Etykiety

25 marca 2017

Kicze, bzdety, dzieła sztuki

czyli  posiaduszki robótkowe.


       W szkole, za moich czasów, nazywane robotami, pracami ręcznymi i zajęciami praktycznymi. W domu, przy piecu, szycie i dzierganie, rysowanie czy malowanie nazywaliśmy posiaduszkami rodzinno - sąsiedzkimi. Odbywały się przeważnie w zimowe i jesienne wieczory. Wiosna zapraszała wszystkich do ogrodów działkowych. Wtedy piece kaflowe ostygały, a niedokończone prace chowano w szufladach.

Prawie dwadzieścia lat temu zaczęłam haftować obrus na 8-osobowy stół. Przez kolejne zimy wyszywałam po kilka ściegów i znów chowałam do komody. Postanowiłam skończyć w sezonie jesienno - zimowym 2016/2017. Nie udało się, bo czas szybko zleciał i znów wiosna uderzyła do głowy. Ta nie da posiedzieć w fotelu, o nie! Gdzieś woła, gdzieś popycha... byle dalej od kominka. Zabrakło też motywacji, bo ani stołu pod ten duży obrus już nie ma, ani ośmiu osób, które mogłyby przy nim usiąść. Na dodatek robótkę trzeba było chociaż raz w roku przeprać, żeby podczas wyszywania nie kurzyło się z niej. Przez to sprały się, odbite przez kalkę, dwa motywy wzoru. Szablonu ani kalki także już nie mam!



Lubię robić kolaże. To moje „dzieła sztuki”. Dziwne, że zimą przeważnie wychodziły mi łączki z motylkami albo jakieś plaże czy alejki.








A z resztek włóczki mnożyły się myszy, którymi obdarowywałam każdego, kto chciał i nie chciał. Czasem szczurek się niechcący wydziergał. W parze z myszką buszuje nawet po Krakowie. Myszy zrobiłam na drutach. Kiedyś więcej szydełkowałam. Czy obecnie politycznie jest używać szydełka do pospolitych robótek?



103 komentarze:

  1. O jakie piękne te kolaże. W zasadzie tylko mogę podziwiać bo ....mnie by śmierć zagryzła chociaż fantazja by nie zawiodła. Raz w życiu wyszyłam obrus na białym płótnie atłaskiem białym. Uważam ,że to mój sukces życiowy ,któy teraz gdzieś po Szwecji biega...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      No, kochana, to Twój obrus robi karierę międzynarodową. Aż takich sukcesów to ja nie mam.

      Usuń
  2. Szydełko do dziergania? Nooooo, nie! Europą zatrząść - oto jest zadanie!
    Dobrze, że masz jeszcze druty i myszkujesz w sieci i realu!
    Dzieła cudnej urody - nareszcie ukazałaś.
    A obrus trzeba dokończyć musowo. Haftowanie wiosenne w ogródku pod kwitnącą jabłonką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Aż cudnej urody? Dziękuję!

      Dokończyć obrus pod jabłonką, powiadasz... To jest myśl!

      Usuń
    2. Cudnej, cudnej, że aż strach:))) Strasznie cudnej:))
      Tak, koniecznie szukaj jabłonki. Gotowy obrus darować ukochanemu dziewczęciu na wiano. Do dzieła!

      Usuń
    3. Myślałam, że w dzisiejszych czasach nie wianuje się dziewcząt.

      Usuń
    4. Jak to nie? Wianować trzeba!

      Usuń
    5. Czyli trzeba szukać jabłonki, o!

      Usuń
  3. Politycznie :-)))
    Twoje kolaże są wspaniałe...
    Podziwiam , i robotki ręczne i kolaże i szydełko.
    Hafty również są piękne, ale to nie branża dla mnie .
    Brak zdolności.
    Pozdrawiam weekendowo !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie jakoś nie lubię haftować. Denerwuje mnie nawlekanie, bo nie mogę trafić nitką w ucho igielne.

      Miłego weekendu!

