30 października 2013

Czas ciszy i zadumy

Proszę, nie życz mi 

''przyjemnego świątecznego weekendu'' ani ''hucznego Halloween''



Cmentarz w Chełmie.Kaplica z 1908 r.
Kiedy miedzianą rdzą
Pożółkłych jesiennych liści więdną obłoki,
Zgadujemy, czego od nas obłoki chcą,
Smutniejące w dali swojej wysokiej.

Na siwych puklach układa się babie lato,
Na grobach lampy migocą umarłym duszom,
Już niedługo, niedługo czekać nam na to,
Już i nasze dusze ku tym lampom wkrótce wyruszą.

Jeżeli życie jest nicią - można przeciąć tę nić,
I odpłynąć na obłoku niby na srebrnej tratwie...
Ach, jak łatwo, ach, jak łatwo byłoby żyć,
Gdyby nie żyć było jeszcze łatwiej!

                                                                              /Jan Brzechwa/
                  

                                                         

       Są takie wyjątkowe dni w roku, kiedy w serce wkrada się refleksja, kiedy nastaje czas wspomnień i zadumy, kiedy ludzkie ścieżki wiodą pośród mogił i płomieni świec. W tych dniach uświadamiamy sobie, że istniejemy dzięki następstwu pokoleń. W tych dniach pamięć o bliskich staje się niezawodna, a obce nazwiska na kamiennych płytach zdają się bliskie. Są takie wyjątkowe dni w roku, w których  pośpiech - cywilizacyjna jednostka czasu - na chwilę znika i wszystko powolnieje.

I staje się Cisza...


Cmentarz w Chełmie


21 października 2013

Draństwo?



grafika ze strony  www.e-globus
       W Polsce jest 160 tysięcy osób pracujących w zakładach pracy chronionej lub spółdzielniach inwalidów. Miejsca pracy dla niepełnosprawnych istniały odkąd pamięć moja sięga - nawet w PRL’u -znienawidzonym  i wyśmiewanym przez walczących o lepszą Polskę, a dziś będących u sterów władzy. W tej „złej” Polsce także osoby niepełnosprawne miały środki finansowe na zaspokojenie podstawowych potrzeb, szansę na rehabilitację i godne życie. Nie musiały być na łaskawym garnuszku opieki społecznej i ciężarem dla rodziny.


       Już wkrótce mogą stracić swoje miejsca pracy! Rządowy projekt ustawy okołobudżetowej zakłada obniżenie wsparcia na dofinansowania do wynagrodzeń osób niepełnosprawnych. Skutkiem takich oszczędności może być likwidacja wielu miejsc pracy, a nawet całych zakładów pracy chronionej. Przy okazji - w takich firmach - pracę mogą stracić także zatrudnieni w nich zdrowi pracownicy.


       Protestuję przeciwko rządowemu projektowi ustawy obniżającemu dofinansowania do wynagrodzeń osób niepełnosprawnych. Apeluję do Pana Prezydenta RP, Prezesa Rady Ministrów, Pełnomocnika Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych, Rzecznika Praw Obywatelskich, Posłów i Senatorów o powstrzymanie tych szkodliwych zmian, których konsekwencje mogą okazać się nieludzkie, o!


Pięknie proszę /dyg, dyg/ Blogerów, Posiaduszkowiczów, oraz wszystkich Gości tu zaglądających, o wywieranie społecznego nacisku na Prezydenta RP, Rząd, Parlament i wszystkich Świętych w sprawie ochrony miejsc pracy dla niepełnosprawnych.


O projekcie dowiedziałam się od Wachmistrza - http://pogderankiwachmistrzowe.blogspot.com/2013/10/lectorom-suplika.html


Nie znam się na "facebooku", ale  t u t a j  podobno można coś zdziałać.


A notkę zredagowałam na podstawie informacji ze strony http://www.popon.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=26251%3Abronimy-miejsc-pracy-osob-niepenosprawnych&catid=41%3Asod. Na stronie tej można znaleźć także wzory listów.



Dopisek południowy.

