20 lipca 2021

Upały, wiśnie i ogórki

 

       Jak korzystać z uroków letnich wakacji, gdy temperatura przekracza trzydzieści stopni i szaleją kataklizmy?  Co robić w domu, jeśli nawet książek nie da się czytać, bo głowa buzuje, a przed oczami latają mroczki?  

Może wziąć się za robotę i trochę lata zamknąć w słoikach? Kiedyś przecież nadejdzie słotna  jesień i mroźna zima, a wtedy można będzie delektować się smakami minionych gorących dni. Co tam 29 stopni Celsjusza w domu? Podgrzewam atmosferę!

Najpierw zrzucam z siebie ostatnią, która się ostała na grzbiecie, mokrą koszulinę i przyodziana tylko w bawełniany fartuszek oraz opaskę na czole  chroniącą przed kapaniem potu do garnków, biorę się za wiśnie.

Na zimno idzie całkiem znośnie.



Na drugi dzień zaczyna się prawdziwe piekło. Temperatura w domu podnosi się do 35 stopni. Nie tylko wiśnie smażą się, szumią i słoiki gotują. Nad buchającym żarem cierpliwie zbieram białą pianę i także przez dwa dni „pasteryzuję” się. To nic, najwyżej będę dobrze zakonserwowana i... Wyszumiana?






Jeszcze chwila cierpień… Jeszcze momencik… Jeszcze tylko ostatnie słoiczki wystygną…



       Temperatura w kuchni spada poniżej 30 stopni. Można więc w „chłodzie” rozpocząć degustację wiśni w dwóch postaciach.  Udały się znakomicie, choć cukier dodany był na oko i z umiarkowanym skąpstwem.




       Pora na ogórki! Także w dwóch postaciach.




       Po groźnej burzy, na dworze i w domu, pochłodniało. Co dalej? Jeśli przyjdzie kolejna dostawa wiśni, zrobię nalewkę. Nie wiem tylko, czy wichura i silne opady nie postrącały z drzewa owoców. Tymczasem - na wszelki wypadek  -  biegnę po spirytus.


21 czerwca 2021

Aktualności

 

       Zewsząd słyszę, że doskwierają upały. Mnie jednak wręcz pomagają. Wreszcie w domu mam temperaturę dobrą dla mnie, czyli 24 stopnie. Zaczęłam ubierać się normalnie w letnie i ładne bluzki oraz sukienki, które dotychczas musiałam przykrywać ciepłymi bluzami albo swetrami, a najlepiej długim szlafrokiem z polaru, żeby dolne partie ciała nie pozamarzały. Dodatkiem były i sprawdzały się także ciepłe portki dresowe.

Łazienkę musiałam dogrzewać elektrycznie, aby nie zaziębić się po wynurzeniu z ciepłej wody w wannie lub wyjściu spod prysznica. Z czasem nauczyłam się ubierać w barchany, wełny i polary w zaparowanej kabinie prysznicowej, zanim z niej nos wysadziłam. Obowiązkowo też - jeszcze w brodziku - wkładałam skarpety.

Od trzech dni - wszystko, w co byłam zakutana w maju i przez trzy tygodnie czerwca - poszło do kąta i niech tam siedzi na grochu jak najdłużej. Mogłam wprawdzie ogrzewać się ogniem kominka, ale bałam się, by nie namierzył dymu z komina jakiś dron, bo kara mogłaby być dotkliwa.

 

       Przyjęłam dwie dawki szczepionki przeciwko covid. Mogę więc wybrać się na wakacje. O ile tęsknię za przestrzenią, powietrzem, zwiedzaniem i nie robieniem zakupów oraz nie przygotowywaniem posiłków, o tyle odstręcza mnie myśl o podróżowaniu w czasach pandemicznych. Boję się często zmienianych przepisów, w zależności od priorytetów rządu danego kraju lub populistycznych wymysłów polityków zupełnie nie opartych na analizach pandemicznej sytuacji czy konsultacjach eksperckich.

Przenoszę się więc nad morze na wczasy wagonowe PKP. Bezpieczne, bez tłumów, radosne i beztroskie.





       Długo nieobecny na „Posiaduszkach” Druh Mirek serdecznie wszystkich pozdrawia. Zapewnia, że odwiedza nasze blogi oraz przeprasza,  że nie wpisuje komentarzy.  Życzmy mu zdrowia, aby znowu powrócił do komentowania.