      Usuń
    2. Aaaa to takie sprawy, ja też nie trafiam ;-)))

      Usuń
    3. A czy ktoś trafia? Ja też nie:)))

      Usuń
    4. To jakaś plaga, czy skaza, czy co? :)))
      Już wiem. Wina blogowania, które popsuło oczy, o!

      Usuń
    5. To jest "czyco" w czystej postaci:))

      Usuń
    6. Na "czyco" poradzi tylko odpowiedniej wielkości ucho igielne.

      Usuń
    7. Albo odpowiedniej grubości okulary:)))

      Usuń
  4. Prześliczne!
    A z tym nawlekaniem - to doskonale rozumiem... Kiedyś namiętnie pathworki szyłam...Maszynowo i ręcznie. Aplikowane swetry i kreacje, kapy na łóżko i.t.p...
    Teraz, przez trudności w nawlekaniu (i inne...) - wychodzą mi "potworki"... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Skoro taka Artystka mówi, że prześliczne, to już nigdy nie przyznam, że te moje robótki to kicze i bzdety.

      Usuń
  5. Obrus przecudowny!! Potrafisz wyszywać haftem cieniowanym.... Zazdraszczam...
    Potrafisz też dobrać pięknie kolory, co w efekcie dało żywą gre kolorów. :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolorowe nici najpierw segreguję w pęczki kolorystyczne, a potem wyciągam pojedyncze nitki, jak leci.

      Usuń
  6. Gdy byłam dzieckiem, to moja mama organizowała takie wieczory z sąsiadkami. Razem ze starszą siostrą chowałyśmy się pod stołem i podsłuchiwałyśmy, o czym panie rozmawiają. Gdy panie się zapomniały, to mówiły o ciekawych dla nas sprawach, o których by przy dzieciach nie powiedziały.
    Przez wiele lat wyszywałam, haftowałam, robiłam na drutach i szydełku, ale takich wieczorów nigdy nie organizowałam. Teraz od czasu do czasu robię na szydełku uchwyty do gorących garnków.
    Szkoda nie kończyć obrusu, bo wzór jest piękny i ciekawy.Najwyżej powtórz jakieś motywy z tego, co już wyszyłaś.
    Zachęciłaś mnie do tego szydła, więc może sobie "wyszydłuję" jakąś mysz, choć kot byłby bardziej na czasie albo śliczna kaczuszka, którą potem złapałabym za szyję i poddusiła.
    Żartuję, bo przypomniał mi się jeden obrazek z internetu, gdy dziewczynka dusi dwie kaczuszki. Podpis też był stosowny.
    Miłej soboty.
    P.S. Wiesz, że całkiem zapomniałam, jak się kończył 3 odcinek Abdulhamida i musiałam sobie przypomnieć. Jednak są zbyt duże odstępy czasowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy obecnie ktokolwiek organizuje jakiekolwiek wieczory towarzystkie w domach. Chyba spotkania przeniosły się na portale społecznościowe. Moje "posiaduszki" odbywają się na blogu. W realu nie mam już nikogo ani z rodziny, ani wśród znajomych, którzy spotykali się przy różnych robótkach i grach planszowych. Albo powyjeżdżali, albo odeszli z tego świata.

      PS. Ja także musiałam zerknąć na zakończenie poprzedniego odcinka. Zapomina się po tygodniu, tym bardziej, jeśli oglądało się inne filmy o podobnej tematyce.

      Usuń
    2. Smutne, że komputer zastępuje nam prawdziwe życie, które kiedyś się toczyło.
      Młodzi nie mają czasu, bo są zagonieni zdobywaniem pieniędzy. Emeryci buszują po marketach, właśnie wczoraj miałam okazję się im przyjrzeć. Na dodatek połowa koszyków była wypełniona słodyczami, a przecież babcie powinny umieć same je produkować.
      Znam kobiety, które gotują tylko po to, aby potem zrobić potrawie zdjęcie i umieścić je na FB ku zawiści koleżanek.
      P.S. Wczoraj jakimś cudem przeskoczyło mi pół godziny na Ertugrulu i zgłupiałam, bo tego nawet nie zauważyłam. Gdy się opamiętałam, musiałam cofnąć, bo przegapiłam bardzo ważne dla akcji momenty.

