22 czerwca 2020

Resistiré 2020 - Video Oficial

Przetrwam i to!




Polską wersję "Resistiré" śpiewa dla nas 
Ambasador RP  w Hiszpanii
- Pani Marzenna Adamczyk.




Przetrwam i to! Karaoke.

31 maja 2020

Niechciane nietryby*/


*/ niepoprawna - łączna pisownia niektórych słów  z partykułą  ”nie” -  zamierzona.

       Wraz z zakończeniem (?) pandemii koronawirusa i  zaszczepieniem (?) wszystkich przeciwko Covid19, o czym świadczy zrzucenie maseczek, które - jako w niczym niepomocne lecz obowiązkowe - mieliśmy nosić do czasu pełnej wyszczepialności obywateli, zakończył się u mnie okres grzewczy przedłużony o zimny miesiąc niemaj. Wszystko oczywiście bez żadnego trybu. Nawet rozgrzewające niekampanie niewyborcze są niby nieprowadzone przez niekandydatów na Prezydenta, a niedatę wyborów czerwcowych ogłosił niemarszałek w nietrybie niekonstytucyjnym. Nieoficjalnie w zanadrzu czają się w tej niedacie niewybory.

fot. alElla
       Zwykle tuż po zamknięciu na trzy spusty kominka, rozpoczynałam przygotowania do podróży. W tym roku przygnębia mnie niepakowanie walizki, nieszycie nowej plażowej sukienki, niekupowanie kremów z filtrami. Już, już... 
Zamierzałam utworzonym korytarzem sanitarnym wyskoczyć pod jakąś dorodną palmę rosnącą nad ciepłym morzem, gdy ogłoszono, że Polacy są mile niewidziani. Jak to? Dlaczego? Co to za niesprawiedliwy nietryb?! My, którzy najlepiej na świecie radzimy sobie z epidemią?! Za karę wpisuję to państwo, co mnie nie chce, na czarną listę niekrajów nieturystycznych.

       W chwilę później wpadłam w tryb nieżałowania niewyjazdu. Zobaczyłam bowiem pod palmami i na plażach budowę zasieków i boksów ze szkła lub plastiku. Powstają nieprzestrzenie kabinowe dla niemądrych? Phii, to ja mam lepszą kabinę w łazience.

       Na razie, w tym nieciepłym niemaju, siedzę sobie cichutko w nieogrzanym domu i czekam na lepszy czerwiec, który już zmierza do nas od zachodu okrężną drogą przez Morze Północne. Wybory jeszcze zamrożone przez wschodni niż, ale mam szansę na ogrzanie się na odmrożonym pandemicznym weselu, które - oby - nieweselem nie okazało się.

Jestem tak osłabiająco zdezorientowana, że nawet nietupnę nóżką, nieO!
Najważniejsze, aby w tym wszystkim - w żadnym trybie - niezgłupieć!


23 maja 2020

Efekt HALO wokół słońca

Wyjątkowe zjawisko optyczne zaobserwowane 23 maja 2020 r.

Halo na niebie w południe:



Halo na niebie kilkanaście minut po godzinie szesnastej:



       W domu także działo się coś niezwykłego. Nigdy wcześniej  nie widziałam takich refleksów świetlnych na ścianie:




14 maja 2020

ŚWIĘTO 483. NOTKI


Chcę mieć blogowy jubileusz, o! 

Chcę mieć wirtualny tort. 
Chcę czytać wyrazy uznania.
Chcę odbierać gratulacje.
Chcę słyszeć owacje.

Mogą też być wszelkie inne jubileuszowe atrakcje,  ale w żaden sposób  nie udaje się znaleźć jakiejś okrągłej liczby. Kiedy już miało być okrągło, to wszystko się zakałapućkało z powodu panicznego przenoszenia notek na nową platformę blogową, ponieważ poprzednia wprowadzała jakieś dziwne rewolucje, w czasie których znikały zdjęcia i komentarze a nawet całe posty. Poprzestawiały się daty, zaginęła publikacja inauguracyjna z mottem „Iść drogą Maat. Czynić Maat.”  i w rezultacie nie wiedziałam, na kiedy datować początek swojej przygody z blogowaniem.
- Trudno! - Pomyślałam.

