30 września 2010

Fotki z humorem



29 września 2010

Ciemno... deszczowo... zimno... Co robić?



 
Można podziwiać... Szyszkę?



Wspiąć się pod obłoki tak, by... Nie spaść?




Szaleć z  publicznością... "Liczną"?

 
 

 
A może lody albo drinki  z... Parasolką?


A w ogóle...  Najlepiej trzymać się prosto
i wszystko dzielnie znosić, jak... Drabina ?



22 września 2010

Idzie zima!

01 grudnia 2009
Idzie zima! https://aleblogowanie.wordpress.com/2009/12/01/idzie-zima/


       Ale mnie zima nie zaskoczy. Ja mam edukacyjną broszurę o srogiej zimie, zilustrowaną zdjęciem centralnego placu miasta. Żeby weselej zimą było, placu ukwieconego! Wydawnictwo ma tytuł: "Zima. Poradnik ogólny".

       O tym, że w zimie bywa  śnieg, jest zimno i trzeba ubierać się inaczej niż latem, wiem od dziecka.
No, ale może ktoś nie wie. Dla nieświadomych wydano poradnik. Przy okazji wydano pieniądze!  A co?! Trzeba  edukować ludzi! Może ktoś akurat nie ma pojęcia, jak powinno wyglądać zimowe ubranie, to sobie poczyta. Może ktoś nie widział, jak pięknie w zimie kwitną pelargonie na miejskim placu, to sobie zobaczy. Może też ktoś nie wiedzieć, jakich prac nie należy zimą wykonywać?  Na to też jest rada w poradniku. Nie wskazane są prace wymagające nadmiernego wysiłku. Na przykład odgarnianie śniegu może być przyczyną ataku serca.
       
       Tę wielce pouczającą broszurę wydał wydział zarządzania kryzysowego chełmskiego magistratu. Podobno musiał to uczynić, bo inaczej pieniądze trzeba  by było oddać do województwa. Oddać, co się dostało? O nie! Skoro  na samorząd nałożono obowiązek  szkolenia mieszkańców w ramach powszechnej samoobrony, to  społeczeństwo trzeba edukować w sposób najlepszy, a nie ma nic lepszego od poradnika,  zawierającego m.in. pouczenie o ubieraniu się /w ramach samoobrony?/ na cebulkę.
       
       Czy na przykład na łopaty do odśnieżania, albo na  ogrzewanie domu dziecka nie wolno takich pieniędzy przeznaczyć? To nie samoobrona? Przed zimą oczywiście!
Wiem, wiem. W wydatkowaniu akurat tych pieniędzy, aspekt szkoleniowy być musi. Ale dlaczego musi? Tak tylko pytam...


  
Zdjęcie chełmskiego bałwana zamieściłam dla dekoracji.
Bez podtekstów i skojarzeń z kimkolwiek, proszę.

 
A to moja propozycja na okładkę letniego poradnika samoobrony przed upałami.
Latem, przy czynnościach nadmiernie wysiłkowych, a nawet odśnieżaniu, 
atak serca nie grozi?

Hu, hu, ha!
Cha, cha, cha!
ukwiecona zima z broszurką nie straszna!

komentarze
Komentarzehttps://aleblogowanie.wordpress.com/2009/12/01/idzie-zima/

Czas łupać orzechy


04 grudnia 2009

         Obecny tryb życia nie pozwala na stosowane za czasów naszych babć wielodniowe porządkowanie domów. Dysponujemy mniejszą ilością czasu na przedświąteczne polerowanie wszystkiego. Przezorne gospodynie potrafią doskonale zajęcia rozplanować, by czas przedświąteczny nie był gehenną.
        

