23 sierpnia 2010

Egipt. Baśniowe Sharm El Sheikh - początek...




       Zaczynają się leniwe wakacje w Sharm. Miejscowość usytuowana jest na południowym cyplu Półwyspu Synaj. Położenie pomiędzy pustynią, górami i niewiarygodnie błękitnym morzem urzekło nie tylko mnie. Z pewnością to miejsce jest najpiękniejszym osiągnięciem turystycznym, jakie dane mi było zobaczyć. Wszystko jest tutaj niemal nienagannie przygotowane na przyjęcie turystów, a kurort chyba projektował przybysz z baśni tysiąca i jednej nocy. Oczywiście ogromnym atutem jest Morze Czerwone – ciepłe, turkusowe i ze wspaniałą rafą koralową oraz kolorowymi rybkami w nim zamieszkującymi. Są tu trzy kurorty. Ja wypoczywałam w Naama Bay, w pobliżu Parku Narodowego Ras Mohammed z bogatą podwodną florą i fauną. Od razu zostaliśmy pouczeni, aby nie kolekcjonować muszelek i kawałeczków rafy, ponieważ i tak nie uda się ich przemycić do samolotu. Lepiej więc, by pozostały tam, gdzie będą cieszyć oczy kolejnych turystów.
       
       Kurort wydał mi się mieszanką stylu karaibskiego i beduińskiego, w które to style wkomponowano dyskretnie wszystkie osiągnięcia europejskiej nowoczesności pozwalającej turystom pławić się w komforcie, a jednocześnie napawać egzotyką. Wszędzie wokół piaszczyste wydmy, niezwykłe oazy, wielbłądy oraz beduińskie namioty. Nad Morzem Czerwonym plaże żwirowe, ale zdarzają się także z białym, miałkim piaskiem. A w morzu jaskrawe rafy koralowe, bajeczne podwodne ogrody, które można podziwiać nie mając umiejętności pływania już kilkanaście metrów od brzegu. Wystarczyła najprostsza maska, by móc oglądać kolorowe rafy i ryby przyzwyczajone do obcowania z ludźmi. Nawet Lodzia, która nigdy nie zamoczyła się powyżej pasa, mogła nacieszyć oczy tym podwodnym światem. W ciągu dnia koralowce ukryte są w swych kamiennych fortecach, by nocą powyciągać czułki w celu zdobycia pożywienia. Ale i w świetle dnia są niebezpieczne. Traktując człowieka jako intruza, potrafią go poparzyć. Lepiej więc rafy koralowe podziwiać z odległości.
        
       Tak do woli nie nacieszyłam się morzem, plażą i słońcem, które paliło w Sharm, jak na pustyni. Złą porę roku wybrałam na pobyt w Egipcie. Wystarczyło pół godziny na plaży, aby opalanie się i pluskanie w słonej, morskiej wodzie przestało być przyjemne. Trzcinowe i palmowe parasole plażowe okazywały się złudną osłoną. Promienie słoneczne wdzierały się szczelinami i zamieniały skórę w piekącą, oblepioną solą skorupkę. Nieustanne spłukiwanie tej soli pod prysznicem powodowało jeszcze większe wysuszenie skóry, ponieważ zmywały się olejki, balsamy i kremy z filtrami (podobno wodoodporne). Nie opaliłam się więc na ciemny brąz, co wcale w Egipcie nie jest żadną sztuką. Nie wygrzałam także kości na piasku, ponieważ nie sposób było na nim leżeć ani nawet po nim chodzić boso. Co najwyżej piach ten nadawał się do podgrzewania kawy, tak był gorący.

Ale  baśniową atmosferą  letniego romantyzmu 
można  upoić  się po stokroć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.