A może w tym "zakładzie pracy szczególnie chronionej":
poszukać oszczędności? 



15 października 2013

Z Dyrekcji Górnej na Dolną po złotych liściach

Posty o "Mojej" Dyrekcji:

Lata mijają a Chełmska Dyrekcja stoi tak jak stała i świadczy wciąż o dumnej historii polskiego kolejarza.




       Jeśli nie spieszysz się do pracy, czy na zakupy do wielkiego blaszaka nazwanego supermarketem, po Chełmie najlepiej poruszać się pieszo lub rowerem. Odbędziesz niesamowitą podróż po miejscach, gdzie historia, często niewidoczna z okien autobusu, bo zasłonięta budynkami z wielkiej płyty lub reklamami, splata się z dniem dzisiejszym i dziełami pokoleń ludzkich rąk oraz ogrodami pełnymi kwiatów i starych drzew.
      
       W  podróż do kolejarzy na Dyrekcję Dolną - osiedle wpisane /wraz z Dyrekcją Górną/ na listę zabytków urbanistyki i ja piechotą będę szła.


       W dół, z Dyrekcji Górnej, schodzę ulicą Stephensona. Kiedyś była brukowana.  Zimą, zamknięta dla ruchu, stawała się w czasach mojego dzieciństwa torem saneczkowym. A jak się trafiła furmanka wioząca węgiel, o co wcale nie było trudno, to dopiero była frajda. Przyczepialiśmy sanki i nie trzeba było pod górę wchodzić na piechotę.


 

W barwach jesieni tak wygląda:

  





Wydeptane ścieżki są w Chełmie zawsze białe.
To kreda, na której miasto jest położone:


       "Tor saneczkowy" się skończył ... więc jestem już na Dyrekcji Dolnej przy budynku zwanym potocznie Gmachem.

- Dokąd idziesz?

- Do gmachu. I każdy wie, o co chodzi.

- Gdzie mieszkasz?

- Koło gmachu. I wszystko jasne.

Dziś mieści się w nim wiele urzędów i banki. Za czasów "kolejowych", oprócz biur było tu Kino "Bałtyk", sala widowiskowa ze sceną teatralną, klubokawiarnia, biblioteka, ambulatorium, gabinety rehabilitacyjne i stomatologiczne, pogotowie ratunkowe, stołówka, szkoła, apteka. Dwa kroki w górę w domach willowych  /w założeniu przeznaczonych dla dyrektorów i ich rodzin/ - żłobek i przedszkole. Kolejarz to miał klawe życie. Wszystko na "rzut beretem". Na dodatek prawie za darmo. 

  
Gmach dawnej Dyrekcji PKP:


Pomnik Jana Pawła II na skwerze przed Gmachem:



       Przy al. Marszałka Józefa Piłsudskiego biegnącej prostopadle do frontu Gmachu Dyrekcji, stoją po obu jej stronach  szare bloki o czerwonych, spadzistych dachach, należące do osiedla Dyrekcji PKP, wybudowanego przed II wojną. Całe osiedle /wraz z Dyrekcją Górną/ miało zajmować   obszar 50 ha  folwarku państwowego.   Zakładano budowę  600 mieszkań w budynkach willowych i 120 w jedno i dwupiętrowych blokach. Na Dyrekcji Górnej, powyżej Gmachu Dyrekcji /znanego z czasów peerelu jako Gmach PKWN/ dla pracowników biurowych PKP, a na Dyrekcji Dolnej - dla pracowników ruchu, aby mieli jak najbliżej do stacji kolejowej, parowozowni, wagonowni.  II wojna światowa nie pozwoliła dokończyć osiedla. Nie udało się przed jej wybuchem wybudować wielu domów, łaźni, ambulatorium.  Dokładnie na 1 września 1939 roku zaplanowano przeniesienie do Chełma Radomsko - Kowelskiej Dyrekcji PKP.
Szeroka, przestrzenna Aleja Piłsudskiego, do której dochodzę, łączy Gmach Dyrekcji i stację kolejową.



