13 grudnia 2013

Świąteczna Księga Tradycji. Część V

       Już piąty rok wystawiam księgę o tradycjach i zwyczajach świąteczno - noworocznych w różnych regionach. W pierwszym roku nie było ani jednego komentarza. A teraz mamy dużo wruszających wspomnień i ciekawych opisów. Warto poznawać obyczaje, wszak jesteśmy narodem wielokulturowym i nie u wszystkich w czas świąteczny jest dokładnie tak samo. 

Przy okazji odnajdujmy... magiczny 'breloczek' spinający różnorodne 'klucze'?



Księga ubiegłoroczna:
http://grycela.blogspot.com/2012/12/swiateczna-ksiega-tradycji-iv.html


Ostatnia Wigilia na Grodzieńszczyźnie 1957r.
Zbliżał się czas wyjazdu do Polski. Ojciec postanowił, że urządzi wieczór pożegnalny dla wszystkich sąsiadów. Czynił wielkie przygotowania, Znosił cebrzyki, beczułki, bańki, miedziane wężyki i ustawiał to wszystko w komorze. Długo mieszał zaciery i planował ile będzie trzeba na przyjęcie a ile zabierze do Polski. Miał oczywiście na myśli bimber.

Tymczasem mama przy naszej pomocy przygotowywała jedzenie na święta. Zabiliśmy świniaka, więc w całym domu pachniało wyrobami, kiełbaskami wędzonymi i szyneczkami. Nigdy w naszym domu nie widzieliśmy tyle jedzenia. Zawsze marzyliśmy o tym żeby najeść się do syta. Teraz mogliśmy. Mama pozwalała nam nie tylko na jedzenie do woli chlebka ale i wędlinę do niego dawała. Jedliśmy powoli, smakując, a przez głowę przelatywała myśl, żeby się nie obudzić. Często przecież, kiedy kładliśmy się spać głodni, śniło się nam jedzenie.

W pokoju stał wielki stół, na którym rozłożyliśmy pachnące sianko i nakryliśmy go białym, lnianym obrusem. Kiedy mieliśmy zasiąść do stołu, zastukano do drzwi. Usłyszeliśmy ruską mowę, która zwykle nie wróżyła niczego dobrego. Tym razem do mieszkania wszedł czysto ubrany, miły pan, który powiedział, że chce kupić nasz dom. Zaprosiliśmy go do stołu, bo przyjechał z daleka, a hotelu w pobliżu nie było. Polska gościnność okazała się aż nadto obfita. Kiedy na stole wylądował barszczyk, mama pomrugała, że opłatek jest w środku. Potem uszka, pierożki z nadzieniem grzybowym, śledzie w zalewie octowej, śliziki w wodzie makowej, kisiel z owsa i na koniec ciasta. Rusek ogłupiał.

- Gospodyni, u was zawsze tak jedzą? - zapytał.
- Tak, krótko odpowiedziała mama i zamilkła.

Potem my poszliśmy bawić się Moskalikami pieczonymi z ciasta, które w tym roku były wyjątkowo piękne, ponieważ brat Czesław pomógł i mnie i siostrze ulepić je, nie żądając w zamian żadnej przysługi.
Rodzice z Rosjaninem rozmawiali o życiu popijając wódkę. Przedtem, mama zaniosła siano spod obrusa i opłatek krowie, której jeszcze nie sprzedaliśmy. Nie napisałam nic o prezentach pod choinkę. Nie było ich oczywiście, nigdy ich u nas nie było, brakowało pieniędzy. Tylko w szkole dostawaliśmy słodycze podczas balu choinkowego, ale tam nie gwiazdor przynosił prezenty, ale Dzied Moroz. Nie brał ich tylko mój brat. Nie chcę nic od Ruskich, mawiał. Za dwa miesiące już nie było nas w tym miejscu, gdzie spędziliśmy ostatnią w rodzinnym domu, Wigilię.

@Lotko - co to śliziki w wodzie makowej /pierwszy raz o tym słyszę/.

Robię je czasami do dziś. Jest to właściwie już deser, po głównych daniach wigilijnych. Są to maleńkie drożdżowe bułeczki. Kroi się je tak, jak kluseczki leniwe i piecze w piekarniku. Przegotowana woda, do której dajemy utarty mak z bakaliami i wrzucamy do niej bułeczki drożdżowe, czyli śliziki. Nawet nie wiem czemu się tak nazywały. Piekę ich zwykle dużo, bo nawet do pojedzenia są świetne. Jeżeli chodzi o Moskaliki...były to ludziki lepione przez nas dzieci. Każde dostawało od mamy kawałek ciasta drożdżowego i lepiliśmy z niego kukiełki. Czasami po kilka razy, bo za pierwszym razem się nie udawały. Brat robił cudne, nawet w czapce, z szabelką u boku. My z siostrą, młodsze nie umiałyśmy tak ładnie, to trzeba było brata przekupić, żeby pomógł. Bawiliśmy się nimi przez całe święta, a zjadaliśmy dopiero w drugi dzień świąt. Tam, na Grodzieńszczyźnie zwyczaje świąteczne były bardzo pielęgnowane.

Jeszcze raz potwierdzę mój wcześniejszy wpis, że najpiękniejsze święta były w dziecięcym wieku w rodzicielskim domu. Wtedy święta bardzo cieszyły nasze dziecięce serduszka, bo to i choinka, i przysmaki na stole, i prezenty. A teraz, gdy się przeżyło już tyle świąt, nieco spowszedniały, tym bardziej, że się niesamowicie skomercjalizowały. Nie podoba mi się, że od połowy listopada, albo nawet wcześniej, jesteśmy bombardowani gazetkami reklamowymi z informacją, co i za ile trzeba kupić na święta.

Swoją drogą to ciekawe, co by było gdybyśmy wszyscy wymienieni w tej notce spotkali się na wspólnej Wigilii? Mam nadzieję, że nie byłoby tak jak u mnie w rodzinie za dawnych lat ;)

Anzai, ten szczególny dzień najbardziej magiczny jest w rodzinie. Na magię mają także wpływ wspólne przygotowania do wieczerzy wigilijnej i w ogóle do świąt. Myślę, że spotkanie blogerów byłoby podobne do wszelkich spotkań integracyjnych czy poczęstunków przy wspólnych stołach dla nieznajomych.