Każda pani domu ma swoje, wypróbowane metody przywracania ładu we wszystkich zakamarkach. Najłatwiej tym paniom, które do prac domowych zaprzęgają także męską cześć swojej rodziny. Ile by jednak osób nie zabrało się do roboty, nie dadzą rady, jeśli przedświąteczne zajęcia obejmują także mycie ścian i żyrandoli, pranie mebli tapicerowanych i dywanów, odświeżanie fug w łazience i polerowanie kranów... Na to przecież mamy cały rok i nie są to czynności, które wykonuje się co tydzień, czy nawet co miesiąc. Więc dlaczego akurat przed świętami należy je wykonywać? Nie widzę też powodu, dla którego miałabym ściągać zasłony, rolety, czy odkręcać żaluzje, skoro był na to czas dużo wcześniej - w ciepłe i słoneczne dni. A już wyciąganie wszystkiego z domowych magazynów: szafek, szuflad i segregowanie różnych szpargałów pod kątem, co wyrzucić, a co znowu na półkę odłożyć, jest dla mnie nie do zrozumienia.

        
       O nie! Nic z tych rzeczy. Jako lenia patentowanego, żadne takie i im podobne czynności mi przed świętami nie grożą. Tego typu lenie tak mają! Lenie takie nie kolekcjonują śmieci w szufladach. Lenie wynoszą je z domu przy okazji, podczas każdego wyjścia. Nawet bez worka, w kieszeni czy w ręce i wyrzucają do śmietnika. Lenie nie dopuszczają także do tego, aby na przykład bateria wannowa zarastała kamieniem. Lenie myją baterię stopą, wylegując się w pianie, podczas każdej kąpieli. Lenie nie muszą szorować piekarnika. Lenie pieką wszystko pod przykryciem, albo w specjalnym worku, aby na ściankach nie osadzał się tłuszcz, zamieniający się z czasem w zwęgloną skorupkę, wymagającą nie lada fatygi, by ją usunąć.

       Lenie nie muszą polerować zbrązowiałych łyżeczek, bo nigdy nie dopuszczą, by na łyżeczce wyschła kawa czy herbata. Jak nie planują ich mycia, to chociaż obliżą dyskretnie po zamieszaniu kawy. Niekulturalnie? Trudno! Lenie tak mają!
Lenie nie szorują zlewozmywaka specjalnymi płynami, proszkami i drapakami aż pot oczy zalewa, bo machną po nim suchą ściereczką za każdym razem, gdy się zachlapie. Nie dopuszczają, by zrobił się szorstki.
Lenie nie myją na dzień przed świętami przez rok nie używanych półmisków, waz i tortownic. Lenie dokładają po dwie – trzy sztuki nieużywanych naczyń do codziennego mycia.

Lenie nie krochmalą i nie prasują świątecznych obrusów i serwetek tuż przed przyjazdem gości, bo to zostało zrobione zaraz po świętach zeszłorocznych, tak mimochodem i czeka tylko na wyciągnięcie z szuflady.


       Przykłady domowych czynności „na lenia” można mnożyć. Lenie po prostu starają się mieć zawsze porządek, bo są zbyt leniwe, by urządzać wielkie sprzątanie ponad siły. Raz w tygodniu odkurzą, tak więc i przed świętami, raz w tygodniu zmienią pościel, a więc i przed świętami, jeśli akurat minął tydzień od poprzedniej zmiany, a reszta... Reszta się robi prawie sama... nie wiadomo, kiedy... w tak zwanym międzyczasie... przelotem... po drodze.. przy okazji codziennych czynności wokół siebie. Leń nawet wyczyści monitor, zanim Internet się otworzy czy program zamknie. A z telewizora wytrze kurz, zanim przeczyta w programie, co oglądać. Leń jedną ręką wyczyści lustro, podczas, gdy druga zajęta jest szczotkowaniem zębów. Leń na golasa wytrze wannę i terakotę po kąpieli, zanim wchłonie się olejek do ciała.
Po co zresztą stać i marznąć?


Co więc robi przed świętami taki "leń", jak ja? Wszystko to, co świętom dodaje magii, co związane z nastrojem, smakiem, zapachem... A więc dekoruje mieszkanie, przygotowuje prezenty, kartki, wonne stroiki, nie czyniąc przy tym wielkiej rewolucji w nerwowej atmosferze przewracania wszystkiego do góry nogami w ostatniej chwili.

