29 czerwca 2013

Szwajcaria. Szokująca?


*
Wsiadamy do pociągu w Szwajcarii i bagaże zostawiamy gdziekolwiek na dole piętrowego wagonu, sami zaś zajmujemy miejsca na górze, by podziwiać krajobrazy. Po dwóch godzinach schodzimy  i co widzimy? Bagaże są! Szok!


Turyści zostawiają ciężkie plecaki na przełęczy i udają się na spacer. Wracają po jakimś czasie, a plecaki, jak leżały tak leżą nietknięte. Szok!

Narciarz opiera narty o jakiś murek i wchodzi do sklepu na zakupy lub do restauracji. Wraca, a narty stoją. Szok!

*
Na niestrzeżonym parkingu ludzie zostawiają kabriolety. Nikt nie potnie tapicerki? Szok!

Widać dużo osób palących papierosy. Nigdzie nie poniewierają się pety. Szok!

Starszy pan pozostawia na stoliku w pociągu podłączony laptop i komórkę. Sam udaje się do toalety znajdującej się piętro niżej. Laptop spokojnie ładuje się pod nieobecność właściciela i ani myśli zniknąć. Szok!

Po rozstaniu z przewodniczką szwajcarską, sami musimy dojechać pociągiem do innego miasta oraz trafić do przystani, skąd popłyniemy statkiem. Odnajduje nas tam współpracownik przewodniczki, by zobaczyć, czy trafiliśmy i zapytać, czy wszystko w porządku. Szok!

Balkon mojego pokoju hotelowego wisi wprost nad wodą.  Z pierwszego piętra widzę, co jest na dnie rzeki, tak krystaliczna woda.  Szok!

Miejska strefa ciszy i spokoju nad jeziorem. Ludzie opalają się, czytają książki. Nie słychać głośnych rozmów, nikt nie gra w piłkę, nie kopci grillem. Szok!

Zabytkowy zamek otwarty nawet w nocy. Jesteśmy tam. Nikt nas nie przegania ani nikt nie plądruje zamku. Szok!

Jeśli walizka jest na kółkach, wsiadasz i wychodzisz  z pociągu, nie podnosząc jej. Po prostu wjeżdża i wyjeżdża. Szok!

Niepełnosprawny na wózku jest w stanie samodzielnie przemieszczać się. Poczynając od lotniska, poprzez stacje kolejowe, aż po przełęcze górskie pośród czterotysięczników. Szok!

Ludzie korzystają z bezpłatnych toalet. Na ścieżkach turystycznych w ogóle nie ma "min" przykrytych papierkami. Szok!

*
Autobus, którym mamy jechać, opuszcza przystanek. Wraca po kilku minutach z przyczepą na rowery. Okazało się, że do oczekujących na przejazd dołączyli dwaj rowerzyści. Szok!

Nawet na wiejskiej stacyjce kolejowej możesz odprawić swój bagaż oraz sprzęt sportowy. Przemieszczasz się więc na lotnisko bez tobołów, które odbierzesz dopiero w swoim kraju. Szok!

*
Możesz kupić jeden bilet na wszystko, co jeździ i pływa po całej Szwajcarii. Nie tracisz więc podczas zwiedzania czasu na bieganie po kasach biletowych i nie musisz się znać na tym, jakiego przewoźnika bilety na dany przejazd nabywać. Szok!

*
Walizki i sprzęt sportowy możesz odprawić na swoim lotnisku w kraju wylotu, a następnego dnia odebrać wszystko na docelowym dworcu kolejowym w Szwajcarii. Szok!

Samochody, które widziałam w mieście, jeżdżą tak jakoś dziwnie powoli. Szok!

*
Na ulicy stoją dzień i noc w szeregu nie przyspawane do niczego rowery. Szok!

Rozładowała ci się komórka, a chcesz nadać wiadomość tekstową SMS? Uczynisz to z budki telefonicznej. Szok!

Na chodnikach i  ulicach nie widać parkujących samochodów. Gdzie się pochowały? Szok!



*
Segregacja śmieci. Szok!




*
Thermal Canyon Leukerbad dostępny dla osób na wózkach inwalidzkich. To niesamowite, mieć możliwość zobaczenia z bliska środowiska naturalnego źródeł termalnych. Szok!


KLIK w zdjęcia - powiększa je.


