17 października 2021

Kolorowy Październik 2021 ku pamięci

 

Udekorowałam dom barwami pięknej Polskiej Złotej Jesieni.

 


Jednak tegoroczny kolorowy październik jest przepiękny przede wszystkim  ze względu na XVIII Konkurs Chopinowski. 



Do finału konkursu zakwalifikowało się aż 12 pianistów z 10 krajów.

Koncerty finałowe zagrają:

1. Pani Leonora Armellini, Włochy

2. Pan J J Jun Li Bui, Kanada

3. Pan Alexander Gadjiev, Włochy/Słowenia

4. Pan Martin Garcia Garcia, Hiszpania

5. Pani Eva Gevorgyan, Rosja/Armenia

6. Pani Aimi Kobayashi, Japonia

7. Pan Jakub Kuszlik, Polska

8. Pan Hyuk Lee, Korea Południowa

9. Pan Bruce (Xiaoyu) Liu, Kanada

10. Pan Kamil Pacholec, Polska

11. Pan Hao Rao, Chiny

12. Pan Kyohei Sorita, Japonia


       Na liście znakomitości nie zabrakło moich ulubieńców. Jeszcze przed ogłoszeniem wyników przez jurorów, wysłałam siostrze - muzyczce  wiadomość:

-  Chciałabym w finale posłuchać Torreadora, Srebrną, Chińskiego Kanadyjczyka, Plażową Włoszkę i Dwóch Polaków.

Pod tajemniczymi /chyba tylko nam zrozumiałymi/ określeniami kryją się: Martin Garcia Garcia z Hiszpanii,  Aimi Kobayashi z Japonii, Bruce (Xiaoyu) Liu z Kanady, Leonora Armellini z  Włoch oraz Polacy -  Jakub Kuszlik i  Kamil Pacholec.

       Cieszę się, że Jury pod przewodnictwem prof. Katarzyny Popowej-Zydroń spełniło moje oczekiwania. Czyżbym słyszała tak, jak najwyższej klasy specjaliści? A podobno nie mam słuchu muzycznego, co stwierdziła dawno, dawno temu nauczycielka chełmskiej szkoły muzycznej, do której nie zostałam z tego powodu przyjęta. Na prywatne lekcje w ognisku muzycznym rodziców nie było stać, więc grać na fortepianie nie potrafię. Chociaż więc z listków, niczym z nutek, „wariacje” układam.





       Obecnie czekam na finisz Konkursu. W nim każdy z finalistów zagra Koncert Fortepianowy f-moll lub e-moll Fryderyka Chopina -   https://chopin2020.pl/pl/calendar. Czuję, że tegoroczny październik, jako wyzłocony ze wszech miar w pamięci pozostanie.

Wspaniałym pianistom XVIII Konkursu Chopinowskiego dedykuję koszyk listkowych różyczek sercem skomponowanych.



13 października 2021

Konkurs Chopinowski od kuchni…

 … w domowym zaciszu


Fot. GraMysia

       Czapki z głów przed pianistami biorącymi udział w tegorocznym Konkursie Chopinowskim. Wszyscy uczestnicy prezentują bardzo wysoki poziom, muzykalność, rozumienie tekstu Fryderyka Chopina i doskonałą technikę.

       Konkurs jednak skończy się. Trzeba będzie wyjść z domu i czapkę założyć. Co jednak zrobić, gdy żadna nie pasuje, bo nie chce pomieścić mojego koka uwitego na czubku głowy, lub zawijaska upiętego tuż nad karkiem. Na siłę oczywiście da się wcisnąć, ale głowa wtedy pęka od uścisku niczym stalową obręczą. W oferowanych w sklepach modelach zwykle jest mocny ściągacz uciskający skronie, okulary i gumkę od maseczki. Aż mnie włosy i uszy bolą.

Zrobię więc sama czapkę taką, która mojej głowie przyjazną będzie. Fotelowej robótce sprzyja XVIII Konkurs Chopinowski, który przykuł moją uwagę na wiele dni przed telewizorem. Trzeba jednak odwracać wzrok od ekranu, ponieważ kilkanaście godzin patrzenia to dla oczu zbyt dużo. Ten czas wykorzystuję na robótki ręczne. Oczy zmieniają wtedy pole widzenia, zaś uszy i dusza pozostają w nasłuchu.

Czapka nr 1 na mrozy.