- Mak już utarty, a wyście jeszcze orzechów nie połupali!

Słychać w Wigilię w nie jednym domu.


A może już dzisiaj warto zacząć łupać orzechy?


Wielkie przedświąteczne zalewanie


07 grudnia 2009
Wielkie przedświąteczne zalewanie


   https://aleblogowanie.wordpress.com/2009/12/07/wielkie-przedswiateczne-zalewanie/



Zalewanie cukru.
       Szklankę wody zagotować ze szklanką cukru. Ostudzić. Wymieszać ze szklanką spirytusu i całym piwem ’Porter’. Można dodać olejek migdałowy albo cukier waniliowy. Zamknąć do sejfu co najmniej  na dwa  tygodnie.
Niestety... Aż dwa tygodnie!

Zalewanie kukułek.       Kilogram kukułek zalać 1 litrem  przegotowanej gorącej wody.  Postawić na parę dni w widocznym miejscu, aby nie zapominać co jakiś czas wstrząsać. Gdy już kukułki całkowicie rozpuszczą się i nie będzie najmniejszych grudek cukierków, połączyć kukułkowy płyn  z 1 litrem spirytusu, albo 1 litrem czystej wódki.  Pyszne są obie wersje. Różnią się tylko procentami. Napój jest tak smaczny, że trzeba schować przed dziećmi. Przed każdym użyciem wstrząsnąć.

Zalewanie mleka.
       Skondensowane mleko w puszcze gotować w tejże puszce przez około 2 godziny. Ostudzić i wymieszać z ćwiarteczką. Będzie pychotka likier karmelowy. 

Zalewanie wiórków kokosowych.
       Wiórki kokosowe (około 200 g)  zalać półliterkiem spirytusu. Po 2 dniach odsączyć, dodać 1 łyżeczkę kawy rozpuszczalnej  i  dwie puszki mleka skondensowanego (po jednej słodzonego i niesłodzonego). Można pić od razu.

       Wszystkie te zalewanki, to oczywiście trunki na tak zwane moczenie języka. Nie da się wypić jednorazowo więcej, niż jeden – dwa kieliszki. Żeby nie zemdliło od tych słodkości, dla 'zdrowotności',  także...

zalewamy pieprz.
       Pieprz dość grubo pokruszyć w moździerzu. Zalać spirytusem i wodą  w proporcjach dowolnych. Odstawić na dwa tygodnie, niekoniecznie do sejfu. Napój jest tak niesmaczny, że nikt, jeśli nie musi, nie przystawi się do flaszki.

Oby było na zdrowie!


Święta z kaczką, karpiem i gołębiem


11 grudnia 2009
Święta z kaczką, karpiem i gołębiem


   https://aleblogowanie.wordpress.com/2009/12/11/swieta-z-kaczka-karpiem-i-golebiem/


       To były święta wyjątkowe. Czasy nie takie, jak dzisiaj. Aby nie stać w sklepowych kolejkach, drób kupowało się na targu, zabijało, skubało, oprawiało, żywe karpie dostawało się na przydział w zakładzie pracy. Nigdy nie oprawiałam żadnego stworzenia, które się rusza, czuje i patrzy błagalnym wzrokiem. Doskonale z tym sobie radziła sąsiadka. Niestety... tamtego roku zabrakło jej. Jak więc sobie poradzić?


Udałam się na targ w poszukiwaniu oskubanej kaczki lub gęsi. A tam... Same żywe kwaczą i gęgają. Niezadowolona wróciłam do domu i rozpoczęłam obdzwanianie znajomych z okolicznych wsi.

-      Panie Andrzejku. Potrzebuję kaczkę na święta, bo wie pan... te na targu to jakieś kwaczące.
-      Rozumiem, moje nie kwaczą, jutro przywiozę.

Zdawało mi się, że pan Andrzej w lot pojął, o co mi chodzi i dlatego nie dał dokończyć tematu.

-      Ale ja jutro pracuję, to może Pan u sąsiadki zostawi.
Zdążyłam tylko tyle dopowiedzieć.

