28 sierpnia 2010

Jak zostałam krawcową


       W mojej ukochanej Afryce coraz cieplej się robi. Sukienka na wyjazd potrzebna! Ba! A czy łatwo jest kupić sukienkę? Oczywiście, że tak. Do wyboru, do koloru!  Ładne i brzydkie! Nie takie jednak, jak potrzebuję. Moja sukienka ma być plażowa. Na spacery brzegiem morza, ale też nadająca się na promenadę. W dodatku luźna, a jednocześnie podkreślająca sylwetkę.

       Tak jednak podkreślająca, żeby to "podkreślenie" nie przylegało do ciała, a w razie przejedzenia można było jeszcze bardziej poluzować. Długa i zwiewna! Kolorowa i wesoła! Przewiewna i nie wchłaniająca potu! Nie brudząca się i nie gniotąca! Zasłaniająca ramiona i ręce do łokcia, ale bez wszywanego rękawa! Oczywiście nie przezroczysta, żeby nie była potrzebna halka ani podszewka, a i bez biustonosza można było chodzić, jeśli się zdejmie plażowy - mokry i posolony w morzu. No, po prostu taka, żeby morska bryza docierała w każdy zakątek pod sukienką, a przy otwarciu buzi robił się przeciąg:)
Jeszcze tylko odpowiedni rozmiar i koniec wymagań.
       
       Dwa miasta, w tym stolica, w poszukiwaniu takiej wakacyjnej kreacji bezskutecznie spenetrowane. Krawcowa, po wysłuchaniu, co ma uszyć, wzrusza ramionami i bezradnie rozkłada ręce...
Myśl, że mam się "dusić" i pocić na afrykańskiej ziemi w obcisłych sztucznościach, których nie znoszę, odbiera mi chęć wyjazdu na upragnione wakacje. Szorty i topiki wcale nie są dobre, choć odkrywają większość ciała, więc nie powinno być gorąco. Spraktykowałam, że w Afryce jest odwrotnie. Im cieplej, tym bardziej trzeba się zakrywać. Problem tkwi w tym... czym? Nie opatulę się przecież, jak muzułmanka.
No więc myślę sobie, że najlepsza będzie sukienka, której nikt jeszcze nie wyprodukował...
Biorę się więc za "produkcję" !
       
       Wzdychając z siostrą do młodych lat i zabaw lalkami, przypomniałyśmy sobie, jak się kroiło i szyło sukienkę dla lalki, nie znając przecież reguł kroju i szycia...
- Cooooooo? W dzieciństwie szyłam z małych szmatek, a teraz z dużej nie potrafię?
Do roboty!

 Składam tkaninę, jak szmatkę dla lalek. Przy okazji... czy słowo "szmatka" jest jeszcze używane przez dziewczynki? Szmatki, to były resztki rożnych tkanin na ubranka dla lalek.

  Wycinam dekolt i  przecinam "dziury" na ręce.

  Zszywam ramiona i przód (oczywiście po lewej stronie), zostawiając rozporek, żeby było przewiewniej i ponętniej, a od wysokości pachy do samego dołu szyję po prawej stronie sukienki.

Dopisek. Wygoda zweryfikowała te wykropkowane na brązowo dwa boczne szwy. Na wysokości 35 cm od dołu zostały rozprute, o! Wygodniej siadać na piasku czy barowych poduchach, gdy zszycia nie są do samego dołu.


   Po lewej stronie wszywam taśmę firankową marszczącą, mniej więcej na wysokości pachy. Przy pachach nieco wyżej, żeby sukienka nie miała po bokach "ogonów". Po zmarszczeniu taśmy powstaje podwyższona talia. Najlepsza jest taśma miękka - bawełniana.

  Z tyłu można wszyć wiązankę, ale ja zrezygnowałam, bo plecy ślicznie się układają na luźno. Po co więc mi te troczki do zawiązywania?

       Jeszcze tylko wykończenie dekoltu gotową pliską pasmanteryjną. Koniec. Wskakuję w sukienkę i prezentuję.

   
Pasuje do tej plaży?

17 maja 2010r.
Nie wiedzieć czemu, na moją kreację plażową zwrócił uwagę Onet. Miło!
 
      
Nawet, jeśli kogoś spotkam w takiej samej sukience, co jest całkiem możliwe
zważywszy na liczbę odwiedzin... cieszę się z tak tłumnie przybyłych gości...

 
Łałłłłłł ! Ale statystyki wystrzeliły w górę brawo  Nic... tylko szyć dla sławy!  hehe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.