Czapka nr 2 jesienna.


       Całe szczęście, że lodówka zapełniona i nie trzeba biegać po sklepach. Źle jednak, że jedzenie z niej wyjęte jest zimne i surowe. Mogłaby mieć chociaż jedną szufladę wydającą dania gorące. Żołądek o takie zaczyna upominać się. Podczas przepięknego poloneza A-dur moje kiszki zaczynają uderzać w nuty marszowe. Trzeba więc gotować i smażyć, by niepożądane dźwięki nie zagłuszały pięknej Muzyki Chopinowskiej. Szkoda jednak czasu! Zaraz recital konkursowy kolejnego pianisty. Ciach, mach! Do jednego garnka mięso, ziemniaki i papryka. Na wierzch trochę masła i  niech się samo piecze w piecu.

 

Z siostrą -  muzyczką - wymieniamy wiadomości SMS.

- Chińczyk, aktualnie grający, ma rączki  pulchne i krótkie paluszki, niczym niemowlaczek. A jak nimi śmiga po klawiaturze.

-  A jakie ładne skarpetki w biało - czarną szachownicę ma ten Chińczyk.

-  A po co takie zadarte do góry czubki w butach?

-  To raczej nie ma znaczenia przy używaniu pedałów.

-  Widzisz Japonkę? Co za mimika twarzy! Przeżywa muzyczny orgazm?

- Dobry obiadek zjadłam przy muzyce Chopina. Kiszki grają w rytmie barkaroli.

- Och, jaki on piękny i estetyczny. 25 punktów za prezencję.

- Obcisła kamizelka wyciska z Hiszpana wszystkie poty. Jakby grał Preludium deszczowe, a  krople deszczu kapały na klawiaturę fortepianu.

- Rosjanin nie ma żadnej chusteczki do wycierania potu.

- On niepotliwy.

- Wstawiłam do piekarnika zapiekankę, bo nie ma czasu smażyć i gotować.

- To będzie zapiekanka z nutek Chopina dosmaczona mazurkiem.

- I z dodatkiem ziemniaków oraz papryki.

- No, to będzie muzyczna wariacja na podniebienie.

- Brakowało mi w czapce akordu kończącego. Tak zwanej „wisienki na torcie”. Zobacz, dorabiam „wisienki”.

"Wisienki" na czapce nr 2.

- „Wisienki” dojrzały z emocji koncertowych i są piękne. Będą ci na głowie  nucić barkarole Chopina.

- Biorę się za jedzenie. Przez ten konkurs kiszki mi grają i grają...  Popatrz na zapiekankę. Jaka to wariacja?

- To jest wariacja na temat mięsno - warzywnych impresji pod płaczącą wierzbą w Żelazowej Woli.

- Zjadłaś już? Jak tam obiadowe wariacje? Kiszki nie grają już  „marsza żałobnego” z sonaty b-mol?

- Nie! Już walca grają!

- Tyle „podszewki” w czapce zrobiłam w sesji porannej.

Czapka nr 2. Tuszowanie węzełków i końców włóczki "podszewką" dzierganą szydełkiem.

- No to teraz relaks i poloneza czas zacząć.

- I tak po mistrzowsku drugi etap konkursu zakończył Kanadyjczyk. Wielka klasa!

- Też tak go oceniam. A jaki on zachwycający i porywający.

- I ja zakończyłam sesję wieczorną.  Oto czapka w pełnej krasie.

Lewa i prawa strona czapki nr 2.

-  Wydziergałaś czapkę, jak Bruce Liu nutki, perliście i ze smakiem.

Siostra o godzinie  trzeciej w nocy:

- Sprawdziłam, kto przeszedł do trzeciego etapu konkursu. Wszyscy uczestnicy, którzy mnie nadzwyczaj zachwycili otrzymali najwyższą punktację jurorów. Ale ucztę będziemy miały!

Bet raniutko:

- Ta czapka jest przepiękna i do tego nasycona muzyką. :)

2 października 2021

Spacery, spacery, spacery...

 Klik dobry:)

       Spacery, spacery, spacery...  Ruch na świeżym powietrzu i łapanie słonecznej witaminy D, to najlepsze, co można robić przed zimą w celu budowania odporności. Pisanie i czytanie na razie zostało więc odłożone. 

Gdziekolwiek poszłam, spotykałam chełmskie niedźwiadki. Prezentuję  w ramach kontynuacji notki "Inwazja misiów w Chełmie".

