23 stycznia 2018

I. Retrospektywne spojrzenie na Egipt przez pryzmat powieści ‘Egipcjanin Sinuhe’ M.Waltariego. Pierwsze spojrzenie.

Na życzenie blogowych koleżanek wznawiam wspomnienia z podróży odbytej w 2003 roku, publikowane na blogu „Afryka moja - tak było... i tak jest”, który /w związku z antyblogową kampanią?/ podlega likwidacji.


Ultra, środa, 03 stycznia, 2018. Chciałabym prosić o publikowanie przynajmniej co jakiś czas tych interesujących postów z Afryki i innych. Serdecznie pozdrawiam.


jotka, środa, 03 stycznia, 2018. Ty zafascynowałaś się Afryką, ktoś inny Grecją czy Marokiem... Ultra ma rację, napisz od czasu do czasu o swojej fascynacji tutaj, podziel się emocjami :-)


Cytaty pochodzą z powieści Miki Waltariego pt. "Egipcjanin Sinuhe".

 „Lepiej niż woda i piwo, lepiej niż dym kadzidła w świątyni i kaczki w sitowiu Wielkiej Rzeki oddaję treść życia w Egipcie, gdzie nic się nie zmienia z upływem czasu, lecz wszystko zostaje po staremu."

„Nie  ma  żadnej  różnicy  między  ludźmi, każdy  człowiek przychodzi na świat  nagi  i  serce  ludzkie  jest  jedyną miarą różnic między  ludźmi. Człowieka  nie możemy  mierzyć  według   koloru skóry   czy  według języka, nie wolno go oceniać według  jego odzieży   czy   ozdób, które nosi, ani  też według  jego bogactwa  czy biedy, lecz  tylko według  jego serca. Dobry człowiek  lepszy jest  od złego, sprawiedliwość  lepsza jest  niż  niesprawiedliwość. Nie wiem nic innego, a  to  jest  wszystko, co  wiem.”




       Gdy pierwszy raz ląduje się na egipskiej ziemi, wszystko wydaje się odmienne, zaskakujące, egzotyczne. Kiedy słyszy się arabską mowę i zawodzenie muezzinów - azan - http://www.youtube.com/watch?v=krHFI0kEh-k  czuje się trochę nieswojo i obco, ale to uczucie szybko mija. Od razu bowiem turysta witany jest serdecznością, uśmiechem i usłużnością. Wszędzie słychać powitania i okrzyki: „balanda halo, balanda good, good morning, how are you, what’s your name”. 

„Toteż  odpędziliśmy  tragarzy, którzy hałaśliwie kłócąc  się ze sobą narzucali swoje  usługi” 
i wydzierali z naszych rąk zbyt lekki, jak dla tragarzy, bagaż podręczny.

Tak było... i tak jest...

"Egipt - piękny - latami - ożywiający - serca."

Tak było... i tak jest...

  
       Hurghada wita nas uśmiechami radosnych Egipcjan, żarem opadającym na ramiona, światłami nocy. Na ulicy, w hotelach i sklepach spotyka się od pierwszej chwili z oznakami sympatii i dowodami zainteresowania, jakimi Egipcjanie darzą turystów, a nade wszystko kobiety. Polki pozdrawiają łamaną polszczyzną, a ich pogodne twarze zawsze witają i żegnają uśmiechem: Jak się masz kochanie? Jesteś mama (mama to pani) super! Dobrego dnia! Wszystkie panie czują się kochane i piękne.

      W hotelowej restauracji w zdumienie wprawiają poruszający się bezszelestnie kelnerzy, gotowi na każde skinienie. W Egipcie wszyscy spełniają życzenia turysty, nawet jeśli on tego nie chce. Oczywiście za każdą, nawet najdrobniejszą przysługę należy odwdzięczyć się bakszyszem, albowiem jednym z pięciu założeń islamu jest jałmużna i dzielenie się z biednymi. Turysta z Europy jest przecież bogaty!

Tak było... i tak jest...

