22 maja 2017

Jaskółcze wiosenne lepienie

Tak oto wzbiłam się na wyższy poziom i zostałam jaskółką - sprzątającą.


       Gdzie, jak gdzie, ale w łazience najlepsze na oknach będą wertikale - zachwalano. To takie pionowe żaluzje, co się nie brudzą, ponieważ brud pionu się nie trzyma. Dodatkowo nie wilgotnieją od pary i nie przyjmują kurzu bo są impregnowane. Poza tym, zasłony i firanki z falbankami nie pasują do łazienki, która wygląda z nimi, jak babcina alkowa. Jak zachwalacze przekonali, tak i wcisnęli swoje „piękne” wertikale, a ja - zachwycona - dałam się nabrać na to super modne jakiś czas temu cudo nad cudami mające służyć przez wieki bez żadnej troski z mojej strony. Takie cudo ma nawet każdy bank. Także ten stojący na ściernisku i mający dopiero powstać na kretowisku. Do sufitu majstrowie przymocowali szynę z mechanizmem jeżdżąco - skręcającym i zawiesili paski zasłonowe ze sznurkiem i łańcuszkami z plastikowymi koralikami.

       Nie brudzi się? No jak może cokolwiek, choćby było do pionu postawione, zawsze być czyste? Trzeba czasami umyć lub uprać! Delikatne przetarcie na wilgotno nie poradzi, bo z czasem w pomieszczeniu nosem wyczuwa się brud, choć może być niewidoczny, a nawet przed miesiącem smażoną w kuchni rybę. Najciężej cokolwiek robić pod sufitem na wysokości ponad trzech metrów. Co to za robota w powietrzu i nad głową? Ręce bolą, a brudy spływają aż pod pachy. Trzeba więc każdy pasek zdjąć. Idzie nawet szybko, bo plastikowe zaczepy z oczkami posłusznie pękają i obłamują się, więc samo wszystko spada. Teraz mozolna praca nad każdą sztuką twardej, wąskiej i długiej  tkaniny. Pralka nie wchodzi w grę, bo w automacie pogniecie się. Miska zbyt mała i woda w niej natychmiast robi się gęsta. Trzeba użyć wanny. Pomerdanie w wodzie z płynem do prania niewiele daje. Należy centymetr po centymetrze szorować szczotką. Bagatela! Tylko około 30 kawałków. Potem rozwiesić na kabinie prysznicowej, albo na kiju od szczotki, żeby równo i bez zagięć wyschło, i można już wieszać nad oknami. 

O tym, jaka po praniu pozostaje wanna i jak nad nią spryskana glazura i... że fugi do odnowienia, nie wspomnę. A z wieszaniem... O, nie tak od razu. Żadne „hop, siup”! Szyna i haczyki w niej aż się lepią. Wytarcie na sucho nie pomaga. Potrzebny jakiś silny środek do szorowania i woda. Trudno jest umyć tak, żeby nie pobrudzić sufitu i nie zachlapać ściany nad oknem. Czynność ta wymaga precyzji, staranności i takiego nadwyrężenia rąk, że tydzień rehabilitacji nie zawsze pomaga. Podobnie z kręgosłupem na odcinku szyjnym. Pozostaje jeszcze tylko odświeżyć koralikowe łańcuszki i sznurek zakończony ciężarkiem. Tego się nie zdejmie, więc namaczam w paście bhp rozrobionej z wodą w podwieszonej butelce. Niech się pierze samo, o! O ile sznurek można było przetrzeć jednym ruchem szmatą, o tyle koraliki są bardziej wymagające. Zatem... Marsz do butelki!

       W międzyczasie odbywa się wydłubywanie zdechłych much i pająków z wnętrza szyny i mechanizmu oraz wycieranie umieszczonego w niej metalowego pręta i linki. Pomocne jest szydełko oraz patyczki do czyszczenia ucha, ponieważ palec nie mieści się, a zaczepne haczyki dodatkowo utrudniają zadanie. Teraz można przystąpić do zawieszania wertikali. Ale jak, skoro „uchwyciko - oczka” pokruszyły się w robocie? Nic wielkiego. Do wieszania służą przecież spinacze biurowe, które mozolnie wkłuwam w każdy pasek. Sprawę ułatwiłoby szydło dratewskie, ale nie ma pod ręką. Uff! Wreszcie zawieszone! Teraz grubą nicią przywiązuję na dole każdego paska dwa koralikowe łańcuszki dolne, ponieważ plastikowe „wciski” tu także rozleciały się. To tylko niecałe 60 węzełków lub kokardek. Znowu jest pięknie, jak w banku i PZU. Znowu kark boli, kolejny raz omdlały ręce, ścięgna są ponaciągane, konieczna rehabilitacja. Tak raz jeden i raz drugi. Potem trzeci, czwarty, piąty...

