Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chełm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chełm. Pokaż wszystkie posty

29 października 2022

Czas ciszy...

        Są takie wyjątkowe dni w roku, 

kiedy w serce wkrada się refleksja, 

kiedy nastaje czas wspomnień i zadumy, 

kiedy ludzkie ścieżki wiodą pośród mogił i płomieni świec. 


W tych dniach uświadamiamy sobie, 

że istniejemy dzięki następstwu pokoleń. 

W tych dniach pamięć o bliskich staje się niezawodna, 

a obce nazwiska na kamiennych płytach zdają się bliskie. 


Są takie wyjątkowe dni w roku, 

w których  pośpiech - cywilizacyjna jednostka czasu 

- na chwilę znika i wszystko powolnieje.


I staje się Cisza...



Cmentarz przy ul. Lwowskiej w Chełmie.
Kaplica neogotycka  wzniesiona w 1908 roku. 

Dopisek.

30 października 2022 roku odwiedziłam tarasowy Cmentarz Wojenny w Chełmie znajdujący się na północnym stoku Góry Zamkowej. Zauważyłam, że trwa jego rewitalizacja. Bardzo mnie to ucieszyło.

Chełm. Cmentarz Wojenny 1939 - 1945.

Dopisek 2.

31 października 2022 roku byłam na cmentarzu przy ul. Lwowskiej w Chełmie, na którym znajdują się klasycystyczne kamienne nagrobki. Najstarsze pochodzą  z pierwszej połowy XIX wieku. Jest też kwatera wojskowa. Miejsca, które odwiedziłam były uporządkowane, więc nie przydały się moje grabie i miotełka.

 

Chełm, cmentarz przy ul. Lwowskiej.
Zabytkowe nagrobki i kaplica Bielskich z początku XIX wieku.

Chełm, cmentarz przy ul. Lwowskiej.
Mogiły żołnierzy Wojska Polskiego z okresu wojny polsko - bolszewickiej.

Chełm, cmentarz przy ul. Lwowskiej.
Nagrobki zabytkowe.

Chełm, zabytkowy nagrobek na cmentarzu przy ul. Lwowskiej. 


2 października 2022

Zagadka śmieciowa

       W moim mieście realizowany jest projekt  pod nazwą "Budowa Systemu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych wraz z Punktem Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych w Chełmie", w ramach którego zamontowano nowe betonowe śmietniczki. Są dość eleganckie i podzielone na dwie części. Do jednej należy wrzucać odpady zmieszane, a do drugiej metale i tworzywa sztuczne, o czym informują napisy na daszku. Litery są wyraźne i duże, nawet okularów nie muszę zakładać. Potrafię też odróżnić metalową puszkę po napoju od papierka po cukierku. Mam jednak problem. Nie wiem gdzie i co wrzucić do tej śmietniczki, ponieważ obie informacje o rodzaju odpadów znajdują się nad jedną i drugą komorą. 

Czy ktoś z Posiaduszkowiczów pomoże rozwiązać zagadkę?

Do której komory śmietniczki mam wrzucać

metale i tworzywa sztuczne,

a do której pozostałe śmiecie?




17 sierpnia 2022

Chełm - zdjęcia z drona

 


    Przepraszam Blogowe Koleżeństwo, że nie odwiedzam zaprzyjaźnionych blogów, a także nie odpowiadam na komentarze Posiaduszkowiczów. Otóż 19 lipca 2022 roku rozpoczął się u mnie remont. Trwał trzy tygodnie. Obecnie ogarniam mieszkanie i oczekuję na stolarza, którego wizyta opóźnia się. Przez to, na razie kuchnia nie jest zagospodarowana i tak muszę sobie radzić: 


Znalazłam chwilkę, by pobuszować w internetowej sieci i trafiłam na ciekawe zdjęcia mojego miasta. 

Podaję link: https://www.facebook.com/Che%C5%82m-z-drona-109519550946810/photos

 

Na zachętę do obejrzenia wszystkich zdjęć - jedno - z chełmskim misiem -  kopiuję.

https://www.facebook.com/Che%C5%82m-z-drona-109519550946810/photos/356034286295334

Chełm i okolice - linki

2 października 2021

Spacery, spacery, spacery...