       Posiaduszkowiczom
roztapiającym się z powodu upałów życzę wytchnienia, sama zaś - zanurzona w miłej retrospekcji - z plaży wskakuję wprost na sanki.





Przegrzanym - dla ochłody - dedykuję zdjęcie:



15 maja 2021

Zagadki

1. Idziesz do sądu w sprawie kary za brak maseczki i sąd uchyla sprawę, uzasadniając, że nakaz noszenia maseczek jest niezgodny z prawem. Do sądu jednak bez maseczki nie wejdziesz.

Zagadka: czy można podać sąd do sądu za rekomendowanie postępowania niezgodnego z prawem?

 

2. Od 15 maja w całym kraju środkami transportu publicznego można przewozić w tym samym czasie, nie więcej osób niż wynosi 100 procent liczby miejsc siedzących lub 50 procent liczby wszystkich miejsc siedzących i stojących (przy zachowaniu 50 procent miejsc siedzących niezajętych).

Zagadka:  ???

 

3. W restauracji zajęty może być co drugi stolik, odległość między stolikami musi wynosić co najmniej 1,5 m. 

Zagadka:  Jaką rolę epidemiologiczną spełniają co drugie niepotrzebne stoliki? 

 

4. Zgłoszono  lekarce rodzinnej w publicznej przychodni ciężkie objawy poszczepienne, z podkreśleniem tych, które nie ustępują /szum w uszach i nadciśnienie, a także ogromne zmęczenie, pogorszenie widzenia i słuchu oraz „dziwna” neurologicznie głowa/  i zapytano, czy wobec tego należy przyjąć drugą dawkę szczepionki? Lekarka z tytułem doktora nauk medycznych telefonicznie poradziła, by zgłosić to na infolinię. 

Zagadki:

a/ Czy infolinia Narodowego Programu Szczepień diagnozuje i leczy?

b/ Czy na infolinii telefony odbierają specjaliści od szczepień, którzy prowadzą naukowe doradztwo?  

 

Połączenie z infolinią? Śmiesznie i strasznie!

25 kwietnia 2021

Szkolne dylematy i dziecięce strachy

Hej ho! Do szkoły by się szło albo lepiej nie? 

       Najlepsze, co mnie spotkało w czasie pandemii, to zamknięcie szkolnego internatu znajdującego się po sąsiedzku. Chociaż lubię młodzież i młodzieńczą wrzawę, to jednak cisza i spokój są przyjemniejsze. Poza tym na osiedlu zrobiło się czyściej. Znikły pety oraz puszki i butelki po napojach pozostawiane przez uczniów we wnękach klatek schodowych oraz na podwórku. Nie fruwają kolorowe torebki po chipsach, murki nie są pozalewane moczem. Do osiedlowego sklepu nie przychodzą grupami młodzieńcy - bezmaseczkowcy, a na ulicy nie parkują samochody podskakujące od muzyki włączanej na cały regulator, którą w domu było słychać nawet przez zamknięte okna. Podczas lockdownu mogę upajać się dźwiękami, które lubię i oglądać telewizję bez zagłuszającego „umpa… umpa”. Wcześniej często nie słyszałam własnych myśli. Nawet ptaszki nie lubiły przycupnąć na okolicznych drzewach i pośpiewać.

        Gdy wiosna zaczęła nadchodzić, a słońce coraz śmielej świecić, wyruszyłam na wspaniały teren do spacerów. Wystarczy przejść przez ulicę, minąć internat, szkołę oraz halę sportową, by za bramą zdjąć maseczkę i zacząć oddychać pełną piersią. Zieleń, przestrzeń, czyste powietrze i pustka…

Jeszcze tylko obejrzałam się, by zrobić zdjęcie widoku za plecami, po czym wdrapałam się na skarpę otaczającą piłkarskie boisko.



Oto zdjęcia z mojego bezmaseczkowego spaceru, a właściwie sprężystego marszu. Po nabraniu sił może nawet tutaj pobiegam?











       Koło boiska spotkałam dwóch chłopców z plecakami. Natychmiast założyłam maseczkę i zapytałam, czy mają jakieś zajęcia w szkole.

- Nie! Dotleniamy się! - Odpowiedzieli.

- Zapewne tęsknicie już za szkołą. - Kontynuowałam.

- Tęsknimy, ale nie chcemy wracać w tym roku szkolnym. Dopiero od września. Teraz stresujemy się i martwimy o oceny, ponieważ straszą nas ostrym nadrabianiem materiału, jeśli minister szkoły w maju otworzy.