Gdyby jednak spojrzeć pod kątem biblijnym to jest to wspólne czuwanie, które kończy się pasterką, i udziałem zupełnie nieznanych sobie osób. Cała wieczerza to najbardziej rozbudowany scenariusz jakichkolwiek uroczystości domowych. Nigdzie nie ma tylu rozpisanych ról od nakrywania/przystrajania stołu, poprzez siadanie do stołu, wstawanie, gotowość przyjęcia nieznanego gościa, podawanie potraw, dzielenie się opłatkiem, śpiewanie kolęd, gwiazdkowanie, i pasterkowanie. Wigilia to najpiękniejsze święto rodzinne, ale kilka razy zdarzało mi się spędzać je z zupełnie obcymi ludźmi, nie oznacza to jednak, że uwielbiam takie spotkania.

A tradycje adwentowe też mieszczą się w temacie? Ja bardziej lubię właśnie ten czas oczekiwania od samych Świąt. Od naszych niemieckich sąsiadów przejęłam zwyczaj ustawiania na stole wieńca adwentowego z czterema świecami. Każdego roku wygląda mój wieniec inaczej, można wymyślać różne warianty dekoracji, ważne żywe światło świec, które w wersji niemieckiej, najczęściej są czerwone. Ja mam w tym roku białe i właśnie zapaliłam pierwszą z nich. Kolejnym adwentowym rytuałem jest pieczenie piernika, który zapakowany czeka na świątecznych konsumentów. Po pierniku przychodzi kolej na kiszenie barszczu z buraków. Tak, powoli buduję świąteczny nastrój.

Oczywiście, że się mieszczą. Specjalnie dlatego tak wcześnie wystawiłam Księgę.
W mojej okolicy wieniec adwentowy z 4 świecami przyjął się głównie w domach ewangelickich. W każdą niedzielę adwentową zapalano jedną świecę podczas wspólnej modlitwy. Ale i w innych domach też spotykałam wieńce, ale raczej jako element dekoracyjny i właśnie rodzaj budowania świątecznego nastroju.

Bo to jest obyczaj ewangelicki. Jednak ja przyjęłam go jak swój. To chyba znaczy, że jestem tolerancyjna?
Dodam jeszcze jeden, bardzo prozaiczny obyczaj, przed którym nie potrafię się obronić. Chodzi o mycie "rodowej porcelany" /to skrót myślowy określający wszystkie nie używane na co dzień szkliwa i kamionki/... Każdego roku tłumaczę sobie, że na to dobra jest każda pora, niekoniecznie przedświąteczna i... co roku robię to właśnie w adwencie. Niepoprawna jestem.

A ja bym to mycie rodowej porcelany wytłumaczyła tak, jak napisane było w I części Księgi: "Ludzie zamykali się przed wichrem i słotą w swoich domostwach, ustawały sąsiedzkie wizyty, jedynie dziewczęta schodziły się, by w długie wieczory drzeć pierze, tkać i prząść." Aaaa... i teraz wieczory długie, po Andrzejkach następuje wyciszenie, a pierza nie drzemy, to coś innego robimy. Srebra, porcelana i inne kamionki na półkach są najlepsze do potrzymania tradycji darcia pierza w adwencie.
A robótki na drutach i szydełkowe (zwykle dziergam jakieś prezenciki w tym czasie) można podciągnąć pod tradycję tkania i przędzenia?

Ależ oczywiście, pod warunkiem, że nucisz ludowe piosenki przy tym:)))

Lubię nucić piosenki przy "majstrowaniu" prezentów, tak jakoś się przyjęło, że każdy dostaje ode mnie taki zmajstrowany w komputerze, różne są ale zawsze jest przy tym mnóstwo śmiechu, bo i satyryczne kalendarze i satyryczne fotomontaże i horoskopy dla każdego, a przy okazji przemycam inne rzeczy, kiedyś każdy dostał ode mnie kolędę z aniołkiem - anioł miał buzię delikwenta, stworzyłam z tego nasz rodzinny śpiewnik, każdy taki śpiewnik dostał każdy na okładce miał swojego anioła a w środku wszystkie rodzinne aniołki z kolędami. Przed odbiorem trzeba było zwrotkę swojej kolędy odśpiewać. Kolędowaliśmy do ciemnej nocy. Prezenty zostały do dzisiaj, każdej Wigilii wyciągamy je, dzieciaki nauczyły się na pamięć, biorą gitary i śpiewamy razem ... jak za moich dziecinnych lat.

Bardzo lubię kolędy Preisnera.

U nas przecież też przygotowanie do Świąt zaczyna się w pierwszych dniach adwentu.
A kolędy Preisnera są cudowne...

Ten dzień Wigilii, ten jedyny dzień w roku, który daje tyle radości wszystkim powinien cały czas pozostać dniem z tradycjami. Przecież nikt nie ma takich tradycji bożonarodzeniowych, jakie ma nasz kraj i powinniśmy to wpajać młodym.  Nie wiem czy mi się wydaje, czy teraz te święta są jakoś mniej wyczekiwane niż to kiedyś bywało, u mamy. Czułam ten zapach pieczonego ciasta, smażonych grzybów i ten nastrój. Ale przecież i u mnie też (niby) tak jest, ale to już nie to... 

...są wyczekiwane, tylko jako osoby dorosłe inaczej to odczuwamy. Dzieci czekają. Widać to po wszystkich dzieciach w rodzinie. Rozpytują o dania i prezenty, choinkę i szopkę, zamawiają określony rodzaj ciasta. Myślę, że święta mniej są wyczekiwane pod kątem smakołyków kiedyś trudno osiągalnych, jak np. pomarańcze wkładane kiedyś do paczki pod choinkę.

...bo kiedyś nie było wszystkiego w sklepach tak jak dzisiaj jest i człowiek czekał na te święta jak na zbawienie:) Chociaż nie powiem, żebym i dzisiaj na nie nie czekała z utęsknieniem i dalej lubię te święta, świąteczny nastrój, gdy wszyscy są tacy grzeczni i uprzejmi i zastanawia mnie dlaczego w ciągu roku nie potrafią się tak zachować...