       Dosyć tego! Przy ostatnich porządkach biorę śrubokręty, młoty i łomy. Odrywam moją zmorę i zakałę od sufitu. Kołki wylatują, zabierając ze sobą spore połacie tynku. Mam cztery wielkie i głębokie dziury. Kto je zalepi? A któż, jeśli nie ja sama. Dwie szklanki mąki, dwie szklanki soli i woda. Zaprawa gotowa! Teraz, niczym jaskółeczka wznoszę się, nosząc w dziobie /bo ręce do trzymania się drabiny i ściany potrzebne/  błotnistą masę i lepię, lepię, lepię... Dzień jeden, dzień drugi, dzień trzeci... Warstwami, żeby dobrze wysychało. Temperatura otoczenia sprzyja, więc masa solna twardnieje, jak należy. W najgłębszej warstwie proces przyspiesza suszarka do włosów. Potem w ruch idzie papier ścierny oraz pędzel i farba. Jest idealnie!

       Pozbywając się wertikali,  ułatwiłam sobie codzienną egzystencję. Jestem z tego bardzo zadowolona. Moje gniazdko musi być przede wszystkim łatwe w obsłudze. Ma służyć mnie i mojej wygodzie, a nie ja jemu.


Wertikale PRECZ!


       Zapytam jeszcze na marginesie, kto wymyślił - na zasłony do okien - dziwnie skonstruowane ustrojstwa podczepiane do sufitu? Przecież, gdyby człowiek miał fruwać czy skakać po sufitach przy każdym sprzątaniu i praniu, to Pan Bóg dałby mu kitę, jak wiewiórce, albo skrzydła jaskółki. I pazurki! Pazurki są konieczne do czepiania się bubli konstrukcyjnych i dłubania w miejscach dostępnych tylko dla szydełka.

55 komentarzy:

  1. Ja staromodnie firanki mam.
    Współczuję tej roboty przy zmywaniu ustrojstwa i lepieniu dziur...
    Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepić dziury masą solną nawet lubię, ale myć takie "ustrojstwa" - NIE!

      Usuń
  2. Ty to masz anielską cierpliwość, bo ja bym zaraz wywaliła do kosza. U mnie zazdroska, a do zasłaniania zwykła, najzwyklejsza roleta, którą w wannie wyszoruję. Staram się nie przepłacać aby można było wymienić na nowszy model. Nie! ja bym się tak nie przemęczała. Od roboty podobno konie zdychają a ja nie mam zamiaru od roboty zdychać, jak już to od czegoś przyjemniejszego..
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie była w owych czasach tania, jak dla mnie, zachcianka. Przy każdym zdejmowaniu do prania obiecywałam sobie, że nigdy więcej, aż wreszcie nadszedł ten czas. Mówiła mi znajoma, że wertikali w jej biurze nie chce nawet zdjąć firma sprzątająca.

      Usuń
    2. Zdaję sobie sprawę, ze to nie była tania zachcianka, lecz o ile przebolałabym zakup [wydatek], to nigdy bym się nie katowała,
      tak praco i czasochłonną robotą. To nie dla mnie;
      pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Katowanie odczuwa się dopiero po latach, kiedy wiosen przybywa, a zdrowia ubywa. Wtedy człowiek mądrzeje.

      Usuń
  3. Nie wiem , jakoś Cię rozumiem bo niegdyś w Polsce miałam problem .No, mieszkałam na Śląsku i wszyscy w okolicy mieli pięknie wypucowane okna.
    Ja nie umiałam pucowąc dostatecznie dobrze
    poza tym było mi wsio rawno..
    Dobijała mnie Mama ,która jak wieszałam firanki, pomimo,że prawie nie widziała, wszelkie nie tak z firankami, nie te centymetry,nie te zakładki wyłowiła bezbłędnie. Horror!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z zakładkami tak było chyba u każdego. Ktoś patrzył, czy równo, a ktoś inny przypinał.
      Ja, jak pomysłowy Dobromir, raz się przyłożyłam i miałam spokój na lata. Zakładki w firankach zrobiłam na podłodze. Równo rozmieściłam przy pomocy szpilek, a potem zszyłam. Takiej firanki nie byłabyś w stanie "nie tak" powiesić.

