Kochani Dobroczyńcy!


Pięknie proszę o 1% podatku dla Patryka. Z góry serdecznie dziękuję. 

W formularzu PIT wpisujemy numer: KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podajemy: 
29257 Kowalik Patrycjusz

Informacja o Patryku na stronie fundacji dzieciom  „Zdążyć z pomocą”.

31 grudnia 2019

DO SIEGO ROKU !


       W witrynie sklepu widziałam napis Dosiego roku”. Skoro napisano „do siego” niepoprawnie, pomyślałam, że nie każdy rozumie te życzenia. Otóż słowo „siego” jest dopełniaczem staropolskiego zaimka „si”, który dawno, dawno temu oznaczał „ten, ów”. 

Przez przypadki  „si” odmienia się tak:

Mianownik - si
Dopełniacz - siego
Celownik - siemu
Biernik -  si
Narzędnik -  sim
Miejscownik -  siem

Wytłumaczyłam miłej właścicielce sklepu, że „do siego roku” znaczy „do tego nadchodzącego roku” i  piszemy oddzielnie „do” z dawnym „siego”.  Mówiąc i pisząc „DO SIEGO ROKU” mamy na myśli, byśmy do tego roku, który niedługo się zacznie, dożyli. Takie życzenia składano sobie w dawnej Polsce przeważnie podczas wigilii Bożego Narodzenia i znaczyły: „abyśmy dożyli w zdrowiu do przyszłej wigilii”.

       Ja mam życzenie skromniejsze. Na razie pragnę, by moja prawdziwa choinka chociaż do święta Trzech Króli dożyła. Dbam o nią nadzwyczaj. Do pojemnika, w którym stoi zanurzona w wodzie, wsypałam miedziane pieniążki, trochę soli i cukru, a pić to piękne drzewko dostaje codziennie. W dalszym ciągu także podkarmiam cukrem i solą. Woda musi być oczywiście lekko ciepła, aby łatwiej penetrowała choinkowe gałązki. W żadnym wypadku lodowata! Takiego zimnego, choć posłodzonego i posolonego napoju nie będzie pić i już! Ubrana jest bardzo skromnie. Tylko tak, aby wyeksponować naturalne piękno. 
        
Fot. alElla. Choinka prawdziwa w salonie.


Choinka prawdziwa z włączonymi światełkami.
„Na bogato” natomiast stroję choinkę sztuczną, by ozdobami zatuszować plastikową brzydotę.  

Fot. alElla. "Tuszowana" sztuczna choinka w kuchni.
    DO SIEGO ROKU!

  Pozostaje otwartą kwestia śnieżnych bałwanów, gwiazdek i aniołków na szybach. Ich misja dekoracyjna już zakończona, a jednak - pomimo, że nie piją słono słodkiej wody - trzymają się mocno!  Ale przecież do Wielkanocy, czyli wiosennego mycia okien, trwać nie mogą. Cóż zatem z nimi czynić? Zeskrobać, strząsnąć, zassać odkurzaczem? Ach, dlaczego nie zarządziłam wspólnego czyszczenia szyb w ramach ostatniego punktu  celebracji Świąt? Pucu, pucu na glanc! 


Dekoracja okna "śniegiem" w aerozolu.
DO SIEGO ROKU!


Pamiętny sylwester na cztery fajerki
 Pamiętny sylwestrowy bal wirtualny
 (1433 wizyty przed północą i 1094 po północy)

28 grudnia 2019

Wigilijny karp udał się!

Wariacja na karpia, fajerkę i okno.


Karp wigilijny 2019. Kolaż można powiększyć KLIKIEM i LUPĄ.
Po interwencji Bet (Bet, sobota, 28 grudnia, 2019. Zaraz, zaraz... Karp jest, fajerki są, ale gdzie jest okno? Okna nie widzę!), wstawiam zdjęcie z lepszą widocznością okna.
Dzwonki karpia do smażenia i w galarecie. Okno i fot. alElli.

Betsobota, 28 grudnia, 2019.  Ale mnie się rozchodzi o TO okno! Gdzie ono jest, księżyc zabrał czy co?
Nie, nie, nie! Taka reakcja na interwencję mnie nie satysfakcjonuje.

Zamieszczam więc  i  „TO” okno, chociaż na jego parapecie nie odbywało się rozlewanie i studzenie galarety karpiowej oraz leżakowanie w chłodzie dosmaczonych dzwonków przeznaczonych do smażenia.

Święta 2019. "TO"  OKNO.

W "Wariacji" zaplątały się smażone jabłka. Nie są do karpia.  Służą za podkładki  pod śledzie w śmietanie.

Jabłka smażone w oleju z masłem po karpiach. Wyk. i fot. alElla.

15 grudnia 2019

Nie ma Wigilii bez karpia, a Świąt bez kruchych ciasteczek, o!

       W Wigilię na stołach Polaków pojawiały się różne ryby, ale „tradycyjnego” karpia na dobre podobno wprowadziła komuna. Skoro tak, to w dzisiejszych czasach ta ulubiona przeze mnie i moją rodzinę ryba jest zapewne passé. Może lepszy jest, jako bardziej światowy,  łosoś norweski? Na przykład w postaci rolady szpinakowo - łososiowej...