 Klik dobry:)

       Spacery, spacery, spacery...  Ruch na świeżym powietrzu i łapanie słonecznej witaminy D, to najlepsze, co można robić przed zimą w celu budowania odporności. Pisanie i czytanie na razie zostało więc odłożone. 

Gdziekolwiek poszłam, spotykałam chełmskie niedźwiadki. Prezentuję  w ramach kontynuacji notki "Inwazja misiów w Chełmie".

Miś jako Duch Bieluch przy wejściu do kredowych podziemi.

Miś jako urzędnik przed Chełmskim Ratuszem.

Miś z parasolką przy fontannie na Placu Gdańskim.

       W centrum miasta  naprzeciw kina  "Zorza"  przygrywa na skrzypcach  chełmianka,  światowej sławy skrzypaczka Ida Haendel.  Właśnie w kinie, jako 4-letnia dziewczynka  Ida wystąpiła ze swoim pierwszym w życiu koncertem, by zebrać pieniądze na wyjazd do Warszawy. W Chełmie nikt nie chciał jej edukować, ponieważ umiejętnościami  przewyższała wszystkich nauczycieli gry na skrzypcach.

Ida Haendel na skwerze u zbiegu ul. Lubelskiej i Mickiewicza.


Energię dają nie tylko spacery i słońce oraz cieszące oko obrazy. 
       Zgodnie z teorią Alberta Einsteina  E = mc 2  /E - energia,  m - milk, c - cofie/  udaję się i po taką energetyczną dawkę.
A potem?
Znowu spacery, spacery, spacery...

Dodatek popołudniowy

       Po małej dawce "emcekwadratów" pospacerowałam po innej dzielnicy Chełma. Tu także spotkałam niedźwiadki i miło było je widzieć.

Czy ten niedźwiadek to przedwojenny urzędnik?
Stoi przed gmachem wzniesionym w latach 1928 - 1939 dla Wschodniej Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych,
po wojnie będącym siedzibą PKWN.



Niedźwiadek - gitarzysta znalazł sobie miejsce 
przed Domem Kultury. Ten mógłby zbierać pieniądze na jakiś cel. Nie zauważyłam jednak czapki, kapelusza czy puszki.

16 września 2021

Inwazja misiów w Chełmie

Czy to uchodźcy z chełmskich legend?

 


       Jedna z legend głosi, że podczas najazdu na Chełm, Mongołowie plądrowali miasto. W obawie przed utratą życia, mieszkańcy chowali się w kredowych jaskiniach. Najeźdźcy odkryli jedną z nich. Weszli do niej, ale po chwili wybiegli w popłochu, uciekając przed białym, bo pobielonym kredą niedźwiedziem. 
W dowód wdzięczności chełmianie umieścili misia w herbie miasta.

       Inni opowiadają, że w czasach, gdy panował kult pradawnych bogów, na Chełmskiej Górze rosły trzy wielkie dęby, a pod nimi, w kredowej jaskini mieszkał niedźwiedź. Z czasem, u stóp dorodnych dębów, wybudowano świątynię i zapalono święty znicz. Misio, ujrzawszy ogień, zapadł się w podziemia. Wychodził tylko wtedy, gdy mieszkańcom Chełma groziło niebezpieczeństwo.  Kiedy świątynia została zaatakowana, przybył na ratunek i rozgromił najeźdźców.  Po walce, ludność ujrzała wybawcę stojącego przez chwilę pomiędzy trzema dębami.  Od tamtej pory moje miasto ma w herbie białego niedźwiedzia i dęby.

Dlaczego wspominam legendy o niedźwiedziu?

Otóż…

       Podczas spaceru po Chełmie zauważyłam urocze i sympatyczne  niedźwiadki, rozproszone w różnych miejscach miasta. Choć są malutkie i nie wyglądają na muskularnych obrońców, pomyślałam, że wyszły z chełmskich legend na ulice, by - jeśli nie bronić -  to chociaż radować i zdobić. 