Miś jako Duch Bieluch przy wejściu do kredowych podziemi.

Miś jako urzędnik przed Chełmskim Ratuszem.

Miś z parasolką przy fontannie na Placu Gdańskim.

       W centrum miasta  naprzeciw kina  "Zorza"  przygrywa na skrzypcach  chełmianka,  światowej sławy skrzypaczka Ida Haendel.  Właśnie w kinie, jako 4-letnia dziewczynka  Ida wystąpiła ze swoim pierwszym w życiu koncertem, by zebrać pieniądze na wyjazd do Warszawy. W Chełmie nikt nie chciał jej edukować, ponieważ umiejętnościami  przewyższała wszystkich nauczycieli gry na skrzypcach.

Ida Haendel na skwerze u zbiegu ul. Lubelskiej i Mickiewicza.


Energię dają nie tylko spacery i słońce oraz cieszące oko obrazy. 
       Zgodnie z teorią Alberta Einsteina  E = mc 2  /E - energia,  m - milk, c - cofie/  udaję się i po taką energetyczną dawkę.
A potem?
Znowu spacery, spacery, spacery...

Dodatek popołudniowy

       Po małej dawce "emcekwadratów" pospacerowałam po innej dzielnicy Chełma. Tu także spotkałam niedźwiadki i miło było je widzieć.

Czy ten niedźwiadek to przedwojenny urzędnik?
Stoi przed gmachem wzniesionym w latach 1928 - 1939 dla Wschodniej Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych,
po wojnie będącym siedzibą PKWN.



Niedźwiadek - gitarzysta znalazł sobie miejsce 
przed Domem Kultury. Ten mógłby zbierać pieniądze na jakiś cel. Nie zauważyłam jednak czapki, kapelusza czy puszki.

16 września 2021

Inwazja misiów w Chełmie

Czy to uchodźcy z chełmskich legend?

 


       Jedna z legend głosi, że podczas najazdu na Chełm, Mongołowie plądrowali miasto. W obawie przed utratą życia, mieszkańcy chowali się w kredowych jaskiniach. Najeźdźcy odkryli jedną z nich. Weszli do niej, ale po chwili wybiegli w popłochu, uciekając przed białym, bo pobielonym kredą niedźwiedziem. 
W dowód wdzięczności chełmianie umieścili misia w herbie miasta.

       Inni opowiadają, że w czasach, gdy panował kult pradawnych bogów, na Chełmskiej Górze rosły trzy wielkie dęby, a pod nimi, w kredowej jaskini mieszkał niedźwiedź. Z czasem, u stóp dorodnych dębów, wybudowano świątynię i zapalono święty znicz. Misio, ujrzawszy ogień, zapadł się w podziemia. Wychodził tylko wtedy, gdy mieszkańcom Chełma groziło niebezpieczeństwo.  Kiedy świątynia została zaatakowana, przybył na ratunek i rozgromił najeźdźców.  Po walce, ludność ujrzała wybawcę stojącego przez chwilę pomiędzy trzema dębami.  Od tamtej pory moje miasto ma w herbie białego niedźwiedzia i dęby.

Dlaczego wspominam legendy o niedźwiedziu?

Otóż…

       Podczas spaceru po Chełmie zauważyłam urocze i sympatyczne  niedźwiadki, rozproszone w różnych miejscach miasta. Choć są malutkie i nie wyglądają na muskularnych obrońców, pomyślałam, że wyszły z chełmskich legend na ulice, by - jeśli nie bronić -  to chociaż radować i zdobić. 

 


Jeden nawet ożenił się i pozuje ze swoją wybranką do zdjęcia pod Urzędem Stanu Cywilnego. Niedźwiadki z noszami są przy szpitalu, z kołem ratunkowym - przy parku wodnym, z książką - przy bibliotece, w przedwojennym tużurku - pod historycznym Gmachem mieszczącym różne urzędy. Koło fontanny przysiadł misio pod parasolką, a przed wejściem do kredowych podziemi stoi przebrany za ducha Bielucha. Może ten przybył z legendy o Duchu Bieluchu  - strażniku Chełmskich Podziemi Kredowych https://grycela.blogspot.com/2010/08/chem-bieluch.html i jest prawdziwym duchem białego niedźwiedzia widniejącego w herbie Chełma?  Przed ratuszem elegancki misio ubrany jest w garnitur i niesie teczkę.  Ciekawe, czy z hakami? ;)

A może niedźwiadki są tajnymi agentami?  ;-)

A może to misie, które lasu się boją i postanowiły żyć w mieście? ;-)



Tak, czy siak… Role i zadania mają ściśle określone.