Wracam z pracy z przydziałowym karpiem, wpuszczam go do wanny, a następnie swoje kroki kieruję do sąsiadki. I co słyszę?

-      Jakiś pan przywiózł kaczkę. Wypuściłam ją w piwnicy, żeby w domu mi nie nabrudziła. Rozwiązałam jej nogi i skrzydła, bo żal stworzenia, tak się męczyło. Pani idzie prędko ją łapać, żeby nie uciekła, gdy drzwi ktoś nie domknie.

Nogi się pode mną ugięły. Fajnie! W wannie pływa karp, którego synek podkarmia i po ogonie głaszcze, a w piwnicy kwacze kaczka. Tylko w lodówce, jak nie było, tak nie ma... Ani ryby w galarecie, ani kaczki z jabłkami.


      W Wigilię rozbrzmiewa telefon. Wujek mówi, że przywiezie gołąbka na świąteczny rosołek dla dziecka. Moje protesty i tłumaczenie, że nigdy gołębia nie gotowałam,  nie skutkowały. Zjawił się z żywym gołąbkiem za pazuchą. W sprawie kaczki i karpia nie podjął tematu, jakby przysposobić te stworzenia do jedzenia. Zjeść... Owszem, ale pozbawić życia? Co to, to nie! Wujek zbyt wrażliwy.
Matko kochana! Co ja teraz zrobię?
Nawet chroniący się przed zimą świerszcz, który jeszcze za czasów Charlesa Dickensa zadomowił się za kominem i wycykiwał swoje dobre rady, nie pomógł tym razem.
       
       W piwnicy kaczka kwacze, wanna przez karpia zajęta, w łazience napaskudzone za sprawą prześlicznego gołębia, a tu...
Pierwsza gwiazdka na niebie do wigilijnego stołu rodzinę i gości zaprasza...

Ostatnie już kartki spadają z kalendarza


28 grudnia 2009
Ostatnie już kartki spadają z kalendarza 

     https://aleblogowanie.wordpress.com/2009/12/28/ostatnie-juz-kartki-spadaja-z-kalendarza/




       Wszystko przeważnie zdaje się zupełnie inne do momentu, kiedy zaczynają się podsumowania i oznaczanie własnych albo cudzych dokonań niewiele mówiącymi plusami i minusami.  Szczególnie nie lubię tego czynić z powodu zmiany roku kalendarzowego.  Zwykle podsumowań  dokonuje się na tak zwane 'okrągłe' rocznice, albo w okresie świąteczno - noworocznym, kiedy spadają ostatnie kartki kalendarza.
       
       O ile zamykanie roku z bilansem zysków i strat oraz otwarciem rachunku z saldem  początkowym, ma znaczenie dla przedsiębiorcy w jego działalności zawodowej oraz dla urzędu skarbowego, o tyle w życiu prywatnym, a szczególnie uczuciowym, emocjonalnym... nie jestem zwolenniczką kończenia roku i  otwierania nowego  rachunku akurat w dniu 1 stycznia. Data jest datą. Dokonań i uczuć nie da się zinwentaryzować, jak towar w sklepie. Policzyć, jak szampony na półkach. Sprawdzić, które są przeterminowane i można przecenić, a które pójdą po wyższej cenie w nowym okresie rozliczeniowym. W grudniu - nic się też nie kończy, a w styczniu - minutę po północy nic nowego nie musi się zdarzyć. Życiowymi etapami  dla mnie są wydarzenia, a nie cyfry umowne. Bo czym jest kalendarz?  To tylko umowna, przyjęta w danej społeczności bądź kulturze rachuba czasu. Potrzebny oczywiście, a jakże!  Jednak... Tak, jak kalendarzowy początek wiosny, lata, jesieni i zimy, wcale tych pór roku nie zaczyna w sposób widoczny akurat przez moje okno i odczuwalny przez wszystkie żywe istoty, tak 31 grudnia nie musi cokolwiek kończyć w życiu człowieka, a 1 stycznia zaczynać. Wraz z wystrzałem w noc sylwestrową szampańskiego korka nie da się też całkowicie zamknąć drzwi za tym, co było. Człowiek z natury lubi trochę rozpamiętywać, wspominać, powracać... Byle tylko  zbyt przesadnie tego nie czynić,  bo przecież naprzód stale iść warto...

Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe,
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę
                           /Adam Asnyk/


20 września 2010

Bezcenne cztery złote


20 września 2010

Smutek jest samowystarczalny,
by odczuć jednak pełną wartość radości,
musisz mieć kogoś, by się nią podzielić (Mark Twain)

       ...no, to się dzielę. Nie dlatego na blogu, że nie mam w Realu nikogo, z kim mogłabym się podzielić. O nie! Otóż moja radość jest 'wirtualno - realna' i bezpośrednio związana z blogowaniem. Niby wirtualna, bo sprawiła mi ją jedna z blogerek, której nie znam osobiście, a i w blogosferze poznałam zupełnie niedawno. Jednak najprawdziwsza w świecie,  namacalna i o wartości nominalnej 4 PLN. Cóż to za niezwykłe cztery złote.  Nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej cieszyłam się z takiej gotówki. Bo cóż za nią można kupić? Jaki prezent na przykład, by sprawił taką radość, jaka stała się moim udziałem?!
       Biała, niepozorna koperta. W niej broszurka zatytułowana "32 historyczne miasta w Polsce" z ręcznym dopiskiem "Tarnów z Chełmem dwa bratanki:)" oraz  pudełeczka ze złotym nadrukiem NBP. W każdym moneta dwuzłotowa. Obie wyemitowane (ze stopu Nordic Gold) w niepowtarzalnej serii 32 monet upamiętniających miasta o istotnym znaczeniu w dziejach Polski. To przesyłka - niespodzianka,  którą  otrzymałam.  Trudno wyobrazić sobie radość moją. Podskoki, ręce wznoszone ku górze, nie znikający uśmiech... jak na budyniu...
Kolejne też  doświadczenie.  Bezcenne! Potwierdzenie, że gdzieś całkiem niedaleko żyje człowiek - istota wspaniała, pomysłowa, pragnąca uszczęśliwiać innych i potrafiąca to czynić...

       Człowiek już taki chyba jest, że lubi otaczać się radością.
W każdym razie, ja na pewno! Radość jest potrzebna, szczególnie w dobie sztucznie napędzanej konsumpcji. Żeby radość mieć, wystarczy tylko umieć ją dawać i brać. Czyż drobne  bezinteresowne gesty, oprócz radowania, nie umacniają wiary w człowieka i nie budują międzyludzkich więzi?




A oto bezcenne 4 złote.
Pierwsza moneta z wizerunkiem ratusza w Tarnowie,
druga z wizerunkiem Bazyliki p.w. Narodzenia NMP w Chełmie

bloger z blogerem - dwa bratanki:)
hej!

16 września 2010

Blogowa miłość


22 lutego 2010


"Był sobie dziad i baba, bardzo starzy oboje.
Ona kaszląca, słaba, on skulony we dwoje..."

       ... Ale to nie ten dziadek i nie ta babcia. Ludzie, o których chcę opowiedzieć nie są z bajki i aż tak starzy też nie są. Są emerytami po siedemdziesiątce i należą do naszej blogowej rodzinki. Dziadek na blogu publikował swoje rymowanki. Babcia lubiła je czytać i komentować. Szczególnie wierszyki o miłości.
       
       Podobna wrażliwość, takie same zainteresowania, identyczne postrzeganie otaczającej rzeczywistości bardzo do siebie dziadka i babcię zbliżyły. Chętnie więc przystali na pogaduszki za pomocą komunikatora internetowego gadu-gadu. Mieli też ochotę na skypa i kamerki, ale zrezygnowali z tego pomysłu, uznając, że oboje będą stremowani i zawstydzeni, a rozmowy mogą stać się nieszczere, a już z pewnością bardziej uładzone. Mieli także opory przed wysłaniem sobie zdjęć. Pewnie by tak, zauroczeni sobą, klikali do końca  świata, gdyby nie...
       