Pochodzę z domu niereligijnego, sama jestem ateistką, lecz Święta u nas się obchodziło wraz z opłatkiem. Nigdzie na świecie nie ma tego opłatka. To jest piękna tradycja i faktycznie dla mnie najważniejsza w roku jest wieczerza wigilijna. Nie ze względu na wiarę lecz ze względu na tradycję jednoczącą rodzinę. Zdarzyło mi się być na niemieckiej Wigilii, będąc na emigracji już w swoim domu jednak wprowadziłam tę nasza polską tradycję opłatkową. Moj holenderski partner to zaakceptował i nawet karpia jadł (Holendrzy nie jedzą w zasadzie słodkowodnych ryb). A ta niemiecka Wigilia była bez opłatka oczywiście, z bogatymi prezentami, była cala rodzina i ja, była polska gęś na kolację, było mnóstwo ludzi bo rodzina duża i pamiętam, że poczułam się tam niejako zaadoptowana przez rodzinę. Chyba magiczny wpływ świąt. U Holendrów raczej komercyjnie - nie zauważyłam żadnego specjalnego pilnowania tradycji. Tu się gotuje na święta królika. W moim holenderskim domu była wigilia po polsku i święta z królikiem jako danie główne. Mnie się święta kojarzą z karpiem i zupą grzybową. I Wigilia z opłatkiem oczywiście jako produkt spajający rodzinę.

Ale Holendrzy pielęgnują tradycję pasterki - uroczystej mszy wigilijnej. No, i... prezentowanie zamożności na zewnątrz domów oraz ilości otrzymanych kartek świątecznych w oknach. A Mikołaj, nazywany w Holandii Sinterklas, w dalszym ciągu przypływa statkiem parowym pełnym prezentów?

Ależ oczywiście.  I ma inną datę. Nie szóstego. W tym roku zaczął swoją podroż od mojego miasta - Roermond. St.Klaus jest to zupełnie co innego niż Święty Mikołaj chociaż na tej samej bazie pewnie powstał. W każdym bądź razie jest zawsze w towarzystwie Czarnego Piotrusia. Piotruś robi małpie  figle. I pomaga roznosić  paczki. Właśnie przed chwilą gościł w moim domu - komuś z bloku przyniósł duuuży pakiet. Żeby było śmieszniej na Surinami, gdzie Holendrzy swoją tradycję rozpowszechnili St.Klaus jest czarny a Czarny Piotruś biały:) A co do darcia pierza... w adwencie zbierała sie rodzina niemiecka i wszyscy robili wieńce choinkowe, przyklejali, lutowali, wpinali różne cacenka i własnoręcznie upieczone ciasteczka - to tak w ramach chyba darcia pierza - bardzo mi się to podobało. To była rodzina restauratorów, wszyscy schodzili się - więc była babcia, wnuk wtedy jeden, dzieci wraz  z małżonkami i wszyscy coś robili w ramach darcia pierza - podobało mi się to...

A u nas też królik był jednym z dań. Prawie każda rodzina mająca komórkę w ogrodzie hodowała króliki. Ze skórek dzieci miały futerka, a mięsko się zjadało.

Duch tych świąt gdzieś niknie, zasypany komercją i koniecznością zakupów. Dobrze poczytac że kiedyś było inaczej, bardziej w duszy niż na talerzu.

...co niknie? Gdzie niknie? Może tylko w wielkich sklepach i w telewizji z powodu reklam. Duch, święta i atmosfera jest przecież w nas, w domu, w rodzinie...
A zakupy to normalka, tylko teraz lżejsze, bo nie trzeba o trzeciej rano iść w kolejkę.

Wręcz uwielbiam czas przed Świętami... Judith

I niech tak pozostanie, bo to dobry czas.



Dziękujemy za wpisy do księgi i życzymy
DOBREGO CZASU ŚWIĄTECZNEGO!


- alElla, kominkowy Świerszcz i Wielbłąd Gniazdownik

105 komentarzy:

  1. Czytam te swoje wypociny i aż mi się wierzyć nie chce, że taki religijny byłem. Myślę, że to chyba jest ważne, aby odróżnić religię od tradycji, tradycje od zwyczajów, a te od dobrych obyczajów - co tak pięknie ujęła Lotka w swoim opowiadaniu. Wielokulturowość tak, ale Multi-Kulti chyba już nie chwyci. Nie chwyci, bo wszystko zabija sztucznie wywołany kryzys. I nie wiem, czy uda się nam to przezwyciężyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam jeszcze więcej Twoich wpisów było, ale trochę zbaczających na "manowce":)

      Usuń
    2. No to odetchnąłem. Myślę, że Bet od razu nas załatwiła na wstępie, bo faktycznie ciekawie by było dojść do tego co łączy. Ale przecież tylko w obrębie naszej kultury i religii już odnajdujemy całą masę różnic. Znałem np. kilka osób (także w rodzinie), które w tych dniach świątecznych wolały być same, i przeżywać to na swój sposób.

      Usuń
    3. Ale miejsce dla nich było przy stole rodzinnym... A to nie łączy?

      Usuń
    4. Miejsce zawsze było, ale sam przebieg, oprawa, i ceremonialność świąt powodowały, że niektórzy czuli się bardzo niezręcznie. Poza tym za klasowością i tego typu podziałem społeczeństwa szły także obrzędy, zwyczaje i sposoby zachowania się przy stole, nieraz bardzo dalekie od religijnego przesłania.

      Usuń
    5. A co mają zrobić żyjący pod jednym dachem katolicy i świadkowie Jehowy? Znam taką rodzinę. Oni jakoś przełamują "niezręczności". Znależli ten jakiś spinający breloczek.

      Usuń
    6. To są chyba dwie zupełnie różne sprawy, a pomiędzy nimi jeszcze cała masa innych. Myślę, że dla żyjących "pod jednym dachem" jest to problem najmniejszy, pisałem zresztą o tym na stronie:

      http://anzai.blog.onet.pl/2009/12/24/ten-jeden-magiczny-dzien/#comments

      bo znamy siebie i swoje zwyczaje.

      Kłopot pojawia się w innych środowiskach: praca, szkoła, przypadkowe spotkania, itd. I tutaj dobrym przykładem jest opowiadanie Lotki, z którego chyba wynika, że ani "gość wigilijny" nie miał świadomości, ze nim jest, ani też "wieczerzujący" nie bardzo mieli chęć na wspólne świętowanie.
      To są bardzo trudne sprawy, i nieraz trzeba mieć świadomość, kiedy nie wypada w czymś uczestniczyć, ani zbyt mocno demonstrować swojej odmienności.

      Usuń
    7. Polska Wigilia na Białorusi w latach pięćdziesiątych w obecności Rosjanina to jeszcze co innego. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć, co działo się w sercach Polaków tam i ja bym tego nie zderzała z zachowaniami w czasach współczesnych i dzisiejszym swoim myśleniem. Nawet własnej babci i rodziców (repatrianci) nie zawsze rozumiałam, gdy o czymś opowiadali. Rodziców Lotki podziwiam za ich zachowanie. Znaleźli złoty środek na połączenie pielęgnowanych tradycji (w tym opłatek) z potrzebami gościa (jedzenie, wódeczka). Dzieci też potrafiły się zachować stosownie do sytuacji. Demonstrowanie w owych czasach było wręcz niebezpieczne, a ważyły się losy rodziny związane z przyjazdem do Polski.

