7 lipca 2019

Jak słonko wschodziło

- Może pożyczyć ci, moja sąsiadko balkonowa, książki do czytania, skoro tak wcześnie wstajesz? Pewnie się nudzisz i nie masz, co robić, kiedy wszyscy wczasowicze jeszcze śpią - powiedziała miła pani wypoczywająca, jak ja,  w hotelu Festa Panorama w Neseberze.

- Książki na wakacjach? O nie! Ja przecież mam pełne ręce roboty. Nie próżnują oraz nie nudzą się także nogi i oczy, serce raduje się i pląsa, a dusza wprost się wyrywa do tego piękna dookoła. Każda chwila z książką w ręku byłaby dla mnie stracona. Literaturę mam przez jedenaście miesięcy w roku, o! Na wakacjach chłonę kulturę i krajobrazy kraju, w którym przebywam. Pod powiekami zapisuję wszystko, co ujrzę i przeżyję.  Tak tworzą się moje własne książki, które tylko ja potem czytam, czytam, czytam...

       Podczas wakacji nie tracę czasu na sen. Wstaję na kilka chwil przed słońcem, by zdążyć zaparzyć kawę i wymościć sobie wygodny punkt obserwacyjny na balkonie. Jeszcze tylko okulary do patrzenia w dal i... Rozpoczyna się słoneczny spektakl jednego aktora. Codziennie w innej kolorystyce, a każdy  wart miliony.

- Dołącz, pani sąsiadko balkonowa, by także „napisać” swoją książkę.

Wschód słońca w dniu 10 ‎czerwca ‎2019 r.
fotografowany od godz.04:48.22 do godz.‏‎06:03.34.
Album ze zdjęciami ułożonymi chronologicznie:






     Pani sąsiadka nie dołączyła. Ponad wszystko kocha czytanie. Tylko... Po co jechać aż nad Morze Czarne, by czas spędzać nad książkami?


Dopisek
(...) skromnie nadmienię, że na niebie o wiele bardziej ciekawe rzeczy dzieją się nie w czasie wschodu, czy kilka minut po, ale na kilka (1-3) minut przed wschodem. Warunek tylko, że nad wschodzącym Słońcem niebo musi być postrzępione chmurzastymi aktorami.
(...)

Mam trzy zdjęcia zrobione na kilka minut przed wschodem. Chmurzaści aktorzy dopiero zbliżają się. Zastanawiam się, czy na pewno te zdjęcia są tuż przed wschodem, czy tuż przed moim zobaczeniem słońca nad górami.

Pokaż te zdjęcia "tuż przed" dla porównania z "tuż po". Może dowiemy się co jest bardziej skuteczne :)))
Spełniam prośbę



Zauważam, że brakuje zdjęć z trzech minut przed wschodem, o których napisał w komentarzu Anzai.
Anzai, dlaczego takie cenne wskazówki dajesz dopiero „po”?

20 maja 2019

Pora zapiąć wszystko na ostatni guzik, o!


       Miejsce wakacyjne zarezerwowane w sierpniu ubiegłego roku. Rozszerzona polisa ubezpieczeniowa uwzględniająca - nie wiadomo, po co - także sprowadzenie zwłok oraz rezygnację z imprezy, a także papiery podróżne wydrukowane. Jakaż to wygoda, że nie trzeba biegać po biurach. Elektroniczne dokumenty przysyłane są drogą mailową. Można także pobrać samodzielnie w internetowej strefie klienta biura podróży. Zgubię? Nic straconego! Wystarczy odszukać w Internecie, gdziekolwiek w świecie przebywam.

       Kreacje wyjazdowe odświeżone w ponure i deszczowe dni tegorocznego maja. Wiszą w kącie na drągu i niecierpliwie czekają na ulokowanie w walizce.
Pantofle i sandały podrasowane u szewca. Dodatkowo wyposażone w miękkie podpiętki i nowe sznurówki. Wiadomo przecież, że...  Komu w drogę, temu sznurowadła. W plecaczku podręcznym wykonane zabezpieczenia. Wcale nie przed utratą czegokolwiek się bronię, bo złodziej i tak poradzi sobie z każdym zamknięciem, a jak nie, to po prostu bagaż rozetnie. Chronię się przed podłożeniem mi czegoś trefnego. Podkładający na ogół nie ryzykuje szamotania się z zamkami. Musi działać szybko i niepostrzeżenie. Ofiarą pada osoba, która sama mu to ułatwia. Polecam uwadze wszystkich wybierających się na wakacje samolotem. Zagraniczne więzienia zapewne nie są atrakcją turystyczną.