       W tegoroczne Walentynki, jak co roku, babcia udała się do klubu na bal seniorów. Nigdy na tych balach nie tańczyła. Kaszląca, słaba... Siedziała zwykle w kącie, zajadała ciastka i zadowalała się rozmową z klubowymi koleżankami.
       Dziadek także uczestniczył w imprezach organizowanych przez ten sam klub. Nieśmiały i skulony...   Nie rwał się do tańca. Siedział i popijał wino z jemu podobnymi kolegami. Tym razem otrzymał jednak od organizatorów wyjątkowe zadanie. Został poproszony o przeczytanie jednego ze swoich miłosnych wierszy. Łatwo można domyśleć się, co było dalej...
       Babcia rozpoznała wiersz ze znajomego jej bloga. Upewniła się, czy na pewno ten dziadek jest autorem wiersza i kiedy ogłoszono białego walca, ruszyła do boju. Znali się przecież podwójnie. Raz - z licznych zebrań i uroczystości klubowych. Drugi raz - z sieci, wzajemnie tej "podwójnej" znajomości nie kojarząc.  Zawirowali w walcu. O czym w tańcu rozmawiali? Tego nikt nie podsłuchał. Dało się jednak zauważyć, że po walcu usiedli przy jednym stoliku,  radośnie rozmawiali i śmiali się, a potem dziadek podawał babci płaszcz i razem wyszli.
       Krążą plotki, że zamieszkali pod jednym dachem, są szczęśliwi i lubią się kłócić. A to o ziemniaki nie tak obierane, a to o zbyt miły komentarz jakiejś innej wielbicielki wierszy na dziadka blogu. Ostatnio kłócili się o marchewkę. Cały klub seniora wie, że babcia marchewkę struga, a według dziadka, marchewkę skrobać należy.
Ślub wyznaczony na Wielkanoc.
Oby ziemniaków i marchewek wystarczyło im na długie, szczęśliwe lata. Obojętne, czy struganych czy skrobanych...

13 września 2010

Wysyłka priorytetowa


czyli paczka z pytaniami

  

       Dlaczego partia rządząca strzeże jak niepodległości poziomu swoich wydatków? Dlaczego podnosząc podatek tłumaczy jego (rzekomą? faktyczną?) niską dotkliwością dla  społeczeństwa? Dlaczego rządzący tłumaczą, że nie mają wyjścia? A może jest wyjście? Może przyjrzeć się systemowi czy efektywnie i racjonalnie są wydawane pieniądze podatników? Dlaczego zatrudnieni w administracji publicznej mają średnie wynagrodzenie prawie o 60% większe, niż ci, którym ustawiają i regulują żywot? Dlaczego liczba bezproduktywnych urzędników instytucji państwowych jest tak wielka?  Dlaczego oszczędności szuka się tam, gdzie pomoc państwa jest niezbędna, czyli w ZUS, opiece medycznej, zasiłku pogrzebowym, a nie... no właśnie... gdzie?  


     Dlaczego partia rządząca nazywa sama siebie liberalną, a jednocześnie podnosi nam podatek? Czy to nie partie liberalne głoszą, że pieniądz w ręku obywatela jest lepiej i efektywniej wydawany, niż przez państwo... że to obywatele tworzą miejsca pracy...  rozwija się klasa średnia? Jak świat światem ostoją i motorem każdej państwowości jest klasa średnia.  Dlaczego w naszym kraju ta klasa zanika? Nic już nie rozumiem. Dlaczego ekonomia na szczeblu rządowym jednym pomaga się wzbogacić, a innych spycha w nędzę?

       Człowiek nie znający się na księgowości  może się w tym wszystkim pogubić. No właśnie... Czy w tej ekonomii, której nie rozumiem jest gdzieś  w ogóle człowiek - obywatel - sól tej ziemi?

Lojalność


Czym jest lojalność?

       Według Słownika Języka Polskiego (Wydawnictwa Naukowe PWN) lojalność to: 
1/ postawa, postępowanie zgodne z przepisami prawa; prawomyślność, praworządność;
2/ prawość, wierność, rzetelność w stosunkach z ludźmi.