Aleja Piłsudskiego na wprost stacji PKP
i rzut okiem w lewo i w prawo. Aleja jest tak szeroka,
że nie potrafię zmieścić jej w obiektywie  wraz z budynkami. 


Nawet trawnik mi się nie mieści w całej szerokości. 





       Na ławeczkach latem spotyka się tu kolejarzy - emerytów. Wspominają dawne czasy. Kolejarz przed wojną - to była POZYCJA! 

Wraca kolejarz do domu z Radomia, dokąd się udał po angaż, bo otrzymał pracę na kolei (w Radomiu mieściła się przed wojną Dyrekcja Radomsko-Kowelska), a na progu jego chałupiny siedzi Żyd. Na widok świeżo upieczonego kolejarza podrywa się w pląsach, kłania kapeluszem do samej ziemi:

- Ja tu w sprawie budowy porządnego dużego domu.

- Jakiego domu?

- No pana domu panie kolejarzu.

- Ja nie buduję żadnego domu, nie stać mnie na to, pieniędzy nie mam.

- A czy ja pana pytam o pieniądz? Pan jeździłeś po "angażman" do dyrekcji kolejowej, mnie to wystarczy. Ja wszystek materiał na dom od jutra zwozić będę bez pieniądz. "Angażman" jest - pieniądz będzie. A dla wielki pan kolejarz nie przystoi w takiej chałupie mieszkać. 


Wracam pod górę ul. Czackiego... 

...z punktem widokowym na urokliwą
kolejową zabudowę willową: 

Zdjęcie z sierpnia 2010. Jesienne  zostało - wraz z całum albumem -
zutylizowane podczas onetowego "ulepszania" blogów.


Jest też inne zejście z  Dyrekcji Górnej na Dolną
- z tyłu Gmachu po schodach, a z boku po złotych liściach.

Ponad schodami - ogrody:

I jak tu  piechotą nie iść?



Po drodze zbieram liście na listkowe róże:
http://grycela.blogspot.com/2010/10/listkowe-rozyczki.html 





5 października 2013

A fuj !


       Krążą opinie o brudnych plażach i okolicach hoteli w kurortach wypoczynkowych krajów arabskich. Winą obarcza się hotelarzy, a także cały naród w danym kraju.

- Brudasy! Krzyczą Europejczycy na turystycznych forach internetowych i w rozmowach na żywo.

Tymczasem...
Aż wstyd o tym pisać, ale... napiszę, o! 


1/ Nie znasz pisma arabskiego?
Arab o tym wie, więc kubeł
oznakował w sposób zrozumiały
dla turysty.
       Proszę wyobrazić sobie hotelowe lobby. Marmurowa posadzka, w której można przejrzeć się, jak w lustrze, miękkie kanapy i fotele, stoliki, przy których pije się drinki, kawę i herbatę oraz spożywa ciasteczka przyniesione z  kuluarowego baru. Na kanapach turyści w mokrych strojach kąpielowych z nogami na stołach. Przychodzą wprost z plaży albo basenu. Niektórzy nóg z piasku nie opłuczą, a po drodze kraników z wężykami do mycia nóg dostatek. Nawet w krajach borykających się z niedostatkiem wody, turystom jej nikt żałuje. Można myć się do woli. Według upodobania. W ciepłej i zimnej wodzie. Są też codziennie zmieniane ręczniki, a w łazienkach wiszą suszarki. W hotelowym sklepie znaleźć można różne suche ubrania, gdyby ktoś zapomniał z domu wziąć, albo bagaż mu zaginął na lotnisku. Ale nie! Na wakacjach suszyć się i ubierać? Co to, to nie! Europejski turysta jest na wczasach w hotelu z basenami i prywatną plażą, więc trzeba ociekać wodą, albo obsypywać piaskiem fotele i stoły w restauracjach, barach i kawiarniach. Pełna zgoda, jeśli to jest bar plażowy /jak te na zdjęciach poniżej/ lub przy basenie. Ale, żeby w eleganckim lokalu w budynku hotelowym? Na to nie może być zgody. Usiądziesz  na mokrym i tłustym fotelu w jasnych spodniach lub sukience? Pewnie, że można usiąść. Tylko... Czy wytrzymasz na przemoczonych poduchach? Jak potem wyglądasz z żółtą od olejków plamą na pupie? Postawisz kawę i ciastka na stole obok czyichś nóg? Fuj!