26 czerwca 2013

Ścieżka z cudami natury, przełęcz Gemmi i termalne rozkosze w środku Alp

"Wer den Dichter will verstehen,
Muss in Dichters Lande gehenn"  
/Goethe/


Szwajcaria. Leukerbad
15 czerwca 2013 r.
       Pośród takich oto krajobrazów dochodzimy do ścieżki - metalowej kładki - zawieszonej w wąwozie na wysokości kilku metrów nad górskim strumieniem. Jesteśmy pierwszymi turystami „testującymi” kładkę po zimie. Jej uroczyste otwarcie po naprawach uszkodzeń uczynionych przez śnieg zaplanowane dopiero za kilka dni. To niezwykła oferta dla turystów. Bez niej nie każdy mógłby znaleźć się tak blisko  szumiących wodospadów i skał, których nagie majestatyczne szczyty inspirowały Goethego.





foto. Ula



       Wracamy ścieżkami pośród zieleni, nie gubiąc z oczu górskich szczytów.  Takich gór jeszcze nie widziałam. Są inne od znanych z moich dotychczasowych wędrówek. Może dlatego tak mocno działają na wyobraźnię. Aż chce się chwycić za pióro i zostać poetą. Zaczynam myśleć o człowieku i przeżywanym przez niego pięknie. Muszę tylko uważać, żeby nie zapatrzyć się „na amen” jak ta oto para.



KLIK w zdjęcia - powiększa je


Błogosławiony świat
który szczytami równa ludzi
gdy w plecaku niesione serce
mówi ”dzień dobry”  każdemu
gdy oczy skaczą
po krawędziach piękna 

/.../ I skały mają zapach słodki
Gdy cisza rozmawia z niebem /.../

Deklamuję sobie w myślach strofy, których autora nie pamiętam i... zalewam się łzami upojenia.


       Ogarniam się, pakuję do plecaka wzruszenia, łzy i  westchnienia. Czas wyruszyć kolejką linową na przełęcz Gemmi,  znajdującą się między szczytami  Daubenhorn  /2942 m/ i Rinderhorn /3448 m/. A tu? Znowu upajanie!


Podziwianie alpinistów

Upajanie wietrzne

Upajanie leżakujące

       Oprócz widoku na berneńskie i walijskie Alpy, w podziw wprawiają mnie alpiniści. Oko zawieszam także na plecakach leżących tu i ówdzie. Pozbywając się ciężaru, pozostawiają je na jakiś czas turyści udający się na szlaki przełęczy Gemmi. Niezwykłe to dla osoby nauczonej przyciskać wszelkie skarby do siebie i wręcz... "nienormalne"? Nikt tych plecaków nie ukradnie?

       Po południu relaks w basenach Lindner  Alphentherme. Tu jest bardzo dostojnie i dystyngowanie. Chyba jednak nie wtopiliśmy się w atmosferę dostojeństwa, hi, hi...

Zdjęcie ze strony: http://www.mojaszwajcaria.pl/kraj_wallis_leukerbad.php


23 czerwca 2013

Leukerbad. Uzdrowisko termalne w Alpach Berneńskich



KLIK w zdjęcia - powiększa je
      Z wielką nadzieją na sfałszowanie metryki urodzenia jechałam do Leukerbad w regionie Wallis. Tu można bowiem poddać się odmładzającemu działaniu wody termalnej w samym środku krajobrazu górskiego. Z widokiem na ośnieżone szczyty Alp rozkoszować się ciepłem wodospadów, biczy, jaccuzi i termalnych basenów. Już Rzymianie o tym wiedzieli i dlatego byli piękni i młodzi.
Miasteczko Leukerbad ma historię sięgającą IV wieku przed naszą erą. Nękane i niszczone kilkakrotnie przez wielkie lawiny, ciężką pracą i siłą ducha mieszkańców zawsze podnosiło się z ruiny.  Cicho tu i spokojnie. Powietrze czyste. Domy ogrzewane są wodą termalną. Ulice zawsze pozbawione lodu i śniegu, ponieważ zimą spływa po nich ciepła woda. Można też ogrzać się przy ekranie termalnym ustawionym na centralnym placu miasteczka.



Szybko kwaterujemy się w  Linder Hotel  & Alpentherme.
Z pokoju mam widok na baseny.






Nasz miejscowy opiekun i przewodnik pokazuje wejście do kompleksu basenów termalnych, w których będziemy się rozkoszować ich dobrodziejstwem, po czym udajemy się na spacer.









Ciekawostka. Spichlerz z wmontowanymi kamieniami 
uniemożliwiającymi myszom wejście.