Miło było te niedźwiadki spotkać, o!


***

    Mam też wieści nieprzyjemne, a co jest złe, jak w różnych umowach, napiszę drobnym drukiem.

1. W sklepie zostałam zaatakowana wózkiem przez bezmaseczkowca, gdy - czując się zagrożona otaczającymi mnie osobami  bez maseczek - pozostawiłam wózek, a sama stanęłam z boku w odpowiednim dystansie. Nadmieniam, że nikomu nie zwracałam uwagi. Jedynie cichutko i grzecznie odeszłam. Podczas napaści usłyszałam: "co tu rżniesz pajaca w tej masce!? Stój równo, jak normalni ludzie!" Nikt nie reagował, a personel sklepu nawet nie zapytał, czy potrzebuję pomocy. Ech… Życie! Czemu bywasz tak nieznośne?

2. W ostatnią sobotę w pociągu relacji Warszawa - Chełm, osoby w koszulkach z napisem „medyk” i logo medycznym, które protestowały na placu Krasińskich w Warszawie, nie miały założonych masek. Nie pomagały ciągłe komunikaty z głośników przypominające o maseczkach. Współpasażerowie nie mogli oddalić się, jak w sklepie, a bali się zwrócić uwagę. Ech... Medycy! Jak Was szanować i wspierać, skoro takie osoby - nie mające szacunku dla drugiego człowieka -  są pośród Was?! To boli, bardzo boli, o!

20 lipca 2021

Upały, wiśnie i ogórki

 

       Jak korzystać z uroków letnich wakacji, gdy temperatura przekracza trzydzieści stopni i szaleją kataklizmy?  Co robić w domu, jeśli nawet książek nie da się czytać, bo głowa buzuje, a przed oczami latają mroczki?  

Może wziąć się za robotę i trochę lata zamknąć w słoikach? Kiedyś przecież nadejdzie słotna  jesień i mroźna zima, a wtedy można będzie delektować się smakami minionych gorących dni. Co tam 29 stopni Celsjusza w domu? Podgrzewam atmosferę!

Najpierw zrzucam z siebie ostatnią, która się ostała na grzbiecie, mokrą koszulinę i przyodziana tylko w bawełniany fartuszek oraz opaskę na czole  chroniącą przed kapaniem potu do garnków, biorę się za wiśnie.

Na zimno idzie całkiem znośnie.



Na drugi dzień zaczyna się prawdziwe piekło. Temperatura w domu podnosi się do 35 stopni. Nie tylko wiśnie smażą się, szumią i słoiki gotują. Nad buchającym żarem cierpliwie zbieram białą pianę i także przez dwa dni „pasteryzuję” się. To nic, najwyżej będę dobrze zakonserwowana i... Wyszumiana?






Jeszcze chwila cierpień… Jeszcze momencik… Jeszcze tylko ostatnie słoiczki wystygną…



       Temperatura w kuchni spada poniżej 30 stopni. Można więc w „chłodzie” rozpocząć degustację wiśni w dwóch postaciach.  Udały się znakomicie, choć cukier dodany był na oko i z umiarkowanym skąpstwem.




       Pora na ogórki! Także w dwóch postaciach.




       Po groźnej burzy, na dworze i w domu, pochłodniało. Co dalej? Jeśli przyjdzie kolejna dostawa wiśni, zrobię nalewkę. Nie wiem tylko, czy wichura i silne opady nie postrącały z drzewa owoców. Tymczasem - na wszelki wypadek  -  biegnę po spirytus.


21 czerwca 2021

Aktualności

 

       Zewsząd słyszę, że doskwierają upały. Mnie jednak wręcz pomagają. Wreszcie w domu mam temperaturę dobrą dla mnie, czyli 24 stopnie. Zaczęłam ubierać się normalnie w letnie i ładne bluzki oraz sukienki, które dotychczas musiałam przykrywać ciepłymi bluzami albo swetrami, a najlepiej długim szlafrokiem z polaru, żeby dolne partie ciała nie pozamarzały. Dodatkiem były i sprawdzały się także ciepłe portki dresowe.