      Masz rację, trzeba wiedzieć, kiedy zbyt mocno nie demonstrować. Także dzisiaj!

      Usuń
    8. Tak, też podziwiam rodziców Lotki, duże wyczucie sytuacji, i olbrzymia kultura wykazana w nietypowych okolicznościach.

      Usuń
    9. I tak właśnie przyszło mi do głowy, że właśnie znaleźliśmy ten "breloczek", o którym w notce piszę.

      Breloczek nr 1 - KULTURA.

      Usuń
    10. Byłam na Wigilii - http://anzai.blog.onet.pl/2009/12/24/ten-jeden-magiczny-dzien/#comments
      i znalazłam drugi „breloczek” spinający – RZEŁAMYWANIE SIĘ.

      Usuń
    11. No, skoro zaprosiliśmy gości, to proszę o wybaczenie, że blog jeszcze jest nieuporządkowany po szaleństwach jakie zafundował "Onet". Spróbuję na "stół świąteczny" podać też kilka dań (zdjęcia), które prezentuję na innym blogu.

      PS. Myślę, że bardziej niż "Kultura" pasowała by nazwa "Tradycje rodzinne".

      Usuń
    12. Tak! Tak! Porządkuj. Idą Święta i najwyższa na to pora :)

      Tradycje rodzinne także, ale mnie chodziło o tę kulturę w sensie umiejetności odpowiedniego zachowania się, stosownie do sytuacji.

      Usuń
    13. No to idę porządkować (zastawiać stół zdjęciami). ;)

      Usuń
    14. Obserwuję, więc staraj się! :)

      Usuń
  2. Ciekawy pomysł. Poszukujemy więc czegoś co łączy wszystkie tradycje i obyczaje, nastroje i świąteczne oczekiwania? Niełatwe zadanie. Ale warto spróbować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to możliwe... Tak myślę!

      Usuń
    2. Hi,hi,hi... Wczoraj pomyślałam sobie:"oby tym breloczkiem nie okazały się śledzie"! No i masz! Są śledzie.
      HI,hi,hi.... A ja taka uduchowiona byłam i o wzniosłych brelokach rozmyślałam:))))

      Usuń
    3. Śledzik często spaja więzy, szczególnie zakrapiany :)))

      Usuń
  3. alElla - kolędy to historia i obyczaj - Preisner to pastorałki !.
    Lotko - Śliziki i moskaliki to pisz, wymaluj śledzie - zbliż temat i przepis - spróbuje zrobić, słowo harcerza /podaj pełny przepis!!/.
    Reniu - Boże Narodzenie to już nie religia, nie obyczaj a nasza polska historia.
    Pozdrawiam absolutnie wszystkich - gotujcie się !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Kolęda dla Nieobecnych, Kolęda Dla Piotra, Kolęda na Koniec Wieku?

      Usuń
  4. Przepis na śliziki: - : pół szklanki cukru
    szklanka mąki
    pół kilograma maku
    łyżka masła





    przyrządzanie: Mak zalewamy wrzącą wodą i odstawiamy do przestygnięcia. Wodę odlewamy, a mak znów zalewamy wrzątkiem i odstawiamy – tym razem na pół godziny. Wodę odlewamy, a mak dwa razy mielimy w maszynce. Znów gotujemy wodę – tym razem około półtora litra – i znów zalewamy nim mak, tym razem dodając jednak cukier. Odstawiamy w chłodne miejsce. Z mąki i niewielkiej ilości wody zagniatamy ciasto. Po chwili dodajemy stopione masło i znów wyrabiamy ciasto, z którego następnie wyrabiamy wałki o średnicy kciuka. Z nich to wycinamy małe kluseczki o kształcie romba.
    Blaszkę posypujemy mąką i układamy na niej kluseczki i pieczemy do złotego koloru. Na kilka godzin przed kolacją wkładamy do makowej masy. Wyjmujemy bezpośrednio na głębokie talerze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie wyjdą gnieciuchy z takiego ciasta? Może drożdży dodać?

      Usuń
    2. To chyba maja być gnieciuchy, takie kruche ciasteczka które chrupią w makowej masie...

      Usuń
    3. Nooooooooo... nie wiem, nie wiem... Czy z tego przepisu wyjdą kruche.

      Usuń
    4. Wyjdą, wyjdą ,,, Znam ten przepis, tajemnica tkwi w tym, że te twarde i upieczone na złoty kolor "gnieć luchy" po odleżeniu paru godzin w makowej masie faktycznie robią się nie tyle kruche, co bardzo mięciutkie (coś tak jak znane makiełki).

      Usuń
    5. Zobaczymy - popróbujemy !!!!!!!!!

      Usuń
  5. Moskaliki: - Składniki:
    1 kg śledzie solone drobne
    1 szkl. ocet 10 %
    2,5 szkl. woda
    5 łyżek cukier
    1 łyżka ziele angielskie
    1 łyżka pieprz ziarnisty
    4-5 szt. liśccie laurowe
    1 duża cebula




    Solone śledziki wymoczyć w zimnej wodzie przez 2 godziny.
    Z pozostałych składników zagotować zalewę, zdjąć z gazu i dodać plastry cebuli - nakryć talerzykiem i odstawić do ostygnięcia.
    W dużym słoju ułożyć tuszki śledziowe i zalać wystudzioną marynatą - przełożyć do słoja także przyprawy i cebulę.
    Słój zakręcić i zostawić w temperaturze pokojowej na 12 godzin, potem wstawić do lodówki na 24-48 godzin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie mam gazu, to z czego zdjąć? :)))

      Usuń
    2. Z płyty kuchenki, alElle, z płyty kuchenki.Może też być z paleniska.
      Jak już będzie gotowe, to proszę o sygnał przyjadę sprawdzić, czy dobre.

      Usuń
    3. Muszę rozczarować Ciebie, Honiewicz, bo mnie ocet służy tylko i wyłącznie do sprzątania, więc moskalików nie będzie. Wyjątkiem jest ocet winny stosowany do sosów sałatowych.