       Można by było już lecieć w siną dal, gdyby nie problem ze spodniami. Co się z nimi stało, że uwierają w „pupny przedziałek”? Zbiegły się w praniu? A może zadziałała siła grawitacji i pewna część mojego ciała zmieniła położenie?
  Zakrojone na szeroką skalę poszukiwanie spodni w sklepach nic nie dało. Niestety, nie ma! Gdzież te wspaniałe, starannie uszyte z nietoksycznych tkanin ubrania z dawnych domów mody? Obecne fabryki nie produkują takich spodni, jakie mogłabym nosić, a znane mi krawcowe nie potrafią ich szyć. Pozostaje walka z grawitacją! A może wstawić „pupny” klinek, żeby można było zapiąć ten ostatni guzik?

10 kwietnia 2019

Kwietniowy spacer

       Zapraszam na wiosenną przechadzkę po Górze Katedralnej w Chełmie.

       W słoneczny dzień, błękitne niebo zachęciło mnie do spaceru z aparatem fotograficznym. 
- Może uda mi się sfotografować panoramę mojego Chełma ze szczytu Górki? Pomyślałam.
Według mnie to najlepsza pora, ponieważ nie ma jeszcze liści na drzewach i cokolwiek będzie można zobaczyć pomiędzy nagimi gałęziami.  Latem Chełm chowa się w zieleni. Późną jesienią, kiedy już liście opadną, krótki  dzień i słota zniechęcają do wycieczek,  a zimą nie mam ochoty wdrapywać się na sam szczyt po oblodzonych kamiennych schodach.


Aleja parkowa po stronie wschodniej, prowadząca na Górę Katedralną,
gdzie znajduje się Bazylika NMP.





O drodze do Bazyliki pisałam w notce 









Z Góry Katedralnej schodzę po jej zachodniej stronie.
Panoramy wschodnie - pod słońce - nie udały się. Może pójdę do poprawki w godzinach popołudniowych.

Więcej zdjęć w albumie: 
https://photos.app.goo.gl/qUJjNY1tmoVpwipV8

oraz w notkach:
  1. Chełm. Duch profesora Wiktora Zina powraca
  2. Chełm. Widok z dzwonnicy chełmskiej

22 marca 2019

Nie bądźmy kwaśni na wiosnę!


Cytrynowa wariacja marcowa 

czyli, jak się towarzystwo kominkowe bawiło w marcu 2012 r. komentując post 

https://grycela.blogspot.com/2012/03/cytrynowo.html


Przechowywanie cytryn w miotle garażowej. 
Foto Bet.
Bet. Jak cudna jest ta oryginalna pisownia! /Chcąc aby ręce nie były czerwone, trzeba zaprawić soku z cytryny wyciśniętego, zmięszanego z solą i tem dobrze na noc nacierać./ Muszę dziś koniecznie „natrzeć tem” spracowane przy myciu okien dłonie… Gdzieś czytałam, że po takim natarciu dłoni trzeba nałożyć irchowe rękawiczki i tak spać… idę szukać rękawiczek.

alElla. Proponuję pierwszą noc z kuracją z oliwki, a następną z cytryny. Ja przepisywałam tylko to, co z cytrynami.

Bet. A jakie fajne jest to: „ciasto zacisnąć sokiem i zwinąć w trąbkę”… Dziś zwijamy raczej w rulonik… hi,hi… i skrapiamy sokiem zamiast zacisnąć… Toż to perełki językowe!

alElla. A może rulon to co innego, niż trąbka?

Bet. Tak, trąbka rozszerza się na jednym końcu a rulonik ma oba końce jednakowe. Naleśniki w trąbkę… hm… oryginalne i warte wypróbowania.

alElla. Mnie w tym przepisie zadziwia, że tylko 4 naleśniki wychodzą.

Anzai. Cytryny i szczotki zawsze kojarzyły mi się z gruntownymi porządkami. Plasterki cytryny usuwały prawie każdą odtłuszczoną wcześniej plamę, a szczotką z mydłem usuwało się resztę śladów po cytrynie.