Zaraz też dopowiedziałam sama sobie, że uroczystość zorganizuję z okazji okrągłej liczby postów. Ambitnie zaplanowałam 500, ponieważ taka liczba ładnie wygląda. Nie mogę jednak do pięćsetki dociągnąć. Wiele publikacji o Hiszpanii ukradziono mi, więc je usunęłam, ponieważ nie byłabym w stanie udowodnić swojego autorstwa, gdyby złodziej zechciał włóczyć się ze mną po sądach. Niektóre artykuły zostały zhejtowane przez tysiące komentarzy zupełnie nie na temat. Dwadzieścia siedem notek nigdy nie ujrzało światła dziennego i spoczywa w szkicach roboczych.



       Jak można zauważyć na liczniku w bocznym panelu po prawej stronie, online bywało na blogu po trzy tysiące osób. Przecież nikt nie uwierzy, że taka rzesza ludzi zainteresowała się moją pisaniną do tego stopnia, że zapragnęła dyskusji na dany temat. Wszystkie zhejtowane notki usunęłam więc, aby nie zakłócały świętego spokoju, jaki przy kominku cenię sobie najbardziej. W dodatku obiecałam bezpieczeństwo Posiaduszkowiczom, a tego nie dało się zapewnić parą rąk i jedną klawiaturą przy agresji setek trolli. W życiu realnym także kocham spokój, kulturę i bezpieczeństwo.  Lubię też wszystko, co ładne i miłe oraz reakcje z dystansem i poczuciem humoru. Przeciwne do mojego zdanie, gdy jest wyrażone spokojnie i bez zacietrzewienia, a także krytykę, gdy jest konstruktywna, przyjmuję jak najbardziej. Uważam bowiem, że różnice nie powinny złościć i dzielić, a skłaniać do owocnej wymiany poglądów. Jesteśmy tak piękni, bo różni, o!

       Ogarnęło mnie zniecierpliwienie długim oczekiwaniem na jakiś jubileusz. Biorąc pod uwagę, że piszę coraz mniej i publikuję rzadziej, w ogóle mogę nie doczekać się okrągłości.

Niniejszym ogłaszam więc

POSIADUSZKOWE
ŚWIĘTO 483. NOTKI
czyli „JUBILEUSZ PIĘTNASTONOCIA  /4 + 8 + 3 = 15/   

i zapraszam na dwa torty, bo nie mam jednego.

Zarówno czarny, jak i biały - może być smaczny, słodki i zdrowy.

       Pięknie dziękuję stałym Posiaduszkowiczom oraz wszystkim przelotnym i przejezdnym Gościom za dotychczasowe wizyty, komentowanie, ciekawe, pouczające i rozszerzające horyzonty dyskusje, a także psoty na manowcach i zabawy słowem. Proszę o jeszcze i serdecznie pozdrawiam. 

10 maja 2020

Poetycki lek na niemoc

Jak moskalikowy prezent pomógł twórczą moc wzmóc?


       Jak dostać prezent? Nic prostszego. Trzeba poprosić. Potem już tylko czekać na spełnienie obietnicy, która zwykle pojawia się w odpowiedzi na wyrażoną zachciankę. Czasem obiecanka bywa rzucana dla świętego spokoju  i na odczepnego, jak dziecku, które prosi o jedenastą lalkę lub dziewiątego smartfona.
Mnie obiecano na mur - beton i w krótkim czasie podarowano to, o co poprosiłam.
Tak więc mam!
A było to tak.

       Na blogu „Zlepek klepek albo beczka śmiechu” w notce „Klub poetów niepokornych” autor o nicku Optymista opublikował kilka własnych moskalików.