Wieczorem centralny plac, zastawiony stołami oraz stoiskami z jedzeniem, zapełnia się mieszkańcami. Występują lokalne chóry i zespoły taneczne. Na scenie śpiewa także nasz przewodnik Florent z Leukerbad Tourism. Do tańców włączają się widzowie. Pląsają na scenie i na ulicy. My tymczasem wcinamy sponsorowaną kolację w pobliskiej restauracji. Wybieramy z  menu, co tylko dusza zapragnie.






       Rankiem - następnego dnia - wycieczka krajobrazowa elektrycznymi rowerami, na których bez trudu można pokonywać wzniesienia i z uśmiechem jechać pod wiatr, odmładzanie w SPA, lub spacer i posiaduszki pod drzewem z widokiem na cudną "tapetę".



21 czerwca 2013

Szwajcarzy i Polacy

Zakochałam się nie tylko w krajobrazach.


       Zawsze byłam, jestem i będę przeciwna opowiadaniu o ludziach, jeśli obgadywanie wykracza poza to, co sami o sobie publicznie mówią. Tym razem złamię swoje zasady. Nie mogę! Nie mogę po prostu się powstrzymać. Plotki dotyczą szwajcarskiej „misji”  Media Trip Poland, a o tym pisano i nadal pisze się, więc nie ma jakichś specjalnych tajemnic związanych z wyjazdem do Szwajcarii. Może poza niewielkimi, jak taka np: nie udało mi się znaleźć Szwajcara, który by mnie przygarnął do przycupniętego na stoku alpejskim drewnianego domu.
Szwajcaria
Skłonna byłam w pełnym poświęceniu rąbać drewno na opał do kominka i równo - ze szwajcarską precyzją - układać polana w stosy, zrywać w pocie czoła winogrona, pielęgnować, lepiej niż wszystkie zadbane w Szwajcarii poletka, przydomowy ogródek. Nawet mogłabym paść się z fioletowymi milkami na łące, byle tylko z widokiem na Alpy.
       
       Zacznę od polskich blogerów - „Wielkiej Czwórcy” nagrodzonej wycieczką do Szwajcarii. Myślę, że Czytelnik potrafi odróżnić to, co z przymrużeniem oka, od tego, co poważnie potraktować należy. Nie będzie to żadna ocena, a jedynie wybrane obrazki z wycieczki oraz moje subiektywne, przelotne spojrzenie na ludzi.

Blogerzy

Ula
... urokliwa - wyglądająca na szesnastoletnią dziewczynkę - kwiatuszek, zupełnie nie nadawała się na posyłki do sklepu, ponieważ ekspedienci legitymowali Ją przy zakupie wina i piwa. A tak się dobrze zapowiadało, że będzie się kim „wysługiwać”.  Zawsze tak było na obozach wędrownych, że najmłodszy biegał po zakupy. Ula najlepiej potrafiła znaleźć jedyny otwarty wieczorem sklep w mieście.

Ania
... miła - sąsiadka z fotela w samolotowej business class, nad chmurami wybrała mi na posiłek pyszny ryż ze szparagami i najlepsze wino. Skąd ona wie, co dobre na pokładzie samolotu? W pociągach wciągała w rozmowy o literaturze, dzięki czemu podróże upływały szybciej, niż rozkład jazdy przewidywał. W ostatnim dniu wycieczki, choć tęskniła za Mężusiem, swoim Jajem i kotem, wciąż obecna z nami.

Peradon
... złoty - otrzymał ksywę „Złoty”. Na nic to, bo złoto ma polską literę w nazwie, a „ł” nieobecne w internacjonalnych komputerach - żartowałam. I co? I nie przeszedł przez bramkę! Gwizdało i piszczało na całe lotnisko. Trzeba było ksywę zmienić.

alElla
... ślepowata - nie miała dobrych okularów. Zamiast guzik z napisem „kawa” przyciskała światełko. Nie znajdowała toalety na lotnisku, bo świecące napisy były w jej oczach niczym szlaczki. Dla szwagra wzięła po omacku piwo bezalkoholowe, zamiast najlepsze - wysokoprocentowe. Gdziekolwiek wymagana była umiejętność czytania, potrzebowała pomocy. Przyrzekła jednak, że przed kolejną wyprawą uda się do okulisty i nie będzie się już nigdy nikim wysługiwać.