Bet. anzai, a cytrynówka???

alElla. Cytrynówka odtłuszcza, bo na spirytusie :)))

anzai. Ja się odchudzam, a nie odtłuszczam!!!

alElla. Toż mówiłeś, że plamy szczotką się odtłuszcza :)))

Bet. Odtłuszcza od środka? To idę po cytrynówkę… poodtłuszczam się…

alElla. Pogubiłam się. Znaczy, jak? Cytrynówka odtłuszcza, szczotka odchudza, a cytryna sprząta?

anzai. Jak wypijesz cytrynówkę to potem wszystko jest możliwe :)))

alElla. Co racja… to racja…

Bet. Wszystkie możliwości mogą być prawdziwe. Odchudzić się można intensywnie używając szczotki do sprzątania lub do ćwiczeń, wyczyścić = wysprzątać swoje wnętrze przy pomocy cytrynówki… itd, itd… zgodnie z końcowym zdaniem notki: cytryna jest dobra na wszystko! Hi,hi,hi…

alElla. Czyli cytryna, jak „ptaki”, rozpracowana na cztery ręce. „Wariacja marcowa”?

Bet. Tak, tak tylko nie dajmy się zwariować… hi, hi….

alElla. Tak sobie myślę, ileż poczucia humoru i kreatywności trzeba mieć, żeby z cytrynami specjalnie pójść do garażu, by zrobić zdjęcie. A cytryny na tej szczotce domowej… to po prostu bomba! Ile zabawy dają drobne zupełnie rzeczy, jak choćby cytryny w miotle. Czyż to nie poprawia nastroju, by właśnie nie zwariować w tej marcowej szarzyźnie? Tak więc jeszcze raz dziękuję Bet za te zdjęcia.

Bet. Nieskromnie dodam, że garaż jest odległy o około 300 m… Ale co to dla harcerki! Pozostaję do dyspozycji na przyszłość… hi, hi…

alElla. Doceniam, a dyspozycyjność wykorzystam niemiłosiernie... :)

anzai. No pewnie, jak bym wypił całą cytrynówkę (a jeszcze bardziej pomarańczówkę), to bym się wyczyścił do cna…

alElla. A ja jednego, po pomarańczówce chyba, widziałam na ulicy, to był bardzo umorusany, a ubranie całe w błocie :)))

anzai. Pewno wchodził na drzewko pomarańczowe, po pomarańcze. A to nie jest łatwe, można spaść … ;)))

alElla. A wiesz, widziałam człowieka, który wchodził na bardzo wysoką palmę daktylową. Myślę jednak, że to był akrobata - na pokazy dla turystów zatrudniony.

andante spianato. Bardzo lubię cytryny. Wypróbuję te przepisy bo są ciekawe i nietuzinkowe.

alElla. Andante, a nie za dużo jajek w tych przepisach? Z 4 jaj tylko 5 naleśników?

Bet. Nie ma rady, ktoś musi te naleśniki zrobić i opowiedzieć jak to z nimi jest. Wyznacz kogoś albo zrób wyliczankę: „entliczek, pętliczek… na tego bęc”!
Ps. Zaznaczam, że ja nie potrafię naleśników smażyć.

alElla. Wyliczanki nie będę robić, bo jeszcze na Ciebie wypadnie, a jak nie masz naleśnikowej praktyki, to wolę zaufać komuś innemu. Andante może?

MariaDora. AlEllo, z tymi naleśnikami to jest tak, że to przecież nie jest przepis na naleśniki, ale na omlety biszkoptowe! Na szklankę mąki i 4 jajka, gdyby to miały być nasze współczesne naleśniki, to trzeba by dać ze dwie szklanki płynu (mleka, wody). Naleśników to by wyszło ponad 15 z tej proporcji, a omlety rzeczywiście 4-5. Można do takich omletów wkroić cienkie plasterki jabłek, są wtedy jeszcze lepsze.

alElla. Aaa… no, tak, pewnie! Dziękuję, że to wyjaśniłaś Mario. Czyli w babci przepisie po prostu jest tytuł „naleśniki” zamiast „omlety”. Świetnie z tymi jabłkami, bo z samym cukrem jakoś mnie nie przekonywały.

