15 października 2011

"Habibi". Miłość... czy „mechanizm działania”?

"Habibi". Miłość... czy „mechanizm działania”?

piątek, 14 października 2011

       „Habibi” jest uśmiechnięty, męski, bezpośredni, przystojny. Ze swoimi pięknymi oczami i wyszukanymi słowami zjawia się, by spełnić marzenie o wielkiej miłości, dać czułość, rozpalić namiętność, rozkochać. Z nim kobieta może poczuć się, jak jedyna na świecie księżniczka. Psychologowie mówią, że kobiety, które ulegają i wierzą „Habibi” są spragnione choć chwilowego przeżycia iluzji. Szczególnie panie z zimniejszych i mniej słonecznych krajów, w których mężczyźni bladzi i niezbyt skorzy do ognistego romansu. Kto by tam w zaspie śniegu albo w ponury i deszczowy dzień uderzał w miłość? Co innego złoty piasek, palmy i rozpalające zmysły słońce.

       Jeżeli pani nie pomyli wakacyjnego flirtu z miłością, to... jak mawiają - „pikuś”. Gorzej, gdy uwierzy i pokocha. Jeśli jest młodziutka to... wpadnie. Jeśli dojrzała i z jakimś dorobkiem materialnym, to sporo z niego może stracić. U „Habibi” szansę ma każda. I urocza nastolatka, i mogąca być jego matką nawet niezbyt urodziwa starsza turystka. Byleby była z Europy. I jedna i druga z „Habibusiem” na pewno poczuje się boginią. Ale do czasu...

       W tym momencie warto wspomnieć, że „Habibi”, o którym mowa, to najczęściej bezrobotny albo  pracujący w branży turystycznej mężczyzna z niezbyt szanowanej grupy społecznej. Szanujący się bowiem pan, wywodzący z rodziny zacnej i z tradycjami, raczej nie podjąłby pracy w miejscu, w którym leje się alkohol, a kobiety są bardziej rozebrane niż ubrane. „Habibiego” nie stać na żonę ze swojego kraju, ani też przelotnego romansu z dziewczętami miejscowymi nie zaliczy. Szuka więc szczęścia wśród turystek. Jeden tylko przygody, bo seks jest niemożliwy z muzułmanką przed ślubem, a zanim uzbiera na prezenty ślubne i dom, to i czterdziestka mu stuknie. Jak tyle czasu żyć jak beniaminek?
Poważniej sprawa wygląda z „Habibim”, który pragnie poślubić Europejkę i wyrwać się ze swojego kraju. Wtedy na arenę wkracza „Mechanizm”. Zawsze ten sam. Usankcjonowany prawem, niekiedy religią i akceptowany w rodzinie oraz kulturze.
Ten „Habibi” - od momentu rozkochania i uczynienia z turystki bogini świata -  zmienia imię na „Mechanizm”.

       Najpierw „Mechanizm” przedstawi „Boginię” swojej rodzinie. Tu pojawia się pytanie, czy na pewno swojej? W dalszej kolejności bowiem będzie ją do tej rodziny zapraszał i z nią mieszkał, co przed ślubem u muzułmanów jest raczej niemożliwe i nie do zaakceptowania. Gdzieś jednak trzeba rozkochiwać dalej i urabiać wybrankę, a do Europy tak łatwo wizy nie otrzyma. Za co zresztą poleci? W urabianie włącza się rodzina, czy też „rodzina”. Zaprasza, nadskakuje, chwali, puch podściela i ptasim mleczkiem poi.
Wreszcie! „Bogini” godzi się zostać żoną i ściągnąć ukochanego do swojego ojczystego kraju, w którym ma własny dach nad głową. Co za ulga... ufff!  „Mechanizm” nie musi przed ślubem zapracować na dom. Nikt też nie wymaga od niego kosztownych prezentów.

Dalszy scenariusz pisze życie... A telewizja pokazuje i prasa opisuje to wszystko, o czym nie dowiedziała się przed ślubem „Bogini”:
- że małżeństwo jest w kraju „Mechanizma” traktowane, jak kontrakt biznesowy...
- że dziecko muzułmanina ma być muzułmaninem...
- że żona jest od tego, aby słuchać męża i we wszystkim mu ulegać...
- że „Mechanizm” może mieć drugą, trzecią i czwartą żonę...
- że spotkanie „Bogini” z kolegą na ulicy czy nawet koleżeńska rozmowa telefoniczna to w rozumieniu „Mechanizma” zdrada nie do zaakceptowania...
- że kobieta, która nie wymagała domu i prezentów przed ślubem nie będzie szanowana, bo jest nic nie warta...
- że czynienie dobra dla żony w rozumieniu „Mechanizma” jest czym innym, niż Europejka sobie wyobraża...
- że w niektórych państwach dzieci automatycznie otrzymują obywatelstwo ojca i jeśli znajdą się w jego kraju, to żadna ambasada nie pomoże matce dzieci, np. w ich odzyskaniu...
etc... etc...

       Wychowana w innej w kulturze „Bogini” może nie wytrzymać i zażądać rozwodu. Szczęściem będzie, jeśli uda się wyekspediować „Habibiego-Mechanizma” tam, skąd przyjechał, fundując bilet tylko w jedną stronę. Gorzej, gdy jest to niemożliwe, bo posiadł na dłużej kartę pobytu. Wtedy tak łatwo nie zrezygnuje. Znów  zmieni się w cudownego „Habibi” i zacznie swoje trele. Jeśli czułości nie zadziałają, to zgodzi się na rozwód pod warunkiem, że jego „Bogini” zabezpieczy mu alimenty, albo podzieli się swoim majątkiem. Po rozwodzie rodzina podeśle mu   cnotliwą muzułmankę chętną do zamieszkania w Europie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.