       Po tych pierwszych wrażeniach czekało już tylko spotkanie z antyczną historią, a potem odpoczynek na Półwyspie Synaj w kurorcie Sharm El Sheikh, ale nie tak od razu. Klimatyzowanym /podkreśliłam, ponieważ to był 2003 rok, kiedy u nas klimatyzacja dopiero raczkowała/ autokarem, pod opieką dwóch polskich rezydentów i arabskiego pilota przyjechaliśmy do hotelu Palma de Mirette w miejscowości Hurghada nad Morzem Czerwonym. Hotel przyjemny, wybudowany w stylu andaluzyjskim na usypanym w morzu półwyspie. Pokoje stylowo wyposażone, klimatyzowane, z łazienką, telefonem, telewizją satelitarną, lodówką i dużym tarasem z widokiem na morze i basen. Taras mojego pokoju bezpośrednio graniczył z basenem, a tuż za nim już tylko morze.

   W Egipcie życie płynie powoli, bez pośpiechu, zdenerwowania, zniecierpliwienia. Wszyscy, z wyjątkiem turystów, mają czas. Rozlokowywanie w pokojach, meldowanie i formalności biurokratyczne trwały do godziny drugiej w nocy. Zamiast więc niecierpliwić się w oczekiwaniu, trzeba było pozwiedzać miasto, albo wygodnie ułożyć się na kanapie przy recepcji i... Spać! Tym bardziej, że jest to uznawane za normalne i nawet mile widziane. Poleżeć zresztą można nawet w sklepie, meczecie i kawiarni, gdzie specjalnie rozścielane są dywaniki i wałki pod głowę. Można poprosić o sziszę - fajkę wodną, herbatę, wodę lub sok i relaksować się do woli. Po co nerwy? Po co komu europejski pośpiech? Lepiej poddać się błogiemu klimatowi egipskiej ziemi, mentalności żyjących na niej ludzi i pozwolić własnej krwi płynąć wolniej. 


       Do pokoju prowadzono nas po długich, krętych korytarzach, nazwanych przez koleżankę, która towarzyszyła mi w tej podróży, „katakumbami”. W pokoju ciemno! Zaczęłyśmy nerwowo pstrykać wszystkimi wyłącznikami, a światło ciągle nie chciało zaświecić się. Nie działała także klimatyzacja. Wysoka temperatura, duchota i zmęczenie napędzały system nerwowy do granic wytrzymałości. Zbawienny w tym momencie okazał się termosik z kawą, który zabieram w każdą podróż. Taras przy oświetlonym basenie, morska bryza, wygodne, dobrze wyprofilowane z wikliny fotele, na nich poduchy, stolik, na stole filiżanka kawy, kilka papierosów i dwie wkurzone podróżniczki, ja i moja koleżanka - Lodzia, uspokoiły się.

Po godzinie nadszedł tragarz z naszymi walizkami, klucz - kartę włożył do skrzyneczki na ścianie w przedpokoju. Zaszumiała klimatyzacja, zabłysło światło, mogłyśmy wykąpać się i przygotować ubranie na podróż przez Pustynię Kamienistą do Luksoru. "Ciemniaczki" z Europy w ciemnościach egipskich - śmiałyśmy się same z siebie, oglądając kartę - klucz do wszystkiego, w tym... Do radości! 

Na tym jednak przygody nie skończyły się tej nocy. Pojawił się nowy problem, jakim okazała się wajcha w dole kabiny prysznicowej. Skoro w dole, to do oddolnego mycia dołu, pomyślałam. Sprytnie skonstruowane. Dzięki temu nie zamoczę włosów i nie zniszczę świeżo malowanej, przywiezionej z Polski fryzury. Pomyliłam się jednak w swoich techniczno - prysznicowych domniemaniach. Po przesunięciu wajchy spadł na mnie rzęsisty strumień wody z sufitu. Starannie wymodelowane włosy zamokły, a po plecach ściekała farba w kolorze dojrzałej wiśni.

Pozostała tylko godzina na odpoczynek, a jeszcze należało zrobić fryzurę. Martwiło nas, czy trafimy do recepcji po krętych „katakumbach” ogromnego kompleksu hotelowego. Wystarczył jeden niewłaściwy zakręt, by stracić zupełnie orientację i znaleźć się w zaułku jakiejś uliczki, na plaży lub przy sąsiednim hotelu Mirette. Krążyłyśmy długo po korytarzach, aż spotkałyśmy tragarza udającego się właśnie po nas i nasze walizki. "Ciemniaczki w ciemnych katakumbach" - znowu nazwałyśmy siebie odpowiednio.