MariaDora. Niewykluczone, że kiedyś nie używało się nazwy omlety, tylko właśnie naleśniki. Takie omlety biszkoptowe mają też swojska nazwę: grzybek.

alElla. Jest w babci notatkach grzybek biszkoptowy w takiej postaci: Ubić 8 żółtek z 3 łyżkami cukru, dodać 8 łyżek mąki, białka ubić na pianę, lekko przymięszać, wlać do formy i wstawić do letniego pieca.

Zaza. Ja, tak jak Bet, lubię pić sok z cytryny. Nie dosyć, że jest smaczny, to dodatkowo oczyszcza organizm i nasze naczynia krwionośne. Najlepiej pić sok wyciśnięty z cytryny rano na czczo. Nawet jest cała kuracja cytrynowym sokiem. Sok z cytryny poprawia środowisko zasadowe w naszych organizmach, chociaż jest kwaśny. Dobrej nocy życzę i pozdrawiam. :)

alElla. Zaza, a ja myślałam, że powoduje nadkwasotę. Jak to warto czegoś nowego się dowiedzieć. Zaczynam zatem poprawiać zasadowość. Jeszcze jeden powód do tego, by marzec był cytrynowy. Dzięki cytrynie nie będziemy kwaśni na wiosnę. Ciekawe, czy Bet to wyczaiła intuicyjnie ogłaszając marzec miesiącem cytrynowym, czy wie o tym?

Zaza. Elu, mało tego, kto pije sok z cytryny, nie cierpi na skurcze w nogach. Pozdrawiam ciepło.

alElla. A może być z wodą i miodem? Czystego soku cytrynowego nie wypiję. Pozdrowienia odwzajemniam. 

Zaza. Pewnie może być taki napój, ale trzeba przygotować wieczorem, a rano wypić. Wody ma być tyle, ile soku. Woda do przygotowania napoju, co najwyżej letnia. Czysty sok daje szybszy i lepszy efekt.

Anzai. Zazo, zaskakujesz niesamowitą wiedzą, więc już tylko dodam (ponieważ miód się trudno rozpuszcza w zimnej wodzie), że woda nie powinna przekraczać 40 st. C, napój powinien odstać min. 6 godzin, koniecznie w ciemności. Koneserom polecałbym dodać sok z cebuli posiekanej i posypanej cukrem.

Zaza. Wypijam litry kawy i niestety, fuj, palę papierosy. Żeby się "ratować" piłam soki z różnych owoców, aż wpadłam na cytryny – i przy moich nałogach znalazłam to, co potrzebne jest każdemu człowiekowi, temu bez nałogów też. :))).

alElla. Zaza i Anzai, ślicznie dziękuję za cenne przepisy.

Hanna. O takim przechowaniu cytryn jak to na miotle nie słyszałam ale za to cytrynówkę pijam. Dobra jest. Sok z cytryny dodaję do przegotowanej wody i płuczę nią włosy po umyciu. Lekko je usztywnia, podobnie jak piwo. Serdeczności Ela.

alElla. Hanno, o płukaniu włosów nie wiedziałam. A sok z cytryny zamyka także łuski włosowe? Byłby wtedy lepszy od octu.

Malina M*. Przypomniał mi się wierszyk z pamiętnika: ”miej w życiu zawsze wesołą minkę i duś szczęście jak cytrynkę”. Polecam - zwłaszcza duszenie…

alElla. Hi, hi… tam chyba było w tym wierszyku, by łapać szczęście za ogon. To może za mocno nie dusić?

Anabell. Witaj, ja znam jeszcze jeden sposób na ręce + cytryna: dodać do gliceryny kilka kropel cytryny i tym smarować dłonie. Co do przechowywania - wytrzeć do sucha, posmarować białkiem jaja, osuszyć na kratce, przechowywać przełożone serwetkami papierowymi. A cytryna + jedzonko - stosuje ją wszędzie tam, gdzie normalni ludzie używają ocet. Miłego.

Bet. Zauważcie, że te sposoby przechowywania cytryn tracą sens obecnie gdy można każdego dnia kupić dowolną ich ilość. Mało kto kupuje cały kg tych owoców - raczej jedną lub kilka sztuk… Ale miotły są fajne. Tak dla dekoracji i dla „hecy”- jak najbardziej!

alElla. Właśnie zamierzam kupić odpowiednią miotłę. Będę w niej trzymać nie tylko cytryny. Nawet po 1-2 sztuki, to trochę owoców zawsze się ma w domu.