      Usuń
    3. Uczestniczyłam w spotkaniu po latach zorganizowanym dla dawnych wspólnych znajomych. Każdy przy stole miał tablet albo smarfona i coś klikał lub robił zdjęcia i wstawiał na portale społecznościowe. Każda moja próba nawiązania kontaktu z towarzystwem była gaszona:
      - zaraz, zaraz, tylko komuś odpiszę,
      - chwileczkę, chwileczkę, bo mam kogoś na szajsbuku,
      - już, już, tylko na "naszej klasie" wstawię zdjęcie tego ciasta, które przyniosłam...
      Po kilku nieudanych próbach rozpoczęcia rozmowy, wstałam i oznajmiłam, że muszę już opuścić towarzystwo. Wtedy zaczęli protestować. Prosili, żebym została, bo tak długo przecież nie widzieliśmy się.
      - Nie mogę, odpowiedziałam, bo nie mam ze sobą laptopa i wyszłam.

      Usuń
    4. Właśnie tak obecnie toczy się życie towarzyskie, wszyscy po przyjściu do kogoś natychmiast wyciągają komórki i kładą obok filiżanki czy talerza. Co chwilę dźwięk komórki zakłóca rozmowę.
      Moja wnuczka nawet na moment nie oddala się od smartfona i co chwilę sprawdza, czy ktoś nie napisał jakiejś wiadomości.
      Najgorzej, że już mój mąż nie potrafi obejść się bez komórki, a pomyśleć, że kiedyś lubiliśmy grać w karty. Jeszcze mam kilka zdekompletowanych talii, ale od kilku lat nie ujrzały światła dziennego.
      Ech, życie...

      Usuń
    5. U nas w rodzinie podczas spotkań nie ma problemu z komórkami i tabletami. Rozmawiamy, gramy w skrable, w rzutki, razem gotujemy czy spacerujemy.
      Jeśli natomiast któraś z koleżanek położy na stole z poczęstunkiem smartfona, to ja odchodzę do innego pokoju i siadam przy laptopie. Po co mam się nudzić przy tym stole albo wysłuchiwać rozmów z nieobecnymi? Jakiś telefon od czasu do czasu oczywiście toleruję, ale nie ciągłe gapienie się w ekran smarfona i klikanie.

      Usuń
    6. Mam zwyczaj, że gdy przychodzę do rodziny, natychmiast każę wyłączyć telewizor, bo co to za rozmowa, gdy telewizor ryczy.
      Nawet gdy ktoś do mnie dzwoni, to wyłączam telewizor, żeby mi nie rozpraszał uwagi.
      P.S. Pani prezes melduję wykonanie zadania ;) Trochę czasu mi to zajęło.

      Usuń
    7. Ja mam taką koleżankę, która włącza telewizor, gdy do mnie przychodzi. Teraz chowam piloty przed nią.

      PS. Meldunek przyjęty! :)

      Usuń
  7. Nooo ... kolaże są super, bo zmuszają do ujawnienia swoich preferencji w zakresie kompozycji, i kolorystyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najczęściej wszystko jest zupełnie niezamierzone.

      Usuń
  8. Pozytywnie bardzo ,,odpadłem" przy obrusie. A kolaże tylko dopełniły mojego stanu zachwytu. :) Kurczaki, ten obrus to istna malarska epopeja. Jak go skończysz to pokaż koniecznie.

    O to właśnie chodzi. Słońce wpadając przez okna wskazuje gdzie jest kurz, którego wcześniej nawet się nie zauważało. Poza tym okno można otwierać niemal na cały dzień, co też ma znaczenie dla świeżości (bo dla czystości różnie bywa) mieszkania.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet, jak skończę, to niewiele się zmieni poza tym, że będzie nakrochmalony i uprasowany oraz dojdą dwa takie same motywy. Niby takie same, bo to haft nazywany malarskim, w którym nie ma identycznych kwiatków czy listków.