2/ i 3/ Bary plażowe.
Arabowie potrafią zapewnić także swobodę
Chcesz się najeść i napić w stroju plażowym? Proszę bardzo. Są odpowiednie miejsca.
Tu możesz ociekać wodą i olejkami do opalania, bo stoły i krzesła do tego przystosowane.
3/


4/ Bar w basenie. 
Na kawę można nawet przypłynąć na materacu i dmuchanym wielbłądzie. 

5/ KLIK w zdjęcia powiększa je
Proszę sobie wyobrazić szwedzkie stoły i bufety. Lśniące brytfanny, stojaki lub podstawki/talerze  na łyżki, chochle i wszelkie przyrządy do nabierania jedzenia, stosy serwetek. Osoby smażące naleśniki, omlety, jajka sadzone czy układające owoce i ciasta - poubierane, jak chirurdzy do operacji. Tymczasem turyści... 
W chustkach zawiązanych na kąpielówkach, lub rozpiętej koszuli w komplecie z bokserkami pod wylewającym się na wierzch, błyszczącym od olejków brzuchem, przychodzą wprost z plaży do restauracji. Zdarzają się nawet osobistości z materacem do pływania. 
Po przejściu pierwszej zgłodniałej „fali” przez restaurację, łyżki oraz inne „nabieraki” pływają w sosach, gulaszach i budyniach, niczym materace na morskich falach. Ale to nic. Wkłada się ręce w brytfannę i wyjmuje. Nie ma problemu! Do gulaszu wybiera się bułeczkę, obmacując najpierw kilkanaście. Na deser owoce. Pomyte, ładnie poukładane. Większe, jak arbuzy czy melony porcjowane przez „chirurga” w białym czepku i lateksowych rękawiczkach. Trzeba jednak obmacać wszystkie kawałki, aby wybrać coś dla siebie. Macantom przecież macanie należy się w pakiecie all inclusive. Fuj!

6/  Czy tym zmarnowanym jedzeniem 
nie najadłyby się ze 3 osoby?
Proszę wyobrazić sobie talerz tak jadłem załadowany, że jedzenie osuwa się z talerza. Droga z bufetu do stolików na tarasie widokowym usłana więc frytkami, sałatami, kluskami, lodami, owocami morza. Co tam! Obsługa posprząta. Rzecz jednak w tym, że w porze posiłków raczej sprzątaczki nie machają miotłami. Czynią to po lub przed. Może mają to robić kelnerzy w białych koszulach i czarnych spodniach w kancik? Gdyby nawet, to... aby nadążyć, musiałby być jeden sprzątający na jednego takiego gościa. Z jadła pozostawionego na stołach radochę mają wróble. Nie zdzierżą jednak tyle! Słonie by się przydały, by nie marnowała się taka ilość żywności. W kraju raczej ubogim, w którym ktoś jeden z dużej rodziny pracuje na wszystkie babcie, ciotki i niezamężne siostry, gdzie wiele dzieci głoduje, takie bezmyślne marnotrawstwo czynione przez jedzących oczami turystów, zapewne boli miejscowych. A poza tym, czy naprawdę smakują frytki z ryżem, kluskami drobnymi i zwisającym z talerza spaghetti, ostrygami, ośmiornicą i baraniną z kuskus, a na wierzchu kawałek arbuza okraszony kurzym udkiem? Fuj! Na sam widok tego stosu różności na jednym talerzu - fuj!


7/
Proszę wyobrazić sobie baseny w egzotycznym ogrodzie. Otoczone płytkami dla higieny. Idę tędy na plażę o wschodzie słońca, czyli kilka chwil przed przybyciem ekipy sprzątającej teren wokół basenów. Aż wróciłam po aparat fotograficzny, aby uwiecznić ten śmietnik, bo kto by mi uwierzył, że poprzedniego dnia wieczorem tak twórczo bawili się tutaj turyści z Europy. Fuj! 