W „Palma de Mirette” odpoczywałyśmy do godziny czwartej rano, po czym wyruszyłyśmy w podróż przez pustynię i Góry Kamieniste do Luksoru. W drodze wszyscy spali. Ja zerkałam jeszcze na Hurghadę, ale z okien autokaru niezbyt przypadła mi do gustu. Zielone ogrody hotelowe często graniczą tu z placem budowy. Byłam więc zadowolona, że na miejsce wypoczynku wybrałam Sharm El Sheikh na półwyspie Synaj.

Zaplanowana trasa podróży



52 komentarze:

  1. Och, jaka miła niespodzianka! Za oknem zimowa biel, a tu narzekania na brak klimatyzacji i żar Afryki przenikający z tego tekstu nawet przez monitor!
    Miło wspomnieć taka podróż tym bardziej, że z czasów gdy jeszcze nie było straszno od walczących ze sobą terrorystów.
    Najważniejsze, że ciemniaczki zostały oświecone i wymyte odgórnie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to wygląda, że m.in. po oświecenie poleciałyśmy do Afryki. A odgórnie to nigdzie chyba nie myto. Jedynie w ZSRR odgórnie bagażowyj nosił walizki, a boy do zadań specjalnych odprowadzał i przyprowadzał.

      Usuń
    2. Bardzo dobry to był pomysł, aby opublikować ponownie te teksty.
      Zawsze słuchaj koleżanek:))
      Nawiasem mówiąc, jakże świeże tu widać zachwycenie innością poznawanego świata. Dziś już tego zapewne tak nie odczuwasz. Uśmiechy i komplementy tubylców nawet czasem drażnią gdy sie do nich przywyknie. Czyż nie?

      Usuń
    3. Odgórne mycie było w sensie, że zamiast spodziewanego prysznica od dołu zaznałaś polewania z góry:)))

      Usuń
    4. Właśnie posłuchałam i otworzyłam zakładkę "posty na życzenie". Teraz jestem przekonana, że koleżanki miały dobry pomysł i mają rację. Tych wspomnień przecież żywy duch nie czytał, a przynajmniej nie zostawił śladu, że widział. Te wspomnienia wstawiałam na blogu "Afryka moja" cichutko. Tutaj, kiedy zaczęły psuć się i znikać blogi na Onecie i na Wirtualnej Polsce - przenosiłam notki także po cichutku - w jednym miesiącu nawet ponad 100 notek.
      __________________________________

      Ach, ten język polski... Odgórne, oddolne... Któż wie, co "poeta miał na myśli"? :)))

      Usuń
    5. Zgadzam się z Twoim, Bet, odczuwaniem komplementów. Obecnie wręcz mnie denerwują.

      Usuń
  2. Oj chciałaby mieć leniwe wakacje. Ale to chyba mam takie w momencie gdy jadę nad morze i spokojnie spacerują. Przeważnie zagraniczne podróże to pęd by zobaczyć wszystko i jak najwiecej bo może się już nigdy nie przyjechać.
    Roześmiałam się z tym prysznicem :D Pewnie sama bym nie rozumiała mechanizmu tak jak w Polsce umywalki. Raz tak a raz siak się włącza.
    Pozdrawiam i czekam na kolejne relacje z Egiptu i nie tylko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to będą kolejne wspomnienia. W zasadzie to wszystko jest na tym blogu, ale... Co na wierzchu to bardziej widoczne. Rzadko zagląda się głębiej.