Taki oto półmisek zdobił mój stół wigilijny kilka lat temu.

2015 r. Rolada szpinakowo - łososiowa Ewy.  Foto alElla
Posmakowaliśmy, nawet z apetytem, ale i tak największym uznaniem cieszył się karp w galarecie i smażony w dzwonkach.

       W tym roku - swojej rodzinie, która wybiera się do mnie na Wigilię - dogodzę więc „peerelowską”, niemodną oraz ideologicznie potępioną rybą. Najlepsze sztuki są oczywiście prosto z czyszczonego stawu. Takie zdobyłam! Choć karmione zbożem i nie pachną mułem, jakoś nie wierzę, że nie mają pasożytów. Profilaktycznie więc zostały obłożone dużą ilością cebuli, która nie tylko wyciąga nieprzyjemny zapach, ale także zabija niepożądane bakterie. Po otrzepaniu z cebulowych talarków i starannym umyciu oraz osuszeniu, dla całkowitego ubicia pasożytów, łby i dzwonki karpiowe zostały poddane terapii mrożącej.

Fot. i wyk. Alelli
       Na swoim blogu - http://koszyk-bet.blogspot.com/2019/12/odkurzanie.html - Bet napisała, że wchodzą znowu w modę kruche ciasteczka pieczone według starych, prostych przepisów. Nie mogę być gorsza od koleżanki, więc i ja chwalę się swoim dziełem. To śnieżynki, które nabierają smaku i kruchości z każdym dniem leżakowania. Przed samymi świętami, można je na biało polukrować i oprószyć - niby śniegiem - kokosowymi wiórkami. Najprościej jednak - jak za dawnych lat - posypać cukrem pudrem.

A skoro karp mrozi się, a ciasteczka kruszeją, to pora składać życzenia.

Życzę serdecznie, aby ten Świąteczny Czas
wypełnił nastrój szczęścia i radości.
❆❆
Pokoju i wszelkiego dobra dla Wszystkich!

2019 r. Fot. i dekoracja świąteczna  alElli

Dodatek Wigilijny
Kruche ciasteczka w pełnej krasie.


15 listopada 2019

Robótka 2019 już dziesiąty rok!

Dobrodawcy! Uśmiechoczyńcy! Szczęścioróbcy! Praliny ludzkości! Pączki szczodrości! Kołacze hojności! Jest dla Was ROBÓTKA!


Roznosiciele dobroci! */

       Wy, którzy pojawiacie się tu co roku, w listopadzie, z punktualnością szwajcarskich zegarków i wy, którzy trafiliście tu po raz pierwszy krętymi drogami internetów!

Witajcie! 

Po raz DZIESIĄTY przecinamy wirtualną wstęgę (CIACHU, CIACHU), 

by rozpocząć kolejną edycję szalonego, spontanicznego dobroczynienia. 

Komitet DezOrganizacyjny Robótki omdlewa na myśl, że …ojacie!...  

Robótka trwa już DEKADĘ!!!­  


DZIESIĘĆ LAT NIEUSTAJĄCEJ DOBROCI! ZYLIONY DOBRYCH SŁÓW! BAZYLIONY PODARKÓW! ROZHULANA SZCZODROŚĆ, NIEPRAWDOPODOBNA HOJNOŚĆ, NIEPOSKOROMIONA DOBROĆ BRYGADY ROBÓTKOWICZÓW Z CAŁEGO ŚWIATA!

FANFARY! FAJERKI! FAJERWERKI! 

JUBILEUSZE! 

Zaczynamy kolejną Robótkę pod jubileuszowym sztandarem (którym nie tylko można, ale wręcz należy oplakatować internety!):


       Od dziesięciu lat, co roku, w sezonie świątecznym, wspólnie próbujemy tu uszczęśliwiać niepełnosprawnych intelektualnie mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Niegowie pod Warszawą. To fantastyczna, koedukacyjna brygada, w której składzie jest kilku maleńtasów, trochę młodzieży i bardzo wielu seniorów. Żaden Niegowiak z tej gromady - czy to ze względu na wiek, czy problemy zdrowotne, czy też stopień niepełnosprawności - nie będzie już miał innego, prawdziwego domu. Starszaki z Niegowa to nie jest target dla Wróżki Adoptuszki. A tęsknota za domem i rodziną najbardziej wszak zwykle człowieka ściska i szarpie w sezonie kolęd, choinek, kompotu z suszu, Kevina w Nowym Jorku i karpi w wannach.

       Świat bezwzględnie spycha Starszaki na margines, my przeciągamy ich na naszą stronę! Świat próbuje ich ignorować, my mówimy im jak bardzo są dla nas ważni. Świat i okoliczności ich wykluczają, my ich… yyyyyy… WKLUCZAMY!

A robimy to bardzo prosto.

O tym jak są fajni i potrzebni piszemy im w świątecznych życzeniach. Bo jeśli my do nich o tym nie napiszemy to nikt inny tego nie zrobi.

W imieniu Starszaków-Niegowiaków prosimy Was zatem o świąteczne kartki z dobrym słowem dla konkretnych Starszaków.

Tylko tyle.

Kartka.