Wiem, że moskalik to taka forma rymowanki o układzie rymów abab, w której w dwóch pierwszych wersach przedstawia się jakąś opinię wyrażoną przez kogoś, przy czym przeważnie pojawia się nazwa narodu, grupy społecznej, plemienia...
Natomiast w wersie trzecim i czwartym zawiera się groźbę dla wygłaszającego daną ocenę oraz miejsce, w którym  „miecz Damoklesa” dosięgnie tego, z kim autor wierszyka nie zgadza się. Zamierza zrobić mu po prostu łomot na określonym terytorium lub w obiekcie i jego okolicy,  zazwyczaj związanymi z kościołem, ale niekoniecznie.

       Poprosiłam Optymistę, aby zechciał stworzyć moskaliki  z nazwą mojego miasta lub jego mieszkańców.


Obiecałem ci moskaliki chełmskie, proszę bardzo:




I.
Temu, co powtarza zdanie,
Chełm to miasto jest regresu
wnet uczynię mózgu pranie
na zajezdni Pekaesu.

II.
Ten co wkoło rozpowiada,
że Chełmianom brak mądrości,
niech na rower jutro wsiada
i odjeżdża, bo mnie złości.

III.
Temu, który głośno krzyczy,
że Chełm miastem bez przyszłości
za kościołem reformatów
sam policzę wszystkie kości. 


       Ja także, dla rozweselenia siebie samej, w pandemicznym dniu ogólnej niemocy, spróbowałam swoich sił w moskalikowej sztuce rymowania. Muszę przyznać, że jest to dość trudne. Łatwo jednak poprawia nastrój i wypełnia czas.

I.
Kto powiada, że Chełmianie
Źle się uczą i są głupi
Tego zdzielę na polanie
Tam gdzie pałac jest biskupi

II.
Kto drwi sobie, że Chełmianka
Jest niezgrabna oraz brzydka
Temu zmiażdżę krok z kolanka
Za kościołem księdza Dzidka

III.
Kto rozgłasza, że Polacy
Nie są wcale talentami
Temu pałą dam po glacy
Pod wszystkimi kościołami

* * *

Po wymyśleniu /przez Bet/ dla moskalików chełmskich nazwy CHEŁMIKI, zabawa rozkręciła się na dobre.


Kto powiada, że Chełmianek
Nie da ubrać się w bikini
Temu na łbie zbiję dzbanek
Na dziedzińcu przy świątyni.

Kto powiada, że Chełmianie

Nie są zbyt aktywni w łożu
Temu sprawię tęgie lanie
Przy kapliczce na rozdrożu.

Kto powiada, że Chełmianie

Drzewo noszą wciąż do lasu
Temu pałą się dostanie
Przed siedzibą Caritasu.

5 maja 2020

Odkwaszanie po porannym spacerze


       Po długim siedzeniu w domu i marszach jedynie od okna do okna, postanawiam udać się w plener, by naoliwić tryby w stawach oraz kręgosłupie, a także zobaczyć, co w czasie pandemii koronawirusa porabiają drzewa, ptaki i robaki...





       Na spacerze jest zwyczajnie, może nawet nieładnie. Trawa anemiczna, albo całkiem sucha. Zaniedbane opłotki i ścieżki. Ani jednej mrówki, pasikonika, termita, szczypawki, czy ślimaka.
- "Tak, tak... Robaczków brak. Tuk, tuk, tuk... Niech się stanie robaczkowy cud. Suchość czuję, suchość!" - Narzeka spacerujący tuż koło mnie ptak.



       Zamiast uskrzydlenia i upojenia, z każdym krokiem doznaję skwaszenia. Skwaśniała otaczającą mnie brzydotą i przyrodniczą biedą, zaczynam kontemplować niezwyczajną zwyczajność i - spoglądając na wieżę Sanktuarium w oddali - odkrywam, że ziemia jest jednak płaska.



- Też tak sądzisz bzowy krzaku sięgający błękitnego nieba? 



- „Nie! Nie! Nie!” - Krzyczą napotkane mlecze. - „My tego tak nie widzimy, bo znalazłyśmy się w rozkroku”.