 


Jeden nawet ożenił się i pozuje ze swoją wybranką do zdjęcia pod Urzędem Stanu Cywilnego. Niedźwiadki z noszami są przy szpitalu, z kołem ratunkowym - przy parku wodnym, z książką - przy bibliotece, w przedwojennym tużurku - pod historycznym Gmachem mieszczącym różne urzędy. Koło fontanny przysiadł misio pod parasolką, a przed wejściem do kredowych podziemi stoi przebrany za ducha Bielucha. Może ten przybył z legendy o Duchu Bieluchu  - strażniku Chełmskich Podziemi Kredowych https://grycela.blogspot.com/2010/08/chem-bieluch.html i jest prawdziwym duchem białego niedźwiedzia widniejącego w herbie Chełma?  Przed ratuszem elegancki misio ubrany jest w garnitur i niesie teczkę.  Ciekawe, czy z hakami? ;)

A może niedźwiadki są tajnymi agentami?  ;-)

A może to misie, które lasu się boją i postanowiły żyć w mieście? ;-)



Tak, czy siak… Role i zadania mają ściśle określone.

Miło było te niedźwiadki spotkać, o!


***

    Mam też wieści nieprzyjemne, a co jest złe, jak w różnych umowach, napiszę drobnym drukiem.

1. W sklepie zostałam zaatakowana wózkiem przez bezmaseczkowca, gdy - czując się zagrożona otaczającymi mnie osobami  bez maseczek - pozostawiłam wózek, a sama stanęłam z boku w odpowiednim dystansie. Nadmieniam, że nikomu nie zwracałam uwagi. Jedynie cichutko i grzecznie odeszłam. Podczas napaści usłyszałam: "co tu rżniesz pajaca w tej masce!? Stój równo, jak normalni ludzie!" Nikt nie reagował, a personel sklepu nawet nie zapytał, czy potrzebuję pomocy. Ech… Życie! Czemu bywasz tak nieznośne?

2. W ostatnią sobotę w pociągu relacji Warszawa - Chełm, osoby w koszulkach z napisem „medyk” i logo medycznym, które protestowały na placu Krasińskich w Warszawie, nie miały założonych masek. Nie pomagały ciągłe komunikaty z głośników przypominające o maseczkach. Współpasażerowie nie mogli oddalić się, jak w sklepie, a bali się zwrócić uwagę. Ech... Medycy! Jak Was szanować i wspierać, skoro takie osoby - nie mające szacunku dla drugiego człowieka -  są pośród Was?! To boli, bardzo boli, o!

25 kwietnia 2021

Szkolne dylematy i dziecięce strachy

Hej ho! Do szkoły by się szło albo lepiej nie? 

       Najlepsze, co mnie spotkało w czasie pandemii, to zamknięcie szkolnego internatu znajdującego się po sąsiedzku. Chociaż lubię młodzież i młodzieńczą wrzawę, to jednak cisza i spokój są przyjemniejsze. Poza tym na osiedlu zrobiło się czyściej. Znikły pety oraz puszki i butelki po napojach pozostawiane przez uczniów we wnękach klatek schodowych oraz na podwórku. Nie fruwają kolorowe torebki po chipsach, murki nie są pozalewane moczem. Do osiedlowego sklepu nie przychodzą grupami młodzieńcy - bezmaseczkowcy, a na ulicy nie parkują samochody podskakujące od muzyki włączanej na cały regulator, którą w domu było słychać nawet przez zamknięte okna. Podczas lockdownu mogę upajać się dźwiękami, które lubię i oglądać telewizję bez zagłuszającego „umpa… umpa”. Wcześniej często nie słyszałam własnych myśli. Nawet ptaszki nie lubiły przycupnąć na okolicznych drzewach i pośpiewać.

        Gdy wiosna zaczęła nadchodzić, a słońce coraz śmielej świecić, wyruszyłam na wspaniały teren do spacerów. Wystarczy przejść przez ulicę, minąć internat, szkołę oraz halę sportową, by za bramą zdjąć maseczkę i zacząć oddychać pełną piersią. Zieleń, przestrzeń, czyste powietrze i pustka…

Jeszcze tylko obejrzałam się, by zrobić zdjęcie widoku za plecami, po czym wdrapałam się na skarpę otaczającą piłkarskie boisko.



Oto zdjęcia z mojego bezmaseczkowego spaceru, a właściwie sprężystego marszu. Po nabraniu sił może nawet tutaj pobiegam?











       Koło boiska spotkałam dwóch chłopców z plecakami. Natychmiast założyłam maseczkę i zapytałam, czy mają jakieś zajęcia w szkole.

- Nie! Dotleniamy się! - Odpowiedzieli.

- Zapewne tęsknicie już za szkołą. - Kontynuowałam.

