2 listopada 2017

W czasie deszczu babcie się nudzą

A gdy orkan Grześ zawieje - babcia z robótką szaleje.



Zdjęcia można powiększyć
KLIKIEM i LUPĄ
       Jesienią zaczynam myśleć o Mikołaju i Gwiazdce.
W czasach, w których na wyciągnięcie ręki jest każda zachcianka, staram się dla bliskich wykonać prezent samodzielnie. Coś, w czym  zaklęte jest serce i czego w żadnym sklepie się nie dostanie. Wszystko pozostałe to kwestia pieniędzy i może wystarczyć przelew.
W tym roku wymyśliłam narzutę, o!

Leje deszcz...


      Dziergam na drutach z żyłką pasy z 50 oczek. Szerszej robótki nie utrzymam w ręku, a przecież trzeba jeszcze drutami machać. Robi się bardzo przyjemnie. Wprost nie mogę się oderwać. Nie istnieje dla mnie Internet i telewizja. Pochłonięta jestem dziełem tworzenia. Nagle trach, ciach, bach! Robota łóżkowo - kanapowa komplikuje się. Muszę dokupić włóczkę. Okazuje się, że w motkach są fabryczne węzły i różna grubość nitki. Nie chcę, aby narzuta miała brzydką lewą stronę /ma być dwustronna/, więc wycinam felerne fragmenty, żeby  supełki były z brzegu a nie w środku narzuty. Po co miałaby mieć skazy, skoro kupiłam nową włóczkę? Przecież nie dziergam z jakichś resztek, co poniewierały się przez lata.  I tak tracę włóczkę metr za metrem, rząd za rzędem... Zamiast dwa kwadraty z jednego motka, wychodzi mi półtora, a czasem mniej. Koleżanka stwierdza, że skomplikowana narzuta będzie bardzo cenna bo bogata w kłopoty. Radzi, aby włóczkę reklamować. Zanoszę więc odpady do sklepu, by je pokazać sprzedawczyni. Pani ekspedientka obiecuje powiadomić producenta. Zamawia też brakujące kolory, których w sklepie już  nie ma i nie wiadomo kiedy będą.






Ciemno, wietrznie, deszczowo... 


       W oczekiwaniu na dostawę wełny, dziergam metkę z moją „marką” oraz inicjałami tych, dla których dzieło jest przeznaczone.

    Zaczynam rozpracowywać sposób łączenia elementów narzuty. Myślę, że pasy połączę szydełkiem. A może pozszywam?  Zobaczę, jak będzie lepiej. Skoro ma nie być lewej strony, to chyba szydełko ładniej schowa węzełki i końce nitek, niż igła. Także obrabiam brzegi. To jest trudne, bo nie można rozciągnąć, ani ściągnąć poszczególnych kawałków.






Deszcz ciągle pada...







       Na specjalne zamówienie bawię się odpadami. Dodaję porządną włóczkę przewodnią, która niewiele pomaga. I tak wychodzą same frędzle.  Po uszy się zapętlam.

Wiatr nasila się...


       Po 2 tygodniach nadchodzi obiecana włóczka. Niestety... Jest dużo cieńsza, choć wszelkie numery i symbole na metkach wskazują na to, że powinna być identyczna. Pozostaje zmienić plan i zamiast kolejnego elementu w kwadraty  wydziergać „falbankę” w paski. Nie ma innego wyjścia! Skoro ta ostatnia część  narzuty ma być cieńsza, to niech będzie zupełnie inna. Niby specjalnie i artystycznie zaplanowana od samego początku. Nabieram na druty 250 oczek i działam. Uff! Dwieście pięćdziesiąt - to nie żarty. Żadna pomyłka czy wycinanie węzłów nie wchodzi w grę! Ewentualne prucie, a potem łapanie oczek przy takiej szerokości jest żmudne i czasochłonne. Teraz już rzędów nie liczę. Każdy dokupiony motek w danym kolorze wyrabiam do końca, bez względu na to, jaka szerokość paska  wychodzi

Szaleje orkan Grzegorz...

Pora na przymiarki...



... i ostateczne wykończenie.


