25 sierpnia 2010

Chełm. W poszukiwaniu orła czyli spacerkiem po Dyrekcji


         Dyrekcję wybudowano w okresie międzywojennym. Była wtedy  najciekawszą w Polsce inwestycją urbanistyczno - architektoniczną. Wzdłuż uliczek wzniesiono długie jednopiętrowe szeregowce oraz dwurodzinne domy willowe w stylu polskich dworków barokowych. Przykryte czerwoną dachówką, wtopione w zieleń ogrodów /każda rodzina miała swój ogródek/, tworzą niepowtarzalny klimat. Szeregowce postawione w linii czworoboków. Po zewnętrznej stronie - ulica, a wewnątrz czworoboku - ogrody.  Miejsce odpoczynku, spotkań mieszkańców i zabaw dzieci. Wyjścia z klatek schodowych na dwie strony - do ogrodu i na ulicę.
Całe osiedle  miało przedstawiać stylizowanego orła. Nigdy kształtu tego orła nie wypatrywałam, ale Podkarpacianka wyciągała mnie na spacery w "poszukiwaniu orła".
- Dlaczego niektóre szeregowce nie są proste, lecz łukowate?
- Dlaczego tylko nieliczne budynki mają balkony?
- Dlaczego te balkony są na rogach budynków?

Może ten balkon, to pazur orła?     
Snułyśmy różne domysły...

Spacery urocze, kształcące, takie... 
historyczno...   nostalgiczne... 

        Zupełnie inaczej widzi się osiedle z perspektywy jego mieszkańca, niż na spacerach z osobą przyjezdną, goszczącą tu pierwszy raz. Ciekawa wszystkiego, zwraca uwagę na detale dotychczas przeze mnie niezauważalne.
Po drodze - to z góry, to pod górę, bo na pagórach Dyrekcja Górna, jak i cały Chełm zresztą, położona - rozmowy o czasach dalszych i bliższych. 
       
       Licznymi pytaniami Podkarpacianka wskrzesza we mnie wspomnienia...  
o Dyrekcji Górnej - jako osiedlu zwykłych, uczciwych ludzi. Polaków. Opowiadam, że za czasów PRL'u  żyło się tu zupełnie inaczej. W większości inteligencja, sklasyfikowana przez „peerel”, jako nielubiana z powodu...  definicji. Wszyscy mieszkańcy osiedla jednak lubili się i szanowali wzajemnie, bez względu na pochodzenie społeczne, wyznanie, przekonania, przynależności. Wspólne prace i biesiady w ogrodach, wyjazdy nad wodę, działalność w klubach przyzakładowych /teatry amatorskie, kabarety, kapele/, sadzenie drzewek, krzewów i coroczne wiosenne wysiewanie kwiatów wokół budynków i wzdłuż ulic. Miło, bezpiecznie, zwyczajnie.
Jak trwoga, to do sekretarza, by poskarżyć się na jakąkolwiek krzywdę, wypłakać. Pomaga - czy jesteś partyjny, czy nie.

Albo do księdza. Przyjazny, bliski swoim parafianom. Dobrym słowem pociesza, modlitwą wspiera, na miętową herbatkę do ogródka przychodzi, żeby porozmawiać. Pomaga, czy jesteś praktykujący, czy nie.

Dzielnicowy?
Wszystkim na osiedlu znajomy. Rozrabiających chłopaków  za uszy targa, albo palcem grozi.  Wielki autorytet. Szanowany i lubiany.

Lekarz?
Leczy babcię i dziadziusia. Leczy mamę i ojca. Leczy mnie i dziecko moje. Przez lata ten sam, w tej samej przychodni "pod schodkami". Po godzinach przychodzi z wizytą o każdej porze dnia i nocy. Nie potrzebuje kartoteki, ani wywiadu. Wiedzę o chorobach i życiu swoich pacjentów ma w głowie, a miłość do zawodu i swoich chorych w sercu.

Relacje? Ludzkie!
Chuligani pilnują psa dzielnicowemu, gdy ten w godzinach służbowych odwozi matkę do szpitala w innym mieście, dzielnicowy chuliganom pomaga wyrastać na porządnych ludzi.