Łazienkę musiałam dogrzewać elektrycznie, aby nie zaziębić się po wynurzeniu z ciepłej wody w wannie lub wyjściu spod prysznica. Z czasem nauczyłam się ubierać w barchany, wełny i polary w zaparowanej kabinie prysznicowej, zanim z niej nos wysadziłam. Obowiązkowo też - jeszcze w brodziku - wkładałam skarpety.

Od trzech dni - wszystko, w co byłam zakutana w maju i przez trzy tygodnie czerwca - poszło do kąta i niech tam siedzi na grochu jak najdłużej. Mogłam wprawdzie ogrzewać się ogniem kominka, ale bałam się, by nie namierzył dymu z komina jakiś dron, bo kara mogłaby być dotkliwa.

 

       Przyjęłam dwie dawki szczepionki przeciwko covid. Mogę więc wybrać się na wakacje. O ile tęsknię za przestrzenią, powietrzem, zwiedzaniem i nie robieniem zakupów oraz nie przygotowywaniem posiłków, o tyle odstręcza mnie myśl o podróżowaniu w czasach pandemicznych. Boję się często zmienianych przepisów, w zależności od priorytetów rządu danego kraju lub populistycznych wymysłów polityków zupełnie nie opartych na analizach pandemicznej sytuacji czy konsultacjach eksperckich.

Przenoszę się więc nad morze na wczasy wagonowe PKP. Bezpieczne, bez tłumów, radosne i beztroskie.





       Długo nieobecny na „Posiaduszkach” Druh Mirek serdecznie wszystkich pozdrawia. Zapewnia, że odwiedza nasze blogi oraz przeprasza,  że nie wpisuje komentarzy.  Życzmy mu zdrowia, aby znowu powrócił do komentowania.



       Posiaduszkowiczom
roztapiającym się z powodu upałów życzę wytchnienia, sama zaś - zanurzona w miłej retrospekcji - z plaży wskakuję wprost na sanki.





Przegrzanym - dla ochłody - dedykuję zdjęcie:



15 maja 2021

Zagadki

1. Idziesz do sądu w sprawie kary za brak maseczki i sąd uchyla sprawę, uzasadniając, że nakaz noszenia maseczek jest niezgodny z prawem. Do sądu jednak bez maseczki nie wejdziesz.

Zagadka: czy można podać sąd do sądu za rekomendowanie postępowania niezgodnego z prawem?

 

2. Od 15 maja w całym kraju środkami transportu publicznego można przewozić w tym samym czasie, nie więcej osób niż wynosi 100 procent liczby miejsc siedzących lub 50 procent liczby wszystkich miejsc siedzących i stojących (przy zachowaniu 50 procent miejsc siedzących niezajętych).

Zagadka:  ???

 

3. W restauracji zajęty może być co drugi stolik, odległość między stolikami musi wynosić co najmniej 1,5 m. 

Zagadka:  Jaką rolę epidemiologiczną spełniają co drugie niepotrzebne stoliki? 

 

4. Zgłoszono  lekarce rodzinnej w publicznej przychodni ciężkie objawy poszczepienne, z podkreśleniem tych, które nie ustępują /szum w uszach i nadciśnienie, a także ogromne zmęczenie, pogorszenie widzenia i słuchu oraz „dziwna” neurologicznie głowa/  i zapytano, czy wobec tego należy przyjąć drugą dawkę szczepionki? Lekarka z tytułem doktora nauk medycznych telefonicznie poradziła, by zgłosić to na infolinię. 

Zagadki:

a/ Czy infolinia Narodowego Programu Szczepień diagnozuje i leczy?

b/ Czy na infolinii telefony odbierają specjaliści od szczepień, którzy prowadzą naukowe doradztwo?  

 

Połączenie z infolinią? Śmiesznie i strasznie!

25 kwietnia 2021

Szkolne dylematy i dziecięce strachy

Hej ho! Do szkoły by się szło albo lepiej nie? 