MariaDora. Bet, pewien sens to ma, bo czasem w markecie można kupić taniej siateczkę z 6 cytrynami, których na raz się nie zużyje.

alElla. Anabell, to „cytrynowcy” nienormalni ? :))) Ja ocet używam tylko do sprzątania.

Kolekcjoner. Witaj Elu. No fajne te twoje przepisy. Przyznam, że moja znajomość z cytryną ogranicza się jedynie do wyciskania jej do herbaty. Od czasu do czasu. Pozdrawiam.

alElla. Kolekcjonerze, komentarze wyżej przekonują, że warto zażywać więcej i częściej, niż tylko od czasu do czasu :)))

Krosbridka. Dziękuję, Ellu za te wszystkie cytrynowe żółciutkie pomysły :))) Osobiście uwielbiam: ciasto cytrynowe, krem cytrynowy, galaretkę cytrynową, likier cytrynowy i wodę z plasterkiem cytryny :) Drzewka cytrynowego nigdy nie udało mi się wyhodować, ale przed chwilą wyhodowałam szczotkę z trzema dorodnymi cytrynami :))) Stoi obok mnie w salonie, nie w piwnicy, a jutro taką samiutką wyhoduję w redakcji. Może nie uschnie do Świąt? Pozdrawiam cytrynowo :)

Bet. Krosbridko, brawo! Proponuję hasło : „szczotka na cytryny w każdym domu i salonie”! Będziemy lanserami w tym temacie. Napisz jak ci idzie z wdrażaniem pomysłu.

Krosbridka. Napiszę jutro. Hi, hi… już sobie wyobrażam minę mojego szefa :)))

alElla. Krosbridko, widzę, że szczotka na cytryny zaczyna się przyjmować. Już kilka osób hoduje. Mówią, że dzięki temu nie prześpią wiosny.

MariaDora. Witaj alEllo, rzeczywiście uroczy tekst. Te 10 jajek szczególnie brzmi dziś, gdy jajka sporo podrożały. A swego czasu robiłam tartę z kremem cytrynowym, całkiem udany wypiek według przepisu na wydawanych kiedyś, tj. w PRL, pocztówkach kulinarnych. To zresztą potwierdza moją pamięć, że w PRL na ogół nie było tak źle z cytrynami, przynajmniej w Warszawie.

alElla. Mario, w ogóle te wszystkie przepisy babci są z dużą ilością jajek. Patrzyłam np. na babkę wielkanocną z 30 żółtek.

Magdalena. Lubię czytać stare przepisy. Kiedyś widziałam zaczynający się mniej więcej tak: „wbij w donicę kopę jaj, posadź służącą, niech kręci”. Nie mam służącej… :))) Dorzucę cudowną nalewkę z książki Makłowicza i Bikonta. Robi się ją z cytryny naszpikowanej ziarnami kawy. Rewelacyjny smak. :))) Jak nie znajdziesz, a lubisz robienie nalewek, to prześlę Ci przepis drogą mejlową.

alElla. Magdaleno, pewnie, że lubię mieć coś smacznego na wypadek wyjątkowych gości. Nie chcę być „zachłanna”, więc proponuję , byś zamieściła przepis na blogu u siebie. Koniecznie ze zdjęciem tej cytryny z kawą, jak to wygląda? Może też inni skorzystają, bo zdaje mi się, że sporo osób lubi cytrynowe smaczki. A w tych starych przepisach zauważyłam także zwrot „wydać na stół”, co by oznaczało, że kto inny gotuje, a kto inny do stołu podaje. No… gdzież by przesiąknięta zapachami kuchennymi gosposia miała do stołu podchodzić? hi, hi...

Magdalena. Sądzisz, że mogę go przepisać na blogu? Jak będę robić, zrobię zdjęcie cytryny. A co do „wydawania” to masz rację. Bywało, że na dwie osoby było 60 osób służby… Kucharka, podkuchenne, lokaje, kredensowy, gospodyni, ochmistrzyni i wielu innych. Pozdrawiam serdecznie.

alElla. Pewnie, że tak, to będzie śliczna wiosenna i na czasie notka.


25 lutego 2019

Czy to zima, czy to wiosna? Dla dobroci piękny czas!