      Usuń
    2. Zgadzam się. Napisałam bardziej szczegółowo dla Ciebie co to cosplay czy Pyrkon:
      alElla cosplay to nic innego jak zabawa w przebieranie się. Np. ludzie w teatrze się przebierają do jakiejś sztuki np. jasełka. Ktoś gra św.Józefa, Maryję czy Archanioła Gabriela, więc przebiera się do zagrania za tą postać. Ubiera odpowiednie szaty i upodabnia się wyglądu.
      A Pyrkon hmm... np. jedziesz do Poznania na koncert jakiegoś zespołu. Jest tam dużo ludzi, którzy lubią ten zespół i dobrze się bawią. Pyrkon jest jak koncert ludzie się bawią ale zamiast śpiewać chodzą w swoich strojach zrobionych czy kupionych - może lepiej to zabrzmi jakbyś była na pokazie mody i oglądasz nową kolekcję.
      Cosplay jest jak balik w przedszkolu czy w szkole, kiedy dzieci przebierają się za pszczółki księżniczki, zorro itd. to jest ZABAWA W PRZEBIERANKI.
      A Mario - to taka gra, w którą chodzisz takim ludzikiem i zbierasz pieniążki i zbijasz potworki oraz musisz uratować księżniczkę... popatrz sobie tutaj:
      https://www.google.pl/search?q=mario+gra&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwj_g7WC7u7YAhUqDsAKHfyfBwsQ_AUICigB&biw=1366&bih=675 tutaj masz obrazki z tej gierki.
      a tutaj możesz spróbować swoich sił w grze:http://poki.pl/mario

      Usuń
    3. Dziękuję za informacje.

      Usuń
  3. Do tej pory poza Europą byłem tylko w Turcji (choć można się kłócić jak daleko jest ten kraj od naszych, europejskich standardów w różnych dziedzinach życia).

    Chyba też dołączę się do prośby o dalsze części o Afryce i nie tylko. :)

    Nie wiem czy spodobają Ci się moje wszystkie polecane grupy. Postaram się jednak mieszać różne gatunki, by dla każdego było coś miłego.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością będę publikować kolejne części. Muszę tylko jakoś rozsądnie je opracowywać, żeby notki nie były zbyt długie.

      Usuń
  4. Syn był w obu kurortach i zbytnio nie narzekał na niewygody, choć raz musiał się wykłócać o lepszy pokój.
    Szkoda, że teraz nie można czuć się bezpiecznie w Egipcie.
    Mam mnóstwo zdjęć syna z Sharm el Sheikh, a przede wszystkim z wycieczek na pustynię.
    Warto jeździć po świecie i oglądać te wszystkie cuda znane do tej pory z książek.
    Serdecznie pozdrawiam.
    P.S. Jeszcze nie znalazłam czasu na obejrzenie "Egipcjanina".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dzisiaj mamy turecki film historyczny, więc chyba też nie będzie czasu na "Egipcjanina".

      Usuń
    2. Gdy dziś kliknęłam na Twego bloga, od razu uświadomiłam sobie ze starego programu, że powinien już być Ertugrul. I,o dziwo, był, więc natychmiast oznajmiłam mężowi, że ma mi zrobić kawę cappuccino, bo będę oglądać to, co bardzo lubię. No i obejrzałam:). Dopiero teraz przypomniało mi się, że miałam być na Twoim blogu.
      A jutro mamy JMO!!!

      Usuń
    3. Bardzo wciągnęły mnie te seriale. Szkoda, że my nie potrafimy tak dobrze filmów historycznych robić.

      Usuń
  5. Oj marzą mi się takie wakacje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie także, ale pozmieniało się na świecie i takie już nigdy nie będą.

      Usuń
  6. Hotelowe przygody opisane dowcipnie, ale chyba zniechęciłyby mnie do takich wyjazdów i nie lubię uniżoności obsługi, grzeczność tak, ale tylko tyle...
    Marzy mi się ciepłe morze, ale bez egipskich upałów, tylko to pewnie nie da się połączyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej da się połączyć. Trzeba tylko trafić w odpowiednim czasie w odpowiednie miejsce.

      Usuń
  7. Lubię Eghipt bo tam jest zawsze ciepło :-))
    Ale przygody miałyście , bywa , cóż zawsze człowiek musi jakąś nową technikę poznawać :-)
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nawet proste rozwiązania techniczne zaskakują, jeśli nie są znane.