W oczach chłopców widać było żal i strach przed tym nadrabianiem, więc nie kontynuowałam rozmowy, aby ich bardziej nie zasmucić.  Życzyłam więc powodzenia i zdrowia, a w myślach zadawałam sobie pytanie, czy w tak ciężkiej psychicznie dla uczniów sytuacji szkolnictwo nie powinno przyjąć łagodniejszej, a nawet całkiem innej  taktyki? Może w pierwszym rzędzie zajęcia poprawiające kondycję psychiczną? Może nacisk na aktywność fizyczną? Może więcej lekcji laboratoryjnych z ciekawymi doświadczeniami? Może na historii, WOS-ie czy geografii  zastosować jakieś techniki obrazowania?

Przecież podstawa programowa nie ucieknie. Wszystkiego można nauczyć się w przyszłości. Wiedzę da się uzupełnić stopniowo… Łagodnie… Bez stresujących nacisków na szybkie nadrabianie. A w ogóle co to za słowo to NADRABIANIE i dlaczego się nim dzieci straszy? Może wyrzucić je w ogóle ze słownika?

Żal mi się zrobiło uczniów, na których w pierwszej części notki trochę ponarzekałam. Szczerze żal…

 

***

       W ramce „Zdjęcia google” dodałam album „Chełm. Dzikie Pole przy ul. Wiejskiej Batorego, Wyszyńskiego oraz tereny szkolne i MOSiR” - https://photos.app.goo.gl/RsVTYptLj3B5qpbW6

20 kwietnia 2021

Zrób to sam czyli guzik z pętelką

 

       Coraz trudniej spuszczało mi się wodę w ubikacji. Wduszenie pipka wymagało siły siedmiu atletów co zjedli po siedem kotletów. Gdy już udało się spowodować, żeby woda w muszli poleciała, to mechanizm nie wracał na pozycję zamykającą dopływ wody. Żeby nie leciała nieustannie, za każdym razem należało zbiornik odkrywać i coś w nim pogmerać ręcznie. Rzadko się udawało. Częściej trzeba było zakręcać główny zawór, aby opłaty za wodę nie przybrały kosmicznych rozmiarów.

Hydraulicy - z powodu pandemii gdzieś się pochowali. Ci, których udało mi się namierzyć, nie podjęli ryzyka utraty zdrowia lub życia dla tak małej usterki, a co za tym idzie, znikomego zarobku.

Zapadła decyzja, że muszę zadziałać sama. Więc? Rozebrałam! Rozkręciłam! Wyrwałam! Zdiagnozowałam!

I co dalej? Pipka nie naprawię, bo sprężyna przerdzewiała i rozleciała się. W internetowych sklepach nic takiego nie znalazłam, a sprężyny sama nie zrobię, bo nie mam odpowiedniego drutu. Zielony - używany do stroików kwiatowych - okazał się zbyt delikatny. Sprężyna, którą z niego własnoręczne wykonałam, zgniotła się na amen przy pierwszym razie.

Z pomocą przyszedł urokliwy sznurek oraz pokrywka wydelegowana przez słoik z dżemem wieloowocowym.

Wystarczyło rozpoznać, co w spłuczce obwiązać sznurkiem oraz zrobić dziurkę w pokrywce. Po kilku próbach zadziałało  znakomicie! I jak miło dla oka w dodatku, czyż nie?

 


        Użytkowanie ujawniło jednak wielki błąd. Sznureczek okazał się bardzo chłonny i kokardka, za którą pociągałam, nieustannie była mokra.

- Jak to? Chowam się w domu przed koronawirusem, rygluję przed nim drzwi, a założyłam hodowlę niebezpiecznej bakterii Escherichia coli?  - Mówię sama do siebie.

Myślę dzień, drugi, trzeci… Aż tu… Bęc! Puknęło w głowie. Potrzebny duży guzik na nóżce i sznurek plastikowy lub żyłkowy.

Jak się wymyśliło, tak się zrobiło.

Przyziemny, ale upierdliwy problem ROZWIĄZANY!  Zasiadam teraz dumnie ;-)

 

        Z higienicznego mechanizmu guzikowo - sznurkowego jestem bardzo zadowolona. Stwierdziłam nawet, że lepszy jest mój - pociągany, niż oryginalny - wciskany, o!

8 kwietnia 2021

Tu zaszła zmiana! Obywatelski donos

czyli sygnalista informuje - tam gdzie było "buszowisko" teraz będzie...