Dobre słowa. Takie wyrwane spod serca. Słowa z miodu, cukru i melasy.  
Znaczek za trzy zeta bez VAT.

Ten prosty zestaw ma moc uczynić czyjeś święta, a z rozpędu i życie, lepszym i znośniejszym!

PODSUMUJMY:

❆❆❆ DLA KOGO TA ROBÓTKA? ❆❆❆
Dla koedukacyjnej brygady niepełnosprawnych intelektualnie mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Niegowie, dla Starszaków, o których w detalu przeczytacie w zakładkach na blogu  https://jestrobotka.blogspot.com/.

❆❆❆ CO ZROBIĆ, BY ZOSTAĆ ROBÓTKOWICZEM? ❆❆❆
Poczytać rodzinkowe zakładki i wyłuskać sobie spośród Starszaków konkretnego ulubieńca i wysłać mu słów kilka napisanych z serca. Niech się Wasz ulubieniec przez chwilę poczuje wyróżniony i wybrany. Jedyny, wyjątkowy i specjalny.

Co roku pytacie:
❆❆❆ CZY MOŻNA OBDAROWAĆ ULUBIEŃCÓW ŚWIĄTECZNYM PREZENTEM? ❆❆❆
A my, co roku odpowiadamy: oczywiście! (ale doprawdy nie trzeba!) Stąd dość szczegółowe opisy mieszkańców, które powstają we współpracy z Dyrekcją i Opiekunami. Tylko prosimy, w ferworze zawijania podarków, nie zapomnijcie o dobrych słowach dołączonych do paczek. To one są esencją Robótki. 

❆❆❆ZAKŁADKI❆❆❆ Tu można wybrać swoich ulubieńców:

Listy adresujcie następująco:
Dom Pomocy Społecznej w Niegowie
Rodzinka...
dla...
Wierzbowa 4
07-230 ZABRODZIE
__________________
*/ Fragmenty skopiowane ze strony https://jestrobotka.blogspot.com/2019/11/robotka-2019-10-rok.html.  Zachęcam do odwiedzenia, by dowiedzieć się więcej.


❆❆❆❆❆❆❆❆❆

Ula, którą naszymi wierszykami przytuliliśmy do sercahttps://www.youtube.com/watch?v=pmIhRHl-hXk  (w filmie Ula jest od od minuty 3:49), odeszła już do nieba. Może recytuje innym Aniołom?

10 listopada 2019

Skarb dla Niepodległej



Kto  -  dla uczczenia Święta Niepodległości -  odnajdzie skarb cenniejszy, niż klejnoty?

Wielką skrzynię, w której zakopano godność, honor, sprawiedliwość, uczciwość  i  miłosierdzie...





10 września 2019

Z kijaszkiem od grzejnika do "Polityka"

       Zbliża się jesień nieubłaganie. Wraz z nią rozpocznie się sezon grzewczy. Centralne ogrzewanie zainstalowałam nie tak dawno. Nieświadoma budowy i działania grzejników cieszyłam się tym - długo nieosiągalnym na moim zabytkowym osiedlu  - wynalazkiem.  W minionym sezonie, kiedy miłe ciepło z grzejników wreszcie buchnęło, w domu zrobiła się zadyma. Z wnętrza grzejników zaczęły wylatywać „koty”, które przysiadały na meblach, pościeli, a nawet na mojej głowie. Wlatywały do nosa i przełyku. Na nic się zdało powierzchowne wycieranie kurzu i mycie. Doszłam do wniosku, że nie wystarczą zewnętrzne zabiegi. Trzeba dostać się do środka. Ale jak? Zawołać ekipę hydrauliczno - ciepłowniczą, aby zdjęła kaloryfery i potraktowała je silnym strumieniem wody gdzieś na podwórku ze studnią? Gdzie jednak to zrobić, jeśli nie mieszka się na prywatnej posesji?  Nad problemem, który zapewne ze szczęścia, sobie wynalazłam,  głowiłam się prawie rok.


Raptem bęc! Trala lili, trala la, zrodził się pomysł na sto dwa!

              Najpierw zdjęłam boki i górę grzejników. Przyjrzałam się, co i jak wygląda. Następnie skonstruowałam odpowiedni przyrząd. Za główny element zaprojektowanego urządzenia odkurzająco - myjącego posłużyła miotełka, którą posiadałam. Stwierdziłam, że kijek oryginalny przy niej jest za gruby i za krótki oraz za sztywny, więc go zdjęłam. Została miotełka na drucie. Ułamałam z krzaka giętki zielony kijaszek, do którego przymocowałam miotełkowy drut. Do kompletu znalazła się kwadratowa miska z wodą i... Pozostało bardzo wygodne i efektywne mycie grzejników w środku.

Gdybym wcześniej znała budowę tego typu grzejników, na pewno takich nie kupiłabym. Jak można zaprojektować coś tak idiotycznego, co najpierw zbiera, a potem wydmuchuje kurz i „koty”, a czego nie da się normalnie umyć i odkurzyć, sięgając w zakamarki ręką  lub końcówką odkurzacza.






