23 sierpnia 2010

Egipt. Policja w akcji


Na podstawie relacji mojej koleżanki,
która zna Egipt od strony jego mieszkańca.
      
       Jedzie sobie policja przez miasto, a za nią ogromna ciężarówka. Zatrzymuje się przy knajpce obok tej, w której siedzimy i jacyś ludzie zaczynają ładować do ciężarówki stoliki oraz krzesła wystawione na zewnątrz. Co się dzieje? Przybiega kelner i uspokaja, że to nic takiego.

       Po chwili policjant przychodzi także do 'naszej' knajpki. Właściciel wybiega z jakimiś papierami i pokazuje je policjantowi. Dokumenty widocznie nie pomagają. Po grzecznych przeprosinach zabierają nasz stolik i krzesła, na których siedzimy. O co chodzi?
Idą dalej i zabierają od ulicznych handlarzy papirusy, paski, chustki, skarabeusze...
Siostra mojej koleżanki - mieszkająca w Egipcie tłumaczy, że każda knajpka ma pozwolenie na określoną ilość stolików wystawianych na zewnątrz. Wszystkie, które są nadliczbowe, podlegają konfiskacie.
To samo dotyczy handlarzy, jeśli nie mają pozwolenia na sprzedaż swoich towarów.
Na twarzach Egipcjan nie widać jednak zmartwienia. Po odjeździe policji, wyciągają nowe stoliki z zaplecza i impreza trwa nadal.

***
       Właściciel statku wysłał kucharza po zakupy na ostatnią kolację Ramadanu. Ta kolacja jest dla nich szczególna (Ramadan Bajram - Święto Przerwania Postu, zwane również Al-Id as-Saghir obchodzone w Islamie na zakończenie czasu świętego postu zwanego Ramadan).
Czekają godzinę. Nie wraca. Nie ma chłopaka i drugą, i trzecią, i piątą. Telefony się grzeją. Posłańcy nigdzie nie mogą go znaleźć. Po wielu godzinach telefonuje policjant. Okazało się, że kucharz zgubił dokumenty z pozwoleniem na pracę i przy rutynowej kontroli został zatrzymany.
Ciekawa jest policyjna procedura. Najpierw trzymają trochę takiego delikwenta, a następnie wiozą go do rodzinnej miejscowości, gdzie muszą potwierdzić jego tożsamość. A ta podróż odbywa się mniej więcej tak.

       Jadą do następnego posterunku i sprawdzają czy kucharz nie jest poszukiwany. Potem do następnej miejscowości... I do następnej... Jeśli policja nie ma interesu w kolejnej miejscowości, to zatrzymany siedzi w areszcie, aż zechcą jechać dalej i tak aż do rodzinnego miasta. Gdy już tam dojadą, to pytają trzech świadków (kogoś z rodziny, z jakiegokolwiek urzędu lub sołtysa, miejscową policję), czy ten oto kucharz, to jest na pewno on. Jeżeli świadkowie potwierdzą tożsamość, to zostaje sporządzony dokument i delikwenta zabierają z powrotem.

       Taka podróż trwa w granicach 18 - 20 dni. Później, na miejscu, u pracodawcy sprawdzają, czy szef go jeszcze chce i wydają nowe pozwolenie na pracę.


      
Wygląda na to, że właściciel statku cierpliwie czeka.
Wypatruje, odpoczywa...
Egipcjanie, choć gorącą krew mają, nie gorączkują się.
Pozwalają swojej krwi płynąć wolniej.

Tak było... i tak jest

       Porównując do terminów, w jakich u nas załatwiane są sprawy  sądowe  i urzędowe (np. uzyskanie decyzji Wojewody, którą w tym miesiącu wreszcie otrzymałam, trwało równo 10 - słownie: dziesięć lat !), to w Egipcie i tak fajnie mają ;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jak opublikować komentarz?

Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to..można wybrać:

- NAZWA /ADRES URL - w..okienku NAZWA wpisać nick i w..okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.

- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w..komentarzu.

W komentarzu można stosować kursywę i czcionkę pogrubioną.