Opiekunowie „Czwórcy”

Marta /Switzerland Tourism, c/o Ambasada Szwajcarii/
... wysportowana - doskonała organizatorka i kumpela. Zarażała aktywnością, uprzejmością i uśmiechem. Troskliwa! Różnym ludziom w grupie trudno przecież dogodzić - każdemu po równo, a jednak inaczej - choćby ze względu na zróżnicowanie wiekowe i kondycyjne. Ona potrafi! Z łatwością i wdziękiem. 

Miłosz /Grupa Onet.pl S.A./
... zniewalający głosem - smakosz wyszukanych potraw. Też tylko dobrze można o Nim plotkować. Mam nadzieję, że znowu ogłosi konkurs podróżniczy, by dać szansę na powtórkę wycieczki w tak doborowym  towarzystwie.


Szwajcarzy

       Sprawiają wrażenie, jakby nigdzie nie spieszyli się i nie mieli żadnych problemów. Na twarzach wymalowana pogoda ducha. Czułam od Nich ciepło i widziałam poczucie humoru, a przecież żyją w kapryśnym klimacie i mieszkają na trudnym do opanowania terenie. Uprzejmość na każdym kroku! Otwarci na inne nacje, a jednocześnie pielęgnują własne tradycje. Muszą też kochać piękno, które Ich otacza, bo troszczą się o nie. Pokazują je turystom, a krajobraz nie jest zadeptany. To sztuka - odpowiednio zorganizować turystyczne ścieżki. Ich szacunek do przyrody udziela się turystom. Dbają, by odwiedzającym Szwajcarię było lekko i wygodnie oraz przyjemnie.

Nie mogę w tym miejscu nie wymienić imiennie niektórych wspaniałych Osób:

Pani Elisabeth - Przewodniczka po mieście Thun
Pani Martina -  Interlaken Tourism
Pani Brigitte - Przewodniczka - Jungfrau, Top of Europe
Pan Florent - Leukerbad Tourism
Pan Remo - Interlaken Tourism 

Thank you very much!


Wszyscy poznani na wycieczce

... barwni i kochani. Eleganccy w manierach, a jednocześnie swoi. Upajający pozytywną energią - taką dawką, która wystarcza na długo i jeszcze dłużej... 
W mojej pamięci, każda chwila spędzona z wymienionymi Osobami pozostanie jako uroczysta. W codziennym życiu nie ma się takich w nadmiarze, a poza tym, słowo ”uroczysta” jest bogate w znaczeniu i złożone jakby z dwóch innych słów - urocza i czysta. Jak Szwajcaria.  Wiwat! 

Dziękuję bardzo! Chcę jeszcze!


18 czerwca 2013

Jungfraujoch - Top of Europe

KLIK i LUPA - większy obraz
        W szwajcarskich Alpach na wysokości ponad 3450 metrów znajduje się najwyższa stacja kolejki zębatej w Europie. Słyszałam o niej, nawet sobie wyobrażałam, bo w Polsce widziałam kolejkę zębatą w Górach Sowich. Nie mogłam jednak pojąć, jak pociąg może wjechać aż tak wysoko trasą o nachyleniach 25 procentowych? W Seroraju wszystko jednak jest dla ludzi. Także piękno alpejskich szczytów i  przełęczy, gdzie indziej dostępnych tylko dla oczu alpinistów.

Adolf Guyer - Zeller 
i jego wizja /1893/ kolejki górskiej
         
Pewien szwajcarski przedsiębiorca oglądanie z bliska szczytów czterotysięczników oraz pobyt na lodowcu umożliwił  wszystkim. Może je podziwiać każdy turysta, nawet osoba niepełnosprawna. Już sama wizja kolejowej trasy jest fenomenem, a co dopiero jej budowa...

Dzięki Zellerowi jedziemy na Top of Europe! Mamy doskonałą przewodniczkę, która angażowana jest tylko do grup vipów i przedstawicieli mediów. Tak też się czujemy. Zarezerwowane mamy miejsca w pociągu, a na szczycie stoliki w restauracji z widokiem na lodowiec.






Kolej zębata - z dodatkową szyną zębatą
 umieszczoną pośrodku toru.




      Ze łzami wzruszenia i otwartą buzią oglądam podniebny pejzaż z platformy widokowej, a także stąpając po zlodowaciałym śniegu. Próbuję zrobić orła, ale śnieg zbyt twardy. Jesteśmy nie tylko na lodowcu, ale także w jego wnętrzu. Przemieszczamy się tunelem lodowego pałacu, mając nad głowami 20 metrów lodu. 