       Wiekopomnego mycia nie dokończyłam, ponieważ rozbolał mnie kręgosłup. Niefortunnie schyliłam się i coś mi chrupnęło w krzyżu.  Trudno! Przejdzie za kilka dni. Szkoda tylko, że zmarnuje się zakupiony wcześniej bilet na film Patryka Vegi pt. „Polityka”. Jakoś jednak do kina poszłam. Gorzej było wysiedzieć na niewygodnym krześle kinowym. Z reklamami seans trwał ponad dwie godziny. Szkoda było mojego kręgosłupa. Film - według mnie - kiepski i nudny. Niechlujnie zrealizowany, bez żadnej fabuły i refleksji. Zlepek scenek, których nawet nie nazwę scenami filmowymi. Wszystko, co najlepsze, widziałam w zwiastunie, który wystarcza za cały film. Złe wrażenie potęgowały liczne wulgaryzmy. Publiczność, po każdym słowie na „k” i na „ch”,  wybuchała śmiechem, jak na dobrej komedii, a dla mnie film jest dramatem. Na „Polityce” zasmuciłam się nad polską polityką i pomyślałam, że trzeba nad nią raczej zapłakać...

      Na dodatek,  w kinie  mieszczącym się w zacnym domu kultury, było duszno i gorąco.  Dusił mnie kurz i smród starego brudu. Za krzesłami ostatniego rzędu, gdzie siedziałam w samym jego środku, wprost wysypisko śmieci.
- Kino dorównuje brudem polityce? - Pomyślałam.
Gdyby kręgosłup pozwolił mi bokiem przecisnąć się przed innymi siedzącymi ludźmi, wyszłabym podczas trwania seansu. W przyszłości będę wybierać brzegowe miejsce, aby w każdej chwili bez przeszkód opuścić salę. Może nawet pójdę do kina ze swoim inżynierskim ;)  wynalazkiem - wspaniałą miotełką na kijaszku i przed seansem filmowym  posprzątam?

Pomyślę także o zastosowaniu w polityce. Wspaniale wymiata brudy, o!

19 września 2019. 
Dodatek 1
 na specjalne zamówienia, 
napływające poprzez formularz kontaktowy.


Dodatek 2
Serpentyna wygodnie radzi sobie z kurzem w trudno dostępnych miejscach:
POST  O   MIOTEŁCE - KUDŁATCE na kiju teleskopowym.

31 lipca 2019

Miraże w skwarze, czy nieudane zdjęcia?


       Spacerowałam po Kępie Potockiej w Warszawie. To obszar zieleni oraz teren rekreacyjny położony  w dzielnicach Żoliborz i Bielany. Dla mnie szczególnie bliski jest Żoliborz. Dlaczego? Oprócz związków rodzinnych ze mną oraz zacnej wyższej uczelni, do której uczęszczałam przez pięć lat, Żoliborz urodę ma po prostu. Sama nazwa o tym mówi.  Pochodzi od francuskiego joli bord, co oznacza piękny brzeg.

       Początkowo zamierzałam dzień spędzić na bulwarach nadwiślańskich, których jeszcze nie podziwiałam, a także zobaczyć nowe pomniki, by ocenić je własnym okiem. Zrezygnowałam z tego planu. Spacery po betonie w upalny i słoneczny dzień, to niedobry pomysł.
Gdzie się zatem udać, jeśli chce się wyjść z zaciemnionego pokoju, w którym ciężko wysiedzieć, bo plecy przyklejają się do fotela, a na balkonie termometr wskazuje czterdzieści kilka stopni? Nawet czytanie książki było niemożliwe, ponieważ litery falowały w tym skwarze.

Kępa Potocka! Może pośród zieleni znajdę wytchnienie podczas pobytu w rozgrzanej stolicy?  Przy okazji zrobię piękne zdjęcia i pokażę na blogu, pomyślałam.
Niestety, fotografie nie udały się! Gdziekolwiek docierało słońce, malowało zieleń w żółte plamy. Skoro jednak na ”Posiaduszki” przeznaczone...








Na Kępie Potockiej w Warszawie
"rosną liry".

A dzięcioł stukał sobie w drzewo, uderzając w nie dziobem, niczym plektronem w struny liry.  

W gałęziach zobaczyłam nawet Apollina i Merkurego, kłócących się, który z nich lirę wynalazł.


Zdjęcia są także w albumach Google - https://photos.app.goo.gl/hHvMT881WSk9JS8A9


Dopisek
Spojrzenie artystyczne fachowca na moje dwa zdjęcia - https://foto-anzai.blogspot.com/2019/08/o-mirazach-na-blogu-al-elli.html


7 lipca 2019

Jak słonko wschodziło

- Może pożyczyć ci, moja sąsiadko balkonowa, książki do czytania, skoro tak wcześnie wstajesz? Pewnie się nudzisz i nie masz, co robić, kiedy wszyscy wczasowicze jeszcze śpią - powiedziała miła pani wypoczywająca, jak ja,  w hotelu Festa Panorama w Neseberze.