Droga - https://koszyk-bet.blogspot.com/  - Wędrowna Mrówko!  


        Uprzejmie donoszę, że tam, gdzie deptałaś pracowite ścieżki wśród gąszczu krzewów i traw, gdzie narażałaś swoje nóżki na rany od Barszczu Sosnowskiego - jednej z najbardziej niebezpiecznych roślin, gdzie wypatrzyłaś mrówkowe miejsce na kopiec, teraz jest tak:


Oj, oj! Kopca nie ma, będzie Medyk!
Krzewy zostały wycięte, a w miejscu mrówczego kopca jest wielka kredowo - biała dziura.

Drzewo po lewej stronie pozostało.

"Biała dziura"  jest za plecami Wędrownej Mrówki na prawo od widocznych drzew.

Nie ma już miejsca dla mrówek na tym polu. Tu będzie krzewić się i mnożyć naukowe doświadczenie. O!

Tak będzie wyglądał Instytut Nauk Medycznych, powstający w Chełmie na dzikim polu, które z "kijaszkiem pielgrzyma" przemierzałaś w 2011 roku.

Zdjęcie ze strony Chełm.naszemiasto.pl. 
Wizualizacja Instytutu Nauk Medycznych w Chełmie.
Budynek ten jest jednym z elementów zagospodarowania Dzikiego Pola,
które ma się zamienić w medyczne miasteczko. 



Do wiadomości: wszyscy zainteresowani Posiaduszkowicze.

***
Dodatek, 9 kwietnia 2021 r.
Zainspirowana komentarzem Iwnowej /piątek, 09 kwietnia, 2021/ dodaję zdjęcia z odległej przeszłości zrobione w tym samym miejscu.

 Lata czterdzieste i pięćdziesiąte XX wieku.

Moja mama, siostra i brat. Mnie jeszcze nie ma na świecie.
W tle górka, na której na pierwszym zdjęciu stoi Mrówka z kijaszkiem.

 Ta malutka - pierwsza na sankach to ja.

Moja mama, siostra i brat. W tle budynek widoczny także na zdjęciach ze spaceru Mrówki.

Moi rodzice i brat. Na Dzikim Polu kiedyś wysiewano zboże.

Dzikie Pole za ogródkiem. W ogródku - ja i przytulająca mnie babcia oraz sąsiadka.


25 marca 2021

Jak wojna to wojna! Rozpoznanie, strategia i działanie - wykonać!

 Czyli, jak się bezpiecznie zaszczepić przeciwko covid wśród „bezmózgowców”.

       Wyznaczony dla mnie punkt szczepień znajduje się w budynku głównym szpitala zespolonego. Wejście do szpitalnego holu bezdotykowe. Tuż za drzwiami siedzi żołnierz kierujący ruchem i mierzący temperaturę.

Przez hol przechodzi się do wąskiego korytarza, przy którym jest gabinet szczepień.  Jest duszno tak, że można siekierę powiesić, a ludzi dziki tłum. Siedzą krzesło w krzesło i stoją łeb w łeb. Część osób z nosami na wierzchu prowadzi głośne konwersacje.

Po szybkim rozpoznaniu zawracam na świeże powietrze, gdzie obmyślam, co robić.  Przebywając z dala od gabinetu nie usłyszę jednak wezwania na szczepienie, a kłębić się z „bezmózgowcami” nie mam zamiaru. Zrezygnować ze szczepienia szkoda. Przecież tyle trudu i nerwów kosztowało mnie zapisanie się.

Trach! Ciach! Bęc! Jest! Strategia opracowana, dwukrotnie przemyślana, więc przystępuję do natarcia.

Marszowym krokiem przechodzę przez zatłoczony korytarz, głośno upominając oczekujących na szczepienie za sterczące nad maseczkami nosy i brak dystansu.

Pewnie i na nic nie zważając,  wparowuję do gabinetu szczepień.

- Proszę poczekać na korytarzu - słyszę.

- Nie! Nie wrócę tam, aby zakazić się tuż przed szczepieniem i to w dodatku w szpitalu. Nie panujecie nad sytuacją i nie egzekwujecie podstawowych zasad epidemiologicznych tuż za waszymi drzwiami. Nie wyjdę stąd i nie udam się na zatracenie w tym korytarzu.

Jakiś młody medyk nie omieszkał mi dogryźć, natomiast miła pani dopełniła wszystkie formalności, po czym zostałam zaszczepiona.