       O lutym mówiło się, że to najmroźniejszy miesiąc w roku i trzeba mieć solidne buty, aby nie odmrozić stóp i nie  poślizgnąć się na lodzie.
Idzie luty, podkuj buty  albo „skoro przyjdzie luty, obuj dobre buty!” - to przysłowia o tym miesiącu.

W lutym 2009 roku,  podczas spaceru zrobiłam zimowe zdjęcia: https://grycela.blogspot.com/2010/08/chem-spacer-zimowy.html
Trudno obecnie znaleźć taki ośnieżony krajobraz.



 „Czasem luty się zlituje, że człek niby wiosnę czuje”. Tak jest w tym roku. Nawet zauważyłam najpiękniejsze wiosenne oznaki, czyli kwiaty, wraz z którymi rodzi się nadzieja...

Podarujmy nadzieję na kolejną wiosnę także dla dzielnego chłopca.

      Nadszedł czas na rozliczenia z Urzędem Skarbowym. Zwracam się do Posiaduszkowiczów, którzy jeszcze nie zdecydowali, komu przekazać 1% podatku, o wsparcie Patryka z mojej rodziny, zmagającego się z glejakiem, który nie dał się zoperować, a także okazał się odporny na chemioterapię refundowaną przez NFZ.  Dzięki kosztownej kuracji prywatnej, wspartej pomocą Ludzi Dobrej Woli, guz powoli mięknie i zmniejsza się.

W formularzu PIT należy wpisać numer: 
KRS 0000037904 

W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” należy podać: 
29257 Kowalik Patrycjusz


Pod tym linkiem można znaleźć dane o Patryku - podopiecznym  Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”:


Z góry serdecznie dziękuję.

2 stycznia 2019

Z Nowym Rokiem z marsza krokiem, o!

I. Blogerka Bet zauważyła, że  kominek, w cieple którego odbywały się posiaduszki, zastrajkował. Na swoim blogu „Pogadajmy o Peerelu” -  

napisała:

„Kominek drży z obawy bo palenie drewnem też nieobyczajne się stało. Emisja, ach emisja Ce O Dwa! Poczciwe, stare palenisko profilaktycznie strajkuje, skoro palić w nim strach, bo drony nadlatują, namierzają i mandaty wlepiają.”

To prawda! Informuję jednak, że na czas świąteczno-noworoczny kominek został przyozdobiony. Uśmiecha się do Posiaduszkowiczów i po krótkiej przerwie znowu zaprasza na ploteczki.



II. Komitet Dezorganizacyjny akcji „JEST ROBÓTKA”  na  oparach wzruszenia -
https://jestrobotka.blogspot.com/2018/12/na-oparach-wzruszenia.html - zwraca się do osób, które wzięły udział w wielkiej akcji dobroczynienia.

„Robótkowicze ulepieni z dobroci i szczodrości!
Generatorzy uśmiechów! 
Dystrybutorzy szczęśliwości! 
Rozdawcy Dobrych Słów!
(...) To Wy! To Wasze słowa mają taką moc, że dają szczęście, niosą miłość i jeszcze dorzucają nadzieję! Z górką, z posypką, po berecik! Niechaj ta dobroć - rzecze kierowniczka - wróci do Was mnożona przez  wszystkie  farfocle brokatu zużytego do produkcji tegorocznych Robótkowych kartek! Niech Wasza szczodrość - dorzuca Woźna - też powróci zwielokrotniona i sypie się na Was jak igliwie z zeszłorocznych choinek.”



III. Nakręca się już Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Możemy dalej czynić dobro. Nawet do końca świata i jeden dzień dłużej.

IV. Telewizja Polska wyemitowała film o moim mieście.

  https://vod.tvp.pl/video/zakochaj-sie-w-polsce,chelm,40355096?fbclid=IwAR219eRJ4FMklEic0aZ0KZueC5aFgLNWveJTJXTRu1Lkwg_uHXoyh367TsY


V. Mamy rok 2019, w który wkroczyłam dziarskim krokiem w rytmie marsza Radeckiego. Wprawdzie utwór ten został zadedykowany austriackiemu feldmarszałkowi, ale ja od lat uważam, że dla mnie, o!  Koncert Noworoczny Filharmoników Wiedeńskich jest tym, co alElla z Garbatym i Świerszczem za kominem lubią w Nowy Rok najbardziej, o!





Dobrego roku!