             Od firmy w prezencie otrzymuję jeden motek włóczki. Dziękuję! Ale, ale... Ja musiałam dokupić wszystkie kolory po całym motku, chociaż czasem zabrakło zaledwie kilkadziesiąt centymetrów na jeden rządek robótki. Przecież nie kupuje się włóczki na metry. 

Grześ odszedł. Deszcz ciągle pada...



93 komentarze:

  1. Brawo! Najbardziej podoba mi się na łóżku, najlepiej widać całość.
    Też zauważyłam , że włóczki pozostawiają wiele do życzenia, bo czasem coś dziergam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy małej robóce można przeboleć, ale w przypadku tak dużej narzuty trudno.

      Usuń
  2. Mocno się napracowałaś. Narzuta rewelacyjna. Przydałoby się ostrzec panie, które robią na drutach, która to firma, by się nie nacięły tak, jak Ty. Czasem zdarzają mi się różnej grubości nici do haftowania tej samej firmy. Uważam to za lekceważenie klienta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pochwałę. :)
      Podaję nazwę włóczki:
      GERLACH 100% akryl Nm 4.2 94 S/105 Z
      VSV PILNIKOV CZECH REPUBLIC
      www.vsv.cz

      Usuń
    2. Kupowałam czeskie włóczki i nie miałam z nimi przygód. No cóż, trafiają się producenci bubli. Szkoda tylko, że narażają klientów na stres i koszty.
      A falbanką jest super, bardziej klimatyczna:)

      Usuń
    3. Najgorszy stres. Człowiek radośnie sobie tworzy, cieszy się, aż tu raptem obuchem w głowę. O tym, ile się naprułam i oczek nałapałam nie wspomnę. Dziergałam i celowałam, aby węzeł wyszedł na brzegu, a tu NIE! Zabrakło na dokończenie rządka i prucie znowu.

      Usuń
  3. Toż to cudności są! Żałuję, że nie mam takiego łóżka aby narzutę zamówić u Szalejącej Babci:)))
    Narzutowi adresaci będą zachwyceni! Och, słów mi brak aby wyrazić zazdrość i zachwyt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję.
      Jak zakupisz łóżko, to daj znać. Może przyjmę zamówienie. ;) :)

      Usuń
    2. Aby mieć takie łóżko wpierw muszę kupić większe mieszkanie:)) A najlepiej willę...

      Usuń
    3. Eeee, nie kupuj większego. Za dużo sprzątania i okien do mycia.

      Usuń
  4. Muszę jeszcze coś dodać:
    - metka jest rewelacyjna. Najładniejszy element narzuty
    - albo nie, najładniejsza jest falbanka wokół!
    - a w wersji "wersalkowej" dół układa się w interesujące fałdy. A może jest to wersja "sofowa"?
    - a na narzucie w wersji złożonej siedzi bonusik w postaci kapciuszków?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ad metka - wiadomo, co marka to marka :) :)))

      ad falbanka - pewnie, że nie może być brzydka.

      ad dół - specjalnie zrobiłam wzorem, żeby układało się w falbankowe fałdy w zwisie z kanapy czy sofy. W wersji łóżkowej fałdy układają się na wzgórkach poduszek.

      ad bonusik - ot wypatrzyła.

      Usuń
    2. ad bonusik - wszystko wypatrzę! Z bliska widzę bardzo dobrze:))
      Narzuta w zwisie... Ach jak to brzmi!

      Usuń
    3. Kiedyś na krawat mówiło się zwis męski. To u mnie może być narzuta w zwisie. :)))

      Usuń
    4. Dokładnie tak mi się skojarzyło:)))

      Usuń
    5. Najważniejsze, że zwis jest udany.

      Usuń
    6. Tak, to wyjątkowa sytuacja gdy zwis jest udany i pożądany.

      Usuń
    7. Żeby się tylko nie rozciągał, bo do podłogi będzie sięgać.

      Usuń
  5. Tak czytam, podziwiam, Jeszcze u ns żadne Grześki itp nie szalały ale powolutku nabieram chęci na samodzielne próby.. No chyba mam coś w genach po babci i mamie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reniu, lepiej niech Grześki Ciebie nie nawiedzają. Próbować możesz bez nich.