Poszczepienne piętnaście minut odsiedziałam w przestronnym holu głównym, choć polecono mi nie oddalać się zbytnio od gabinetu. Pomyślałam, że w razie czego żołnierz mnie uratuje.

Dłużyło mi się bardzo, więc dla rozrywki przepędziłam zbliżającą się do mnie medyczkę rozmawiającą przez telefon, która także prezentowała urok swojego nosa.

I tak oto, dzięki odpowiedniej do sytuacji strategii oraz bojowemu nastawieniu, osiągnęłam swój cel.

24 marca 2021

Człowiek człowiekowi… zabójcą?

 

       W związku z jutrzejszym szczepieniem postanowiłam dzisiaj zrobić większe zakupy, aby po przyjęciu szczepionki nie nadwyrężać się zbytnio bieganiem po sklepach. Niech organizm relaksowo, bez dodatkowych obciążeń buduje sobie przeciw-covidową odporność - pomyślałam.

       Udałam się do Biedronki, ponieważ do tego marketu mam najbliżej i nie muszę korzystać z publicznej komunikacji. Słoneczko świeciło, bezwietrznie, wiosennie, więc spacer był nie tylko pożyteczny, ale i przyjemny.  

A w Biedronce? Przyjemności skończyły się! Z wyjątkiem mnie, ani jedna osoba - w tym personel sklepu - nie miała maseczki na nosie i ustach. Pani układająca towar - z maseczką pod brodą - wręcz na mnie właziła nie zachowując żadnego dystansu. Po zwróceniu uwagi ofuknęła mnie wzgardliwie. Klienci jeszcze gorsi.

Podobnie jest w małym sklepiku na moim osiedlu. Tyle tylko, że panie ekspedientki bez maseczek są bardzo miłe. Grzecznie i z uśmiechem obsługują także bezmaseczkowców.  Wielokrotnie opuszczałam ten sklep w połowie zakupów lub podczas płacenia, aby dać miejsce panoszącym się „bezmógowcom”, którzy ani na krok nie odejdą dalej. Szczególnymi względami cieszą się antymaseczkowi piwosze, którzy nad moim ramieniem podają kasjerce butelki i „smarkają” na produkty, które wykładam na ladę.

       W głowie mi się nie mieści, jak ludzie mogą tak postępować?! Czy za nic mają zdrowie i życie drugiego człowieka?!

Napiszę dosadnie. To są po prostu potencjalni mordercy, i o!

(cyt.)

Rekord zakażeń koronawirusem w Polsce.

Dr Karauda: To jest czarny dzień w historii pandemii w naszym kraju.

- To jest czarny dzień w historii pandemii w naszym kraju, żarty się skończyły. I mówię to do wszystkich, którzy uważają, że masek nie trzeba nosić, bo pandemia jest fikcją. Uważam, że osoby, które nie noszą masek, należy przyrównać do osób, które pod wpływem alkoholu wchodzą do samochodu. Ktoś, kto robi to świadomie, powinien ponosić odpowiedzialność za tę sytuację, bo będzie umierać jeszcze więcej ludzi. Już mamy liczby zgonów przekraczające pół tysiąca. Jestem tym wstrząśnięty - mówi dr Tomasz Karauda, lekarz z oddziału chorób płuc.

        Po powrocie do domu, także wstrząśnięta, zewnętrzne ubranie wrzuciłam prosto do pralki. Zakichane i zasmarkane zakupy wyładowałam w progu i zastanawiam się, jak je „zdezukichać”. 

17 marca 2021

"Nam szczepić się zalecano, wstąpiłam na infolinię całkiem śmiało"

Przerywam cierpliwe i ciche oczekiwanie!

 


      
W styczniu zgłosiłam chęć na szczepienie przeciwko covid-19.

W odpowiedzi - w dniu 15 stycznia otrzymałam z Ministerstwa Zdrowia e-mail:

Twoje zgłoszenie chęci szczepienia przeciw COVID-19 zostało przyjęte. W momencie, gdy Twoja grupa populacyjna zostanie objęta szczepieniami, zostanie dla Ciebie automatycznie wystawione e-skierowanie na szczepienie, o czym poinformujemy Cię odrębnym e-mailem. Od tego momentu będziesz już mógł umówić się na szczepienie do wybranego przez siebie Punktu Szczepień i na wybrany przez siebie termin.
Dziękujemy, Ministerstwo Zdrowia

 

Czekam więc sobie spokojnie na swoją kolejkę.