- Książki na wakacjach? O nie! Ja przecież mam pełne ręce roboty. Nie próżnują oraz nie nudzą się także nogi i oczy, serce raduje się i pląsa, a dusza wprost się wyrywa do tego piękna dookoła. Każda chwila z książką w ręku byłaby dla mnie stracona. Literaturę mam przez jedenaście miesięcy w roku, o! Na wakacjach chłonę kulturę i krajobrazy kraju, w którym przebywam. Pod powiekami zapisuję wszystko, co ujrzę i przeżyję.  Tak tworzą się moje własne książki, które tylko ja potem czytam, czytam, czytam...

       Podczas wakacji nie tracę czasu na sen. Wstaję na kilka chwil przed słońcem, by zdążyć zaparzyć kawę i wymościć sobie wygodny punkt obserwacyjny na balkonie. Jeszcze tylko okulary do patrzenia w dal i... Rozpoczyna się słoneczny spektakl jednego aktora. Codziennie w innej kolorystyce, a każdy  wart miliony.

- Dołącz, pani sąsiadko balkonowa, by także „napisać” swoją książkę.

Wschód słońca w dniu 10 ‎czerwca ‎2019 r.
fotografowany od godz.04:48.22 do godz.‏‎06:03.34.
Album ze zdjęciami ułożonymi chronologicznie:






     Pani sąsiadka nie dołączyła. Ponad wszystko kocha czytanie. Tylko... Po co jechać aż nad Morze Czarne, by czas spędzać nad książkami?


Dopisek
(...) skromnie nadmienię, że na niebie o wiele bardziej ciekawe rzeczy dzieją się nie w czasie wschodu, czy kilka minut po, ale na kilka (1-3) minut przed wschodem. Warunek tylko, że nad wschodzącym Słońcem niebo musi być postrzępione chmurzastymi aktorami.
(...)

Mam trzy zdjęcia zrobione na kilka minut przed wschodem. Chmurzaści aktorzy dopiero zbliżają się. Zastanawiam się, czy na pewno te zdjęcia są tuż przed wschodem, czy tuż przed moim zobaczeniem słońca nad górami.

Pokaż te zdjęcia "tuż przed" dla porównania z "tuż po". Może dowiemy się co jest bardziej skuteczne :)))
Spełniam prośbę



Zauważam, że brakuje zdjęć z trzech minut przed wschodem, o których napisał w komentarzu Anzai.
Anzai, dlaczego takie cenne wskazówki dajesz dopiero „po”?

20 maja 2019

Pora zapiąć wszystko na ostatni guzik, o!


       Miejsce wakacyjne zarezerwowane w sierpniu ubiegłego roku. Rozszerzona polisa ubezpieczeniowa uwzględniająca - nie wiadomo, po co - także sprowadzenie zwłok oraz rezygnację z imprezy, a także papiery podróżne wydrukowane. Jakaż to wygoda, że nie trzeba biegać po biurach. Elektroniczne dokumenty przysyłane są drogą mailową. Można także pobrać samodzielnie w internetowej strefie klienta biura podróży. Zgubię? Nic straconego! Wystarczy odszukać w Internecie, gdziekolwiek w świecie przebywam.

       Kreacje wyjazdowe odświeżone w ponure i deszczowe dni tegorocznego maja. Wiszą w kącie na drągu i niecierpliwie czekają na ulokowanie w walizce.
Pantofle i sandały podrasowane u szewca. Dodatkowo wyposażone w miękkie podpiętki i nowe sznurówki. Wiadomo przecież, że...  Komu w drogę, temu sznurowadła. W plecaczku podręcznym wykonane zabezpieczenia. Wcale nie przed utratą czegokolwiek się bronię, bo złodziej i tak poradzi sobie z każdym zamknięciem, a jak nie, to po prostu bagaż rozetnie. Chronię się przed podłożeniem mi czegoś trefnego. Podkładający na ogół nie ryzykuje szamotania się z zamkami. Musi działać szybko i niepostrzeżenie. Ofiarą pada osoba, która sama mu to ułatwia. Polecam uwadze wszystkich wybierających się na wakacje samolotem. Zagraniczne więzienia zapewne nie są atrakcją turystyczną.

       Można by było już lecieć w siną dal, gdyby nie problem ze spodniami. Co się z nimi stało, że uwierają w „pupny przedziałek”? Zbiegły się w praniu? A może zadziałała siła grawitacji i pewna część mojego ciała zmieniła położenie?
  Zakrojone na szeroką skalę poszukiwanie spodni w sklepach nic nie dało. Niestety, nie ma! Gdzież te wspaniałe, starannie uszyte z nietoksycznych tkanin ubrania z dawnych domów mody? Obecne fabryki nie produkują takich spodni, jakie mogłabym nosić, a znane mi krawcowe nie potrafią ich szyć. Pozostaje walka z grawitacją! A może wstawić „pupny” klinek, żeby można było zapiąć ten ostatni guzik?

10 kwietnia 2019

Kwietniowy spacer

       Zapraszam na wiosenną przechadzkę po Górze Katedralnej w Chełmie.

       W słoneczny dzień, błękitne niebo zachęciło mnie do spaceru z aparatem fotograficznym. 
- Może uda mi się sfotografować panoramę mojego Chełma ze szczytu Górki? Pomyślałam.
Według mnie to najlepsza pora, ponieważ nie ma jeszcze liści na drzewach i cokolwiek będzie można zobaczyć pomiędzy nagimi gałęziami.  Latem Chełm chowa się w zieleni. Późną jesienią, kiedy już liście opadną, krótki  dzień i słota zniechęcają do wycieczek,  a zimą nie mam ochoty wdrapywać się na sam szczyt po oblodzonych kamiennych schodach.