8/





9/
Proszę wyobrazić sobie rajski zakątek, w którym dobrze się wypoczywa w upalne dni, bo daje przyjemny cień. Głównie mamy z malutkimi dziećmi to miejsce sobie upodobały. Tu chętnie ustawiały wózek ze śpiącym maleństwem. Ja także któregoś dnia zaszyłam się z książką w zielonej gęstwinie. I co? I... Powiem dosadnie, choć nigdy dotąd nie wyrażałam się. I gówno! Miedzy gałęziami krzewów powtykane pampersy oraz chusteczki do higieny niemowląt. I roje much! Fuj!


10/

Proszę wyobrazić sobie plażę codziennie zagrabianą i sprzątaną przez Panów Plażowych. Co parę kroków szeregiem ustawione ceramiczne dzbany w roli śmietniczek. W kilka godzin plaża staje się śmietniskiem. Tak trudno przecież butelką, jednorazowym kubkiem, pestką brzoskwini, ogryzkiem jabłka czy petem trafić do śmietniczki. Fuj!




11/


12/

Proszę wyobrazić sobie wazy z pysznym ponczem albo ułożone pod dekoracją z kwiatów, liści palmowych i daktyli francuskie rogaliki. Turyści nalewają poncz nad wazą. Cieknie po kieliszkach i palcach wprost do napitku, który inni spragnieni także zechcą posmakować. Croissanty oczywiście koniecznie obmacane, bo... żeby zjeść jeden, dotknąć i przełożyć trzeba kilka. Może ten pod spodem będzie lepszy? Koniecznie własną ręką, bo specjalne szczypce to zbyt skomplikowane narzędzie, by Europejczyk się nim posłużył. Fuj! 




       O kieliszkach, filiżankach i talerzach pozostawianych na trawnikach i klombach oraz owocach i kanapkach zakopywanych w piasku, o krzykach i śpiewach po północy pod oknami hotelu rodzinnego, o wynoszeniu z kącika ogłoszeń katalogów z ważnymi informacjami (np. godzina odlotu, czy wyjazdu na wycieczkę) w różne miejsca, że nie sposób odnaleźć, o opalaniu się toples i głaskaniu przez pana piersi pani tuż przy klubie dla dzieci, o papierze toaletowym i ręcznikach rzucanych na podłogę w toaletach, że aż człowiek zaplątuje się w te rozmoczone zwoje, zanim zostaną sprzątnięte, o podkradaniu plażowych ręczników, które są wydawane wczasowiczom za kaucją... etc... etc... nie wspomnę.

13/




           Na ogół nie zauważam na wczasach rzeczy tak przyziemnych. Delektuję się tym, po co przyjechałam. Rejestruję pod powiekami i w sercu widoki oraz chwile najpiękniejsze. Zgłębiam kulturę narodu i kraju, który mnie gości i... wstydzę się za kulturę Europejczyków. Ludzi, którzy niejednokrotnie pokazują swoją wyższość, szczególnie wobec narodów arabskich. Którzy najpierw śmiecą, wabią porozrzucanym pokarmem wszelkie insekty i zwierzątka, a potem narzekają na muchy, mrówki i wróble oraz infekcje pokarmowe. 

Ech... Ty „wysoki turysto”! Siedź w domu i nie rób wstydu, albo wypoczywaj na biwaku w leśnej głuszy. Tam swoje łapy wsadzaj w swoje menażki, o!  Tylko nie zapaskudź lasu!


       
       No, to ponarzekałam, a co?! Dodam, że nie tylko ja jestem zbulwersowana zachowaniem niektórych turystów. To samo zauważyły Rosjanki, z którymi kumplowałam się podczas ostatniego pobytu w Tunezji.  Z jedną z nich usłyszałam od barmana: „arystokracja”? Czyżby zdumiony był naszą „arystokratyczną” wiedzą o widelcach, serwetach i chochlach? Nawet nie chcę wiedzieć, co wobec tego myślał w tym momencie o innych wczasowiczach i kulturze europejskiej.