       Nieco przeszeregowały się dzisiaj wartości i pozmieniały definicje. Lojalność przyjmuje niekiedy wydźwięk negatywny i często nie ma nic wspólnego z cechami wymienionymi w słownikowej definicji. Gdyby ktoś powiedział o mnie: „to lojalna osoba”,  zastanawiałabym się, czy widzi we mnie człowieka prawomyślnego, rzetelnego i praworządnego, czy miał na myśl coś zupełnie innego, może nawet negatywnego.

       Są ludzie, których nadrzędnym celem jest służenie swojemu panu według narzuconych przez niego  zasad postępowania. Są lojalni na prostej zasadzie "czerni i bieli". Jak samuraje. Nie ma znaczenia, czy pan na to zasługuje, czy nie... Czy ma rację... Będą służyć, jak pies - symbol wierności. Zastanawiam się, czy taka służalczość zawsze jest postępowaniem zgodnym z przepisami prawa; prawomyślnym i praworządnym? Czy nielojalną jest osoba widząca więcej barw niż tylko czerń i biel, mająca własne uczucia, rozum, zdanie, a przede wszystkim prawa i honorowa?  
Są  "panowie", którzy wymagają psiej i samurajskiej lojalności. Aaaaa... przecież ludzie to nie pieski, ani - przynajmniej w Polsce - samuraje.

       Świat się zmienia. Wraz z nim zmienia się znaczenie pojęć, w tym tak ważnych, jak honor, bohaterstwo, patriotyzm. O ile postęp światowy akceptuję, staram się za nim podążać, o tyle  nie mogę  zrozumieć i ogarnąć postępujących zmian, a wręcz degradacji wartości.

Może tak trudno ludziom porozumieć się, bo definicje wartości tworzą na okolicznościowy użytek elity polityczne i media?

Ja pozostanę lojalna wobec tradycyjnych wartości. Kij z postępem w definicjach, zależnych od okoliczności i miejsca siedzenia. Wolę już być zacofana, o!

Zagadka



???

Trelewierszyk i rozwiązanie zagadki


A kto wątpi w siłę wiosny,
Ten jest niedowiarek!
Może sceptyk lub malkontent?
Chodzący zegarek?
Trala trili trele bęc
Wiosną beton
Musi pęc!
Kiedy słońce raźniej świeci,
Wtedy serce się otwiera.
Liść zielony kruszy lody,
Smuteczki zaciera!
Trele trili trala la
Słońce radość
Wszystkim da!
Nie jest groźna betoniarka!
Już nie działa asfalt, smoła!
Kiedy wiosna jest na świecie,
Miłośnie dokoła.
Trele trili trala pac
Precz zimowy kac!
Biorąc przykład z zieleniny,
Spoglądajmy w słońce!
Nie zabetonujesz życia,
Gdy serce  gorące!
Trali trili trele, jak?
Właśnie tak!
Tak! Tak!
Tak!

 

Zdumiała mnie ta roślina i jej siła w walce o życie.

Soki życia czerpie w miejscu, w którym trwanie wydaje się niemożliwe.

Wiosną pnie się ku słońcu, odradza,  kruszy nawet beton.

Niech żyje wiosna! 

 komentarze

komentarze: https://aleblogowanie.wordpress.com/2010/03/24/trelewierszyk-i-rozwiazanie-zagadki/

Same pytania


Czepialski czy niedowiarek?

-         Stukałem wczoraj do twoich drzwi. Nie było ciebie w domu około   dziewiętnastej?
-         Byłam, słyszałam, akurat siedziałam w wannie z odżywką na włosach.
-         Wymyśliłabyś lepsze kłamstwo. Nikt na świecie nie myje w wannie głowy.
-         ???
***
-         Nie kłam, że byłaś w Krynicy w sierpniu. Na zdjęciach jest data z lipca.
-         Nie ustawiłam daty.
-         I po co się tłumaczysz głupio, przecież każdy normalny człowiek zanim zacznie robić zdjęcia, ustawia datę w aparacie.
-         ???

