Wspominam ciepłe
listopady...
2008 rok.
Zauważyłam, że po ciszy letniej
spowodowanej karmieniem piskląt, wraz z nadejściem jesieni, wiele ptaków znowu
zaczyna śpiewać. Ale żeby w listopadzie dawać w lesie koncerty? Dokładnie 2
listopada podczas spaceru po lesie Borek można było posłuchać śpiewu nieznanego
mi ptaka. Jakby się nie nazywał, to jego świergot w jesiennej scenerii -
w mozaice barw usychających liści, ścielących się pod nogami szeleszczącymi
kobiercami, brzmiał imponująco.
Po takim kobiercu, w asyście listopadowego śpiewaka, szłam z siostrą na
„Patelnię” w Chełmie - miejsce masowych egzekucji jeńców Stalagu
319 - dokonywanych przez Niemców podczas II wojny światowej. Przy dróżce
przecinającej las, około pół kilometra od cmentarza, na którym pochowani są
nasi rodzice znajduje się trochę zapomniany, skromny pomnik. Uznałyśmy z
siostrą, że tak piękna jesień w połączeniu ze Świętem Zmarłych to dobra okazja
do odwiedzenia w lesie miejsca straceń 50 tysięcy ludzi. Takie połączenie
chwili zadumy z przyjemnością obcowania z przyrodą, nacieszenia się ostatni raz
w tym roku ciepłem, słońcem i barwami...
To była także okazja do uświadomienia
sobie, że jesień to nie tylko przyjemne dla oka barwy, ale także symbol
przemijania i czas przygotowania się do zimy. Zwierzęta robią zapasy w swoich
spiżarniach. Ludziom, w dobie supermarketów we wszystko zaopatrzonych przez
cały rok, pozostaje kumulować energię, jaką z pewnością dają drzewa i słońce.
Przez konary przebijały się refleksy słońca tak silne i oślepiające, jak latem.
Malowały na dywanach z liści złotą osnowę, lub świetliste plamy, a nas
grzały... grzały... grzały!
2010 rok.
Lato, lato, lato wszędzie!
Zwariowało, oszalało moje serce!
Z refrenem piosenki na ustach udałam
się na listopadowy spacer. Letni - powiedziałabym - spacer. Temperatura
plus dziewiętnaście na termometrze wiszącym na północnym oknie. Taki dzień nie
tylko trzeba prze-chodzić... prze-szaleć... prze-żyć w słońcu...
Taki dzień trzeba także
uwiecznić na fotografii. Żadna tam ze mnie fotografka, ale kadrując podpatrzę to,
czego latem w Chełmie - osłoniętym zielenią
drzew - nie widać.
Brukowaną uliczką udaję się
na Górkę zwaną także Górą Zamkową albo Katedralną. Odwracam się z sentymentem,
bo tam... w dole... na małym skwerku obok żółtego budynku (kiedyś był inny -
czerwony) umawiałam się z chłopakami.
Trawa się zieleni, słońce
się do mnie uśmiecha, a ja przypominam sobie tę historię
"randkową" z czasów podstawówki. Kiedy w towarzystwie koleżanek
przybyłam na miejsce spotkania, okazało się, że kolegów jeszcze nie było. O
nie! My pierwsze jesteśmy? To nie uchodzi! To ujma dla dziewczęcego
honoru! Wdrapałyśmy się tutaj i zza drzew obserwowałyśmy, czy koledzy
nadchodzą...
A chłopcy? Oni usadowili się
piętro wyżej. Zaśmiewając się obserwowali nasze poczynania z widocznego za
drzewami wzniesienia zwanego Wysoką Górką.
Oto zdjęcie Wysokiej Górki z 2009 roku:
 |
Turkusowe niebo mówi, że listopad wtedy też był wyjątkowy.
Dziś już nie ma tych kasztanowców. Zostały wycięte. |
2014 rok.
Znowu ciepło i Pan Listopad Niezwyczajny. Ach, jak lubię słońce... Mogę spacerować godzinami... W tym roku jednak widoki psują bilbordy
wyborcze. To i ja wywieszam swój dyżurny plakat, o! Także niech szpeci. A może przejdzie do historii Listopada Niezwyczajnego?
 |
| Kopiowanie i rozpowszechnianie dozwolone. |
PS. Czy prawy panel na tym blogu się rusza/podskakuje, czy to ja mam oczopląs?