       Po powrocie do domu nie tylko widzę w lustrze kwaśność na swojej twarzy. Zakwasy dają się we znaki także w nogach. Trzeba więc zrobić odkwaszanie, by poprawić nastrój. Poczytam wiersze o kwitnących bzach - pomyślałam. Wpisuję do wyszukiwarki google frazę „bez w poezji” i na pierwszej wyświetlonej stronie czytam, że... Bez poezji też da się żyć. Ot,  masz babo placek!



Na szczęście, jest także wiersz niezapomnianej autorki tekstów piosenek, pisarki, reżyserki i poetki  Agnieszki Osieckiej.

       Bez

Przyniosłeś mi bez pięciolistny
w klapie od marynarki.
Świecił jak absurd czysty.
Jak order. Albo jak antyk.

Zakwitł zwyczajnie, jak wszyscy,
gdzieś na świętego Andrzeja...
Tylko od innych był tkliwszy.
Jak uśmiech. Albo nadzieja.

Bez pachniał bzem najczęściej
i przekwitł o swojej porze.
Zostało mi po nim szczęście
w liliowo bzowym kolorze.

16 kwietnia 2020

Wznowienie wiosennego postu z 2014 roku

    Zwykle o tej porze roku, uzbrojona w aparat fotograficzny i z otwartą na piękno duszą, udawałam się na polowanie, aby ustrzelić cuda wiosennej przyrody. Obecnie, z powodu szalejącego koronawirusa, poddana ogólnonarodowej izolacji, zdana jestem na obserwowanie świata tylko przez okno. Trudno w takich warunkach nawet rozpoznać porę roku, skoro za oknami mam choinki. O ile zimą ich zieleń prezentuje się pięknie, o tyle teraz mniej się podobają. 

Tesknię za drzewami obsypanymi kwieciem, o!


Wiosna, ach to ty...

26 kwietnia 2014

       Wiosna przyjechała furą w asyście dwóch woźniców. W gwarze ptasich treli zeskoczyła z wozu, zaszurgała białymi pantofelkami, zakołysała  biodrami i kwiatami ogrody przyozdobiła. Trochę kwiecia poskąpiła. Niewiele go na wsi, w której gościłam. Częściej widuje się iglaki, tuje i strzyżone trawniki. Zachwyciłam się starą wiśnią za pannę młodą przebraną. Buchnęło, zatrzepotał na wietrze muślinowy welon i uniósł się pod niebo. Pospiesznie przybyli weselni goście, by spijać nektar z tysięcy kielichów. Gwar... gwar! Śpiewy... śpiewy! Tańce... tańce! Upajanie... upajanie! Wszechobecne, nieustanne bzykanie! Aż staruszce w białej sukni z czuba dymiło.     


 KLIK powiększa zdjęcia.

       Fiu! Fiu! Wyśpiewyłał ptak, z góry podziwiając różowy migdałowiec. Na pięciolinii z drutów kreśliły się niewidzialne, ale słyszalne nuty wiosennych hymnów. „Viktoria”- na znak potęgi Imperium Wiosny - kwitnący krzew odpowiadał.
  


       Koniki poszły do pracy, a ja aż do zmroku, upajałam się tym radosnym weselem... I jeszcze raz, i wciąż, i w kolejne dni... Na niekończących się, z dnia na dzień piękniejszych, poprawinach.

8 kwietnia 2020

Wielkanoc 2020

Jeszcze  będzie  dobrze!


Drogim Posiaduszkowiczom 
oraz wszystkim podróżującym 
po sieci Gościom

życzę

zdrowych i spokojnych Świąt Wielkanocnych
oraz  optymizmu. 


#Palma i fot. alElli

Jeszcze  będzie  dobrze!  