- Tęsknimy, ale nie chcemy wracać w tym roku szkolnym. Dopiero od września. Teraz stresujemy się i martwimy o oceny, ponieważ straszą nas ostrym nadrabianiem materiału, jeśli minister szkoły w maju otworzy.

W oczach chłopców widać było żal i strach przed tym nadrabianiem, więc nie kontynuowałam rozmowy, aby ich bardziej nie zasmucić.  Życzyłam więc powodzenia i zdrowia, a w myślach zadawałam sobie pytanie, czy w tak ciężkiej psychicznie dla uczniów sytuacji szkolnictwo nie powinno przyjąć łagodniejszej, a nawet całkiem innej  taktyki? Może w pierwszym rzędzie zajęcia poprawiające kondycję psychiczną? Może nacisk na aktywność fizyczną? Może więcej lekcji laboratoryjnych z ciekawymi doświadczeniami? Może na historii, WOS-ie czy geografii  zastosować jakieś techniki obrazowania?

Przecież podstawa programowa nie ucieknie. Wszystkiego można nauczyć się w przyszłości. Wiedzę da się uzupełnić stopniowo… Łagodnie… Bez stresujących nacisków na szybkie nadrabianie. A w ogóle co to za słowo to NADRABIANIE i dlaczego się nim dzieci straszy? Może wyrzucić je w ogóle ze słownika?

Żal mi się zrobiło uczniów, na których w pierwszej części notki trochę ponarzekałam. Szczerze żal…

 

***

       W ramce „Zdjęcia google” dodałam album „Chełm. Dzikie Pole przy ul. Wiejskiej Batorego, Wyszyńskiego oraz tereny szkolne i MOSiR” - https://photos.app.goo.gl/RsVTYptLj3B5qpbW6

8 kwietnia 2021

Tu zaszła zmiana! Obywatelski donos

czyli sygnalista informuje - tam gdzie było "buszowisko" teraz będzie...


Droga - https://koszyk-bet.blogspot.com/  - Wędrowna Mrówko!  


        Uprzejmie donoszę, że tam, gdzie deptałaś pracowite ścieżki wśród gąszczu krzewów i traw, gdzie narażałaś swoje nóżki na rany od Barszczu Sosnowskiego - jednej z najbardziej niebezpiecznych roślin, gdzie wypatrzyłaś mrówkowe miejsce na kopiec, teraz jest tak:


Oj, oj! Kopca nie ma, będzie Medyk!
Krzewy zostały wycięte, a w miejscu mrówczego kopca jest wielka kredowo - biała dziura.

Drzewo po lewej stronie pozostało.

"Biała dziura"  jest za plecami Wędrownej Mrówki na prawo od widocznych drzew.

Nie ma już miejsca dla mrówek na tym polu. Tu będzie krzewić się i mnożyć naukowe doświadczenie. O!

Tak będzie wyglądał Instytut Nauk Medycznych, powstający w Chełmie na dzikim polu, które z "kijaszkiem pielgrzyma" przemierzałaś w 2011 roku.

Zdjęcie ze strony Chełm.naszemiasto.pl. 
Wizualizacja Instytutu Nauk Medycznych w Chełmie.
Budynek ten jest jednym z elementów zagospodarowania Dzikiego Pola,
które ma się zamienić w medyczne miasteczko. 



Do wiadomości: wszyscy zainteresowani Posiaduszkowicze.

***
Dodatek, 9 kwietnia 2021 r.
Zainspirowana komentarzem Iwnowej /piątek, 09 kwietnia, 2021/ dodaję zdjęcia z odległej przeszłości zrobione w tym samym miejscu.

 Lata czterdzieste i pięćdziesiąte XX wieku.

Moja mama, siostra i brat. Mnie jeszcze nie ma na świecie.
W tle górka, na której na pierwszym zdjęciu stoi Mrówka z kijaszkiem.

 Ta malutka - pierwsza na sankach to ja.

Moja mama, siostra i brat. W tle budynek widoczny także na zdjęciach ze spaceru Mrówki.

Moi rodzice i brat. Na Dzikim Polu kiedyś wysiewano zboże.

Dzikie Pole za ogródkiem. W ogródku - ja i przytulająca mnie babcia oraz sąsiadka.