      Usuń
  6. Wytrwałości w przyrządzaniu. Smacznego!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się Piotr ucieszy tymi przepisami. On wytrwały w sprawach kulinarnych :)))

      Usuń
    2. Moskaliki, rolmopsy w jednym stali domu. Kiedys moja Babcia robiła jedne i drugie. Z duzych rolmopsy a z małych moskaliki do wyłącznego uzytku moich wujków jako zagrycha.
      AlEllu - niestety do niektórych wyrobów musi byc ocet spirytusowy ale w wielu mozna zastepować octem winnym lub cytyną - w moskalikach nie.
      Pozdrawiam przedświatecznie
      ps. Własnie przed chwilka poszła do piekatnika szyneczka - jak się uda to dostanie awans na Świąteczną Szynkę a jak nie to zje się w plastrach w sosie jako pieczeń wieprzową.

      Usuń
    3. Piotrze, a szynkę marynowałeś wcześniej? Używasz soli peklowej, czy zwykjłej? Właśnie przyjechała do mnie szynka prosto z uboju, jeszcze prawie żywa, bo ciepła i tak się zastanawiam, jak ją przysposobić?

      Usuń
  7. Mój breloczek to "oczyszczenie". W każdym znaczeniu bo i porządkowanie otoczenia, mycie "rodowej porcelany", pucowanie okien /nooo, może już niekoniecznie:)))/ , odświeżanie koafiur i manicure'ów, prasowanie koszul, zmiana bielizny pościelowej itp Oraz oczyszczanie duchowe nie tylko poprzez sakramenty ale tak ogólnie, lepsi się stajemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy o oczyszczaniu nie pomyślałam w kategoriach porządkowych, bo to robię cały okrągły rok.

      Już trzeci raz usuwam komentarz i wstawiam, i ciągle wskakuje nie tam, gdzie trzeba. Może teraz się uda.

      Usuń
    2. Ja też sprzątam i zmieniam bieliznę częściej niż raz do roku ale chodziło mi o takie niemal rytualne przedświąteczne sprzątania, mycia i ubierania odświętnych szatek no i okazjonalną dobroczynność, otwarcie na drugiego człowieka.
      To wszystko nazwałam "oczyszczeniem".

      Usuń
    3. Tak, tak, ja zrozumiałam. Tylko u mnie tego "rytuału" porządkowego nie ma. Jedynie obrusy zmieniają się z kolorowych na białe, no i oczywiście choinka i dekoracje świąteczne dochodzą. Niektórzy choinkę ubierają w Wigilię, ja muszę dużo wcześniej, bo mnie zajmuje to kilka dni.

      Usuń
    4. i zapach pasty do podłogi ... ale skąd teraz wziąć taką "prawdziwą " pastę ?

      Usuń
    5. I skąd wziąć podłogę nadającą się do takiej pasty?
      Pamiętam podłogę w kuchni. Była z desek dębowych, które pastowało się czerwoną pastą. Parkiet w pokojach bezbarwną lub lekko żółtawą. Ale froterowanie... było ciężkie. Urządzano więc "zabawy froterujące", aby jakoś z tego ciężaru wybrnąć :)

      Usuń
  8. Poznałem też jeszcze jeden zwyczaj - przyznam, że dość uciążliwy z punktu widzenia lekarskiej praktyki - kąpiel raz w tygodniu, w sobotni wieczór przed niedzielną mszą. Szczęście, jeśli ci tradycjonaliści przychodzą do mnie w poniedziałek, w miarę świeżo, ale gdy przychodzą w piątek... brrr... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częste mycie skraca życie ;)

      Usuń
    2. A co to ma wspólnego z tradycjami świątecznymi? Że co pan doktor chciał wnieść do Księgi Tradycji Świąteczno Noworocznych ?

      Usuń
    3. Anonimowy, czasem odbiega się od właściwego wątku. Nazywamy to "mamowce".

      Usuń
    4. Nie bądź taki akuratny - masz przed soba takiego który kąpał się kiedyś raz w tygodniu i to jeszcze niekoniecznie jako pierwszy. Aby nałapać wody to Babcia nie spała pół nocy i napełniała wszystkie naczynia. Porządnego mydła tez nie bardzo mozna było uświadczyć a jedyne dostępne było w mazi zwanej szarym mydłem. Do dzis pamietam jak sie robi mydło i jak dla zapachu dodaje sie np. liscie miety.
      Mimo tego życzę Szanownemu Panu zawsze pachnących pacjentów jak i nam pacjentom niesmierdzących lekarzy środkami odkażającymi.

      Usuń
    5. U nas też kiedyś kąpiel była raz w tygodniu i wodę łapało się w nocy. Do łapania służyła wanna w łazience, w której nieustannie była nałapana woda, natomiast do mycia miska, a raz w tygodniu - na kąpiel - przynosiło się balię, albo przenośną wannę.

      Dziś też tylko raz w tygodniu niektórzy ludzie się kąpią, ale nie z braku wody, czy mydła, ale ze względu na koszt kapieli. Niestety... kąpiel jest droga.

      PS. Znam pielęgniarkę, która nie znosi zapachu - jak podkreśla - TANICH kosmetyków. Zawsze narzeka, że staruchy śmierdzą tanim mydłem i szamponem. Jakiś czas, we Włoszech, opiekowała się starszymi leżącymi osobami w domu. Ciekawe, jak zmieniała pampersy?

      Usuń
  9. Każdy ma swój przepis na Święta i niemal w każdym domu jest inaczej. U nas od kilku lat ÓCŚ czyta Ewangelię. Jest to szczegójne wzruszające gdy robił to w 7 roku życia.. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba dumny jest z siebie ÓCŚ.

      Usuń
    2. u nas czyta albo najstarsze albo najmłodsze z nas ... przeważnie pada na najmłodze i poprzedzone jest 5 minutami buntu ale potem zawstydzone lekko najmłodze odczytuje ze wzruszeniem

      Usuń
    3. I dla dorosłych też wzruszające, kiedy najmłodsze czyta.

      Usuń
  10. Z przyjemnością poczytałam o różnorodnych sposobach obchodzenia świąt, w których główną rolę odgrywa Wigilia, choinka i zastawiony jadłem stół.
    Życzę wszystkim radosnych i rodzinnych świąt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie w telewizji mówią, że jeszcze prezenty odgrywają jedną z głównych ról. Ale najważniejsze - to być razem - dodaje psycholog.

      Usuń
    2. Ten psycholog zapewne nie zdaje sobie sprawy jak tym stwierdzeniem katuje ludzi samotnych.