*Na świąteczny stół - wiosenny sos wielkanocny*

       Szklankę majonezu wymieszać z rozpuszczoną w odrobinie wody łyżeczką żelatyny i połączyć ze szklanką ubitej śmietany. Do tego dodać drobno posiekane białko z 2 - 3 jajek ugotowanych na twardo, 2 łyżeczki musztardy, 2 pęczki drobno posiekanego szczypiorku /albo mniej - według uznania/, dwie łyżki drobno posiekanej naci pietruszki, 1 drobniutko posiekaną cebulę /poczekać, aż się zsiusia i wycisnąć w lnianej szmatce/, łyżeczkę świeżo utartego chrzanu i sok z cytryny. Dodać szczyptę soli i cukru pudru do smaku. Można też dodać do sosu parę posiekanych listków  młodego szczawiu i szpinaku, jeśli już rośnie w przydomowym ogródku.
Przed podaniem sos powinien dojrzeć w chłodnym miejscu przez co najmniej dwie godziny. 

Jeszcze  będzie  dobrze!

5 kwietnia 2020

Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie

Ballada z repertuaru zespołu Tilt.  Autorem słów i muzyki do piosenki "Jeszcze będzie przepięknie" jest Tomasz Lipiński - lider zespołu. 





       Pomysł na piosenkę zrodził się podczas wizyty Tomasza Lipińskiego w Moskwie pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku. Artysta odwiedził dom towarowy na Placu Czerwonym, gdzie zauważył kobiety tłoczące się przy ladzie. Wtedy,  jakiś starszy człowiek, który też tam się znalazł, pokręcił głową i powiedział: „dziewuszki, szto wy? Jeszcze budiet priekrasno, jeszcze budiet normalno”.
Tekst piosenki odnoszono jednak do wydarzeń w Polsce z 1989 roku. Obecnie - w czasie pandemii koronawirusa - utwór nabiera nowego znaczenia. 

Słowa "Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie
niech staną się naszym przesłaniem.

29 marca 2020

Siedź w domu oraz idź na wybory!

#pandemia, #koronawirus, #wybory2020

       Skoro partia rządząca Prawo i Sprawiedliwość prze do wyborów prezydenckich mających odbyć się 10 maja 2020 roku, podczas gdy cały świat pogrążony jest pandemią koronawirusa, postanowiłam rozpocząć przygotowania do  spełnienia swojego obywatelskiego prawa i obowiązku.  W tym celu, chcąc okpić śmiercionośną zarazę, przygotowałam zabezpieczenie w postaci maski ze ścierki i worka z odkurzacza oraz twarzowej chustki ujarzmiającej moje długie włosy, by przypadkiem, jako ewentualnie zakichane przez zakażonego wyborcę, nie zechciały włazić mi w oczy, przez które wirus także przenika i zabija.

Co tam zaraza?! fot. alElla
Następnym krokiem będzie wklejenie prezentowanego zdjęcia do dowodu osobistego, aby komisja wyborcza nie miała problemu z identyfikacją.

     W związku z tym, że jest kłopot z naborem chętnych do prac w przygotowaniach do wyborów, jeśli kupię w Chinach jednorazowe rękawiczki oraz kilkaset worków odkurzaczowych, które przerobię na jednorazowe maseczki, pomogę mojemu umiłowanemu państwu i może zgłoszę się na ochotnika do jakiejś gminy, a nawet pójdę na przesłuchanie i casting do roli przewodniczącej komisji wyborczej incognito. Mam nadzieję, że uda mi się zdobyć tę kaskaderską, wręcz śmiertelnie niebezpieczną rolę.

       Mogę także zapisać się na krajoznawczą wycieczkę i z pewnym panem prezesem oraz urną jeździć do miejsc zamkniętych z powodu kwarantanny, by chorzy mogli zagłosować. Wcześniej zaś pomogę włodarzom miast i gmin łamać kręgosłupy dyrektorom, którzy ze strachu przed koronawirusem nie chcą udostępniać szkół, świetlic i przedszkoli na siedziby obwodowych komisji wyborczych. Natomiast listonoszy, którzy boją się śmierci przez uduszenie, wyręczę  w roznoszeniu pakietów wyborczych do osób po sześćdziesiątce, którym pozwolono głosować korespondencyjnie. 