9 sierpnia 2020

Herbatka z Garbatym

 

       Nie tak dawno pisałam /TUTAJ/, że podobają mi się miejskie „łączki”. Po dzisiejszym porannym spacerze zmieniłam zdanie. Kiedy zobaczyłam inwazję chwastów i krzaków na chodniki oraz ścieżki - olbrzymim nakładem środków nie tylko unijnych - wyłożone kostkami, zagotowało się we mnie. Zrodziło się też przewrotne pytanie: czy moda na łączki nie powinna być poprzedzona akcją zrywania płytek chodnikowych? Przecież są już niepotrzebne…

       Ze spaceru wróciłam szybko i to nie tylko ze względu na upał, ponieważ przed nim - jako osoba, która przemierzała z Garbatym Saharę i nie ugotowała się - potrafię się bronić, ale z uwagi na swój system nerwowy, który chciał eksplodować.

       Trach! Bum! Bach! Przy herbacie z miętą, rozładowuję nerwy, przygotowując tę notkę do publikacji. Oglądam także dawne zdjęcia mojego miasta. Przypominam sobie, jak na blogu chwaliłam jego urok.

Obecnie - w mojej okolicy - jest brzydko, o!



       Dzisiejszych zdjęć mam niewiele, ponieważ nie lubię fotografować brzydoty, zaniedbań i głupoty. Inspiruje mnie raczej piękno, którego podczas spaceru nie znalazłam...

Pora uciekać stąd. Tylko… Dokąd?   Może tam, gdzie pieprz rośnie?


       Całe szczęście, że na herbatkę przybył Garbaty, który chciał popróbować chełmskiego upału. Chociaż też kręci nosem na porządki w moim mieście, to jednak poprawił mi nastrój, co też dodaje  humoru tej notce. Zamiast więc tytułu, który w pierwszym zamyśle miał być: „Dobra zmiana?”, jest „Herbatka z Garbatym”.

21 lipca 2020

Miejskie łąki

Kosić czy nie kosić?



       Podczas ostatniego spaceru spodobały mi się trawniki wyglądające, jak łąki. Jednak to, co w jednym miejscu zachwyca, w innym zaburza moje poczucie estetyki i nie podoba się. Miejsc, gdzie z ziemi sterczą suche badyle po przekwitłych kwiatach i trawach nie fotografowałam, bo widok był dla mnie wręcz przerażający. Zaczęłam zastanawiać się, czy da się pogodzić estetykę z modą na łączki?

Zdjęcia zrobiłam tylko na moim osiedlu, ponieważ tutaj oczarowały mnie  zdziczałe trawniki pomiędzy asfaltowymi drogami i chodnikami z szarej kostki.

Łączki na osiedlu Dyrekcja Górna w Chełmie:








10 maja 2020

Poetycki lek na niemoc

Jak moskalikowy prezent pomógł twórczą moc wzmóc?


       Jak dostać prezent? Nic prostszego. Trzeba poprosić. Potem już tylko czekać na spełnienie obietnicy, która zwykle pojawia się w odpowiedzi na wyrażoną zachciankę. Czasem obiecanka bywa rzucana dla świętego spokoju  i na odczepnego, jak dziecku, które prosi o jedenastą lalkę lub dziewiątego smartfona.
Mnie obiecano na mur - beton i w krótkim czasie podarowano to, o co poprosiłam.
Tak więc mam!
A było to tak.

       Na blogu „Zlepek klepek albo beczka śmiechu” w notce „Klub poetów niepokornych” autor o nicku Optymista opublikował kilka własnych moskalików.

Wiem, że moskalik to taka forma rymowanki o układzie rymów abab, w której w dwóch pierwszych wersach przedstawia się jakąś opinię wyrażoną przez kogoś, przy czym przeważnie pojawia się nazwa narodu, grupy społecznej, plemienia...
Natomiast w wersie trzecim i czwartym zawiera się groźbę dla wygłaszającego daną ocenę oraz miejsce, w którym  „miecz Damoklesa” dosięgnie tego, z kim autor wierszyka nie zgadza się. Zamierza zrobić mu po prostu łomot na określonym terytorium lub w obiekcie i jego okolicy,  zazwyczaj związanymi z kościołem, ale niekoniecznie.

       Poprosiłam Optymistę, aby zechciał stworzyć moskaliki  z nazwą mojego miasta lub jego mieszkańców.