      Prolem się rozwiązał, kiedy wymyślono taśmy firankowe.

      Usuń
  4. Myślę sobie, że sprzedający, mimo zapewnień, nie podejrzewali, że komuś zechce się prać wertikale, podziwiam cię za to, naprawdę. Dobrze zrobiłaś, że sie ich pozbyłaś. Moim zdaniem najlepiej w biurach wyglądają. No i ta masa solna NAPRAWDĘ zalepia dziury w ścianie? Kupuję ten patent.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Projektanci i producenci wielu przedmiotów nie przewidują, że czasem trzeba coś umyć lub wyprać. Miałam kiedyś "super" sokowirówkę. Umycie niektórych jej elemntów graniczyło z cudem.

      Masa solna NAPRAWDĘ zalepia dziury w ścianie. Jest przyjazna w robocie i zawsze pod ręką. Daje się wygładzić mokrym palcem i pędzlem maczanym w wodzie. Pozostałą do drugiego podejścia część przechowuję w lodówce w mokrym worku foliowym. Wszelkie gipsy są do wyrzucenia i trzeba od nowa rozrabiać. A gotowej masy szpachlowej nie chce się kupować, gdy całej nie zużyjemy, bo nie jest tania.

      Usuń
  5. No i jak tam, Jaskółeczko, u góry jest? Chyba jednak na poziomie zimi bezpieczniej.
    Ależ ty masz Salon Łazienkowy! Gąszcz zieleni to i Jaskółka pasuje:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładny jest widok z góry. Tylko nie wiem, dlaczego kolana się trzęsą na wysokości. ;) :) Czy prawdziwe jaskółki też mają kolana?

      Usuń
    2. HI,hi,hi... Jaskółki chyba kolan nie mają bo lepią wszystko na stojąco a raczej na latająco:)) A piszczą przy tym!
      Niczego się nie boją - nawet hałaśliwych nastolatek i powiewających taśm odblaskowych, które miały ptaki odstraszać.

      Usuń
    3. O! To bardzo dzielne ptaki.

      Usuń
    4. A właściwie to po co zasłaniać okna w tak pięknej łazience i atrakcyjnej właścicielce? Hi,hi,hi...

      Usuń
    5. Hi,hi,hi...
      No i tak. Pięknemu nawet w oknie ładnie. :)))
      A jak zdarzy się ktoś nieatrakcyjny w kąpieli? :)))

      Usuń
    6. Wykluczone, to się nie wydarzy:))

      Usuń
    7. To co? Nawet gazetami nie zasłoniać okien?
      Tego okna w części WC też?

      Usuń
    8. WC z oknem... Rewelacja!

      Usuń
    9. Na szczęście szyba przepuszcza podglądanie tylko w jedną stronę.

      Usuń
  6. Ha, widzę, ze nie tylko ja wznoszę się w przestworza ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wznośmy się zgodnie z zawołaniem: w górę serca!

      Usuń
  7. A mi mimo, że one się podobają mam zwykłe żaluzje.
    Podziwiam pracy.
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaluzje też niewygodne do mycia, ale przynajmniej praca nie jest pod sufitem.

