6 października 2010

Splątana kablami


13 września 2009

- Rozpoczynasz dzień od kawy przy komputerze. Dlaczego siedzisz w tym ciemnym północnym pomieszczeniu, zamiast przenieść komputer do jasnego pokoju, by rozkoszować się słońcem zaglądającym przez okna wychodzące na wschód?
Zapytała moja siostra.
Dwa razy pytać nie musiała.
- Przenosimy komputer. Damy radę z kablami?
- Damy, albo i nie...  (O tym, że się powiodło świadczy niniejszy wpis).

       Komputer znalazł miejsce na tęskniącym za nim specjalnym  biurku, które dotąd pełniło funkcję toaletki w sypialni.


- Co z kablami? Nie będę chodzić po przewodach rozścielonych na podłodze niczym dywany. Wszędzie ich pełno. 'Koty' i roztocza się  na nich wylegują, do odkurzania trzeba podnosić. Do kitu!!! Przymocowane do listwy przypodłogowej wyglądają jeszcze gorzej. Brud się zbiera za gwoździami, a obmywanie mopem brudzi ścianę. Chcę mieć okablowanie schowane i co najmniej w dwóch pomieszczeniach - na wypadek, gdyby znowu przyszła do głowy zmiana miejsca stacjonowania komputera, czy telewizora.
A przychodzi. Średnio dwa razy w roku.


No... i... się zaczęło! Z rozmachem! Bo... jak kończyć wakacje, to tylko z rozmachem! W ruch poszły wiertła, dłuta, młoty, obcęgi, lewarki, szpachle, kleje, kity, gwoździe, wkręty i  dwie wątłe - babcine ręce.  Jak się babcia rozmachała, tak machała do wczoraj.


Wyjście z wnęki licznikowo - gniazdkowej w przedpokoju nie sprawiło najmniejszego kłopotu. Po prostu pikuś. Nawet nie pan pikuś.

  


       Schody zaczęły się przy przejściu do pomieszczenia docelowego, czyli kuchni. Ściana grubości 60 centymetrów. Nikt nie ma takiego wiertła. Zakupiłam najdłuższe, jakie znalazłam w sklepach, ale też okazało się zbyt krótkie. Nie ma rady! Wiercę dziurę w futrynie drzwi. Ciężko idzie wiertłem do betonu. Dąb w końcu ustępuje i moim oczom ukazuje się dziura. Piękna! W pocie czoła wywiercona! Okrąglutka, jak malowanie. W sam raz na kabel.
       Niestety, nie daję rady wydłubać rowka w dębowej futrynie, by schować kawałek przewodu biegnącego po skosie przez narożnik.
Drobiazg. Na razie dekoracyjnie powisi tutaj sienkiewiczowski kapelusz z 'W pustyni i w puszczy', doskonale maskujący niedoróbkę, a z czasem powrócę do tematu.

  


W kuchni kabel wędruje nad szafkami wiszącymi.

  

  




Potem chowa się pod listwą nad panelami i drzwiami,


 


by w plastikowym tunelu sięgnąć podłogi,


  


(po drodze - wymiana wyłącznika światła na nowy,
oraz likwidacja sąsiadującego z nim 
nieczynnego przez 50 lat gniazdka)


   




   


po czym wznosi się ku górze.
Nie będę przecież pełzać pod meblami,
by podłączyć komputer i telewizor.


 

       W tak zwanym międzyczasie kuchnia zamienia się w prawdziwe pole walki z rożnymi pułapkami czyhającymi w każdym kącie. To już nie kuchnia. To budowa i warsztat! To pole bitwy i zmagań kobiecych dłoni z tynkarstwem, stolarstwem, malarstwem, elektryką!

 

  

       Na ceramicznej płycie elektrycznej kuchni przezornie wyleguje się poduszka przykryta żółtą tkaniną. Kto wie, czy z wysokości nie spadnie na nią dłuto, śrubokręt, a nawet cała wiertarka. Lada kuchenna zamienia się w warsztat wielobranżowy. Garnki teraz odpoczywają, talerze - zamiast zupą i schabowym z kapustą, wypełniają się kurzem.
Ale to tematy na inną opowieść. Dzisiaj o kablu, bo z niego najbardziej jestem dumna. Czyż to gniazdko, będące uwieńczeniem mojej ciężkiej pracy, o której nie miałam dotąd pojęcia, nie wygląda imponująco?

  
      
       Jest ładnie i wygodnie. Na dodatek czysty zysk. 
Pozostało bowiem wiele metrów kabli, które dotychczas wędrowały 
z pokoju do pokoju za komputerem lub telewizorem, denerwując mnie przy tym bezlitośnie.

  

Kablowe wędrówki raz na zawsze skończone!

Suplement

"Fascynująca opowieść! W pewnym momencie... kabel sięgnął... podłogi ... i tu chciałoby się zacytować "ideał sięgnął bruku.."
Dzieło imponujące!  Ale przy okazji zauważyłam, że sławna już drabina występowała kiedyś w roli barku. Czyżby degradacja owego sprzętu? Chyba nie "za karę"?
Najbardziej mi się podoba super - ozdobny wyłącznik - toż to dzieło sztuki!
Brawo, brawo, bravissimo... nie ma,  jak dzielne Babcie!
Tak świeżo i artystycznie okablowana będziesz tworzyć jeszcze piękniejsze opowieści... czego wszyscy oczekujemy !"
~Bet z peerelu, 2009-09-13 18:57



... wspomniała o drabinie w swoim komentarzu Bet. Dziękuję za to przypomnienie. To faktycznie wysłużona i zasłużona drabina, a w roli barku występuje po każdym remoncie. Odnalazłam zdjęcia z 2006 roku.

   

Obecnie pracuje jako suszarka poduszkowych wnętrzności.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.