15 grudnia 2017

A może byśmy tak... Zaczęli już świętowanie?

       Lubię czas przedświąteczny. Także ten spędzony na „Posiaduszkach”, kiedy tworzyliśmy wspólnie Świąteczną Księgę Tradycji. Odnaleźliśmy dzięki temu magiczny breloczek spinający różnorodne klucze.

Lubię czytać tę księgę:

Lubię takie ciasteczka, które można pięknie udekorować.



Lubię choinkę. Mam nawet dwie: pałacową i domową.













A skoro ciastka upieczone, dom udekorowany, to pora składać życzenia.


Życzę serdecznie, aby ten Świąteczny Czas

wypełnił nastrój szczęścia i radości.

Pokoju i wszelkiego dobra dla wszystkich!

4b061-25c52582a25c52584cuch2b25c5259bwiateczny
Wesołych Świąt!

11 grudnia 2017

Niemiłe wspomnienia odżyły

Onet całkowicie likwiduje blogi, o!  


       W związku z tym mój pierwszy blog Opowiastki przy kominku z blog.onet.pl przeniosłam na WordPress.com. Mam nadzieję, że WordPres nie zawiedzie. Kolejnej tułaczki nie zniosę. Dla tych, którzy zaglądają jeszcze na mój blog onetowy, podaję nowy adres:


To tylko koło ratunkowe. 

Na posiaduszki i pogaduszki 
nadal zapraszam tutaj, o!


Ważne informacje dla osób przenoszących blogi z Onetu:
https://forum.blogowicz.info/topics79/onet-zamyka-blogpl-vt11240.htm


A było to tak na tym nieszczęsnym Onecie. 

Notka z 2012 roku. „Opowiastki przy kominku po rewolucji czyli… margines blogosfery?”

ulepszanie kominka 2


6 Listopada 2012 r. "Opowiastki przy kominku" bez mojej aprobaty Onet sam przeniósł na platformę blog.pl. Odbyło się to w ramach rewolucyjnej akcji "ulepszania" blogów  przez Onet.pl.

Chociaż głównie piszę na blogu "Posiaduszki u alElli", który  powstał z połączenia 'Afryki mojej' oraz 'Opowiastek przy kominku', chciałam od czasu do czasu - przez sentyment - podrzucać do kominka. Nie mogę,  bo mojego kominka nie ma  w nagłówku, a ten, który był w ramce z boku - z fotelem bujanym dla Gości - został przez Onet spopielony.

Poza tym, mój blog -  przedtem wyróżniany i polecany oraz znajdujący się w pierwszej dziesiątce rankingu w kategoriach: "podróże", "polityka", "felietony i refleksje" oraz "kobiece" - znalazł się obecnie poza nawiasem blogosfery, bo nie kwalifikuje się do żadnej z proponowanych po "ulepszeniu" kategorii katalogowych.
Onetowy chochlik napsocił. Wszystko jest zmienione i pomieszane! Format publikacji stał się niechlujny. Moje poczucie porządku buntuje się. To nie mój blog, o!

7 listopada 2012 r. Po wielu godzinach pracy uporządkowałam prawy panel oraz zakończyłam budowę zastępczego kominka. Stoi i można podrzucać.

Przepraszam, ale z powodu onetowych "ulepszaczy" wiele linków nie prowadzi tam, gdzie powinny. Pojawia się  komunikat: "Jest to trochę krępujące, nieprawdaż? Nie udało się znaleźć tego, czego szukasz". Prawdaż, prawdaż!  A kto się krępuje? I kto naprawi linki - odszukując odpowiednie posty - skoro nawet moja w pocie czoła wykonana jeszcze na Onecie lista notek nie działa?
8 listopada 2012 r.  uruchomiłam zakładkę "lista postów", która pozwala zorientować się w tematyce publikacji. Na Onecie tę rolę spełniała t.zw. "szeroka lista". Jednak nie wszystkie linki na liście otwierają notkę. W starym systemie lista działała bez zarzutu.
14 listopada 2012 r.  Wszystkich notek, w których zmieniła się czcionka oraz znikły akapity nie sposób poprawić. Nie wiem, dlaczego w niektórych notkach zmienił się styl czcionki na kursywę. Kursywę stosuję jedynie dla cytatów lub wyróżnienia tego, co ja chcę wyróżnić. Nie uszanowano tego i zrobiono po swojemu!

Bardzo mi żal mojej pracy nad formatowaniem tekstów. Przez szacunek dla czytających zawsze dbałam o przejrzystość swoich publikacji. Cała praca została zniweczona.

Na tym poprawianie "ulepszonego" bloga zakończone. Ufff! Mogę teraz sama udać się do ulepszarni - https://aleblogowanie.wordpress.com/2012/11/18/jestem-w-ulepszarni-2/.

16 stycznia 2013 r. Kilkanaście notek, które są  jeszcze odwiedzane, udało mi się poprawić. Wprawdzie w dalszym ciągu nie ma wcięć i czcionka nie taka, jak chcę, ale przynajmniej odstępy między akapitami zrobiłam, dzięki czemu lepiej się czyta.

Nie znajduję możliwości na ustawienie słowa "komentarze" zgodnie z polską gramatyką. W związku z tym - w nowych publikacjach -  wyłączam tę opcję, aby nie przyczyniać się do propagowania błędnej pisowni. 