      Usuń
  8. Trzeba było lepiej powiesić babcine firaneczki z falbankami, które łatwo zdejmować i prać.
    W mojej łazience nie ma okna, więc ten problem mnie nie dotyczy, poza tym mam niższe mieszkanie i z taboretu mąż sięga do sufitu, ja podkładałam sobie dodatkowo 2-3 encyklopedie.
    Interesuje mnie sposób mycia sznurków koralikowych, bo takie mam przy roletach w pokojach i na dole są czarne. Próbowałam je czyścić na różne sposoby, ale niewiele to dało- dalej są brudne.
    Dlaczego do dziur w suficie zrobiłaś masę solną, a nie zaprawę gipsową? Chyba że nie miałaś akurat gipsu.
    Moja śp.młodsza siostra miała w trzech pokojach rolety wertykalne, ale nie przypominam sobie, aby były aż takie problemy z ich czyszczeniem. Może dlatego że kuchnia podczas gotowania obiadu była zamknięta, a dwa z trzech pokoi dość daleko od kuchni.
    Serdecznie pozdrawiam pracowitą jaskółkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że lepsze babcine firanki z falbankami. Same się piorą w pralce i są lekkie do zdejmowania i zawieszania.
      Moje sznurki koralikowe dały sie umyć w paście BHP. Pastę umieszczałam w butelce i wlewałam ciepłą wodę. Zanurzałam w tym roztworze koraliki. Butelkę stawiałam wysoko na drabinie, albo podwieszałam u góry okna, jeśli było do czego przywiązać. Po odmoczeniu oczywiście płukanie i wycieranie do sucha. Też sporo zachodu. A jakby nauczyć się te koralikowe sznurki wymieniać na nowe? To groszowa sprawa. Może nawet taniej wyjdzie, niż pranie ich.

      Z czyszczeniem wertikali oczywiście nie ma problemu, jeśli po prostu ich się nie czyści, albo czyszczenie wykonują cudze ręce. Jeszcze kilka lat temu także nie miałam problemu z chodzeniem po drabinie i robieniem czegokolwiek pod sufitem.

      Usuń
    2. Masę solną wolę od gipsu, bo lepiej mi się nią zalepia. Jest dla mnie bardzo przyjazna w pracy. Poza tym zawsze jest pod ręką i do zalepiania mogę używać kuchenne przybory. Świetnie mi się pracuje np. łopatką do tortu.

      Usuń
    3. W 2008 r. kupiłem żonie elektrycznego mopa na parę, ale szybko okazało się, że z praktycznego punktu widzenia (tak jak z odkurzaczem wodnym) lepiej abym ja sam się tym posługiwał. I okazało się, że mop na parę jest genialny! Nadaje się do czyszczenia praktycznie wszystkiego, od pokrowców, po kafelki, aż do firanek. Problem tylko, że trzeba od razu dokupić do niego dod. wyposażenie, głównie taką rurę składaną o długości 2-3 m, i wymienne szczotki. Nawet niezbyt wysoka osoba może bez problemu czyścić do wys. 4 m. Trzeba tylko postępować dokładnie z instrukcją, a wyniki oceniać po wyschnięciu (np. firanki ok. 2 godz.).
      Andrzej Rawicz (Anzai)

      Usuń
    4. Tak, tylko trzeba tego mopa z 3 metrową rurą dać radę utrzymać i jeszcze w górze pomachać. Para wodna oczywiście rozpuszcza zgromadzony brud, który jednak się nie ulatnia i nadmiar brudu trzeba i tak zebrać ścierką. O plączących się kablach i przedłużaczach nie wspomnę.

      Usuń
    5. Już w 2008 r. w wyposażeniu mopa (ważył 1,2 kg) był "plecak", wtedy w ręku trzymasz tylko tę lekką rurę. Teraz pojawiły się wersje na akumulator. Poprzednio częściej mieszkaliśmy w domku o wys. ścian 3,6 m., teraz w blokach 2.45 m., ale w obu przypadkach wchodzę z mopem na taki stolik o regulowanej wysokości i na kółkach. Wtedy nie muszę robić "hände hoch", a odpychając się od ścian można wszystko wyczyścić bez schodzenia.

      Usuń
    6. Takie czyszczenie to wyższa szkoła jazdy. Ale najlepsze sprzątanie jest cudzymi rękami. :)

      Usuń
    7. Coś wariuje mój komputer i przy Twoich odpowiedziach nie widzę możliwości napisania komentarza. Dokładnie przyjrzałam się moim koralikom od strony drzwi balkonowych i okazuje się, że są czarne na całej długości, bo przeważnie drzwi mam uchylone. Z wymianą na nowe byłby kłopot, bo rolety na górze są w coś włożone i chyba nie będzie można ich bez uszczerbku wyciągnąć. Pozostaje butelka z pastą BHP, którą chyba mam w domu.
      Łopatki do tortu nie dam nikomu do zaklejania dziur, bo jest piękna i prawie nieużywana. Od tego mąż ma szpachelkę.
      Życzę pięknej, ale niezbyt upalnej pogody.