Fotografujemy miejsce, 
w którym masy lodowcowe stykają się ze sobą.



       Podróż kolejowa na Jungfraujoch to doświadczenie niesamowite. Widoki, dla opisania których poety potrzeba. Odsyłam do Jana Kasprowicza - Z wichrów i hal - Z Alp - Na lodowcach Aletschgu, Jungfrau.

       W drodze powrotnej z Top of Europe jeszcze chłoniemy! Dopijamy! Dojadamy wzrokiem! Jak najwięcej! Jak najpełniej! Jeszcze! I jeszcze! Żeby nasycić się do woli. A potem... Potem na długo zachować pod zamkniętymi powiekami...

Jesteśmy coraz niżej, a Jungfrau w dalszym ciągu...
(...)
Tak przędzie so­bie tkań,
ze śniegów tkań promi­en­ną,
Mil­czą­cych pani skał,
ta Jungfrau  niewzruszona. /Jan Kasprowicz/

Miłość od pierwszego wejrzenia

S z w a j c a r i a



       Widok, jakiego nie udało mi się sfotografować, a jest jednym z tych, które sprawiają, że czuje się w brzuchu motyle,  chce się objąć, przytulić i wycałować, za zgodą Pani Martiny - Manager Sales Promotion - Interlaken Tourismus - Switzerland, pobrałam ze strony:

www.interlaken.ch/picturedownload.
Oto ten krajobraz:
Interlaken, panorama

A to moje zdjęcia /pokaz slajdów/:



Jeśli nie działa pokaz slajdów - KLIK w ten obrazek:
Szwajcaria



9 czerwca 2013

Co mi dasz Szwajcario?

Trelewierszyk - "wybitny" gatunek literacki zrodzony na blogowym łonie.



   Dla Ciebie
   Wygląd zmieniłam
   Dla Ciebie
   Plecak kupiłam

   Dla Ciebie
   Stroje czerwone
   Dla Ciebie
   Łydki zgolone

Dla Ciebie
Pazury piłuję
Dla Ciebie
Franki drukuję

Dla Ciebie
Pilotkę ubiorę
W czerwcową
Upalną porę

Trala liliż
Trele lasz
A co Ty 
Szwajcario dasz?

Trala lili
Trele bęc
Od emocji
Można pęc!

8 czerwca 2013

Komentarze wierszem pisane



Komentarz Liryka w Księdze Gości

Szanowna Pani Giselle
Masz Ty wigor jak widzę
Masz oko i niezły cel
I globtroterską wizę

Chyba się tu przeniosę
Nowy założę majdan
Resztkami woli znoszę
Jarzmo WP i kajdan

Albo... gdzieś w marokańskim
Rozwinę skrzydła kącie
Może w miejscu beztroskim
Byle z kulturą bądź gdzie

Może;
Zielone wzgórza Arktyki
Stworzę wybranym gwaszem
Albo wyrzeźbię attyki
Słowem lub cięcia pałaszem

Lubię czerwony piaskowiec
Takowy mam brus przy chacie
Napędzam go korbą kręcąc
Wzrok wodząc jakby w kieracie

Do tego potrzebny jest tlen
I wola nie krępowana
Dlatego jak mu tam.. ten
WP niech sobie tam kona.



Komentarz Roadmana do tekstu

Z przedstawionej definicji i wpisów wynika
że wielki jajcarz z Wielbłąda Gniazdownika 
Ja swoje trzy grosze dorzucę jeszcze szumnie 
"Wielbłąd Gniazdownik" to brzmi bardzo dumnie


Komentarz Hanny do tekstu

Katarzyna wróży
nie tylko cnotliwym,
wróży uwodzącym,
wróży i kochliwym.

Gdy ciemną nocką
koguta wyśnisz,
nici ze ślubu
tak kawaler myśli.

Gdy ciemną nocką
przyśni się kura,
będzie wesele,
i kawaler hula.

Panna czy wdówka
to sprawa wtórna,
jedno jest ważne-
by była jurna.

Takie wróżenie
to sprawa ważna,
młoda czy stara-
ma być posażna.

Takie wróżenie
jak z ziaren maku,
mądry kawaler
nie zna absmaku. 



Komentarz Hanny do tekstu

Niezwyczajny Pan Listopad,
słońce promieniami grzeje,
piękny spacer Ellu miła,
wietrzyk chyba lekko wieje.

Drzewa listki pogubiły,
dały nam odsłonę nową,
widzę jak niespiesznie idziesz
na tę Górkę, tę Zamkową.