      Usuń
  6. No piękne! Już teraz rozumiem, czemu czas jakiś Cię nie "widziałam"...
    Obdarowani będą zachwyceni :-) Wspaniałe prezenty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie to było przczyną mojej nieobecności na blogach.

      Usuń
  7. Babcia cudownie szaleje, piękne prace. Obdarowani będą wprost zachwyceni! Wydaje mi się, że takie prezenty zrobione samodzielnie są naj...
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam. Czasem jednak można nie trafić w gust odbarodywwanych.

      Usuń
    2. To prawda, czasem obdarowywani mają inne wymagania i gusta. Ale i tak taki prezent jest dany od serca. W sklepie też czasami się kupi coś nietrafionego.

      Kochanieńka teraz zamiast tego bloga będzie ten blog

      http://jaga-babciaradzico.blogspot.com/

      I zawsze będzie on, dopóki mi miejsca na fotki nie zabraknie. Ale zdaje mi się, że szybciej ja się wykończę niż mi miejsca na zdjęcia zabraknie na Bloggerze. To będzie mój główny blog (zmian nie będzie!). I jeszcze. jeśli zechcesz zajrzeć na „Pomysłologię…”, tu:

      http://jaga-babciaradzicotam.blogspot.com/

      Serdecznie zapraszam i dziękuję.

      Serdeczności.

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję za linki.

      Prezenty często bywają nietrafione. Dlatego warto przed zakupem uruchomić służby wywiadowcze, albo zapytać wprost.

      Usuń
    4. Ja zawsze pytam się wprost, co by chcieli...
      Uważam, że tak najlepiej.

      Serdeczności.

      Usuń
    5. Niektórzy piszą listy niby do Mikołaja. Też dobra forma.

      Usuń
    6. My starsi i owszem lubimy listy pisać, ale Ci młodsi nie wiem czy wiedzą co to jest list... :)
      Serdeczności.

      Usuń
    7. To w dużej mierze zależy od dorosłych, co młodzi wiedzą i czego się uczą.

      Usuń
    8. I tu się z Tobą trzeba mi zgodzić. To my, dorośli od najmłodszych lat powinniśmy kształtować charakter młodego człowieka.
      "Czego Jaś się nie nauczy, tego jan nie będzie wiedział"

      Serdeczności.

      Usuń
    9. O jejku, Jan miał być dużą literą... :)

      Usuń
    10. Nie przjmuj się JaGo, wiem, że piszesz poprawnie. Literówka może się zdarzyć.

      Usuń
  8. Ale śliczna ta narzuta... Niestety, z polskimi firmami tak własnie jest. Znam ten ból z wyszywania - polska mulina mimo numerów i wzorników zmienia kolory i odcienie z każdą nową dostawą i robi się coraz cieńsza. A zagraniczne są sporo droższe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      Ta włóczka jest firmy czeskiej. Żałowałam, że nie kupiłam polskiej, ale z Twojego komentarza wnioskuję, że z polską włóczką też mogły być kłopoty.

      Usuń
    2. próbowałam czeskiej muliny. Jest tania, ale okrutnie dziadowska.

      Usuń
    3. Mam 30 letnią polską mulinę cieniowaną. Lepszych nici już nigdy i nigdzie nie kupiłam. Piorę ją od czasu do czasu, żeby przy haftowaniu nie pachniało starzyzną.

      Usuń
  9. Kolory fantastyczne. Kiedyś babcia mi wydziergała sweter w podobnych kolorach, były piękne ... do pierwszego prania. Nie pomogło pranie w specjalnych płatkach mydlanych, białe zrobiło się szare, a czarne szare, prawie tak jak w PiS-ie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolory dobierałam do wystroju wnętrza tych, dla których narzuta przeznaczona. Mam nadzieję, że się spodobają. Jedynie grafitowy kolor dodałam jako "neutralizator", żeby narzuta nie miała barw narodowych jakiegoś kraju albo klubu sportowego. Chyba szarej barwy nie spotyka się na flagach i szalikach.