       Najlepsze, co mnie spotkało w czasie pandemii, to zamknięcie szkolnego internatu znajdującego się po sąsiedzku. Chociaż lubię młodzież i młodzieńczą wrzawę, to jednak cisza i spokój są przyjemniejsze. Poza tym na osiedlu zrobiło się czyściej. Znikły pety oraz puszki i butelki po napojach pozostawiane przez uczniów we wnękach klatek schodowych oraz na podwórku. Nie fruwają kolorowe torebki po chipsach, murki nie są pozalewane moczem. Do osiedlowego sklepu nie przychodzą grupami młodzieńcy - bezmaseczkowcy, a na ulicy nie parkują samochody podskakujące od muzyki włączanej na cały regulator, którą w domu było słychać nawet przez zamknięte okna. Podczas lockdownu mogę upajać się dźwiękami, które lubię i oglądać telewizję bez zagłuszającego „umpa… umpa”. Wcześniej często nie słyszałam własnych myśli. Nawet ptaszki nie lubiły przycupnąć na okolicznych drzewach i pośpiewać.

        Gdy wiosna zaczęła nadchodzić, a słońce coraz śmielej świecić, wyruszyłam na wspaniały teren do spacerów. Wystarczy przejść przez ulicę, minąć internat, szkołę oraz halę sportową, by za bramą zdjąć maseczkę i zacząć oddychać pełną piersią. Zieleń, przestrzeń, czyste powietrze i pustka…

Jeszcze tylko obejrzałam się, by zrobić zdjęcie widoku za plecami, po czym wdrapałam się na skarpę otaczającą piłkarskie boisko.



Oto zdjęcia z mojego bezmaseczkowego spaceru, a właściwie sprężystego marszu. Po nabraniu sił może nawet tutaj pobiegam?











       Koło boiska spotkałam dwóch chłopców z plecakami. Natychmiast założyłam maseczkę i zapytałam, czy mają jakieś zajęcia w szkole.

- Nie! Dotleniamy się! - Odpowiedzieli.

- Zapewne tęsknicie już za szkołą. - Kontynuowałam.

- Tęsknimy, ale nie chcemy wracać w tym roku szkolnym. Dopiero od września. Teraz stresujemy się i martwimy o oceny, ponieważ straszą nas ostrym nadrabianiem materiału, jeśli minister szkoły w maju otworzy.

W oczach chłopców widać było żal i strach przed tym nadrabianiem, więc nie kontynuowałam rozmowy, aby ich bardziej nie zasmucić.  Życzyłam więc powodzenia i zdrowia, a w myślach zadawałam sobie pytanie, czy w tak ciężkiej psychicznie dla uczniów sytuacji szkolnictwo nie powinno przyjąć łagodniejszej, a nawet całkiem innej  taktyki? Może w pierwszym rzędzie zajęcia poprawiające kondycję psychiczną? Może nacisk na aktywność fizyczną? Może więcej lekcji laboratoryjnych z ciekawymi doświadczeniami? Może na historii, WOS-ie czy geografii  zastosować jakieś techniki obrazowania?

Przecież podstawa programowa nie ucieknie. Wszystkiego można nauczyć się w przyszłości. Wiedzę da się uzupełnić stopniowo… Łagodnie… Bez stresujących nacisków na szybkie nadrabianie. A w ogóle co to za słowo to NADRABIANIE i dlaczego się nim dzieci straszy? Może wyrzucić je w ogóle ze słownika?

Żal mi się zrobiło uczniów, na których w pierwszej części notki trochę ponarzekałam. Szczerze żal…

 

***

       W ramce „Zdjęcia google” dodałam album „Chełm. Dzikie Pole przy ul. Wiejskiej Batorego, Wyszyńskiego oraz tereny szkolne i MOSiR” - https://photos.app.goo.gl/RsVTYptLj3B5qpbW6

20 kwietnia 2021

Zrób to sam czyli guzik z pętelką

 

       Coraz trudniej spuszczało mi się wodę w ubikacji. Wduszenie pipka wymagało siły siedmiu atletów co zjedli po siedem kotletów. Gdy już udało się spowodować, żeby woda w muszli poleciała, to mechanizm nie wracał na pozycję zamykającą dopływ wody. Żeby nie leciała nieustannie, za każdym razem należało zbiornik odkrywać i coś w nim pogmerać ręcznie. Rzadko się udawało. Częściej trzeba było zakręcać główny zawór, aby opłaty za wodę nie przybrały kosmicznych rozmiarów.

Hydraulicy - z powodu pandemii gdzieś się pochowali. Ci, których udało mi się namierzyć, nie podjęli ryzyka utraty zdrowia lub życia dla tak małej usterki, a co za tym idzie, znikomego zarobku.