Aleja parkowa po stronie wschodniej, prowadząca na Górę Katedralną,
gdzie znajduje się Bazylika NMP.





O drodze do Bazyliki pisałam w notce 









Z Góry Katedralnej schodzę po jej zachodniej stronie.
Panoramy wschodnie - pod słońce - nie udały się. Może pójdę do poprawki w godzinach popołudniowych.

Więcej zdjęć w albumie: 
https://photos.app.goo.gl/qUJjNY1tmoVpwipV8

oraz w notkach:
  1. Chełm. Duch profesora Wiktora Zina powraca
  2. Chełm. Widok z dzwonnicy chełmskiej

22 marca 2019

Nie bądźmy kwaśni na wiosnę!


Cytrynowa wariacja marcowa 

czyli, jak się towarzystwo kominkowe bawiło w marcu 2012 r. komentując post 

https://grycela.blogspot.com/2012/03/cytrynowo.html


Przechowywanie cytryn w miotle garażowej. 
Foto Bet.
Bet. Jak cudna jest ta oryginalna pisownia! /Chcąc aby ręce nie były czerwone, trzeba zaprawić soku z cytryny wyciśniętego, zmięszanego z solą i tem dobrze na noc nacierać./ Muszę dziś koniecznie „natrzeć tem” spracowane przy myciu okien dłonie… Gdzieś czytałam, że po takim natarciu dłoni trzeba nałożyć irchowe rękawiczki i tak spać… idę szukać rękawiczek.

alElla. Proponuję pierwszą noc z kuracją z oliwki, a następną z cytryny. Ja przepisywałam tylko to, co z cytrynami.

Bet. A jakie fajne jest to: „ciasto zacisnąć sokiem i zwinąć w trąbkę”… Dziś zwijamy raczej w rulonik… hi,hi… i skrapiamy sokiem zamiast zacisnąć… Toż to perełki językowe!

alElla. A może rulon to co innego, niż trąbka?

Bet. Tak, trąbka rozszerza się na jednym końcu a rulonik ma oba końce jednakowe. Naleśniki w trąbkę… hm… oryginalne i warte wypróbowania.

alElla. Mnie w tym przepisie zadziwia, że tylko 4 naleśniki wychodzą.

Anzai. Cytryny i szczotki zawsze kojarzyły mi się z gruntownymi porządkami. Plasterki cytryny usuwały prawie każdą odtłuszczoną wcześniej plamę, a szczotką z mydłem usuwało się resztę śladów po cytrynie.

Bet. anzai, a cytrynówka???

alElla. Cytrynówka odtłuszcza, bo na spirytusie :)))

anzai. Ja się odchudzam, a nie odtłuszczam!!!

alElla. Toż mówiłeś, że plamy szczotką się odtłuszcza :)))

Bet. Odtłuszcza od środka? To idę po cytrynówkę… poodtłuszczam się…

alElla. Pogubiłam się. Znaczy, jak? Cytrynówka odtłuszcza, szczotka odchudza, a cytryna sprząta?

anzai. Jak wypijesz cytrynówkę to potem wszystko jest możliwe :)))

alElla. Co racja… to racja…

Bet. Wszystkie możliwości mogą być prawdziwe. Odchudzić się można intensywnie używając szczotki do sprzątania lub do ćwiczeń, wyczyścić = wysprzątać swoje wnętrze przy pomocy cytrynówki… itd, itd… zgodnie z końcowym zdaniem notki: cytryna jest dobra na wszystko! Hi,hi,hi…

alElla. Czyli cytryna, jak „ptaki”, rozpracowana na cztery ręce. „Wariacja marcowa”?

Bet. Tak, tak tylko nie dajmy się zwariować… hi, hi….

alElla. Tak sobie myślę, ileż poczucia humoru i kreatywności trzeba mieć, żeby z cytrynami specjalnie pójść do garażu, by zrobić zdjęcie. A cytryny na tej szczotce domowej… to po prostu bomba! Ile zabawy dają drobne zupełnie rzeczy, jak choćby cytryny w miotle. Czyż to nie poprawia nastroju, by właśnie nie zwariować w tej marcowej szarzyźnie? Tak więc jeszcze raz dziękuję Bet za te zdjęcia.

Bet. Nieskromnie dodam, że garaż jest odległy o około 300 m… Ale co to dla harcerki! Pozostaję do dyspozycji na przyszłość… hi, hi…

alElla. Doceniam, a dyspozycyjność wykorzystam niemiłosiernie... :)

anzai. No pewnie, jak bym wypił całą cytrynówkę (a jeszcze bardziej pomarańczówkę), to bym się wyczyścił do cna…

alElla. A ja jednego, po pomarańczówce chyba, widziałam na ulicy, to był bardzo umorusany, a ubranie całe w błocie :)))

anzai. Pewno wchodził na drzewko pomarańczowe, po pomarańcze. A to nie jest łatwe, można spaść … ;)))

alElla. A wiesz, widziałam człowieka, który wchodził na bardzo wysoką palmę daktylową. Myślę jednak, że to był akrobata - na pokazy dla turystów zatrudniony.

andante spianato. Bardzo lubię cytryny. Wypróbuję te przepisy bo są ciekawe i nietuzinkowe.

alElla. Andante, a nie za dużo jajek w tych przepisach? Z 4 jaj tylko 5 naleśników?