W dniu 16 marca przyszedł do mnie taki e-mail:

Informujemy, że na Twój numer PESEL zostało wystawione e-skierowanie na szczepienie przeciw COVID-19.

Podałeś(-aś) swój numer telefonu w formularzu? W dniach 16 - 17 marca zadzwoni do Ciebie automatyczny system powiadomień Narodowego Programu Szczepień. Postępuj zgodnie z instrukcjami i umów się na szczepienie.

Jeżeli nie chcesz skorzystać z tej formy zapisu, po 17 marca możesz zarejestrować się na cztery sposoby:

zapisz się przez e-Rejestrację na stronie pacjent.gov.pl;

zadzwoń na bezpłatny numer Narodowego Programu Szczepień 989;

wyślij SMS na numer 880 333 333 o treści: SzczepimySie;

umów się bezpośrednio w wybranym punkcie szczepień.

E-skierowanie na szczepienie przeciw COVID-19 możesz sprawdzić na stronie pacjent.gov.pl (Internetowe Konto Pacjenta) w sekcji e-skierowania.


       Zgodnie z tym, co pisze w e-mailu zatelefonował do mnie automat, który poinformował, że  NIE WYSTAWIONO DLA MNIE E-SKIEROWANIA i jeśli wybiorę wskazaną cyferkę, to zostanę połączona z konsultantem. Uzyskałam połączenie. Pani konsultantka, która zgłosiła się,  zaproponowała mi szczepienie w Lubartowie* albo w Opolu Lubelskim*, ponieważ w moim Chełmie nie ma już miejsc.

Nadmienię, że zgodnie z informacją opublikowaną na stronie gov.pl  wszyscy, którzy zgłosili i potwierdzili chęć szczepienia, mają pierwszeństwo w rejestracji na szczepienie w wybranym przez siebie punkcie szczepień, zanim jeszcze rozpocznie się rejestrowanie innymi sposobami danej grupy wiekowej. Jak może więc nie być miejsc w Chełmie w dniu 16 marca, skoro zapisy (w innej formie) mojej grupy zaczynają się dopiero 18 marca?

Wyraźnie widać rozbieżność (tekst pogrubiony) w e-mailach z ministerstwa i w systemie, który do mnie telefonował oraz z tym, co mówi konsultant Narodowego Programu Szczepień.

       Zatelefonowałam więc  na numer 989, żeby poskarżyć się i poprosić o pomoc.  Tam jednak - jak powiedziała pani konsultantka - nie da się pomóc w tej sprawie. Nadmieniła, że chyba popełniono jakiś błąd i zaczęła usprawiedliwiać winnych niespójności w przekazywanych mi wiadomościach e-mailowych i telefonicznych. Nie omieszkałam uświadomić tej pani, że - z mojej perspektywy - nie jest adwokatem osób zarządzających systemem szczepień, a kimś do udzielania wsparcia takim ludziom, jak ja. To przecież - my podatnicy - utrzymujemy NFZ łącznie z usługą numeru 989. Rozmowę zakończyłam postawieniem warunku, że do dzisiaj do godziny piętnastej sprawa ma być naprawiona, a ja zarejestrowana na szczepienie w Chełmie i mam otrzymać o tym wiadomość obojętne w jakiej formie, bo inaczej nagłośnię w mediach.

       Minęła godzina piętnasta, cisza w eterze, więc z przytupem nagłaśniam na Posiaduszkach - blogu o światowym zasięgu, hi.. hi…

______________________________

*/ Chełm -  Lubartów  - około 100 km.

*/ Chełm -  Opole Lubelskie - około  135 km.

Dopisek
Dzisiaj - 17 III 2021 r. - kilka minut przed godziną dwudziestą ponownie zatelefonowałam na infolinię 989. Dowiedziałam się, że mam już wystawione e-skierowanie na szczepienie, ale - niestety - miejsca w moim mieście zostały zajęte wczoraj. Zaproponowano mi szczepienie w Zamościu albo udanie się jutro w kolejkę do POZ. Jak to się ma do apeli ministra zdrowia, by nie stać w kolejkach pod przychodniami, nie przemieszczać się, siedzieć w domu, nie widywać dzieci i wnuków, ponieważ jest to niebezpieczne oraz zapowiedzi locdownu w całym kraju? Jak można seniorów narażać na zagrażające zdrowiu i życiu podróżowanie oraz wałęsanie się po obcych miejscowościach?  
To wszystko jest niespójne! Po prostu kupy się nie trzyma, o!
Po co tyle ceregieli? Nie łatwiej i taniej zaproponować tabletkę "na umarcie"? I po kłopocie, o!