Zapadła decyzja, że muszę zadziałać sama. Więc? Rozebrałam! Rozkręciłam! Wyrwałam! Zdiagnozowałam!

I co dalej? Pipka nie naprawię, bo sprężyna przerdzewiała i rozleciała się. W internetowych sklepach nic takiego nie znalazłam, a sprężyny sama nie zrobię, bo nie mam odpowiedniego drutu. Zielony - używany do stroików kwiatowych - okazał się zbyt delikatny. Sprężyna, którą z niego własnoręczne wykonałam, zgniotła się na amen przy pierwszym razie.

Z pomocą przyszedł urokliwy sznurek oraz pokrywka wydelegowana przez słoik z dżemem wieloowocowym.

Wystarczyło rozpoznać, co w spłuczce obwiązać sznurkiem oraz zrobić dziurkę w pokrywce. Po kilku próbach zadziałało  znakomicie! I jak miło dla oka w dodatku, czyż nie?

 


        Użytkowanie ujawniło jednak wielki błąd. Sznureczek okazał się bardzo chłonny i kokardka, za którą pociągałam, nieustannie była mokra.

- Jak to? Chowam się w domu przed koronawirusem, rygluję przed nim drzwi, a założyłam hodowlę niebezpiecznej bakterii Escherichia coli?  - Mówię sama do siebie.

Myślę dzień, drugi, trzeci… Aż tu… Bęc! Puknęło w głowie. Potrzebny duży guzik na nóżce i sznurek plastikowy lub żyłkowy.

Jak się wymyśliło, tak się zrobiło.

Przyziemny, ale upierdliwy problem ROZWIĄZANY!  Zasiadam teraz dumnie ;-)

 

        Z higienicznego mechanizmu guzikowo - sznurkowego jestem bardzo zadowolona. Stwierdziłam nawet, że lepszy jest mój - pociągany, niż oryginalny - wciskany, o!

8 kwietnia 2021

Tu zaszła zmiana! Obywatelski donos

czyli sygnalista informuje - tam gdzie było "buszowisko" teraz będzie...


Droga - https://koszyk-bet.blogspot.com/  - Wędrowna Mrówko!  


        Uprzejmie donoszę, że tam, gdzie deptałaś pracowite ścieżki wśród gąszczu krzewów i traw, gdzie narażałaś swoje nóżki na rany od Barszczu Sosnowskiego - jednej z najbardziej niebezpiecznych roślin, gdzie wypatrzyłaś mrówkowe miejsce na kopiec, teraz jest tak:


Oj, oj! Kopca nie ma, będzie Medyk!
Krzewy zostały wycięte, a w miejscu mrówczego kopca jest wielka kredowo - biała dziura.

Drzewo po lewej stronie pozostało.

"Biała dziura"  jest za plecami Wędrownej Mrówki na prawo od widocznych drzew.

Nie ma już miejsca dla mrówek na tym polu. Tu będzie krzewić się i mnożyć naukowe doświadczenie. O!

Tak będzie wyglądał Instytut Nauk Medycznych, powstający w Chełmie na dzikim polu, które z "kijaszkiem pielgrzyma" przemierzałaś w 2011 roku.

Zdjęcie ze strony Chełm.naszemiasto.pl. 
Wizualizacja Instytutu Nauk Medycznych w Chełmie.
Budynek ten jest jednym z elementów zagospodarowania Dzikiego Pola,
które ma się zamienić w medyczne miasteczko. 



Do wiadomości: wszyscy zainteresowani Posiaduszkowicze.

***
Dodatek, 9 kwietnia 2021 r.
Zainspirowana komentarzem Iwnowej /piątek, 09 kwietnia, 2021/ dodaję zdjęcia z odległej przeszłości zrobione w tym samym miejscu.

 Lata czterdzieste i pięćdziesiąte XX wieku.

Moja mama, siostra i brat. Mnie jeszcze nie ma na świecie.
W tle górka, na której na pierwszym zdjęciu stoi Mrówka z kijaszkiem.

 Ta malutka - pierwsza na sankach to ja.

Moja mama, siostra i brat. W tle budynek widoczny także na zdjęciach ze spaceru Mrówki.

Moi rodzice i brat. Na Dzikim Polu kiedyś wysiewano zboże.

Dzikie Pole za ogródkiem. W ogródku - ja i przytulająca mnie babcia oraz sąsiadka.