      Usuń
  9. Już bardzo dawno nie pokazywałaś swoich prac, a szkoda. Zachwyciła mnie zatoczka nocą.Te kolorowe tez mi sie podobaja, ale zakochałam się w tej zatoczce. Co do haftu- jeżeli sa to motywy, które juz masz wyszyte, to wez , proszę, kalkę techniczną i przealkuj już z tych wyszytych.. Gy juz będziesz miała wzorek na klace pociagnij kontury flamastrem a spód kalki pokryj miekką czarną kredką (np. ołówkiem do brwi) lub ołówkiem 6B. Potem ułóż te wzorki na obrusie (tą pomazaną strona do materiału) i długopisem mocno naciskając pojedz po liniach wzoru. Trochę z tym zachodu, ale można w ten sposób uratować wzór.
    Bardzo ładnie to wyszyłaś, wielce misternie, wiec szkoda byłoby to zaprzepaścić. To co, że nie masz takiego stołu, ale może jest takowy u syna i będzie jak znalazł na rodzinne przyjęcie.U mojej koleżanki jest taki haftowany obrus, który służy już tylko do ozdoby, by się nim zachwycać, a nie na by na nim "odstawiać konsumpcję". A haftowała go jeszcze prababcia mojej koleżanki. Szkoda takiego dzieła ludzkich rąk zaprzepaszczać. Pamietaj, że każdy ścieg, który zrobiłaś jest tez cząstką Ciebie. Zachowaj to, proszę.
    Co do szydełka- szydełko a szydłó to dwie różne rzeczy- szydło nie ma haczyka, za to czasem posiada ucho i służy do szycia (worków zwłaszcza) bądz przekłuwania grubych materiałów typu skóra.. A szydełko to wspaniały przyrządzik do tworzenia pięknych rzeczy- zabawek, serwetek o wszelakiej odzieży.
    Szydełko to przyjaciel kobiet, tyle pięknych rzeczy można nim wyczarować. i wszelakiej odzieży.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zamiarze miał to być obrus na obiady czy obiadokolacje. Płótno położyłam na stole i 8 motywów tak rozmieściłam, aby żadnego nie zasłaniała zastawa. Wewnątrz "owalu" utworzonego z tych motywów - zaplanowałam miejsce na półmiski, salaterki czy wazy, a na zewnątrz na talerze. Pomiędzy motywami miejsce na szklanki czy kieliszki, żeby nie przewracały się na kwiatkach. Na zdjęciu tego nie widać, bo obrus "zmniejszyłam" robiąc zakładki chowajace puste przestrzenie, żeby lepiej było widać wyszywanie.

      Z odbiciem wzoru zrobię dokładnie tak, jak radzisz, Anabell. Bardzo dziękuję. :)

      Usuń
    2. Zatoczka nocą ma prawdziwy piasek. Wprawdzie nie morski, a saharyjski. Naprawdę! Sama go zakosiłam na Saharze. Piasek z Sahary jest taki jedwabisto - aksamitno - miękki.

      Usuń
  10. Blogowa Siostro genu francuskiego loka> to niesprawiedliwe że wszystkie talenty przypadły Tobie; pewnie mo9im kosztem :) [żartuję]. Ongiś z nudów to i ja szydełkowałam [narzutę na wersalkę szydełkiem] i wyszywałam [ najpierw białą chusteczkę z moimi inicjałami dla narzeczonego, gdy go wojsko wzywało do służby] a potem jasiek dla pierworodnego. Dziś już bym nie miała tyle cierpliwości, ale Twoje dzieła to cudeńka. Może gdybyś mieszkała bliżej to byś mnie mobilizowała, a tak; mogę jedynie podziwiać twoje prace; pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pwenie, że mobilizowałabym. Zamiast przed komputerem, organizowałabym posiaduszki robótkowe przy prawdziwym kominku a nie wirtualnym. Ty musiałabyś się rewanżować zapraszaniem na robótki pod jabłonkę czy innego orzecha albo świerka. :)
      Ach... jak ja tęsknię do takiego spędzania wolnego czasu...

      Usuń
    2. Jabłonki Ci u nas na ogródku nie ma, ale świerków Ci u nas pod dostatkiem; zaraz za płotem cały las świerkowy :)

      Usuń
    3. Całkiem dobrze brzmi: posiaduszki za płotem. :)

      Usuń
    4. Za płotem to jest wilk a co on tam robi ? "ogień pali" [takiego wierszyka uczę wnuczka].
      Można posiaduszkować u mnie na ogrodzie mając na widoku las.