W  październiku 2016 r. wreszcie udało mi się  wkomponować w nagłówek swój stary kominek.

18 listopada 2017

Babciu, prać?

Prać i nie martwić się niepotrzebnie. Najwyżej coś się uszkodzi i tyle. Przecież chodzi o rzeczy. Nie należy szukać problemów tam, gdzie ich nie ma albo są tak małe, że nie warto ich potęgować.


       Temat tej publikacji powstał w komentarzach do notki „W czasie deszczu babcie się nudzą. A gdy orkan Grześ zawieje - babcia z robótką szaleje.” Chwaliłam się narzutą, którą wydziergałam z ponad trzydziestu motków włóczki. To duże dzieło, a zadowolenie po jego ukończeniu jeszcze większe. Ponieważ prawdziwa radość jest wtedy, gdy jej nie ukrywamy, lecz pokazujemy światu i dzielimy się nią z innymi' /Thomas Romanus/, postanowiłam zaprezentować narzutę na blogu. Posiaduszkowicze nie szczędzili w komentarzach pochwał oraz wyrazów podziwu, za co serdecznie dziękuję, dyg... dyg...

Radość jednak nie może być pełna. Koniecznie trzeba wynaleźć problemy. Aaaa, tooo... Będzie farbować w praniu?! Aaaa, tooo... Jak w ogóle prać?! Wykrzykniki dodałam od siebie, jako sygnalizatory tego złego, co gdzieś przyczaiło się, by nie było zbyt radośnie, za dobrze i szczęśliwie.

Aaa... Prać! Zwyczajnie, o! W pralce automatycznej. Trzeba tylko pamiętać, aby narzutę powlec w poszwę. Dzięki temu włoski i puszki wełny nie ocierają się wzajemnie o siebie i nie mechacą, a sploty oczek i wzory nie skręcają podczas wirowania. Ot, i cały wielki problem rozwiązany. Narzuta jest uprana i sfotografowana. Pokazuję na zdjęciach, że nie zafarbowała się, ani też nie zmieniła kolorów. Przed rozpoczęciem dziergania jej oczywiście robiłam próbę prania i to w temperaturze znacznie wyższej, niż zaleca producent włóczki. Wylałam nawet czajnik wrzątku na próbkę robótki.

       Uprzedzając narzekania na wady procesu suszenia, pokazuję, że suszy się zwyczajnie, w zwisie.  Wiem, że dla rzeczy wełnianych lepsza jest pozycja leżąca. Nie będę jednak praniem zajmować łóżka. Spać też trzeba.
Lepiej nie wieszać na cienkim drucie lub sznurku, ponieważ może zrobić się nieodwracalne zgięcie i nierówno wyschnąć. Drąg, rura czy gruby kij będą w sam raz. I luźno wieszamy, z falbankowymi fałdkami, które od czasu do czasu trzeba poprzesuwać. Warto też zmieniać pozycje zwisu.


Na drugi dzień o poranku narzuta jest prawie sucha. To już ostatnia jej pozycja na rurze:



Po wyschnięciu przymiarka. Proszę nie zwracać uwagi na wezgłowie, z którym narzuta nie komponuje się. Położyłam ją tylko na chwilę do zdjęcia. Widać, że narzuta nie zniekształciła się i nie zmieniła rozmiaru ani o milimetr. Przy okazji przeprowadzania dowodu na bezproblemowe pranie, wypędziłam z wełny sklepowe roztocza oraz sprałam grzybobójczą i przeciwpleśniową chemię często stosowaną w magazynowaniu i przewożeniu różnych towarów.



       Poprałam też wiekowe nici i włóczki z szuflady. Teraz pachną świeżością, a nie starym capem. Do pralki włożyłam w siatkowej saszetce z przegródkami. Można też umieścić motki w rajstopach, robiąc kolorystyczne ‘kiełbasy’ i ‘balerony’. W raju zmieści się duży zwój nici, tasiemek czy wstążeczek, a w stopach malutkie zawiniątka.



No, i przy okazji pranie obrusów i serwetek krochmalonych. Te wymagają potem żmudnego prasowania z rozciąganiem szydełkowych łańcuszków i rozklejaniem słupków w ziemniaczanym kisielu, a ja nie lubię żelazka. Angażuję więc wzorzysty kij od miotły. Przydaje się także ciepły parapet okienny oraz - dla serwet ociekających - stolnica w pozycji pochyłej na wannie. Naprężone i wygłaskane pranie jest potem równiutkie. Prasuje się samoczynnie w procesie suszenia.




Aktualnie niepotrzebne - posegregowane według przydatności - serwetki wędrują na tortownice, talerzyki lub tacki i na półkę w szafie. Dlaczego tak? Dla późniejszej wygody, o! Łatwo potem szukać i wyjmować. Wyciągając serwetki w talerzowym komplecie, nie gniotę innych spoczywających także na czymś sztywnym. Jedną półkę osobiście zwęziłam, aby większe serwety miały miejsce na swobodny zwis. Nie muszę ich składać. Bardzo długie, które po złożeniu zagniatają się tak, że ciężko rozprasować, nawijam na kartonowy rulon pozyskany z tapety samoprzylepnej.



To się naprawdę opłaca!
Ot, i tyle w problemie prania, zwisania i rolowania.