26 sierpnia 2010

Tunezja. Zawsze pozostawiamy za sobą miejsca nie obejrzane


       Tytuł postu jest mądrością zaczerpniętą z e-maila od Osoby, którą poznałam osobiście w Hammamet Yasmine, a wcześniej - wirtualnie - na forum turystycznym. Jest wielka prawda w tym stwierdzeniu i ja także się pod nim podpisuję.

       Jeszcze nie jestem gotowa do wspominania. Ogrom wrażeń, które do dziś nie wygasły jest tak splątany, że nie pozwala na pozbieranie myśli,  usystematyzowanie ich  i przedstawienie w sposób interesujący. Czuję się, jak po sytym, smacznym obiedzie. Z przyjemnością głaszczę się po brzuchu, chłonę z podniebienia pozostałe tam jeszcze smaki, oblizuję się z rozkoszą na samą myśl o skonsumowanych daniach, ale nie jestem zdolna do niczego więcej, jak „zawiązywania sadełka”. Tak też jest z moimi wakacjami. Niedługo miesiąc upłynie od dnia wylotu do Tunezji, a ja ciągle „zawiązuję sadełko” i tak mi z tym dobrze. Oj... jak dobrze... bardzo dobrze !!! 

       Miejsce  wypoczynku - Hammamet Yasmine -  bardzo mi odpowiadało. Pierwszy tydzień upłynął nie wiadomo kiedy, a drugi jeszcze szybciej;-( Nie zdążyłam zrealizować wszystkich planów turystycznych.
Już tak jest, że zawsze pozostawiamy gdzieś za sobą miejsca nie obejrzane i trasy nie przebyte. Plan zwiedzania miałam  w punktach nakreślony, zatwierdzony przez zjazd rodzinny i gremium wirtualnych znajomych, ale go nie zrealizowałam w 100%.
Za to pozaplanowo... ponad miarę...:-) (mierząc możliwościami nie babcinymi, a młodego, zdrowego, kochającego życie młodzieńca). Doszłam do wniosku, że lepiej improwizować i robić to, co w danej chwili daje radość. Planów  rocznych, 5-letnich, 10-letnich i wytycznych kolejnych zjazdów PZPR już się 'nawykonywałam' podczas życia zawodowego:-D. Postawiłam na relaks, delektowanie się rajskim otoczeniem, wprawdzie nienaturalnym, takim "pod publiczkę", czyli pod turystę, ale wygodnym, ładnym i bezpiecznym dla  spacerów. Warszawskie Stare Miasto też jest przecież nowe, a ma swój klimat tak uwielbiany przez warszawskich spacerowiczów i przyjezdnych z całego świata. Tak i Nowa Medina w Hammamecie. Nadmorska promenada, klimatyczne alejki i uliczki, kilometrami ciągnąca się plaża zwana bursztynową , ogrody palmowe pełne kwitnących krzewów, wnętrza, jak u Ali Baby... To wszystko sprawiło, że ciągle chciało się „pętlować”. Tak więc nie tylko zrealizowałam „Malutką Pętlę Hińczyka”, ale też tę ciut większą, dużą, wielką i kto wie, jeszcze jaką. Gdyby tak był licznik kilometrów w nogach, to pokazałabym go Hińczykowi. Może byłby ze mnie -  pilnej uczennicy -  dumny. Nie obyło się także bez wycieczek wykraczających znacznie poza wszelkie "pętle" i „wtykania nosa” gdzie się da..., wypytywania o co się da..., oglądania czego się da... 

       Nie sposób też nie wspomnieć o znakomitym towarzystwie: Łodzianach, Rodzinie ze Śląska, DamiePik z Mężem i Córeczką. Oni też dodawali kolorytu  wakacjom w Tunezji i mają swój duży udział w  naszej ocenie pobytu na afrykańskiej ziemi na szóstkę z plusem.  Wróciłyśmy z siostrą szczęśliwe, zrelaksowane, zachwycone i zadowolone. Podsumowując w samolocie pobyt, stwierdziłyśmy, że Hammamet Yasmine - to najlepsze miejsce dla nas zarówno na czynny, jak i leniwy wypoczynek. Jest tam wszystko, co potrzeba, czyli  długie i  dość szerokie plaże, urokliwe "spacerniaki", wygodne hotele z pięknymi ogrodami, pola golfowe, korty tenisowe, wszelkie atrakcje i sporty wodne, a dla zmarzluchów (gdy temperatura wody morskiej nie zachęca do pływania)  ciepłe - kryte baseny świetne na rehabilitację sfatygowanego życiem kręgosłupa. Na pobyt w taką pogodę, jaka była w drugiej połowie maja - nasz hotel ze swym małym (w porównaniu do innych) - przytulnym podwórkiem był ok. Na gorące dni – gdyby nam przyszło jechać w innym miesiącu - wybrałyśmy  hotel Marillia z dużym ogrodem, z palmami i kwitnącymi krzewami oraz leżakami rozmieszczonymi i w słońcu, i w miejscach zacienionych zielenią  - na zraszanej trawie, a nie na betonie,  kącikiem zabaw dla dzieci pod palmami, z płytkim basenem dziecinnym (niezależnym od wielkiego - głównego basenu). Oczywiście też Africanę - ale ta cenowo nie odpowiada emerytkom.  
Planujemy w przyszłości zabrać wnuki  właśnie do hotelu Marillia w Hammamet Yasmine. Rodziców też namówimy:-)

       Tak więc ja już znalazłam swoje miejsce wypoczynkowe na ziemi. Nie twierdzę, że jest najpiękniejsze i najlepsze na świecie, ale odpowiada zarówno mnie, jak i siostrze i jest na emerycką kieszeń. Przede wszystkim obie babcie czuły się tam wyśmienicie ciśnieniowo, krążeniowo i jelitowo. Zero spuchniętych nóg, zero skoków ciśnieniowych, fizycznie i psychicznie 100 procentowe małolaty z babć tam były :-].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.