Obiecałem ci moskaliki chełmskie, proszę bardzo:




I.
Temu, co powtarza zdanie,
Chełm to miasto jest regresu
wnet uczynię mózgu pranie
na zajezdni Pekaesu.

II.
Ten co wkoło rozpowiada,
że Chełmianom brak mądrości,
niech na rower jutro wsiada
i odjeżdża, bo mnie złości.

III.
Temu, który głośno krzyczy,
że Chełm miastem bez przyszłości
za kościołem reformatów
sam policzę wszystkie kości. 


       Ja także, dla rozweselenia siebie samej, w pandemicznym dniu ogólnej niemocy, spróbowałam swoich sił w moskalikowej sztuce rymowania. Muszę przyznać, że jest to dość trudne. Łatwo jednak poprawia nastrój i wypełnia czas.

I.
Kto powiada, że Chełmianie
Źle się uczą i są głupi
Tego zdzielę na polanie
Tam gdzie pałac jest biskupi

II.
Kto drwi sobie, że Chełmianka
Jest niezgrabna oraz brzydka
Temu zmiażdżę krok z kolanka
Za kościołem księdza Dzidka

III.
Kto rozgłasza, że Polacy
Nie są wcale talentami
Temu pałą dam po glacy
Pod wszystkimi kościołami

* * *

Po wymyśleniu /przez Bet/ dla moskalików chełmskich nazwy CHEŁMIKI, zabawa rozkręciła się na dobre.


Kto powiada, że Chełmianek
Nie da ubrać się w bikini
Temu na łbie zbiję dzbanek
Na dziedzińcu przy świątyni.

Kto powiada, że Chełmianie

Nie są zbyt aktywni w łożu
Temu sprawię tęgie lanie
Przy kapliczce na rozdrożu.

Kto powiada, że Chełmianie

Drzewo noszą wciąż do lasu
Temu pałą się dostanie
Przed siedzibą Caritasu.

5 maja 2020

Odkwaszanie po porannym spacerze


       Po długim siedzeniu w domu i marszach jedynie od okna do okna, postanawiam udać się w plener, by naoliwić tryby w stawach oraz kręgosłupie, a także zobaczyć, co w czasie pandemii koronawirusa porabiają drzewa, ptaki i robaki...





       Na spacerze jest zwyczajnie, może nawet nieładnie. Trawa anemiczna, albo całkiem sucha. Zaniedbane opłotki i ścieżki. Ani jednej mrówki, pasikonika, termita, szczypawki, czy ślimaka.
- "Tak, tak... Robaczków brak. Tuk, tuk, tuk... Niech się stanie robaczkowy cud. Suchość czuję, suchość!" - Narzeka spacerujący tuż koło mnie ptak.



       Zamiast uskrzydlenia i upojenia, z każdym krokiem doznaję skwaszenia. Skwaśniała otaczającą mnie brzydotą i przyrodniczą biedą, zaczynam kontemplować niezwyczajną zwyczajność i - spoglądając na wieżę Sanktuarium w oddali - odkrywam, że ziemia jest jednak płaska.



- Też tak sądzisz bzowy krzaku sięgający błękitnego nieba? 



- „Nie! Nie! Nie!” - Krzyczą napotkane mlecze. - „My tego tak nie widzimy, bo znalazłyśmy się w rozkroku”.



       Po powrocie do domu nie tylko widzę w lustrze kwaśność na swojej twarzy. Zakwasy dają się we znaki także w nogach. Trzeba więc zrobić odkwaszanie, by poprawić nastrój. Poczytam wiersze o kwitnących bzach - pomyślałam. Wpisuję do wyszukiwarki google frazę „bez w poezji” i na pierwszej wyświetlonej stronie czytam, że... Bez poezji też da się żyć. Ot,  masz babo placek!



Na szczęście, jest także wiersz niezapomnianej autorki tekstów piosenek, pisarki, reżyserki i poetki  Agnieszki Osieckiej.

       Bez

Przyniosłeś mi bez pięciolistny
w klapie od marynarki.
Świecił jak absurd czysty.
Jak order. Albo jak antyk.

Zakwitł zwyczajnie, jak wszyscy,
gdzieś na świętego Andrzeja...
Tylko od innych był tkliwszy.
Jak uśmiech. Albo nadzieja.

Bez pachniał bzem najczęściej
i przekwitł o swojej porze.
Zostało mi po nim szczęście
w liliowo bzowym kolorze.