Sekretarz pomaga księdzu zdobyć piasek i cement na remont kościoła. Ksiądz chrzci dziecko sekretarza.

Pielęgniarka pani Jasia bezinteresownie robi zastrzyki wszystkim potrzebującym na osiedlu, a chłopaki idą z szuflami pomagać Pani Jasi, gdy widzą, że krucha kobieta  węgiel zrzuca do piwnicy przez okienko.

Koty nakarmione, psy dopilnowane, można wyjechać na parę tygodni. Kwiaty nie zwiędną na pewno, a o włamaniu do mieszkania mowy nie ma! Dopilnują, jak swoje. Kochamy się wzajemnie, kochamy naszą dzielnicę, miasto, kraj. Patriotyzm w najczystszym wydaniu.


       Ten osiedlowy porządek burzy transformacja ustrojowa. Z jednej strony wszyscy jej chcemy. Z drugiej nie rozumiemy. To, co pokazuje telewizja, czy mówi radio, to wiadomości nie z naszego świata.  Bajki nie mające odzwierciedlenia w naszym codziennym życiu.Tu – na naszym osiedlu – świat  zupełnie inny. Nie ma euforii, nie ma nadziei, ludzie zaczynają narzekać, płakać, jest coraz gorzej... z każdym dniem...

       Ksiądz musi nienawidzić byłego sekretarza – dobrego przecież człowieka.  Kowalski musi się boczyć na Nowaka, bo jeden partyjnym był, a drugi związkowcem. Nie ma już podziału, jak u Pawlaka i Kargula na mądrych i głupich po prostu.

       Na  przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych  /zresztą i teraz także/ obowiązuje niezrozumiały dla nas podział na „tych” i „tamtych”. Tym bardziej niezrozumiały, że na świeczniku transformacji stoją także „tamci” i udają „tych”.

       Klub zamykają, teatr i kabaret się rozsypują, na ogródki działkowe wjeżdżają koparki i spychacze, na przydomowe - blaszane garaże. Pracujący tracą pracę, renciści i emeryci utrzymują całe rodziny. Pana dzielnicowego wymieniają – nikt nowego nie zna i nigdy nie poznaje. Przychodnię lekarską "pod schodkami" likwidują. Ukochany pan doktor otwiera prywatną praktykę i już nie odwiedza bezpłatnie swoich byłych pacjentów.  Pani Jasia musi za iniekcje brać po 10 złotych, bo w szpitalu, w którym pracowała nastaje ordynator z „tej”opcji i wyrzuca ją z pracy jako „tamtą”.
Świetny fachowiec, wykształcony, działacz solidarności, na plecach blizny po zomowskich pałkach -  także wyrzucony z pracy /z powodu "starości" - 57 lat !!!/ chociaż jest przecież „tym”. Staje w kolejce po „kuroniówkę” z tak zwanymi czwartakami o sinych z przepicia nosach, którzy pracy nigdy się nie imali. Przeżywa załamanie psychiczne, gdy syn go pyta:

- tato, o co ty walczyłeś? Nie wstydzisz się stać w jednym ogonku z tym marginesem?
- co zrobić synu, nie potrafię "kręcić" pod ladą.

       Z Warszawy wraca Januszek. Nigdy na państwowym chlebie. Od zawsze rzemieślnik z własną działalnością. Bibuła, wiece, odczyty, strajki. On często pierwszy, on często na czele. Przekonany, oddany, ideowiec. Przed transformacją żyjący skromnie, ale na poziomie. Dla nas - ludzi z powiatu - światowiec.
Przyjeżdża do mamy wycieńczony, chory. Bez pracy, renty, emerytury. Żeby żyć -  trzeba pracować. Żeby pracować - trzeba mieć zdrowie. Żeby mieć rentę, trzeba mieć pieniądze na „posmarowanie" orzecznikowi, a on tylko chory przecież. Zszargał  się w piwnicznych kryjówkach, na strajkach głodowych, w aresztach śledczych, gdzie nerki mu poodbijano kopniakami. Cóż dała mu Polska, o którą tak walczył? Nic! Nie dała i jeszcze zabrała! Mieszkanie przy Świętokrzyskiej, szanse na zarabianie pieniędzy i ratowanie życia. Dziś Janusz nie żyje. Gdy na Święto Zmarłych zapalam znicz na mogile, przez łzy widzę na nagrobnej tablicy napis:
„Janusz – ofiara drapieżnej transformacji. 
Też nie umiał brać z pod lady”.

