na dzień w jasnym. Albo deska do krojenia chleba. Po co sobie nakruszyć? Mają więc deski „pochłaniające” okruchy.
I tak samo z walizką. Skoro ja się pakuję już tyle dni, płaczę przy tym i złoszczę się, to jakim cudem - mówi Hiszpańska - będę to czynić codziennie rano i wieczorem? Męka na wycieczce! Krzyczy moja Hiszpańska.
Albo po co szukać noża w plecaku, chusteczki mokrej do umycia rąk w torebce, a w walizce kiełbasy - wywalając przy tym na ziemię bluzki, albo po omacku szukając między nimi, skoro to powinno być w jednej torebce - kosmetyczce pt. "komplet smacznego". Wyjąć, rozłożyć na kolanach i wszystko ma być, łącznie z serwetką do wytarcia buzi!

@ - No tak. System z kosmetyczkami stosuję już dawno. Ale jak dotąd jedynie kosmetyczki pt. "bielizna czyli majtki, staniki", "mycie głowy", "kosmetyki wszystkie inne", "kostiumy kąpielowe plus kapelusik" oraz gdy trzeba "gospodarcze: grzałeczka /lub gorzałeczka jak chce Word bo nie podkreśla/, łyżeczka, kieliszeczek /do wersji Wordowej/...nożyk i coś tam jeszcze”.

Bardzo mądry pomysł z walizką wewnętrzną "kocową" - chyba nawet takie można kupić solo? Nie wyobrażam sobie natomiast jak w walizce może coś wisieć?

No i skrzyneczko - podnóżek też warty zapamiętania...

@ - Zrobiłam na szybko zdjęcia. 

Tak sobie stoi i wisi.



I widok z przodu. Na dnie jedna warstwa tematycznych majdołków. Jedna! Podkreśla Hiszpańska. Nic na kupie!  Żadnego szukania ma nie być, a może pod tym albo pod tamtym leży... To co się świeci na srebrno - jeszcze puste, to kuferek termoizolacyjny na szyneczki w konserwach i kabanosy.



Spodnie i spódnice nadal wiszą, a ja wkładam walizeczkę „kocową” i zapinam pasy.









Kładę na ziemi worek (podczas wiszenia worek jest między czarnym czymś z siateczką a wiekiem walizki) -  z jednej strony foliowy a z drugiej przewiewny i opuszczam wieko walizki.

Podnoszę wieko, zostawiając takie coś, co było przypięte do wieka, a teraz odpięte.





 
Zarzucam na to czarne coś spodnie i spódniczki.

 


 
Przykrywam tym co leżało na ziemi czystą stroną do ubrań i zamykam walizkę.









Ten worek do kładzenia na ziemi ma suwak i można w nim gromadzić ubrania, których już się nie założy.



„Czarne coś”  jest przypinane do wieka bardzo wygodnie.














@ - No bardzo pięknie, ale jednak trzeba mieć specjalną walizkę z siateczką w dodatku zrobioną „pionowo” i "tym czarnym czymś"... oraz specjalny worek foliowo - przewiewny...
„Czarne coś” skąd wzięłaś?

@ - „Czarne coś” było od nowości w walizce. Taką walizkę i worek mam od zawsze, tylko nie potrafiłam korzystać z ich zalet. W worku foliowo - przewiewnym kiedyś kupiłam jaśka.
Na wczasach stacjonarnych nie ma potrzeby rozmyślać, jak się codziennie wygodnie rozpakowywać i sprawnie pakować, bo ubrania wiesza się w szafie a drobiazgi wrzuca do szuflady. Co innego stale w drodze.

A co do walizeczki „kocowej”, to świetna sprawa, bo ubrania się nie przemieszczają a zatem nie gniotą tak bardzo i nie trzeba ich przewracać wyciągając np. "komplet do włosów" czy "kapelusikowy na plażę”.

@ - No... ale  ilość rzeczy, które widzę w walizce kocowej to nie jest na pewno "po dwa wszystkiego" na każdy dzień jak zapowiadałaś na wstępie.

Uwaga druga - cały porządek zostanie zakłócony jeśli w worku naziemnym zaczniesz gromadzić zużyte rzeczy... stanie się pękaty a pod koniec pobytu będzie już  zawierać prawie wszystko z walizki kocowej... i nie będzie już ślicznie, płasko leżał na ziemi... Na dziś wygląda to wszystko idealnie. Z teorią "jedna warstwa" zgadzam się jak najbardziej.

@ - Walizka „kocowa” jeszcze niepełna, ale pomieściła już czternaście bluzek i dużo wolnego miejsca jeszcze zostało. Dwie bluzki i spodnie, na wypadek przepocenia z dala od „kocowej”,  będą w plecaczku. 

@ - Na ziemię wystarczy gazeta, hi, hi...

@ - Phiiii! Co to za sztuka skoro taka filigranowa jesteś? Mnie by to zajęło dwa razy tyle objętości... buuuuuu...

@ - No to po co extra worek skoro wystarczy gazeta... ha? Wiem, czepiam się... To z zazdrości, że nie mam takiej walizki.

@ - Worek ładniej na zdjęciu wygląda niż gazeta hi, hi... Ale na używane łaszki to faktycznie się przyda. Albo na zakupy.