      Usuń
    5. Hi, hi... A co to za wilk, który ognia się nie boi...

      Usuń
  11. Odbicie wzoru proponowane przez Anabell jest dobre ale nie wiem czy wyhaftowany motyw pogrubiony przez nici, da się tak łatwo przenieść na kalkę. Może wierniej odwzoruje motyw drukarka? Bez względu na to w jaki sposób to zrobisz , obrus musisz dokończyć nieodwołalnie. Raz w życiu widziałam tak piękny haft. Obrus jednakowy z dwóch stron, pokazała mi moja śp. niedoszła świekra jako dzieło rąk swojej babki. Niestety nie podziwiam myszy i szczurków dzierganych, bo boję się tych gryzoni i nawet takie włóczkowe wywołują złe odczucia. Jednak samo szydełkowanie pochwalam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak już jestem przez Posiaduszkowiczów zmobilizowana, że zrobię wszystko, by się udało, obojętne jakim sposobem.
      Haftowanie w taki sposób, że obrus nie ma lewej - gorszej - strony jest bardzo trudne. Wymaga nadzwyczajnych umiejętności, precyzji oraz cierpliwości. Ja nie posiadłam tej sztuki. "Macham" po malarsku - bez dbania o stronę lewą.

      Za gryzonie przepraszam, jeśli przestraszyłaś się. Również pozdrawiam.

      Usuń
  12. Iwono, te gryzonie nie są zgryźliwe:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, gryzonie, a nie są zgryźliwe, w przeciwieństwie do niektórych ssaków, zwłaszcza naczelnych. :)))

      Usuń
    2. Oj, ileż niektóre ssaki potrafią wyssać z poczciwego człowieka! Żaden gryzoń tyle nie ugryzie.

      Usuń
    3. Co racja, to racja. Może więc przekona się Iwona do gryzoni. ;) :)

      Usuń
  13. Dzięki wielkie za pochwały dla mojej dyńki. :) Starałem się napisać coś, co pokaże zawartość w/w, ale też pewien mój dystans do niektórych spraw jakie miały niedawno miejsce.

    :) Już co nieco piszę, choć z dłuższych form to jeszcze mało mam na koncie.

    Ja tam jednak bym nalegał na fotkę jakąś obrusu po zakończeniu prac. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pochwały się należały, dlaczego więc nie chwalić...

      Usuń
  14. +Czuwaj Druhno alElla !
    Dla mnie Twoje rękodzieła są cudne. Przyznaje Ci sprawność hafciarki
    Serdecznie pozdrawiam i Czuwaj Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuwaj Druhu Mirku.
      Bardzo dziekuję za przyznanie sprawności i równie serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  15. Chyba wraca moda na różne robótki, nie tylko zimowe. Wiele osób zaczyna się chwalić szydełkowaniem, moi znajomi przeglądają zakamarki domów w poszukiwaniu drutów. Ten trend budzi moje duże uznanie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba dobrze, bo to zacna moda i miłe zajęcie.

      Usuń
  16. Podziwiam i gratuluję talentu. Jak to dobrze, że moda wraca na ręczne robótki. Nie dość, że piękne, to mają ducha, żyją, skoro mają swoją historię pracy ręcznej i mozołu tworzenia.To są godziny trudu, coś wiem o tym, kiedyś sama haftowałam i szydełkowałam.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)

      Pamiętam, że dawno, dawno temu nie doceniano tak ręcznych robótek, a przynajmniej nie robiły wielkiego wrażenia. Haftowane czy wydziergane szydełkiem serwetki używano na codzień. A w chusteczki obrobione szydełkiem zwyczajnie smarkano. Większość dzieci miało szaliki, czapki i rękawiczki własnej roboty. Zachwyt i zazdrość budziły raczej te tzw. kupne.