      Próbę prania robiłam w płynie do kolorów. Najpierw w letniej wodzie, a potem dolałam wrzątek z czajnika. Nie farbuje. Może w partiach politycznych też trzeba robić taką próbę wrzątkową?

      Usuń
    2. W partiach politycznych potrafią kolory zmieniać nawet po polaniu ich wrzątkiem z czajnika i na dodatek kwasem żrącym. ;)

      Usuń
    3. A ja myślałam, że farbowane lisy wyszły z mody.

      Usuń
  10. Elu, super pomysł na prezent. I super wykonanie. Podziwiam Cię za cierpliwość.
    Ciekawa jestem jaki będziesz miała następny pomysł. Pamiętam jak robiłam, według Twojego przepisu, róże z liści. W tym roku jesień mnie "zaskoczyła" i nie zdążyłam nazbierać, a szkoda.
    Pozdrawiam z bardzo mokrego L. bakalia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwzajemniam pozdrowienia:)
      Obecnie pomysł mi podrzuciła nasza koleżanka blogowa, która chce od Mikołaja włóczkowe kapciuszki. Są fajne do oglądania telewizji, kiedy nogi trzyma się na pufie, ławie lub drugim fotelu. Gołe stopy czy w skarpetach nie wyglądają estetycznie, a w butach nie wypoczywają.
      Liści też nie zbierałam w tym roku. Nie było kiedy, bo prawie cały czas pada.

      Usuń
  11. Wybrałaś lepszą opcję niż ja; klikam na klawiaturze, czas ucieka, deszcz nadal leje i odbiera nadzieję na słoneczne dni. A Ty dziergasz, działasz i po tym pozostaje ślad; po moim klikaniu owoców brak.
    Kiedyś na szydełku udziergałam narzutę [gruba. ciepła] i mam ją do dziś, ale już [po praniu] zrobiła się brzydka. Dziś bym nie miała tyle cierpliwości, aby tak dłubać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początkowo planowałam zrobić narzutę na szydełku tunezyjskim. Wybrałam ładny splot, ale po wyrobieniu jednego motka włóczki zrezygnowałam. Wychodziło twarde i grube, jak derka pod siodło na konia, a poza tym żarło dużo włóczki.

      Fakt, że pranie niszczy prawie wszystko. Dobrze jest puszyste i duże rzeczy, jak koce oraz narzuty powlekać do prania w poszwę. Wtedy puszki wzajemnie nie ocierają się i tak nie niszczą.

      Usuń
    2. Kurcze blade- mozolna to robota; do tego jeszcze kapciuszki :)
      czy to nie zbyt wiele szczęścia? mnie nikt nie nauczył robić na drutach i szydełku; samouk ze mnie, bardzo lichy samouk, a jeszcze bardziej niecierpliwy; dlatego rzuciłam tą robótkę w kąt.Myślę, że przy Tobie bym nabrała ochoty do tej roboty.

      Usuń
    3. Eeeee, tam - zanim to cudo się pobrudzi zdążymy wymyślić sposób na bezpieczne pranie. Może w nowoczesnej pralni parowej czy jakoś tak?

      Usuń
    4. Pierze się w pralce. Jedyny problem, to powlekać poszwą rzeczy włóczkowe, aby się nie tarły i nie skręcały podczas wirowania.

      Usuń
  12. Gdyby mi się chciało, jak mi się nie chce, to też zrobiłabym narzutę synowi. Prezenty kupuję lub daję w prezencie coś, co się komuś u mnie spodobało. Trudno, muszę odżałować.
    Prezent nie musi być drogi, choć akurat Twój jest bardzo drogi, powinien być pomysłowy i przydatny.
    Kiedyś kupiłam synowi czarny t-shirt z napisem: "Nie lubię napisów na koszulkach". Często go nosił i bardzo się cieszył.
    U mnie się wypogodziło i na razie nie pada. Dobrze, że ten piekielny Grzegorz się skończył, bo już mam dosyć orkanów w Polsce.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysłowy ten napis na t-shircie. To prezent rozweselający.