@ - Acha... zobaczymy co będzie jak „kocową”  dopełnisz... hi, hi... 

@ - Najważniejsze, że mi się podoba takie pakowanie i już przestałam rezygnować z wycieczki na Krym.

@ - Jasne... ale i tak byś nie zrezygnowała z wyjazdu... Widzisz, całe życie człowiek się uczy.

@ - I tak niechcący powstała notka hi, hi... Odkładam więc dalsze pakowanie i trening wieszania spodni.
O! Dodatkowa zaleta "kocowej" się ujawniła. Można w każdym momencie przerwać pakowanie, a nawet do walizki głównej  dokładać bez konieczności przewracania ubrań.

 Posyłam do autoryzacji i proszę o pozwolenie na publikację.

@ - hi, hi, hi... uśmiałam się "jak mrówka", z tej notki. Rewelacyjna! A tytuł proponuję:  "pogaduszki przy pakowaniu walizki"... Super! Ale 50 procent  zasług i sławy  dla mnie! Bo ci się wieczko nie zamknie!

@ - Więcej, jak 50 procent. Ja tylko skopiowałam z @listele, a Ty byłaś „pytaczką” inicjatorką. Kliknanoc.

@ - No właśnie... i zauważ jakie błyskotliwe są moje wypowiedzi... hi, hi... To będzie hit tygodnia! Kliknocki, nie śpij w walizce z tego zachwytu. Możesz… obok, hi, hi…

@ - Skoro naprawdę mam opublikować @pogaduszki to proszę, żebyś zmieniła się z "pytaczki" w "odpowiadaczkę" na ewentualne bagażowe komentarze, bo ja z dala od kominka będę przeżywać mniej przyziemne, niż spanie obok walizki, sprawy i... "pieszczotami usypiać na kształt wschodniej odaliski" Wieszcza Mickiewicza, o!

A przedtem zwołam bagażowych z akermańskich stepów, by... jak w dawnym dowcipie wygłosić  Я приветствую вас, я  тоже багажный”.

13 sierpnia 2011

Czepialska mówi



  • Przyczyną na pewno było...
  • Wszyscy jesteśmy...
  • Wszyscy mówią, że...
  • Wszyscy widzieli...
  • On na pewno tak myślał...
  • Ona na pewno czuła...

       I tak... na pewno nie wszyscy... tworzą przeróżne „niepodważalne” teorie poprzez swoje osobiste zdanie włożone w usta wszystkich. Jeśli własne widzenia w imieniu wszystkich prezentują na grillu przy piwku to pół biedy. Gorzej, że ogłaszają je  publicznie, choćby na blogach. A już bardzo źle, że słów „na pewno” i „wszyscy” nadużywają też media. Skoro powiedziano lub napisano „wszyscy tak uważają” i skoro „na pewno” tak było, bo „wszyscy” widzieli i słyszeli... to cóż to znaczy? Chyba świętą prawdę! Czy... aby... na pewno?

      Tacy „eksperci” od wszystkiego, przemawiający w imieniu całej ludzkości, sprawiają wrażenie, jakby mieli jakieś siły nadprzyrodzone. Naprawdę wiedzą i widzą wszystko za wszystkich i uważają, że inni ludzie zachowują się, mówią i widzą tak samo? Ja osobiście nie lubię, gdy ktoś wypowiada się za mnie i w moim imieniu. Ba! Nie chcę, by w moje usta wkładano nie moje słowa! Czasami daję temu wyraz i przekomarzam się z autorem takiej publikacji. Pytam na przykład:

- Skąd wiesz, co było przyczyną wypadku, skoro jeszcze policja nie zakończyła postępowania wyjaśniającego?

- Dlaczego mówisz, że wszyscy tak uważają? Ja nie myślę tak, a to oznacza, że nie wszyscy.

- Nie uogólniaj, bo ja taka nie jestem! O wiele gorsza.

- Skąd wiesz, co myślał człowiek w ostatniej minucie swojego życia, albo co było przyczyną targnięcia się na życie własne, jeśli sam ci o tym nie powiedział?


       Z pewnego bloga dowiedziałam się nawet, że któregoś dnia byłam zła i smutna z powodu deszczu, bo skoro wszyscy to znaczy, że ja także.  „Na pewno wszyscy dziś jesteśmy źli, rozdrażnieni i smutni, bo wszędzie pada deszcz...” - tak autorka zaczęła swój artykuł. Ponieważ mój dzień był wyjątkowo radosny  i  śmiejący,   słońce cudnie świeciło, a deszczu ani widu ani słychu... napisałam to w komentarzu, dodając pytania: „gdzie wszędzie?” i  „kto wszyscy?” Ależ jestem czepialska i złośliwa.


       Nie wiem, czym kierują się ludzie, uogólniając osobiste przemyślenia czy odczucia słowem „wszyscy”, a w sprawach nie udowodnionych i zupełnie sobie nieznanych używają stwierdzenia „na pewno”. To temat dla psychologa.  Ja tylko mówię kategoryczne NIE dla nieuzasadnionego nadużywania tych słów.

Zaraz policzę, ile razy ja ich użyłam w dzisiejszej notce, hi, hi...

Polecane przez Onet w "Warto przeczytać".