Dopisek 2
W dniu 22 marca 2021 r. zostałam zapisana na szczepienie w swoim mieście.

7 marca 2021

Chmura czy papier - współczesne wyzwanie

 Wspomnienia do chmur! Papier do szafy!

       Podczas przeglądania przepisów babci i mamy, rodzinnych papierowych zdjęć, listów pisanych ręką dziadków i rodziców, pocztówek przysyłanych z różnych miejsc wakacyjnych, naszła mnie refleksja związana z pamiętaniem i wspominaniem. Czy cyfryzacja pomoże w ocalaniu wspomnień, czy wręcz odwrotnie, przyczyni się do zapomnienia? Czy historia spisywana i dokumentowana cyfrowo nie zostanie wyczyszczona jednym guziczkiem "delete", albo unicestwiona jakąś kosmiczną strzałą niszczącej energii? Czy nazwiska, daty i miejsca urodzenia nie będą wycięte razem z korzeniami, jeśli nie mamy papierowego papierka w realnie realnym kuferku? Czy po różnych historiach zaszyfrowanych skomplikowanymi HaTeeMeLami nie zostanie tylko „błąd nr...", "taka strona nie istnieje", „usługa przechowywania zdjęć została zamknięta”  i ... Chyba to wszystko, co zostanie, o!

       Syn nie przeczyta listów od matki, matka nie poogląda zdjęć dzieci, które daleko wyjechały, wnuczka nie dowie się, co babcia gotowała i piekła, ani jak wyglądał warsztat czy rower i kapelusz dziadka... etc… etc…

       A wspomnienia, refleksje, ciekawe felietony spisywane na blogach? Wystarczy kliknąć w zachowane w blogowych linkowniach adresy, by przekonać się, że po wielu nic nie pozostało.


       Zastanawiam się, czy nie warto zatroszczyć się także o papierowe świadectwa życia tu i teraz. Może trzeba zrobić analogowe odbitki  cyfrowych zdjęć, które warto zachować dla potomnych? Wiele z takich fotografii, niestety, przepadło w chmurach, a karty z aparatu na bieżąco czyściło się. Dawne kasety wideo są zupełnie nieprzydatne, ponieważ trudno zdobyć staroświecki odtwarzacz. Po starych, stareńkich zdjęciach pozostają chociaż klisze. Po notatkach spisywanych piórem i długopisem - zeszyty lub pożółkłe arkusze papieru podaniowego. Z nich czerpiemy informacje o pradziadach, nauczycielach, naszych autorytetach.

Co zostanie po nas? Błędy  w kosmicznych chmurach?


9 lutego 2021

Ale Jungfrau. Alpy

Czy aparat fotograficzny  „mógł znać”  twórczość poety Jana Kasprowicza? 

       Anzai - Posiaduszkowicz od zarania dziejów tego bloga - czasami ocenia blogowe fotografie i na ich podstawie uczy różnych sztuczek, dzięki którym zdjęcia stają się lepsze - https://foto-anzai.blogspot.com/. Zawsze też podkreśla, że fotografujący może widzieć co innego, niż aparat fotograficzny i oglądający zdjęcia. 

A czy można - podczas robienia zdjęć - na cokolwiek spoglądać oczami kogoś innego? Mnie się zdarzyło, że w Alpach Szwajcarskich na szczyt Jungfrau "spoglądałam Kasprowiczem”. Okazało się, że aparat swoim oczkiem widział tak samo, jakby… Wyczuwał moje i poety emocje?

Jan Kasprowicz. Z wichrów i hal, Z Alp.

Granitów srebrny zrąb

w przewiewnych fioletach,

Na czole mając tkań,

sprzędzoną z śniegów mlecznych,

Pnie się w niebieską głąb

po mgieł sinawych grzbietach,

By symbol wiecznych trwań

i prawd strzelistych, wiecznych.

/.../

Tak przędzie sobie tkań,

ze śniegów tkań promienną,

Milczących pani skał,

ta Jungfrau niewzruszona.







  /.../

A Jungfrau z chmurnych szarf

na skroniach swego szczytu

Śnieżysty przędzie haft

i mgławy włos swój czesze

Na nieb bezbrzeżny krąg

i milczy, niewzruszona.






       Chyba zbyt daleko w tych emocjach odleciałam, hi, hi… Co jednak szkodzi, jak nie zawadza?!