      Usuń
  8. Moją pierwszą książką, traktującą o Egipcie była przedwojenna powieść
    sensacyjna "Szmaragd Izydy". Miałam wtedy nie więcej niż 6 lat, a książka, wyciągnięta z tego co pozostało po wyposażeniu mieszkania w dniu wyzwolenia Warszawy, była z lekka nadpalona i brakowało w niej dwóch ostatnich rozdziałów. Nie mniej czytałam z wypiekami na policzkach, wielu rzeczy nie rozumiałam, a gdy się zapytałam o to, czego nie rozumiałam- książka została mi odebrana.I zamiast niej dostałam do czytania "W pustyni i w puszczy". No ale tam nic nie było o Izydzie i jej szmaragdzie.W wiele lat pózniej kupiłam właśnie "Egipcjanina Sinuhe", ale w jej treści najbardziej mnie zainteresowała strona medyczna i obyczajowa. Poznanie Egiptu jako takiego jakoś mnie nie pociągało, zresztą to było w czasach, gdy co najwyżej można było
    wyjechać na urlop do "demoludów". I, coś mi się widzi, że jednak Egiptu w naturze nie poznam. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja "Szmaragd Izydy" czytałam w wieku podstawówki. Wprawdzie to książka z gatunku dziecięco - młodzieżowego, ale skuszę się i przeczytam ponownie na stare lata. Pamiętam, że akcja tej powieści jest wartka. Ciekawe, jak obecnie odbiorę realia starożytnego Egiptu i wątek romansowy?

      Usuń
  9. Jak dla mnie taka długość notki jest optymalna. :)

    Ważne jest też, by po lenistwie umieć powiedzieć stop i ruszyć do zadań jakichś tam. :) Czasem mam z tym problem.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz te wspomnienia pisałabym zupełnie inaczej. Chcę jednak zachować dawne emocje.

      Usuń
  10. Źle znoszę upały, więc Egipt kompletnie nie dla mnie, ale Twoją opowieść przeczytałem naprawdę z wielką przyjemnością. Przypomniał mi się mój niedawny pobyt w hotelu, gdzieś na krańcach Turcji i przygody z kartą do wszystkiego, która raz dziennie się rozmagnesowywała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo było z moją kartą w Turcji. Recepcjonista wyjaśnił, że to rozmagnesowywanie jest dobre, bo zabezpiecza przed dostaniem się do pokoju złodzieja. Turyści zabierają karty na plażę i zostawiają w torebkach czy kieszeniach ubrań, a sami się kąpią. Raj dla złodziei.

      Usuń
  11. AlEluniu,nie ma co się rozdrabniać. Najlepiej w jednym miejscu pogawarić,po co kilka blogów? Wiesz,ja zupełnie niedawno zwróciłem uwagę na Twój blog"afrykański".We wzwiązku ze stym umknęło mi wiele..Moja strata..Ale nie było by,gdybyś to TU zamieściła. A hoj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest tutaj zamieszczone i już przez 7 lat jest eksponowane w zakładkach i ramkach. Kto był zainteresowany, to widział i czytał, o!

      Usuń
    2. Eluniu kochana,te Twoje "o" to mnie zupełnie rozbraja,O!

      Usuń
  12. Hurgada, Kair - wielokrotnie tam latałem, jako nawigator PLL LOT. W Kairze były tygodniowe pobyty na kwaterze. Stamtąd organizowaliśmy wycieczki - Gizeh i min. Aleksandria. To były ciekawe czasy...

    W odpowiedzi na Twój komentarz, dziękczynny wiersz - zajrzyj.
    Pozdrowionka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślałam ,że nawigatorzy/piloci i stewardessy widzą tylko lotniska. A tu, proszę, nawet tygodniowe pobyty ze zwiedzaniem były.

      Usuń
    2. Były, były. No i życie towarzyskie kwitło:))

      A u mnie na blogu sugestia związana z Twoim ostatnim wierszykiem!!!

      Pozdrowienia:))

      Usuń
    3. Życie, jak w Madrycie? :-)

      Usuń
  13. Hmmm> jednym słowem chcesz ocalić od zapomnienia chwile, które dane Ci było przeżyć. Obecnie to już WSPOMNIENIE a ono ma coś z uśmiechu i coś ze łzy; np.ot choćby tylko to "podmywanie się" od głowy - z góry :)
    Nigdy tam nie byłam i pewnie już nie będę. Zatem chociaż sobie u Ciebie poczytam;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te wspomnienia isnieją i mają się dobrze, więc nie wymagają ocalania. Na prośbę, wznowiłam po prostu publikację ich.