Nowe - lepsze ciągle idzie... już 20 lat!  Czy dojdzie na Dyrekcję?

Ludzie trąca orientację.

Ludzie trącą poczucie bezpieczeństwa.

Ludzie nie wiedzą, co jest prawdą, a co kłamstwem.

Ludzie nie wiedzą, co robić, jak się odnaleźć w NOWYM, które nastało.

Pojawia się trwoga..

Beznadzieja...

Brak perspektyw...

Brak wiary w cokolwiek...

Wreszcie... umiera miłość. Zwyczajna, ludzka, sąsiedzka.

Umiera miłość do miasta i regionu, który staje się już nie tylko Polską „B”, lecz w mniemaniu niektórych młodych ludzi - „C”.  Młodzi uciekają. Do Polski "A" uciekają. Na wyspy wyjeżdżają. Kobiety do Włoch i Niemiec jadą sprzątać cudze domy, czy opiekować się chorymi. Gaśnie miłość do ojczyzny, a patriotyzm staje się wstydliwą wartością.

A ci, którzy zostali?

       Potworzyliśmy wspólnoty mieszkaniowe. Ratujemy to nasze życie, skupiające się teraz  na remontach zaniedbanego przez lata osiedla - wpisanego do rejestru zabytków.  Remonty drogie! Nie pokryjesz dachu tańszą blachą, byle tylko deszcz na głowę nie padał. Musi być oryginalna, ceramiczna dachówka i pozwolenie wojewódzkiego konserwatora zabytków.

W większości emeryci - do pieniędzy unijnych dotrzeć nie potrafimy...

Przyglądamy się, na co idą i...  serce się kroi... i łatamy dziury naszymi emeryturami.

       Jednak trwamy, idziemy dalej tą naszą ścieżką życia. Jak podczas spaceru z Podkarpacianką - raz z góry, raz pod górę. Żyjemy, tylko ideały zawieruszyły się gdzieś po drodze, tylko dalej dla siebie i naszej Dyrekcji nie umiemy brać z pod lady...

   
                 

       
... nie zachodź nam słoneczko!


Uzupełnienie, 29 lipca 2015 r.

Budownictwo i Architektura 6 (2010) 119-135


komentarze 

2 komentarze:

  1. Czy jest jakiś udokumentowany ślad, że projektanci Osiedla Dyrekcja Kolejowa założyli swoją koncepcje na planie orła? Żaden z dostępnych szkiców i zdjęć makiet nie potwierdza tej tezy. Co innego z Gmachem - patrząc na niego z góry można się doszukać pewnej stylizacji orła - schody wejściowe są jego koroną. I tylko tyle. Pamiętać też należy, że już na początku lat 20-tych opracowano koncepcję architektoniczną nowej dzielnicy Chełma o nazwie Nowe Miasto (od dworca kolejowa na południe aż do dzisiejszego cmentarza komunalnego) - na obszarze blisko 500 ha. Gdy pojawiła się koncepcja przeniesienia dyrekcji kolejowej z Radomia do Chełma - miasto z tego obszaru wydzieliło 50 ha (od dworca do ul. Granicznej) i na tym obszarze Kuncewicz z Paprockim zaprojektowali osiedle kolejowe - mniej więcej w tym zarysie, jaki znamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy istnieje, ale wskazuje na to opracowanie: "Osiedle Dyrekcja w Chełmie - ocena założenia" - Bogusława Szmygina i Macieja Trochonowicza - Politechnika Lubelska, Wydział Budownictwa i Architektury, Katedra Konserwacji Zabytków, zaprezentowane na międzynarodowej konferencji naukowej „Modernizm w Europie. Architektura pierwszej połowy XX wieku i jej ochrona”.

      Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarz. Pozdrawiem serdecznie. :)

      Usuń

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.