1 października 2010

Historia pewnej koronki


06 listopada 2009

        Któż nie zna koronek, ażurowych plecionek i dzierganek, często o dużych walorach artystycznych.
    
       Serwetkami koronkowymi różnego kształtu, choć przeważnie okrągłymi, nasze babcie zdobiły  stoły i kredensy. Długie i wąskie szydełkowe cuda, niejednokrotnie własnej roboty, przyszywały do płóciennych, nakrochmalonych i starannie uprasowanych halek lub stosowały jako wstawki do bielizny pościelowej, będącej wianem niemal każdej panny młodej.
       
       Misternie, oczko po oczku, łańcuszek po łańcuszku, słupek po słupku, dziergały panny swoje koronki. Ciekawe, czy zdawały sobie sprawę z tego, czego to świadkiem ich plecionki będą? A przecież każda z nich miała potem swoją historię...
Jedna stawała się świadkiem wielkiej miłości, inna śmierci, a jeszcze inna była uczestnikiem wesołych biesiad przy stole.


        Koronka mojej babci też ma swoją historię. Dziergana w panieństwie z przeznaczeniem na ozdobę poszwy i poszewek na wiano, stała się w noc poślubną Koronką Miłości - niemym świadkiem  miłosnych uniesień w tej niezwykłej urody pościeli.
       
       Podczas II wojny światowej,  kiedy rozpoczęły się deportacje i przesiedlenia, a także ucieczki z miejsca zamieszkania, ciężko było babci przemieszczać się z całym swoim wianem. Ale pościel z koronką, na swoją tułaczkę, zawsze ze sobą zabierała. Kiedy drogę zagrodziło bagno, przez które nie dawało się przeciągnąć niewielkiego wózka z dobytkiem, a zbyt ciężko było dźwigać tkaniny nasiąknięte wodą, swoją  "Koronkę Miłości" babcia oderwała od poszwy i poszewek.  Po wojnie zaczęła ją nosić poprzyszywaną do halek. Doskonale pamiętam, jak szeleściły te halki pod spódnicą. Kiedy nastała moda na spódnice wąskie, babcia  halki porwała na ścierki, zaś koronkę złożyła w kufrze na strychu.
Odnalazłam ją tam i pomyślałam:
- zbyt piękna jesteś, by cieszyć tylko pająki i nietoperze.


     Akurat była moda na szyfonowe, zwiewne i przezroczyste sukienki na podszewce, więc "Koronkę Miłości" przyszyłam do spodziku ulubionej kreacji. Już nie nakrochmalonego i szeleszczącego, ale ze zwykłej sztucznej podszewki. Zalotnie prześwitywała przez tkaninę sukienki, zwracając na siebie uwagę przystojnych panów, a szczególnie jednego, który postanowił z bliska ją podziwiać i nie przez szyfon. Pewnego dnia zapragnął także dotknąć babcinego dzieła, a kiedy to uczynił, koronka zaczęła iskrzyć...
       Ten wątek z życia koronki jest z miłością na pierwszym planie i seksem w tle, a może odwrotnie - nie pamiętam już;) 
Pominę go, ponieważ blog nie jest oznaczony, jako dla dorosłych.


       Koronki już nie mam, ale jej historia nie zakończyła się. Ma ciąg dalszy. I to jaki! Słyszałam, że brylowała na  wernisażu, a także ma szansę stać się elementem tkaniny artystycznej. Wyruszyła po prostu na podbój świata!

To już zupełnie nowy rozdział historii tej koronki
i nie w mojej gestii ciąg dalszy...

komentarze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.