25 listopada 2014

Kubuś Puchatek czy Miś Uszatek?


       Po gorączce wyborczej, w mediach odżyła sprawa Kubusia Puchatka. Filmik o misiowych problemach był w poprzedniej notce. Zamieszczam ponownie, ale z ciekawym komentarzem kolegi blogowego.






Klateracje
24 listopada 2014 r.
/.../ Spór o obcego naszym tradycjom (he, he!) angielskiego, tego dżenderowego (hi, hi!) dziwolągu zakończyłbym propozycją kompromisu: nazwać owo urocze miejsce imieniem Misia Barei!
dixi et salvavi animam meam


Brawo Andrzeju - Art Klaterze!



A ja zastanawiam się, czy reżyser Stanisław Bareja był wizjonerem i w swoich filmach pokazywał także paradoksy przyszłej III RP, czy to III RP czerpie scenariusze z jego filmów?

17 listopada 2014

Wybory, wybory... i po wyborach

- wybory samorządowe 2014.




Proponuję niezawodne
liczydło z przedszkola.

     Wstydzę się i świecę uszami oraz klawiaturą. Od rana dokuczają mi znajomi z Afryki, naśmiewając się z polskiej Państwowej Komisji Wyborczej i ogólnie z Polski. 

To niebywałe i niewiarygodne, żeby w XXI wieku, w trzy... co najwyżej cztery godziny /no, niech będzie pięć godzin/ nie policzyć głosów i nie przedstawić pełnych wyników wyborów. W niektórych terytorialnych komisjach wyborczych w czternastej godzinie przeliczanie jest na poziomie zaledwie kilku procent. 

Powód? Awaria systemu informatycznego!



       Może wystarczyliby gimnazjaliści z klas komputerowych albo - do liczenia ręcznego - dzieci z podstawówek. I tak wiele komisji lokuje się w szkołach, więc?

Nie dam rady nic więcej napisać, bo się rozpuknęłam ze wstydu, o!



Aktualizacje:

  • Po 18 godzinach - dalej NIC! Państwowa Komisja Wyborcza obraduje.
  • W dziewiętnastej godzinie - Państwowa Komisja Wyborcza ogłosiła, że: albo policzy się ręcznie, albo system komputerowy się naprawi. Czyli co? W dalszym ciągu NICO?
  • Minęły 24 godziny od zakończenia głosowania! Pełnych wyników BRAK! Niektóre komisje wyborcze zawiesiły swoje prace do następnego dnia do południa.
  • Konferencja prasowa w 25 godzinie. Pełnych wyników wyborów samorządowych nie podano. Magicznego słowa PRZEPRASZAMY nie usłyszałam. Państwowa Komisja Wyborcza wyraziła nadzieję, że komisje wyborcze w terenie jednak nie poszły spać, zaś te, które zawiesiły działania, przynajmniej w połowicznym składzie stawią się do pracy bez użycia przymusu bezpośredniego.
  • 18 listopada, przed godziną 11Wyników wyborów BRAK.  System informatyczny jest w pełni sprawny, choć są problemy z logowaniem. Znaczy... co? Sprawny choć nie funkcjonuje? PKW nie potrafi powiedzieć, czy wszystkie komisje w terenie wróciły do pracy.   Sekretarz PKW nie rozumie, skąd wziął się szum. Toż dopiero wtorek rano mamy. Wieczorem możliwe podanie oficjalnych wyników głosowania. 
  • 18 listopada wieczorem. Państwowa Komisja Wyborcza nie poda dzisiaj oficjalnych wyników głosowania.
  • 20 listopada. Okupacja siedziby Państwowej Komisji Wyborczej. PKW podejmuje uchwałę o przerwaniu pracy.
Zliczanie głosów w terenie  trwa, a tymczasem czekają "poważne" problemy do rozwiązania: 



Dopisek z dnia 22 listopada.

Cały skład Państwowej Komisji Wyborczej podał się do dymisji.

Oficjalne wyniki  podano 22 listopada wieczorem.



8 listopada 2014

Pan Listopad Niezwyczajny 3

Wspominam ciepłe listopady...



2008 rok.