      Usuń
  17. I tak dzięki jeszcze raz. :)

    W tym jest cała rzecz, by nie przesadzić z tym ubarwianiem. Akurat ten wykładowca miał wszystko wyważone. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy, że świetny ten wykładowca.

      Usuń
  18. Oczy bolą,serce się raduje,o le!

    OdpowiedzUsuń
  19. Elu,te myszy mnie zaintrygowały..Wszak powszechnie wiadomo,że kobiety boją się myszy,a Ty je haftujesz?? Mamo ja wariat,kup mi komisariat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież nie jestem Stefek Burczymucha, żeby myszy się bać. :)

      Usuń
  20. Mógłbym jeszcze raz mieć z nim zajęcia. :)

    Twoja prośba została spełniona, 1% przekazaliśmy na malucha od Ciebie. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję. Niech dobro bumerangiem wraca do Ciebie.

      Usuń
  21. Śliczne są te Twoje prace, wszystkie mi się podobają. Chyba już kiedyś pisałam, że zdolna z Ciebie dziewczynka. No cóż, obrus byłby piękny, gdyby był skończony. Jednak nie opłaca się robić na raty. Szkoda, bo sporo pracy w ten obrus włożyłaś i czasu też.
    A myszka na myszkę jest bardzo pomysłowa.

    Jak ja już dawno nic nie haftowałam, zapał był ale gdzieś znikł. :( :)

    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie pomyślałam, że myszce komputerowej może być zimno bez futerka. :)))

      Pamiętam, że zaczęłaś coś haftować. Pochwaliłaś się na blogu, ale efektów nie pokazałaś, JaGo.

      Usuń
    2. No tak, bo widzisz ja teraz zajęłam się innymi robótkami. A nakupowałam sobie wcześniej: muliny (różne kolory), specjalne igły do haftu, tamborek na wszelki wypadek...
      I to wszystko leży w kącie, czeka na lepsze czasy :)

      Serdeczności.

      Usuń
    3. Twoje inne robótki są imponujące.

      Usuń
    4. Dzięki :) A Ty też jesteś zdolna dziewczynka. :)

      Zdrowych i wesołuch świąt.
      WESOŁEGO ALLELUJA.

      Usuń
    5. Zdrowo było. Ale, jak ziiiiiiiiiiimno!

      Usuń
    6. Malinka myszka? Pochwalam..

      Usuń
  22. Znalazłam jabłonkę z ławeczką dla Ciebie na jednym z prezentowanych kolaży! Cudne miejsce do haftowania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och! W tym pięknym obrusie jakaś myszka wyżarła jeden płatek kwiatka! teraz zauważyłam "przymierzając" obrus do ławeczki pod jabłonką.

      Usuń
    2. Matko kochana, w którym kwiatku? Na zdjęciu nie widzę! Idę po obrus zobaczyć na żywo.

      Usuń
    3. Hi, hi, hi...
      Zbytnico jedna, ale Ci sie udało. :)))

      Usuń
  23. Obrus przepiękny. Musisz go koniecznie skończyż, bo byłoby bardzo żal, że zostanie taki niedopieszczony, niedokończony, a nawet, o zgrozo, niepotrzebny. Przyda się choćby po to żeby przy stole ubranym w obrus myszki dziergać. Myszki to niestety nie moja bajka. mam fobie gryzoniową. Nawet te na obrazku mnie straszą. A kolaże... no prosze pani alelli - dzieła sztuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Po takich pochwałach, żadnymi kiczami i bzdetami swoich robótek nazywać nie będę.

      Usuń
  24. Ja też ostatnio rzadziej jem budyń. Jakoś ogólnie do mleka mnie nie ciągnie.

    :) Można rzec, że rozwiązałaś nasz dylemat dotyczący tego, komu przekazać 1% z podatku. Proszę bardzo i mam nadzieję, że w przyszłości będą efekty tej pomocy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  25. Piękne te Twoje dziełka! :) Niezaprzeczalnie masz talent... Z moich podstawówkowych czasów pamiętam zajęcia ZPT właśnie. Raz, z kawałka sztywnego papieru i drewnianego klocka zmajstrowałem latawiec :)

    Ale za ten obrus i te myszki to Ci się naprawdę medal należy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczynki też majstrowały latawce. Ja specjalizowałam się w latawcowych ogonach.