      Usuń
    3. Miałam wrażenie, że on przemawiał ze swojego punktu odniesienia, a nie psychologii. Ileż to świąt, według tego pana, uznać by należało za nieważne. Chćby moje w Nałęczowie, z których relację zdawałam na blogu.

      Usuń
    4. Jest bardzo wiele osób, które nienawidzą Świąt właśnie z powodu niezawinionej samotności. Zawsze przypomina mi się wtedy bajka o dziewczynce z zapałkami. Samotność w dzień powszedni jest do zniesienia ale w święta jest o wiele trudniej.

      Usuń
    5. To chyba najbardziej przejmujące przedstawienie śmierci. Zasmuciłam się...

      Usuń
    6. No właśnie, tradycja. Np. puste nakrycie przy stole (dla kogo?). Ciekaw jestem, ilu z nas zdobyłoby się, na na zaproszenie do stołu, z sercem i zadowoleniem (bez wstrętu), dzwoniącego do drzwi "nieświeżego"bezdomnego, z sąsiedniej piwnicy? To się może zdarzyć i przytrafić każdemu z nas. Damy radę?
      Nie bardzo lubię ten okres przedświąteczny, ale jednak oczekuję. Coś we mnie pękło? Nie wiem. Drażni mnie ten pośpiech, udawana często uprzejmość, bo wypada, bo tradycja. A w rzeczywistości, myślenie aby te wszystkie "obrzędy" się już skończyły. Cisza, spokój, to jest to o czym marzę w święta. Może ze mną coś nie tak (zestarzałem się?), a może po prostu, mam odwagę się do tego przyznać? Kocham bliskich, kocham rodzinę, ale nie kocham sytuacji niezręcznych, dziwacznych(?). Lubię spotkania rodzinne, ale spontaniczne, prawdziwe, nie ograniczane "regulaminami" i w/g nich. Nie zawsze tak było. Może powodem tego jest częste "uświęcanie" i tłumaczenie tradycją obłudy, głupoty, fałszywego patriotyzmu i wiary na pokaz, dla korzyści. Podrzucanie "krzyża", który powinniśmy dźwigać na własnych grzbietach, innym. Także nasza zgoda na to? Nie wiem. Ale najbardziej utkwiła mi w pamięci Wigilia z przed lat, gdy byłem w wojsku. Śnieg, mróz. Za wojskowym płotem, okna domów rozjaśnione lampkami choinkowymi, widać jakiś ruch, krzątaninę domowników. A ja na warcie łażę sobie, nucę kolędy, oczy zaszklone (pewnie od mrozu) i myślę o domu, bliskich, ciężko chorym ojcu w szpitalu (umarł w lutym). Jak samotny, bezdomny. Z wyboru, czy przymusu. Bez znaczenia. Za firankami było miło i cieplutko.
      Przepraszam Elu, że trochę zakłócam ten spokój, ale naszły mnie takie refleksje, nie łącząc z tym, ani Ciebie, ani żadnego z Twoich komentujących gości. Ot tak po prostu.

      Usuń
    7. To puste miejsce przy stole jest trochę pustą symboliką. Poza tym jest w sprzeczności ze zwyczajem nakazującym nie wstawać od stołu wigilijnego, nawet gdy ktoś puka do drzwi. Nie ma więc szans, by potencjalny wędrowiec mógł być wpuszczony i poproszony do stołu. Puste miejsce jest także poświęcone osobie nieobecnej na Wigilii, lub która umarła. Niektórzy wierzą, że Pan Jezus przychodzi i zasiada na tym miejscu. No, ale... żeby... bezdomny z piwnicy? Jestem przekonana, że wielu ludzi odpowie „oczywiście”, ale gdyby tak się zdarzyło to... „co to, to nie!”. Zastanawiałam się wczoraj nad tym w komentarzu na blogu u Lotki.

      Ot, nie przepraszaj, bo nie ma za co. Twój komentarz porusza... I bardzo dobrze, bo jednak niektóre sprawy jakoś tak zręcznie się przemilcza...

      Któregoś roku byłam na Wigilii w parku /nie w swoim mieście/. Przyszli nie tylko biedni i bezdomni, ale także inni mieszkańcy miejscowości. Pojedli, przełamali sie opłatkami, pokolędowali, co się dało niektórzy załadowali w torby i poszli do swoich ciepłych domów, a bezdomni w tym parku zostali...

      Usuń
  11. O jejku, jak ten czas leci..
    Dopiero przecież były święta i... znowu ?!
    Ale to nic nie szkodzi, bo co roku te święta są inne, co roku mają inną oprawę i co roku czekamy na nie z utęsknieniem i radością. I znowu spotkamy się w gronie najbliższych, podzielimy opłatkiem, złożymy życzenia i zasiądziemy do najważniejszej kolacji w roku.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A leci, JaGo, leci... Mnie wyjątkowo szybko ten rok zleciał, bo dużo się działo.

      Usuń
    2. A wiesz alEllu, zauważyłam, że czym jestem starsza to i ten czas szybciej jakoś przelatuje i co roku to ten rok jest jakby krótszy od poprzedniego. Chyba muszę iść gdzieś się odmłodzić :)))

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Według mojej teorii i praktyki, jak szyko leci, to znaczy, że jest po brzegi wypełniony. A to chyba dobrze, bo najgorsza jest nuda i dłużyzny.

      Usuń
    4. Oj czasem to chciałabym się tak ponudzić... :))

      Niechaj Boże Narodzenie
      stępi wszelkich bólów cienie,
      niech usunie wszystkie troski,
      a otworzy szczęścia grody,
      niechaj przy najlepszym zdrowiu
      życie szczęściem opromienia,
      niesie miłość w Nowym Roku
      - to są szczere me życzenia.

      Usuń
    5. To ja Tobie życzę, JaGo, ponudzenia się od czasu do czasu.

      Usuń
  12. Świetny pomysł, alEllu. A mnie zawsze przed świętami przypomina się, jak Wańkowicz pisał o obyczajach i tradycjach obowiązujących w jego domu. Utkwił mi w pamięci kisiel jęczmienny, który wtedy był u niego podawany. :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie kisiele /ja znam owsiany/ podawano nie tylko w okolicach Kowna, ale także - jak opisuje Lotka - na Grodzieńszczyżnie. Ogólnie, chyba w całych Kresach. U nas nikt nie lubił tej szarej paćki, chociaż babcia tuszowała wygląd żurawinami, a smak poprawiała dolewając sok. Ale i tak nie smakowało. Mama zaczęła więc robić czysty kisiel żurawinowy, jako "kompromis". Takie pogodzenie babcinego tradycyjnego kisielu z naszymi smakami.