      Myślę, że gdybyś zaczęła dziergać, to ochota by przyszła. Robótki bardzo wciągają. Najgorzej zebrać się, żeby rozpocząć.

      Usuń
    2. AlEllu, dziś pół dnia siedziałam przed komputerem i oglądałam dwa historyczne seriale, które obie bardzo lubimy.
      Wolę to niż psucie oczu dzierganiem.

      Usuń
  13. Szczęka opadła mi z zachwytu i zazdrości. Interesujące kolory, bardzo ciekawy splot. Wiele lat temu, gdy kupiłam jedną z pierwszych książek o dzierganiu, próbowałam zrobić narzutę na własną wersalkę. Niestety, nie wystarczyło mi samozaparcia. Tak piękny prezent, nie może się nie podobać, nie będzie nie trafiony. Gratulacje. Ciekawe, jakie inne pomysły będziesz miała na prezenty? Wyznaję, taką samą zasadę, ale w tym roku brak mi pomysłów i sił na własnoręcznie robione drobiazgi. Gratuluję i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, obecnie robię drugie kapcie. Oczywiście dla osoby, która chce je mieć, będzie używać i się cieszyć. Co jeszcze, nie wiem. Muszę wywiad uruchomić.

      Usuń
  14. Wow , piękna ta narzuta i kolory takie lubię :-)
    Podziwiam tyle prazy...
    U nas za to pada i pada...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Pracy faktycznie dużo, ale to przyjemna robota.

      Usuń
  15. Podejrzewam, że "Nawet gdy orkan Grześ nie wieje, to Babcia szaleje!!!"

    Gratulacje, piękna robota!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Oj, szaleje babcia, szaleje...

      Usuń
  16. Wyrosłam z robótek ręcznych. Przestało mi się chcieć. Pewnie szkoda. Jednak brak cierpliwości, to główna przyczyna. Jeszcze żyją robione przeze mnie swetry i.t.p.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje swetry już dawno skończyły żywot.

      Usuń
    2. Część rozdałam, bo mi się figura zmieniła.

      Usuń
  17. AlEluuuuniuuuu..Obejrzałem to wszyściusieńko..Dech mi zaparło..Wiem,że chyba nie masz dla mnie sympatii..Moja wina,moja bardzo wielka wina..Ale com ujrzał,to skomentuję,bo się inaczej uduszę! Tylko Ty możesz mnie uratować od śmierci okrutnej..A więc poczytaj sobie.."To wspania..". Kończę,bo serce me..

    OdpowiedzUsuń
  18. Aaaaaa...przypomniałam sobie. To była komuna zmusiła mnie i siostrę do robótek ręcznych. W sklepach były puste półki, tylko te wełenki i inne można było kupić. Dzięki temu miałyśmy swetry, czapki i szaliki, no i wyglądały te nasze wyroby jak trzeba:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i szyłam. Maszyna do szyci była. Szyłam spódnice i spodnie. Spodnie nie tylko dla nas ale i dla znajomych chłopaków z bloku. Każdy chciał mieć jakiś fajny ciuch a tu bryndza w sklepach.
      Pa:)

      Usuń
    2. Ładne rzeczy kupowało się w Modzie Polskiej i Telimenie. Jaka to była jakość w porównaniu do dzisiejszych butikowych ubrań. Na palcie z Telimeny do dzisiaj suwam meble i w ogóle nie zmechaciło się.

      Usuń
    3. Fakt. Tkaniny to my mieliśmy w dodatku nie z importu a nasze, polskie!

      Usuń
    4. I w dodatku z ziemi obiecanej.

      Usuń
  19. O kurczaki pieczone jak ja to mówię. Super robota według mnie. Nie mam zbytniego talentu do robótek ręcznych, więc tym bardziej podziwiam Twoje umiejętności, zwłaszcza przy ,,zmianach planu", ja nawet jakbym już coś umiał zrobić z włóczki to bym nie wiedział jak wyjść z takich problemów technicznych. Szacunek się należy, nie ma co. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radzenie sobie z problemami to moja specjalność. Kilkadziesiąt lat treningu.

      Usuń
  20. Kawał porządnej, artystycznej roboty Eluś! :) Odbiorcy na pewno będą zachwyceni!