      Medal przyjmuję. Dziękuję. :)

      Usuń
  26. A hoj! babciu Malinko! Wiem,wiem,że szczęście Cię oślepiło(wnusia),ale pozwolę sobie wyrazić takie marzenie..Oto ONO: Pozostań z nami!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i zaś..pomyłka..Pardon,Eluniu kochana..pardon..

      Usuń
  27. Eluniu,patrz wyżej..Jestem straszliwy głupol..

    OdpowiedzUsuń
  28. Pędzel jaja pomalował,atłasek kurczaka z zającem wyhaftował, więc świętuj teraz z najbliższymi przy stole nakrytym pięknym obrusem, a spokój , radość i śmiech niechaj towarzyszą Twoim pogaduszkom. Będę wpadać na nie z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta, święta i po świętach, a posiaduszki z pogaduszkami są zawsze. Cieszę się, że wpadasz z przyjemnością. :)

      Usuń
  29. Dzieła - cudeńka. Postanowiłam wziąć przykład z Twojej pracowitości i zaczęłam serwetnik pod filiżankę.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa efektu. Niech się serwetnik uda!

      Usuń
  30. To prawda, u mnie też było w te święta zimno - brrr!
    Pamiętam jak kiedyś dzieckiem będąc, szłam święcić jaka do kościoła. Z powodzeniem szłam w podkolanówkach i sukience z krótkim rękawkiem. A teraz, co roku to zimniej. To wszystko wina tego zmieniającego się klimatu... o!

    A jeśli chodzi o ten sos wielkanocny, to wcale się nie pogniewam jak o nim napiszesz. Na następne lata - będzie jak
    znalazł.

    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielony sos wielkanocny

      Szklankę majonezu wymieszać z rozpuszczoną w odrobinie wody łyżeczką żelatyny i połączyć ze szklanką ubitej śmietany. Do tego dodać drobno posiekane białko z 2-3 jajek ugotowanych na twardo, 2 łyżeczki musztardy, 2 pęczki drobno posiekanego szczypiorku /albo mniej – według uznania/, dwie łyżki drobno posiekanej naci pietruszki, 1 drobniutko posiekaną cebulę /poczekać, aż się zsiusia i wycisnąć w lnianej szmatce/, łyżeczkę świeżo utartego chrzanu i sok z cytryny. Dodać szczyptę soli i cukru pudru do smaku.

      Można też dodać do sosu parę posiekanych liści szczawiu i szpinaku.

      Przed podaniem sos powinien dojrzeć w chłodnym miejscu przez co najmniej dwie godziny.

      Usuń
    2. Ten sos jest rewelacyjny! Wypróbowałam, wysmakowałam i stosuję:)) Polecam utopienie w nim ugotowanych jajeczek przepiórczych.
      Dobre nie tylko na Wielkanoc.

      Usuń
  31. Dziękuje Ci bardzo alEllu, jestem Ci bardzo wdzięczna. A jeszcze bardziej będę wdzięczna, gdy pozwolisz mi ten przepis zamieścić na następny rok w swoim poście na blogu. Później zamieścić w kategorii "Przepisy czytelników".

    Buziole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bierz sobie sos, Jago, smakuj i publikuj przepis, kiedy chcesz. :)

      Usuń
    2. Nie ma za co. Prosze bardzo. :)

      Usuń
  32. Wpadałam na posiaduszki przy kominku i pogaduszki, ale nie wiem jaki temat wrzucić pod obróbkę? Może Gospodyni coś zapoda?
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio, gdzie nie pójdę, tylko o pogodzie rozmowa i narzekanie, że zimno.

      Usuń
  33. Oczywista oczywistość, że temat pogody jest najbezpieczniejszy, więc nie dziwota, że gdzie nie pójdziesz to tylko o tym gadka. Tylko jakoś u mnie on nie leży na tapecie; zatem poczekam aż coś innego z popielnika kominka wygrzebiecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda też bywa niebezpieczna. Od niej często nawet zdrowie i życie zależy.

      Usuń

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.