      Tak sobie myślę, że potrawy wigiline mieszały się albo zmieniały się przepisy na skutek wędrówek ludności.

      Usuń
    2. Nigdy nie jadłam czegoś takiego, ale brzmi mało zachęcająco kisiel owsiany czy jęczmienny. :)
      Ale masz rację, że tradycje i obyczaje się wymieszały. Ma to swoje plusy. :)

      Usuń
    3. W potrawach kresowych widać wpływy tradycji litewskiej, ukraińskiej, białoruskiej, tatarskiej. A wszystko przemieszane z kulinarnymi tradycjami polskich dworków szlacheckich i bogatych chłopów oraz mieszkańców Wilna i Lwowa. A inne regiony? Toż to ogrom różnych wpływów, kultur i tradycji.

      Usuń
  13. A tak naprawdę to chyba atmosfera najważniejsza, przy stole
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zawsze i wszędzie, atmosfera najważniejsza. Nawet, jak stołu nie ma...

      Usuń
  14. u mnie jeszcze nieodzownym świątecznym zwyczajem było pływanie karpia w wannie. W dużej, blaszanej wannie, przywiezionej ze Złoczowa. Jak karp abo też dwa, przybywały do naszej wanny a choinka stawała na podeście schodów 3-go piętra - dla mnie zaczynały się Święta. W czasie okupacji wanny przez karpia "kąpaliśmy się" w wielkiej miednicy, wyciąganej na środek kuchni. Uwielbiałam latać do łazienki oglądać karpie i na prawdę, tylko raz w życiu nakarmiłam je chlebem.
    U nas była jeszcze jedna tradycja, chodziło się na Roraty, to też uwielbiałam, bo po nocy wychodziło się z domu, i jeszcze kolorowe lampiony. Kiedyś, jako dzieci, nie byliśmy wcale zmęczeni o 6 rano bo chodziło się spać grzeczniutko, o 8 wieczorem. Teraz chodzę na Roraty ale już nie tak często jak w dzieciństwie i oczy mi się zamykają. a te Roraty dla dzieci to są teraz wygodne, po południu, ale to już trochę inaczej, chociaż przecież sens ten sam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś z żywym karpiem w wannie zostałam na święta. Syn dokarmiał karpia, a myśmy nie mieli ryby na talerzu :)))

      Usuń
  15. właśnie upiekłam schab z kminkiem - przedwojenna tradycja mojego domu, nie ma świąt bez schabu z kminkiem i ćwikły tartej na tarce o dużych oczkach z dodatkiem octu, świeżo utartego chrzanu, kminku soli i cukru

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę, że przygotowania idą pełną parą.

      Usuń
    2. Ćwikła z chrzanem u mnie na Wielkanoc jest... Mamy więc breloczek spinający Wielkanoc z Bożym Narodzeniem.

      Usuń
    3. Ja lubię chrzan bez buraków.

      Usuń
  16. U mnie dużo już zrobionych rzeczy, trochę mrożę, bo inaczej się nie da. Uparłam się, aby w tym roku zrobić 12 potraw, takich prawdziwych, bo będzie siostra z mężem i nasze dzieciaki. Z nowości jakie będziemy mieli, to kulka ziemniaków z rybką i kapustą z grzybami jako surówką, ten zwyczaj ma w swoim domu siostra, więc to będzie dla niej niespodzianka. Będzie też moczka, którą moja siostra zrobi, to deser z kompotów, bakalii i piernika, zwyczaj przywiozła ze Śląska. Będą drożdżowe pierożki pieczone z pieczarkami w środku. Poza tym będą takie pospolite potrawy jak u wszystkich. Wesołych Śiwiąt Ci życzę. Brakuje mi Twojego Gwiazdora pod choinką. Całuski na dobre dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie co najwyżej 3 potrawy, a i to będzie za dużo.
      Napracujesz się bardzo przy 12 potrawach. Faktycznie tyle, to trzeba robić wcześniej i mrozić. Mnie wystarczą 2-3 godziny na przygotowanie. Barszcz czerwony się kwasi już, a do roboty będą uszka z grzybkami i smażenie ryby.

      Usuń
  17. AlElluniu,mam taką cichą nadzieję(Cicha Noc),że mnie nie stłamsisz,jak to onegdaj bywało..Wstępne życzenia dla Ciebie..Potem będzie lepiej,Chałwianko,he,he.../Cichy .wielbiciel/......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M_16, ależ skąd, nawet Ci jeszcze poleję :)))

      Usuń
  18. AlEllu,kiedy Ruscy żołnierze odjeżdżali,to miejscowi nasi płakali! Autentyczne! Byłem kilka razy w Bornem-Sulinowie,gdzie był największy ich garnizon,stąd pewne wiadomości..Z Ruskimi się ,handlowało,wymieniało towary..Dobrze naszym się działo..A niech to! Paradoks..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam gdzieś chyba jest podwodny las.

      Usuń
    2. Takie legendy krążą,ale wypożyczyłem kajak i głęboko popatrywałem..Nic..

      Usuń
  19. Wigilie.Bardzo dużo wigilii za mną i dużo z nich pozostało w mojej pamięci.Z pierwszej, która utkwiła mi w głowie zapamiętałam płonącą choinkę.Bardzo dawno temu nie było elektrycznych lampek, tylko prawdziwe świeczki w odpowiednich uchwytach mocowało się na choince. Należało to czynić tak, by płonąca świeczka nie dotykała żadnej gałązki.Pomimo tego, w pewnym momencie w domu krzyk.Choinka się pali.Płomienie sięgnęły szybko sufitu, firanki płonęły jak pochodnie.Wiadra wody ugasiły pożar, ale wszelki spokój został zakłócony.Były jeszcze inne nieciekawe wigilie.Szpital i pewne problemy, ale na zawsze pozostała w pamięci ta najtragiczniejsza.Rano za dziesięć szósta w samą wigilię odszedł na zawsze mój tata.Całą noc czuwaliśmy zdając sobie sprawę z tego jakie będzie zakończenie.Liczyłam na to, że święta spędzi jeszcze z nami.
    Obecnie wigilie są organizowane u mnie lub u córki mieszkającej nad nami.Niezależnie u kogo zasiądziemy przy stole wspólnie szykujemy tradycyjne dania.Koniecznie musi być zupa grzybowa, ryba karp,różne śledziki i jeszcze inne jadła.W wigilię przyjeżdża druga córka z rodziną.Najpierw nas była szóstka, a później przybywały maluszki i od kilku lat dziesięć osób zasiada przy stole.Często nagrywamy te rodzinne uroczystości.Najpierw jest jeden chłopczyk, później dołącza do nas dziewczynka, później znów chłopczyk i znów dziewczynka.Ten najstarszy ma już 12 lat i przygotował się sumiennie, by w wieczór wigilijny kilka kolęd zagrać na gitarze.Pan uczący go gry zadbał o to, by mógł urozmaicić nam ten wieczór.Najmłodsza Ola ćwiczyła solo wykonanie kolęd.Bardzo bym chciała by w tym składzie móc jeszcze wiele wieczorów wigilijnych spędzić.
    A oto życzenia dla Ciebie:
    Życzę Ci świąt takich jak w marzeniach:pachnących ciastem i choinką,pełnych miłości i rozmów z tymi, których kochasz.Ula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ula za Twoją Opowieść Wigilijną. Księga wciąż się wzbogaca o nowe wpisy i to jest wspaniałe, o!