      Usuń
    2. A ja sobie czytam i...wzdycham; "chciałaby dusza do raju...":

      Usuń
    3. Moja jeszcze nie chce. ;) :)))

      Usuń
  14. Egipt to jedno z moich marzeń - "Zobaczyć Egipt i... umrzeć". Dzięki Tobie poznałam chociaż cząstkę Egiptu i czytałam te wspomnienia z wypiekami na twarzy.

    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee, aż tak to nie, żeby umierać. Są piękniejsze i ciekawsze miejsca na świecie.

      Usuń
  15. Witaj alEllu
    Na moim starym blogu zrobiłem wczoraj mój ostatni "pożegnalny wpis" z podsumowaniem wydarzeń na blogu z ponad 11 lat jego pisania
    - gorąco zapraszam !
    Przy okazji wspomniałem Konkus Blog roku 2008
    Przeglądając dziś tę stronę zauważyłem, że wspominana przez Ciebie ostatnio "Babcia Halna" otrzuymała w tym konkursie Wyróżnienia specjalne (razem z Krystyną Jandą (której strony już nie ma).
    Takie blogi warto uchronić od zapomnienia, ale uważam że o laureatów konkursu w takich sytuacjach (jeśli blkog istnieje) jak ta powinien się zatroszyć chyba sam Onet, a nie blogowe kożeżanki.
    No chyba, że w spomnana w moim wpisie redakcja Serwisu Społecznościowego Onet.pl została zlikwidowana (cięcie kosztów) a jej załoga "rozgoniona"
    Może coś wiesz na ten temat (napisz w komentarzu na moim starym blogu)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie wiem na temat redakcji Onetu. Widdziałam tylko, że w artykułach na głównej stronie Onetu roiło się od błędów gramatycznych, stylistycznych i ortograficznych. Pomyślałam więc, że pozatrudniali przypadkowe osoby w miejsce tych, co potrafili pisać i redagować.

      Usuń
  16. Już jest i nie mogę wyjść z podziwu!

    OdpowiedzUsuń
  17. Oddolne mycie głowy haha
    Słyszałam że Egipcjanie wręcz uwielbiają Polki i można poczuć się piękną jakby ten kochający zapomniał
    Pozdrawiam serdecznie
    https://zolza73.blogspot.com/
    https://mrocznastrefa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególnie w blondynkach gustują. Ale dobra każda, która da się wykorzystać i do Europy zabierze.

      Usuń
  18. Niezwykle piękne i bardzo interesujące są Twoje dalekosiężne podróże, które wzbudzają ciekawość a przede wszystkim miło się je czyta i przegląda tak piękne fotografie. Dziękuje Ci bardzo, za tę wspaniałą możliwość podróżowania i zwiedzania naszego pięknego globu ziemi. Jeśli chodzi o problemy z blogami na onecie, to także miałabym wiele do powiedzenia ale, że jest już po fakcie bo zaczęłam blogować na Bloogerze, gdzie tego typu kłopotów nie ma i jest o dużo przyjemniejszy w blogowaniu a do tego prościejszy, a zatem na temat onetu nie będę się już rozpisywała bo byłoby to bez sensu i dlatego też, poprzestanę na tej wypowiedzi jaką tu w komentarzu ujęłam. Bardzo dziękuje, za pozostawione słowa u mnie w Ksiedze Gości a najbardziej za to, że Jesteś i tak pięknie piszesz a zatem pisz... zaś ja, w miarę możliwości czasu będę Cię z przyjemnością odwiedzać i czytać ~ pozostawiając po sobie, chociaż kilka słów...

    Wszystkiego co najpiękniejsze ~ na ten nowy rok 2018 * Życzę...
    Moc serdeczności Eluniu

    OdpowiedzUsuń
  19. Szukałam swojego komentarza i nie znalazłam. Fajnie jest w trudnych czasach wrócić do miłych wspomnień.Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lotka, a gdzie ten komentarz miał być? Szukam, gdzie sie da i nie znajduję. Także w spamie nie widać. Nie wiem, czy szukać dalej. Trochę mi się znudziło, bo poszukuję już drugą godzinę.

      Usuń

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.