Bet. Nie ma rady, ktoś musi te naleśniki zrobić i opowiedzieć jak to z nimi jest. Wyznacz kogoś albo zrób wyliczankę: „entliczek, pętliczek… na tego bęc”!
Ps. Zaznaczam, że ja nie potrafię naleśników smażyć.

alElla. Wyliczanki nie będę robić, bo jeszcze na Ciebie wypadnie, a jak nie masz naleśnikowej praktyki, to wolę zaufać komuś innemu. Andante może?

MariaDora. AlEllo, z tymi naleśnikami to jest tak, że to przecież nie jest przepis na naleśniki, ale na omlety biszkoptowe! Na szklankę mąki i 4 jajka, gdyby to miały być nasze współczesne naleśniki, to trzeba by dać ze dwie szklanki płynu (mleka, wody). Naleśników to by wyszło ponad 15 z tej proporcji, a omlety rzeczywiście 4-5. Można do takich omletów wkroić cienkie plasterki jabłek, są wtedy jeszcze lepsze.

alElla. Aaa… no, tak, pewnie! Dziękuję, że to wyjaśniłaś Mario. Czyli w babci przepisie po prostu jest tytuł „naleśniki” zamiast „omlety”. Świetnie z tymi jabłkami, bo z samym cukrem jakoś mnie nie przekonywały.

MariaDora. Niewykluczone, że kiedyś nie używało się nazwy omlety, tylko właśnie naleśniki. Takie omlety biszkoptowe mają też swojska nazwę: grzybek.

alElla. Jest w babci notatkach grzybek biszkoptowy w takiej postaci: Ubić 8 żółtek z 3 łyżkami cukru, dodać 8 łyżek mąki, białka ubić na pianę, lekko przymięszać, wlać do formy i wstawić do letniego pieca.

Zaza. Ja, tak jak Bet, lubię pić sok z cytryny. Nie dosyć, że jest smaczny, to dodatkowo oczyszcza organizm i nasze naczynia krwionośne. Najlepiej pić sok wyciśnięty z cytryny rano na czczo. Nawet jest cała kuracja cytrynowym sokiem. Sok z cytryny poprawia środowisko zasadowe w naszych organizmach, chociaż jest kwaśny. Dobrej nocy życzę i pozdrawiam. :)

alElla. Zaza, a ja myślałam, że powoduje nadkwasotę. Jak to warto czegoś nowego się dowiedzieć. Zaczynam zatem poprawiać zasadowość. Jeszcze jeden powód do tego, by marzec był cytrynowy. Dzięki cytrynie nie będziemy kwaśni na wiosnę. Ciekawe, czy Bet to wyczaiła intuicyjnie ogłaszając marzec miesiącem cytrynowym, czy wie o tym?

Zaza. Elu, mało tego, kto pije sok z cytryny, nie cierpi na skurcze w nogach. Pozdrawiam ciepło.

alElla. A może być z wodą i miodem? Czystego soku cytrynowego nie wypiję. Pozdrowienia odwzajemniam. 

Zaza. Pewnie może być taki napój, ale trzeba przygotować wieczorem, a rano wypić. Wody ma być tyle, ile soku. Woda do przygotowania napoju, co najwyżej letnia. Czysty sok daje szybszy i lepszy efekt.

Anzai. Zazo, zaskakujesz niesamowitą wiedzą, więc już tylko dodam (ponieważ miód się trudno rozpuszcza w zimnej wodzie), że woda nie powinna przekraczać 40 st. C, napój powinien odstać min. 6 godzin, koniecznie w ciemności. Koneserom polecałbym dodać sok z cebuli posiekanej i posypanej cukrem.

Zaza. Wypijam litry kawy i niestety, fuj, palę papierosy. Żeby się "ratować" piłam soki z różnych owoców, aż wpadłam na cytryny – i przy moich nałogach znalazłam to, co potrzebne jest każdemu człowiekowi, temu bez nałogów też. :))).

alElla. Zaza i Anzai, ślicznie dziękuję za cenne przepisy.

Hanna. O takim przechowaniu cytryn jak to na miotle nie słyszałam ale za to cytrynówkę pijam. Dobra jest. Sok z cytryny dodaję do przegotowanej wody i płuczę nią włosy po umyciu. Lekko je usztywnia, podobnie jak piwo. Serdeczności Ela.

alElla. Hanno, o płukaniu włosów nie wiedziałam. A sok z cytryny zamyka także łuski włosowe? Byłby wtedy lepszy od octu.

Malina M*. Przypomniał mi się wierszyk z pamiętnika: ”miej w życiu zawsze wesołą minkę i duś szczęście jak cytrynkę”. Polecam - zwłaszcza duszenie…

alElla. Hi, hi… tam chyba było w tym wierszyku, by łapać szczęście za ogon. To może za mocno nie dusić?