Twoje zdjęcia są przepiękne,
wszystko to zachwyca,
mnie mocno za serce ujęła
ta stara, bielutka dzwonnica.

Mur kamienno ceglany,
latem w pnączach cały,
choć teraz golusieńki
to nadal doskonały.

Może kiedyś w przyszłości
będę na Chełma ulicach,
pójdę na spacer powolny
i będę się zachwycać.


Komentarz Hanny do tekstu

Moja miła Ellu
a ja Ciebie chwalę
bo swe miasto kochasz,
co nie dziwi wcale.

Mało do tej pory
o nim wiedziałam,
przeczytałam bloga,
mądrzejsza się stałam.

Polubiłam Bielucha
co podziemi strzeże,
pyszny biały serek
aż ochota bierze.

Misia Ogrzewacza
za ciepłe objęcia,
listkowe różyczki,
okolic piękne zdjęcia.

Napisałaś kiedyś,
że net jest potęgą,
miałaś rację Ella,
on otwartą księgą.

Komentarz Hanny do tekstu

Ile Turcji mamy w Turcji
ile cukru mamy w cukrze
takich pytań ciągle dużo
tak jak ziaren jest w makutrze.

Plaże piękne lecz niestety
tłok, prywata i kamienie
jak przyjadę do tej Turcji
w mig to wszystko im odmienię.

Ja nie boję się Zabita
chociaż nazwa dość okrutna
zniosę plażom tą prywatę
i nie będzie Ela smutna.

Będzie z siostrą spacerować
poprzez wolne, puste plaże
ja bym chciała Elu miła,
nici z tego tylko marzę. 


Komentarz Hanny do tekstu

Płonąca choinka
to może być wabik
jak strażnik podpala
a nie mały szkrabik.

Nieźle kombinuje
pewnie nie jest gapa
oprócz tej gaśnicy
była pewnie kapa.

Byłby afront mały
gdyby miast choinę
traktował gaśnicą
niewinną dziewczynę.

Żyrandol i majtki
to niezła ozdoba
każdy chce zawiesić
co mu się podoba. 


Komentarz Hanny do tekstu

Pachnąca choinka mieni się złotkami,
stoi strojna w kącie i tęskni za nami.
Na niej jest lameta, bombki kolorowe
i sople z cukierków, aż odbiera mowę.

Na stole obrusik a pod nim jest sianko,
talerze odświętne, nie w głowie spanko.
Barszcz i zupa rybna, uszka i kapusta,
są też makówki, aż śmieją się usta.

Ten jeden raz w roku zapomniane błędy,
uśmiechy radosne, śpiewanie kolędy.
Opłatek w ręku, składamy życzenia,
zdrowia i radości co życie odmienia.

Nie mamy Gwiazdora a Dzieciątko mamy,
ono niesie prezent na który czekamy.
Czasy się zmieniają, Tradycja została,
być razem w Wigilię to radość nie mała. 


Komentarz Hanny do tekstu

Kiedy dobrze ktoś zarządzi
dobrze go wyborca sądzi.
Gdy otwarty, przebojowy
o przegranej nie ma mowy.

Składam szczere gratulacje,
ciesz się Ella bo masz rację.
Mądra musi być niewiasta
kiedy dobrze chce dla miasta.

Chełm jest dobrze zarządzany,
cudem rzadko spotykanym.
Nie chcesz iść na koniec świata
kiedy rządzi w nim Agata.


Komentarz Zoli do notki

Byłaś pod palmami.
Pierzastymi osłonami.
Słonko mocno grzało
i opaleniznę dało.:)))
Co to za różnica
w tej opaleniźnie?
Czyżby jedna nóżka
była w bieliźnie?
Widok fasonowy.
Chyba eksportowy.
Dobrze Elluś
że już przyjechałaś
oraz piękne zdjęcia 
nam ofiarowałaś:))) 


Komentarz Hanny do tekstu

Takich miłych blogów
nie ma dużo w necie
a Twój Ellu Miła
jak pachnące kwiecie.

Taki piękny i ciepły,
że serce się cieszy
bo Twój blog Ella
niejednych ucieszy.

Omijaj delete
szerokim łukiem
bo nasza radość
upadłaby z hukiem.

Rzadko kiedy chwalę,
tu robię wyjątek
bo Twój blog Ella
to ciepła majątek.

Teraz się kłaniam,
pozdrawiam szczerze,
będę wpadać często
tu mnie radość bierze.