       Szkoda tylko, że nie dając się rozpoznać przez nieprofesjonalne i nieprzejrzyste - jak przyjęte w ciemną noc poprawki zmieniające kodeks wyborczy wrzucone do ustawy nazwanej tarczą antykryzysową - środki zabezpieczające, pozostanę bohaterką nieznaną, która ruszyła na pomoc rządzącym Rzeczpospolitą Polską i - niczym przewodniczący partii PIS - koronawirusowi się nie kłaniała.    

     Apeluję do wszystkich odważnych, aby czynnie wsparli rząd w przeprowadzeniu wyborów. Na zbiórkę organizacyjno - szkoleniową proszę zalogować się na „Posiaduszkach” o godzinie drugiej w nocy. Przydział zadań  nastąpi zdalnie po okazaniu online wyników testów wykrywających świecącego koronowanego wirusa zaraz po ogłoszonej do świtu przerwie. Osoby usypiające ze zmęczenia proszone są o nie podnoszenie powiek brudnymi palcami. ;-)
Dawno, dawno temu. Ćwiczenia w pracy.

25 marca 2020

Dama w kapeluszu

 #koronawirus, #maseczki

       Nosić maski czy nie nosić? Oto jest pytanie! Jeden wirusolog w telewizji mówi, że popularne maski nie chronią, a wręcz szkodzą, inny natomiast bezwzględnie zaleca. Ministerstwo zdrowia, którego powinnam słuchać się w dobie pandemii koronawirusa, nie rekomenduje zakładania maseczek przez osoby zdrowe.   Tymczasem w filmach raportujących przebieg epidemii w różnych częściach świata, widzę w maskach wszystkich ludzi, którzy wyszli na ulice, do pracy czy sklepu. Słyszę też, że jakiś kraj wprowadził wręcz obowiązek noszenia maseczek. Czyżby chciał zaszkodzić narodowi? Na pewno nie! Odpowiedziałam sama sobie.

       Dotychczas, jako posłuszna obywatelka wypełniałam wszystkie zalecenia naszego rządu. Siedziałam grzecznie w domu i o „szkodliwych” maskach nawet nie myślałam, choć miałam możliwość zaopatrzenia się w nie. Nastał jednak czas, że bezwzględnie muszę wyjść. Tymczasem zdobycie czegokolwiek dobrze i wygodnie osłaniającego nos oraz usta stało się niemożliwe. Wypróbowałam apaszki i szaliki. Nie są jednak dobre. Trzeba zawiązać mocno, żeby nie zsuwały się, przez co ciężko się w nich oddycha, a tkanina jest wciągana przez usta i dziurki w nosie. Zaczęłam więc rozmyślać, z czego i jak zrobić maseczkę. Maszyny do szycia nie posiadam, a igły w palcach nie utrzymuję na tyle silnie, by wbić ją w tkaninę i gumkę czy troczki. Pomyślałam... Podumałam, i... Bęc! Zrodził się projekt maseczki, którą wykonać można bez użycia igły i nici. Na pierwszy rzut poszły dwie duże męskie chusteczki do nosa oraz sztywna muszelka na biust ze stroju kąpielowego (umieszczona między warstwami złożonych na pół chustek). Przydała się też gumka oraz spinki do włosów. Efekt prezentuję na zdjęciach.







       Drugi raz tej samej maski nie założę jednak. Trzeba ją uprać w mydlinach w temperaturze co najmniej 60 stopni. Następnie uprasować i znowu wymodelować kształt. Warto więc mieć chociaż dwie maseczki w zapasie. Z czego je zrobić? Wykorzystałam kapelusze bawełniane, które można prać w wysokiej temperaturze i prasować. Sprawdzają się w miarę dobrze. Ważne, że ich krój nie rozpłaszcza nosa i pozwala swobodnie oddychać w takim złożonym na pół kapeluszu noszonym na twarzy. Niepotrzebne są żadne muszelki z biustonosza czy inne „odbojniki” od nosa w postaci spinaczy, które stosują niektórzy pomysłowi lekarze w maseczkach uszytych przez darczyńców.


Gumki odcięte z majtek przypięte są agrafkami.