Anabell. Witaj, ja znam jeszcze jeden sposób na ręce + cytryna: dodać do gliceryny kilka kropel cytryny i tym smarować dłonie. Co do przechowywania - wytrzeć do sucha, posmarować białkiem jaja, osuszyć na kratce, przechowywać przełożone serwetkami papierowymi. A cytryna + jedzonko - stosuje ją wszędzie tam, gdzie normalni ludzie używają ocet. Miłego.

Bet. Zauważcie, że te sposoby przechowywania cytryn tracą sens obecnie gdy można każdego dnia kupić dowolną ich ilość. Mało kto kupuje cały kg tych owoców - raczej jedną lub kilka sztuk… Ale miotły są fajne. Tak dla dekoracji i dla „hecy”- jak najbardziej!

alElla. Właśnie zamierzam kupić odpowiednią miotłę. Będę w niej trzymać nie tylko cytryny. Nawet po 1-2 sztuki, to trochę owoców zawsze się ma w domu.

MariaDora. Bet, pewien sens to ma, bo czasem w markecie można kupić taniej siateczkę z 6 cytrynami, których na raz się nie zużyje.

alElla. Anabell, to „cytrynowcy” nienormalni ? :))) Ja ocet używam tylko do sprzątania.

Kolekcjoner. Witaj Elu. No fajne te twoje przepisy. Przyznam, że moja znajomość z cytryną ogranicza się jedynie do wyciskania jej do herbaty. Od czasu do czasu. Pozdrawiam.

alElla. Kolekcjonerze, komentarze wyżej przekonują, że warto zażywać więcej i częściej, niż tylko od czasu do czasu :)))

Krosbridka. Dziękuję, Ellu za te wszystkie cytrynowe żółciutkie pomysły :))) Osobiście uwielbiam: ciasto cytrynowe, krem cytrynowy, galaretkę cytrynową, likier cytrynowy i wodę z plasterkiem cytryny :) Drzewka cytrynowego nigdy nie udało mi się wyhodować, ale przed chwilą wyhodowałam szczotkę z trzema dorodnymi cytrynami :))) Stoi obok mnie w salonie, nie w piwnicy, a jutro taką samiutką wyhoduję w redakcji. Może nie uschnie do Świąt? Pozdrawiam cytrynowo :)

Bet. Krosbridko, brawo! Proponuję hasło : „szczotka na cytryny w każdym domu i salonie”! Będziemy lanserami w tym temacie. Napisz jak ci idzie z wdrażaniem pomysłu.

Krosbridka. Napiszę jutro. Hi, hi… już sobie wyobrażam minę mojego szefa :)))

alElla. Krosbridko, widzę, że szczotka na cytryny zaczyna się przyjmować. Już kilka osób hoduje. Mówią, że dzięki temu nie prześpią wiosny.

MariaDora. Witaj alEllo, rzeczywiście uroczy tekst. Te 10 jajek szczególnie brzmi dziś, gdy jajka sporo podrożały. A swego czasu robiłam tartę z kremem cytrynowym, całkiem udany wypiek według przepisu na wydawanych kiedyś, tj. w PRL, pocztówkach kulinarnych. To zresztą potwierdza moją pamięć, że w PRL na ogół nie było tak źle z cytrynami, przynajmniej w Warszawie.

alElla. Mario, w ogóle te wszystkie przepisy babci są z dużą ilością jajek. Patrzyłam np. na babkę wielkanocną z 30 żółtek.

Magdalena. Lubię czytać stare przepisy. Kiedyś widziałam zaczynający się mniej więcej tak: „wbij w donicę kopę jaj, posadź służącą, niech kręci”. Nie mam służącej… :))) Dorzucę cudowną nalewkę z książki Makłowicza i Bikonta. Robi się ją z cytryny naszpikowanej ziarnami kawy. Rewelacyjny smak. :))) Jak nie znajdziesz, a lubisz robienie nalewek, to prześlę Ci przepis drogą mejlową.

alElla. Magdaleno, pewnie, że lubię mieć coś smacznego na wypadek wyjątkowych gości. Nie chcę być „zachłanna”, więc proponuję , byś zamieściła przepis na blogu u siebie. Koniecznie ze zdjęciem tej cytryny z kawą, jak to wygląda? Może też inni skorzystają, bo zdaje mi się, że sporo osób lubi cytrynowe smaczki. A w tych starych przepisach zauważyłam także zwrot „wydać na stół”, co by oznaczało, że kto inny gotuje, a kto inny do stołu podaje. No… gdzież by przesiąknięta zapachami kuchennymi gosposia miała do stołu podchodzić? hi, hi...

Magdalena. Sądzisz, że mogę go przepisać na blogu? Jak będę robić, zrobię zdjęcie cytryny. A co do „wydawania” to masz rację. Bywało, że na dwie osoby było 60 osób służby… Kucharka, podkuchenne, lokaje, kredensowy, gospodyni, ochmistrzyni i wielu innych. Pozdrawiam serdecznie.

alElla. Pewnie, że tak, to będzie śliczna wiosenna i na czasie notka.