      Usuń
  20. Czy pora Świąt już nadeszła? Można już życzenia posyłać? Chyba tak, więc Tobie alEllu oraz wszystkim bywalcom Posiaduszek życzę miłych Świąt i w Nowym Roku wielu sympatycznych tu spotkań i klikuśnych "puków" jak najwięcej! Aby rodziły się tu przyjaźnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej, jak najbardziej, żeby Posiaduszkowicze zdążyli życzenia odebrać.
      Dziękuję pięknie także w imieniu bywalców. :)

      Usuń
  21. Nie,nie jestem kimś kto nie szanuje tradycji,nie jestem tym bardziej kimś,kto nie potrafi ocenić wyjątkowości drugiej osoby. Dlatego, jako wyjątkowemu gniazdownikowi żującemu na pustyni owoce oazy, zagniazdownikowi świergocącemu wszem i wobec, dającemu tym samym świadectwo pozytywnie wyjątkowego intelektu, kuszącego swą kobiecością i, tym przecudnym błyskiem radosnych oczu, składam życzenia Szczęśliwych Bożonarodzeniowych Świat, a w Nowym 2014 Roku pod stopami wszystkich dróg ścielących się się szczęściem i starymi dukatami..

    Bywalec miejsc wszelakiego zgorszenia,czyli tawern, gdzie ściele się trup pustych butelek,gdzie rozpusta i opary opium mieszają się z potem niegolonych jednookich złoczyńców, gdzie rumem naciera się ciało od środka a od zewnątrz naciera się je żeby zabić woń i odór hulaki, a tym razem, jedynym w roku takim dniem, kiedy taki jak ja , prosto wyszedłszy z kadzi pełnej wody,dla dokonania przedświątecznej ablucji, pozwoliłem sobie , nieco zmywszy z siebie kilka warstw brudu, na złożenie, tutaj pod Pani stopy, tych życzeń.
    Liry_ck1

    OdpowiedzUsuń
  22. Elu, Eluniu, Eleczko...

    Pięknych Świąt Ci życzę!

    Całuję!

    OdpowiedzUsuń
  23. Spokojnych, radosnych, cudownych
    i prawdziwie rodzinnych
    Świąt Bożego Narodzenia
    oraz Wszystkiego Najlepszego
    w Nowym Roku!!!

    OdpowiedzUsuń
  24. Przełamuję się, nie tylko opłatkiem. :)
    Spokojnych i szczęśliwych Swiąt.

    OdpowiedzUsuń
  25. AlEllu,Wesołych Świąt Ci życzę! Oraz podróży aż na kraniec swiata! Tylko zdawaj nam relacje,abyśmy z wypiekami na mordach siedzieli i ochali..Och,ach,och,ach..

    OdpowiedzUsuń
  26. alEllu, niech czas Świąt będzie rodzinny, ciepły. Pozdrawiam świątecznie**

    OdpowiedzUsuń
  27. alEllu, życzę Ci spokojnych, zdrowych i wesołych Świat.
    Fajny pomysł z tą księgą. Ostatnio trochę jestem "zarobiony" i nie bardzo mam czas odwiedzać znajome blogi.
    Pozdrawiam artemis

    OdpowiedzUsuń
  28. Zdrowych, pogodnych i spędzonych w jak najmilszym gronie Świąt Bożego Narodzenia oraz pełnego szczęścia i życzliwości Nowego Roku życzy
    Andrzej
    (smoothoperator)

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo dziękuję wszystkim za życzenia. Miłych i magicznych Świąt raz jeszcze życzę.

    OdpowiedzUsuń
  30. Podróżnicziko,alEllu,Wesołyh Świąt! A może by w tym roku gdzieś na Karaiby? Tylko nie na Wuanatu,bo tamtejsi ludożercy zeżrą Cię niechybnie z wielkim smakiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Indianie to ludożercy? Myślałam, że tylko skalpują :)))

      Usuń
  31. Elu. Dziękuję "rodzinne święta" to temat na razie tabu. I najczęściej się pisze JAK ŚWIĘTA POWINNY WYGLĄDAĆ. A wyglądają bardzo często inaczej. W tym hotelu było wszystko na miejscu. naprawdę. I bardzo ich za to pochwaliłem. Tak święta rodzinne na FB :):):) Dlaczego rodziną nie są zajęci tylko klikają na portalach społecznościowych?
    Tak napisałem jak myślę i czuje, nie mam zamiaru zmyślać i ubarwiać.
    Pozdrawiam serdecznie życząc dobrego roku 2014 !!!!!!!!!!!!!!


    Najpiękniejsza moja Wigilia i święta to wtedy jak żyła babcia z Kresów Wschodnich. To było jedzenie i atmosfera!!!!!!!!!!!!!!! Trudno tu wszystko opisać. Ale sam pomysł pokazania roznych zwyczxajów jest bardzo dobry.
    Do Siego Roku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Vojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba też zacząć pokazywać nowe zwyczaje, w tym świętowanie w sieci, chociaż rodzina w tym samym pokoju, albo za ścianą. Nie, żebym miała za złe, tylko po co udwać rodzinność siedząc na "szajsbuku"?!

      Vojtku, babcie są nieocenione w tworzeniu atmosfery. Dziś też są takie babcie. To rodowe klejnoty!

      Usuń
  32. OOooo.... Nowy Roczek już się pojawił w ramce! Słodziutki, że aż chce się zostać ludożercą:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie podgryzaj! :) Będę pilnować!

      Usuń

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.