       Zauważyłam, że po ciszy letniej spowodowanej karmieniem piskląt, wraz z nadejściem jesieni, wiele ptaków znowu zaczyna śpiewać. Ale żeby w listopadzie dawać w lesie koncerty? Dokładnie 2 listopada podczas spaceru po lesie Borek można było posłuchać śpiewu nieznanego mi ptaka.  Jakby się nie nazywał, to jego świergot w jesiennej scenerii - w mozaice barw usychających liści, ścielących się pod nogami szeleszczącymi kobiercami, brzmiał imponująco.



       Po takim kobiercu, w asyście listopadowego śpiewaka, szłam z siostrą na „Patelnię” w Chełmie - miejsce masowych egzekucji  jeńców  Stalagu 319 - dokonywanych przez Niemców podczas II wojny światowej. Przy dróżce przecinającej las, około pół kilometra od cmentarza, na którym pochowani są nasi rodzice znajduje się trochę zapomniany, skromny pomnik. Uznałyśmy z siostrą, że tak piękna jesień w połączeniu ze Świętem Zmarłych to dobra okazja do odwiedzenia w lesie miejsca straceń 50 tysięcy ludzi. Takie połączenie chwili zadumy z przyjemnością obcowania z przyrodą, nacieszenia się ostatni raz w tym roku ciepłem, słońcem i barwami...

       To była także okazja do uświadomienia sobie, że jesień to nie tylko przyjemne dla oka barwy, ale także symbol przemijania i czas przygotowania się do zimy. Zwierzęta robią zapasy w swoich spiżarniach. Ludziom, w dobie supermarketów we wszystko zaopatrzonych przez cały rok, pozostaje kumulować energię, jaką z pewnością dają drzewa i słońce. Przez konary przebijały się refleksy słońca tak silne i oślepiające, jak latem. Malowały na dywanach z liści złotą osnowę, lub świetliste plamy, a nas grzały... grzały... grzały!






2010 rok.

Lato, lato, lato wszędzie! Zwariowało, oszalało moje serce!

        Z refrenem piosenki na ustach udałam się na listopadowy spacer. Letni - powiedziałabym - spacer. Temperatura plus dziewiętnaście na termometrze wiszącym na północnym oknie. Taki dzień nie tylko trzeba prze-chodzić... prze-szaleć... prze-żyć w słońcu...
Taki dzień trzeba także uwiecznić na fotografii. Żadna tam ze mnie fotografka, ale kadrując podpatrzę to, czego latem w Chełmie - osłoniętym  zielenią drzew - nie widać.


Brukowaną uliczką udaję się na Górkę zwaną także Górą Zamkową albo Katedralną. Odwracam się z sentymentem, bo tam... w dole... na małym skwerku obok żółtego budynku (kiedyś był inny - czerwony) umawiałam się z chłopakami.


Trawa się zieleni, słońce się do mnie uśmiecha, a ja przypominam sobie tę historię "randkową"  z czasów podstawówki. Kiedy w towarzystwie koleżanek przybyłam na miejsce spotkania, okazało się, że kolegów jeszcze nie było. O nie! My pierwsze jesteśmy? To nie uchodzi! To ujma dla dziewczęcego honoru!  Wdrapałyśmy się tutaj i zza drzew obserwowałyśmy, czy koledzy nadchodzą...


 

A chłopcy? Oni usadowili się piętro wyżej. Zaśmiewając się obserwowali nasze poczynania z widocznego za drzewami wzniesienia zwanego Wysoką Górką.



Oto zdjęcie Wysokiej Górki z 2009 roku: 


Turkusowe niebo mówi, że listopad wtedy też był wyjątkowy. 
Dziś już nie ma tych kasztanowców. Zostały wycięte. 


2014 rok.

       Znowu ciepło i Pan Listopad Niezwyczajny. Ach, jak lubię słońce... Mogę spacerować godzinami... W tym roku jednak widoki psują bilbordy wyborcze. To i ja wywieszam swój dyżurny plakat, o!  Także niech szpeci. A może przejdzie do historii Listopada Niezwyczajnego?


Kopiowanie i rozpowszechnianie dozwolone.

PS. Czy prawy panel na tym blogu się rusza/podskakuje, czy to ja mam oczopląs?