Jeśli cokolwiek robisz inaczej niż „czepialski/niedowiarek”, to znaczy, że kłamiesz?

Wstyd?
-         Bardzo boli mnie ząb. Już nieprzytomna jestem od tabletek przeciwbólowych.
-         To chodź do dentystki. Pójdę z tobą.
-         Nie, nie dzisiaj.
-         Dlaczego?
-         Jadłam jagody i mam zabarwione zęby.
-         No to co?
-         Wstydzę się!  Pójdę za kilka dni, jak doczyszczę pastą wybielającą.
-         ???

A inni dlaczego nie wstydzą się chodzić do dentystki z dziurawymi zębami, albo w ogóle bez zębów – do zrobienia protezy na przykład?

***
-         Oddaję ci 2 zł, które pożyczyłaś /sama zaproponowałaś/ mi miesiąc temu, kiedy nie miałam drobnych, a sklepowa nie mogła wydać reszty. Przepraszam za zwłokę, ale zupełnie zapomniałam.
-         Drobiazg. Że też taką drobną kwotę przypomniałaś sobie po miesiącu...
-         Nie tyle przypomniałam, co ludzie mi przypomnieli. Wszyscy nasi wspólni znajomi donoszą mi, jak to rozpowiadasz, że ja pożyczam i miesiącami nie oddaję pieniędzy /nie mówiąc przy tym, jak wielkich i w jakich okolicznościach pożyczonych/.  Dlaczego nie upomniałaś się, skoro pamiętałaś?
-         Wstydziłam się!
-         ???

Wstyd upomnieć się? A nie wstyd rozpowiadać ludziom w wyolbrzymionej formie?

Podła?
-       Dobrze, że cię spotykam sąsiadko, to pomożesz mi zanieść te zakupy do domu.
-        A po co ci aż trzy takie wielkie kapusty i prawie pół worka ziemniaków?
-         No, jak po co? Trzech chłopów, jak dęby w domu. Dużo jedzą, a nosić po trochę mi się nie chce.
-         To niech też dźwigają! Ja nie mogę, dlatego ziemniaki kupuję na sztuki. O poparz, dzisiaj kupiłam cztery, na placki. Kapusty nie wzięłam, żeby nie przedźwigać się.
-         Nie bądź taka, pomóż!
-         Pomogłabym ci /i też nie w dźwiganiu aż tylu kilogramów/, gdybyś była samotna, ale twoim dorosłym synom i mężowi, co cały dzień stoi pod budką z piwem,  jedzenia nie będę nosić kosztem własnego zdrowia.
-         Ależ podła jesteś!
-         ???

Chce się mieć na utrzymaniu mężczyznę –  zdrowego i silnego nieroba,  nie goni się do roboty 2 synów, za to wątła sąsiadka ma pomagać w obsłudze cudzych trzech  mężczyzn?

Słuszne warunki?
-         Panowie, widzę, że zbieracie złom. Mogę wam dać parę przedmiotów, w tym duże kowadła. Sporo zaważą. Może chcecie?
-         A gdzie to wszystko jest?
-         W piwnicy.
-         Aaaaaaaaaaa, to pod warunkiem, że pani sama wytaszczy na ulicę, albo nam zapłaci za wynoszenie.
-         ???
***
-         Mam do podarowania dużo książek, może państwo reflektujecie dla wzbogacenia zbiorów biblioteki?
-         Pod warunkiem, że pani przywiezie książki na własny koszt.
-         ???

Żeby dać coś za darmo, to trzeba dopłacić?

Oszustwo?
-         Nie kłam, że nie było ciebie przy komputerze. Widziałam w tym dniu publikację na twoim blogu.
-         Ha! Notka sama się opublikowała. W edycji jest taka możliwość. Można zaprogramować zegar publikacji. Nawet kilka tekstów na zapas.
-         Przecież to oszustwo!
-         ???

Co niniejszym czynię i programuję datę publikacji tej notki na czas innych fascynacji...