Zainteresowanym udostępniam album SZWAJCARIA https://photos.app.goo.gl/TSe5TCPT98P5j4n52

Linki do wszystkich moich albumów znajdują się w ramce po prawej stronie zatytułowanej ZDJĘCIA GOOGLE.

W trudnym czasie pandemii, dziś wspominam wycieczkę do Szwajcarii - piękne dni - "Media Trip Poland". 

5 lutego 2021

Czy w roku kolejnych mutacji koronawirusa można planować i urzeczywistniać marzenia?

 

   Zwykle miałam jakieś plany i marzenia, choćby te związane z podróżami. O tej porze roku przeglądałam wakacyjną garderobę, zapoznawałam się z ciekawostkami o miejscu, do którego zamierzałam podążyć, przesypywałam z kupki na kupkę pieniądze z emeryckiego budżetu tak, aby wystarczyło na wakacyjny wypoczynek i zwiedzanie. Przemierzałam myszką komputerową satelitarne mapy, a odliczanie dni do wyjazdu było sposobem na ogrzewanie.

Zaraz ktoś zapyta, od czego chce odpocząć emerytka? Przecież nie pracuje, nigdzie się nie spieszy, żaden szef nie suszy jej głowy, terminy nie gonią… etc… etc…

Od czego? Od nudy! Od stagnacji! Od bezczynności! Od ograniczeń! Od siedzenia w domu! Wbrew pozorom, to wszystko męczy. Wysysa siły witalne, wywołuje wszechogarniający smutek, prowadzący często do depresji. Nawet zabija! Pomalutku… Dzień po dniu… Takie umieranie kawałek po kawałeczku… Bez bliskości drugiego człowieka… W samotności…

Wtedy nie pomagają, niestety,  ani książki i filmy, ani radio czy telewizja. Nawet lekarz bezradnie rozkłada ręce na telekonferencji.

Domowe czynności przestają się liczyć. Tracą sens, bo tej sukienki nie warto prasować, a tamte buty i tak nie będą dreptać, więc po co je naprawiać…

Zaczyna się życie tylko wspomnieniami. To jednak ogranicza! Oczywiście wspomnienia mogą być, jeśli całkowicie nie zdominują teraźniejszości. Trzeba przecież pamiętać. Chociażby tych, których kochamy i kim jesteśmy. Tego nie można stracić przez zapomnienie.

Jak jednak planować? O czym marzyć? Do czego dążyć?

Oj tam… Oj tam… Rada Ministrów uchwali i w piątek ogłosi, co będzie można urzeczywistniać od poniedziałku.

A taka przejażdżka będzie dozwolona?






1 lutego 2021

Czy to zdarzyło się naprawdę?

     Nie mogę uwierzyć w to, co widzę i słyszę na filmiku "Wara stąd", nagranym podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Nie potrafię także skomentować, ponieważ za mało siarczystych słów znam i wychowanie nie pozwala mi takich używać.




Czy to może być ksiądz? Może diabeł przebrał się za kapłana?

* * *
W sprawie 1%  PIT

       Proponuję, by Darczyńcy 1% w 2020 roku sprawdzili, czy pieniądze zostały przekazane wskazanej numerem KRS organizacji pożytku publicznego /OPP/, czy może "zapodziały się" gdzieś w czeluściach skarbu państwa? 

Czy to także dzieje się naprawdę?

     Docierają informacje, że niektóre organizacje pożytku publicznego oraz rodzice dzieci chorych i niepełnosprawnych nie otrzymali pieniędzy z 1% PIT. To powoduje pogorszenie stanu zdrowia z powodu braku środków na zakup lekarstw oraz rehabilitację, a nawet zagraża życiu dzieci. 
Wniosek o interwencję premiera w tej sprawie złożył  m.in. senator Krzysztof Brejza. Poprosił on o odpowiedź, dlaczego osoby potrzebujące nie otrzymują przekazanego im 1 procenta podatku PIT oraz w ilu przypadkach wypłata środków została opóźniona albo zablokowana. 

400 tysięcy wniosków o przekazanie 1% dla organizacji pożytku publicznego zostało negatywnie zweryfikowanych przez skarbówkę. To dane ujawnione przez Min. Finansów w odpowiedzi na interwencję ws. blokady przekazywania środków z 1% na rzecz OPP.

(...) Interwencję skierowałem w grudniu na wniosek kilku rodzin wychowujących niepełnosprawne dzieci, do których nie dotarły środki z 1%.