    Jesteś wszechstronnie utalentowana - blog, wciągające posiaduszki, a tu jeszcze robótki ręczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Celcie... Tak dużo pochwał... Aż się zarumieniłam. Dziękuję.:)

      Usuń
  21. W tym roku również u mnie prezenty wykonane artystyczną ręką Tuv ze sklepu Matylda w Sosnowcu, czyli podusie, koszyczek, narzuta patchwork, sama z kolei robię czapkę, szalik i poncho. Problem mam z mężczyznami, nie lubią robótkowych rzeczy. Proponowałam skarpety, kapcie, podziękowali.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie robótkowe dzieła nie są w guście mężczyzn. Ja kiedyś robiłam wełniane opaski na kolana dla pana, któremu kolana marzły. Był zadowolony, ponieważ nic takiego ciepłego nie mógł kupić, a różne kolanowe owijki, które sam wymyślał, uciskały i zatrzymywały krążenie.

      Usuń
  22. :) No to teraz już kumam w kwestii tego jak radzisz sobie z problemami.

    Jakoś udało się uniknąć trudnych tematów politycznych, choć było parę razy blisko do zahaczenia o nie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, by problemów nie potęgować, bo wtedy z małych robią się wielkie.

      Usuń
  23. U Ciebie Grzegorz wpadł z wizytą, u mnie, choć po pewnym czasie, dwa dni deszczowej pluchy...
    Podejrzewam, że wiesz, iż interesuję się sztuką, a zatem z ogromną przyjemnością przeczytałem sobie Twój tekst, ale i ZOBACZYŁEM twoje dzieła... i mi się tu nie śmiej, że sztuką nazywam to, co dla ciebie jest hobbystycznym zajęciem, a powiadam to szczerze, jako miłośnik rzeczy pięknych, a wymagających i trudu, i sił, i talentu, i cierpliwości... z podziwu wyjść nie jestem w stanie. A swoją drogą, zaręczam, że zarobiłabyś na podróże swoimi zdolnościami... moze nie jest za późno... nie, nie jest za późno... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że interesujesz się sztuką, Andrzeju. To ogromny zaszczyt dla mnie, że moja robótka do sztuki zaliczona. Zarobić się raczej na tym nie da. W czasach taniej chińczczyzny chyba nikt nie będzie płacić za ręczną robotę. Sama sobie kupiłam czapkę i szalik w Biedronce za 19,90 zł. Za taką cenę nie ślęczałabym z drutami. Chyba, że dla przyjemności i w prezencie.

      Usuń
    2. Nadejdą jeszcze dobre stare czasy, w których będzie się liczył oryginalny wkład naszej pracy... tyle, czy ich doczekamy??? pozdrawiam

      Usuń
    3. Myślę, że już nadchodzą. Ludzie "przejedli się" plastikową tandetą. Nawet kartonowy kubek na kawę, który wkroczył do nas wraz z wielką cywilizacją zachodnią, zaczyna przegrywać z porcelanową filiżanką.

      Usuń
  24. Czytając tę relację z "procesu produkcyjnego" nie wierzyłem w końcowy rezultat. Toż to, alellu, arcydzieło! No, ARTYSTKA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Honiewicz, ja sama nie wierzyłam, bo to duża praca, ale do arcydzieła jej daleko.

      Usuń
  25. Podziwiam. Druty i szydełko, to dla mnie czarna magia, chociaż szyć umiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szyjący mężczyzna to dzisiaj rzadkość. Kiedyś na pracach ręcznych także chłopcy musieli uczyć się szyć.

      Usuń
  26. Wow, alEllu, to jest piękne. Podziwiam ciebie i twoje dzieło, bardzo, bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiaj, podziwiaj, Iwonko. Lubię podziwianie. ;) :)

      Usuń
  27. witaj po długiej przerwie i od razu ... witaj w klubie - nie dość, że chałwianka to jeszcze wełnianka

    OdpowiedzUsuń
  28. TALENT TO JEST TO !!!!
    masz złoto w rękach !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby jeszcze można było płacić tym złotem... :)))

      Usuń

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.