      Usuń
    8. A ja szpachelką nie potrafię, ponieważ jest prosta, a łopatka idealnie dla mnie wymodelowana. A moja masa nic jej nie zrobi. To tylko mąka, sól i woda, czyli wszystko spożywcze.

      Usuń
  9. Mo matko jedyna. Moje serdeczne współczucia. I gratulacje podjęcia twardej decyzji pozbycia się dziadostwa, w ułatwieniu sobie życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Jaskółka przyleciała na Posiaduszki. Jak miło. :)

      Za gartulacje dziękuję. Należą się jak najbardziej, bo to była wiekopomna decyzja podjęta na wysokim szczeblu /drabiny/. ;) :)

      Usuń
    2. Praca godna podziwu. Nie wiem, czy od razu nie zerwałabym tego ustrojstwa. Ja mam firankę, osłaniającą wnękę pozostałość po zamurowanym oknie. Łatwo się pierze i nie ma kłopotów, ale nie jestem zachwycona szmatkami w łazience.

      Usuń
    3. Szmatki ne są złe. Ocieplają wnętrze. Dodają przytulności.

      Usuń
  10. Eluniu,to Ty tak pracujesz,ociekając cudne ciało potem??? No nieeee! Nim księżyc dwa razy odmieni się złoty,przybędzie do Cię ogrodnik..Dam jemu na piwo i sam się pode niego podszyję..A nóż widelec???..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mogłabym wybierać, to wolałabym innego majstra. Ogrodnik mi niepotrzebny. :)))

      Usuń
  11. alEllu,Ty tu sobie tak bara-bara,a wielbłąd garbaty prycha,chrumka i chce do Afryki! Sam się już okulbaczył! Tylko wsiadać i wio!(po ichnemu-arabskiemu-jala!jala!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Afrykę popsuli wielcy tego świata. Garbaty siedzi więc za kominem i boi się wyjść.

      Usuń
    2. Oj tam,oj tam..To jest wielbłąd bojowy,żadnych tam Al- Kaidów się nie boi,posiada mocarne kopyta,ot co!

      Usuń
    3. Wielbłąd ma poduszeczki chroniące przed zapadaniem się w piasku a nie kopyta.

      Usuń
  12. alEllu,tylko zmierz go alkomatem,bo piwa się nachochlował niemożebnie,a bezpieczeństwo na drodze musi być i już!:)))

    OdpowiedzUsuń
  13. No to miałaś alEllu bojowe zadanie. A reklama przecież jest dźwignią handlu i człowiek zazwyczaj na nią się nabiera. Jak dobrze, że ja nie mam okien w łazience ino jest ślepa. A mieszkanie ci u mnie trzy metry wysokie, więc nie wiem co ja bym zrobiła :)

    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bojowe i na wysokim szczeblu, hi, hi, hi...

      Usuń
  14. Wertikale - wymysł dla biur, gdzie rzadko kto je czyści (jeśli w ogóle). Zastępują żaluzje lub firanki.
    Nie dziwię Ci się, że je zlikwidowałaś - mieszkanie to nie biuro.

    Pozdrowienia:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pokoju nie zawiesiłabym wertikali, ale w łazience nawet pasowały. Raczej firanki wyglądały nieco dziwnie.

      Usuń
    2. Dzięki za wizytę u mnie. Utworzyłem już nową stronę "Mile morskie", gdzie można zapoznać się z fragmentami książki. Zapraszam:))

      Usuń
    3. Dziękuję za zaproszenie. :)

      Usuń
  15. Możesz napisać poradnik o czyszczeniu bezużytecznych "nowości", bo tak skrupulatnie opisałaś wykonane czynności.Łazienka jest fantastyczna, a najpiękniejsze kwiaty,których zazdroszczę. Podziwiam i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyszczeniem chciałam zmęczyć także czytelników, hi, hi...

      Nie każdy ma okna w łazience i mogą być w niej kwiaty, więc dlatego pewnie robią wrażenie.

      Usuń
  16. przeczytałem szybciutko, przemknąłóem się wzrokiem... powróce do "celebrytki" po powrocie... bo czasu mam tyle, ile diabłów może się pomieścic na ostrzu szpilki... pozdrawiam z Dover

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pozdrowienia, przesłane mimo braku czasu. To się liczy i się pamięta. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.