Tak samo można wykorzystać letnią czapeczkę z daszkiem. Może nawet byłaby lepsza? Nie wiem, bo nie mam. Nie wiem też, skąd ten ciągły krzyk o brak masek, skoro są niepotrzebne dla osób zdrowych?  Ech... Przynajmniej ochronię kogoś, gdy wyjdę w kapeluszu na nosie, bo przecież nie wiem, czy nie jestem ukoronowana.

       A w ogóle... Czy każdy, kto czuje się dobrze, ma pewność, że nie roznosi zarazy? Czy przypadkiem nie zostawił jej w windzie, do której za chwilę wsiądzie inna osoba? Przecież koronawirus  przez pewien czas nie daje znaku, że w nas siedzi, a już zakaża innych, dla których może być śmiertelny. Dlatego będę nieposłuszna i  założę maseczkę z kapelusza, o! 

Dopisek. 
A tak radzi lekarz, jak samemu zrobić maseczkę ochronną i jak jej używać:
https://kobieta.onet.pl/wiadomosci/koronawirus-w-polsce-jak-zrobic-maseczke-ochronna-tlumaczy-lekarz/gyy2rp9

Komentarz Bet:
O! Widzę instrukcję lekarską dotyczącą wykonania i sposobu noszenia maseczek. Jasne, że można to wykonać samodzielnie.
Twoje kapelusze nie mają filtra więc czas na ich ulepszenie. Trzeba się uśmiechnąć do odkurzacza aby się podzielił filtrem.

Trzymajmy się domu!



21 lutego 2020

Jak dobrze wstać, skoro świt...

i przeczytać dobrą wiadomość.

        Rokrocznie zbieram grosik do grosza na wakacyjne wyjazdy. W tym roku, kiedy uskładana kwota zdawała się być wystarczająca na wymarzone wiosenno - letnie wojaże, nastała inflacja. Już zaczęłam płakać, że zjedzone zostaną moje oszczędności zanim zdążę gdziekolwiek wyruszyć.
Jednak... Jakże wspaniałą wiadomość na pierwszych stronach gazet przy porannej kawie przeczytałam. Otóż „wraz z wygaśnięciem wpływu podażowych czynników na dynamikę cen oraz oczekiwanym obniżeniem tempa wzrostu gospodarczego inflacja wyhamuje (...) a w Polsce nie ma narastania nierównowag makroekonomicznych”

Cieszę się z tego, ale na wszelki wypadek - gdyby same zgasnąć nie chciały - czynniki podażowe polewam wodą.

       Na tę dobrą wieść Prezesa Narodowego Banku Polskiego,  mój Wielbłąd Garbaty, śpiący dotychczas za kominem bez nadziei na jakąkolwiek wędrówkę, zaczął przebierać nogami i wystroił się w podróżne pompony. Garbaty nie lubi kurortów z tłumami wczasowiczów, dyskotekami i głośną muzyką w każdym barze inną, która  jest kakofonią dźwięków nieprzyjemnych dla ucha i dociera do plaż. Chcemy więc powędrować tam, gdzie ciszej, spokojniej i bardziej naturalnie. Pragniemy przemierzyć tajemniczą zatokę Morza Czarnego zwaną Atliman, nad którą pod niebem przebiega Via Pontica. Jest to powietrzny szlak wędrujących rokrocznie ptaków kierujących się z Europy na południe, w tym polskich bocianów.

       Gdy dawno, dawno temu te czarnomorskie okolice Carewa - bułgarskiego miasta wybranego na bazę główną naszych wakacji  (inne używane nazwy to także Tsarevo, Tzarevo, wcześniej Michurin) - znajdowały się pod panowaniem tureckim, pewna dziewczyna dostała się do niewoli. Jej urodą zauroczył się sułtan do tego stopnia, że zaproponował małżeństwo, co dla niewolnicy było wielką szansą na to, by nie czuć się tylko nałożnicą i służką w haremie. Piękność zgodziła się więc na małżeństwo, ale pod warunkiem, że władca turecki wyzwoli tereny, które zagarnął. Sułtan przystał na oswobodzenie tych ziem,  przez które dziewczyna przejedzie konno w ciągu jednego dnia. Bohaterka tej legendy zdołała pokonać na koniu długą trasę. U jej kresu zwierzę padło. Na pamiątkę tamtego wydarzenia to nadmorskie wybrzeże nazwano Zatoką Atliman, co oznacza Zatoka Konia.

Fot. i wyk. kolażu alElla
       Tymczasem, marząc o wędrowaniu ścieżkami legendarnej piękności, w pełnej makrorównowadze, gawędzimy sobie przy kominku, mając nadzieję, że zgasną czynniki podażowe polewane wodą, abyśmy mieli za co przemierzać także życiowe dróżki. Bywa przecież, że lanie wody uspokaja nastroje społeczne, ale... Czy pomaga? 

13 lutego 2020

Walentynki

Wznowienie notki z 8 lutego 2011 roku.

  • "Walentynkowa promocja! Odzież damska tańsza o 20%. Tylko do 14 lutego. Kliknij i złap okazję."
  • "Walentynki coraz bliżej!  Specjalna oferta bielizny. Wysokie rabaty. Gwarancja dostawy do 14.02. Sprawdź!"
  • "Materac masujący z podgrzewaniem! Tylko dzisiaj 40% taniej! W promocji ponad 200 produktów. Sprawdź!"
  • "Podaruj jej bezpieczeństwo! Extra mocny gaz pieprzowy. Poręczny, skuteczny, bez zezwolenia. Już od 15 zł!"

Skoro na głównej stronie portalu Onet takie "hity", nieomylny to znak, że Walentynki tuż.
Już za dni parę, już za momencik,
Dzień zakochanych będzie nas kręcić.

   Jeszcze tylko czekoladowe fabryki zakończą przetapianie przeterminowanych bombek i mikołajków na serduszka i z otwartym sercem można będzie przez jeden dzień kochać wszystkich. Założę się, że nawet w pewnym okrągłym budynku przy Wiejskiej także wszyscy wszystkich pokochają, obdarzając się miłosnym spojrzeniem i dyplomatycznym uśmiechem numer szesnaście. Ba, przede wszystkim tam! Przykład bowiem musi iść z góry, a co! Czy ktoś w to powątpiewa?

        Muszę się do Walentynek dobrze przygotować. Najwyższy czas. W skrzynce pocztowej znalazłam ofertę walentynkowego kredytu. Pobiegnę więc do banku po plastikowe pieniądze z czerwonym serduszkiem, a potem na zakupy.  Oj! Cóż to będzie za szaleństwo!


         Najpierw oczywiście do odzieżowego. Kupię sobie kurtkę 20% tańszą, a może nawet ze trzy sukienki na dodatek. Bez odzieży Walentynki nieważne będą. Potem udam się do sklepów z bielizną. Na Walentynki galotki i haleczki muszą być specjalne. O biustonoszu z wysokim rabatem nie wspomnę. Wiadomo, że biust trzeba nosić wysoko, niczym sztandar. Najlepszy będzie w czerwone serduszka. Bez tego Walentynki nieważne. Wystrojona w „miłosną promocję” obejrzę podgrzewane i masujące materace. Matko kochana, kiedy ja zdążę aż dwieście sztuk wypróbować? Muszę się sprężyc. Bez takiego materaca Walentynki mogą być nieważne.

        W extra mocny gaz pieprzowy zaopatrzę się na samym końcu. Kupię kilkadziesiąt, a jeśli kredytu wystarczy… kilkaset flakoników i podaruję bezpieczeństwo wszystkim miłościwie kochającym,  by zaraz po święcie  zakochanych mogli przejść do "normalności":
- i pieprzem go!
- i gazem ją!
Jak to zwykle w dzień powszedni bywa…

A potem?
Potem, to… Serduszka przerobi się na wielkanocne zajączki i będzie nowa promocja na materace, odzież i gaz pieprzowy - w koszyczku z żytkiem i kurczątkami.
Komentarze z 2011 r.

A jak jest w tym roku?